Kevin Zakrzewski siedział na dachu jakiegoś bloku z nogami
zwisającymi w dół. Budynek miał aż dziesięć pięter. Miał nadzieję, że nikt go
tutaj nie wypatrzy, jeszcze by go wzięli za samobójcę.
Odpalił sobie papierosa i zaciągnął się dymem. Musiał się
trochę odstresować. Po spotkaniu z Cogerem był okropnie zdenerwowany. Trochę
się wyżył na tych dwóch kretynach, ale nadal czuł złość. W dodatku uszkodził
sobie nadgarstek. Naprawdę uroczy początek studiów. Jakby tego było mało,
wszystkie dzieciaki w jego grupie patrzyły na niego jak na biedaka spod mostu.
Doprowadzało go to do szewskiej pasji. Tylko dlatego, że ubierał się jak skejt,
miał na sobie znoszone spodnie i buty po przejściach, uważano go za gorszego.
Nienawidził takich ludzi. Nienawidził być traktowany z góry, ale wiedział, że
jeszcze się na nich odegra. Ciężko pracował, żeby dostać się na tę uczelnię i
nie pozwoli się teraz tak po prostu z niej wykopać. Zresztą wiedział, że nigdy
go nie zaakceptują. Jego ubrania przecież były oryginalne, zapłacił za nie
mnóstwo pieniędzy. O co im więc chodziło?