sobota, 15 czerwca 2013

18.Granice



Sebastian
Gdybym mógł wyrzucić Chipa, nie zastanawiałbym się nawet chwili. Niestety, miałem u niego dług wdzięczności, więc nadarzyła się szansa wreszcie go spłacić i nie martwić się, że jeszcze kiedyś zawita na moim progu. Nie byłem tylko pewny, czy wytrzymam w jego towarzystwie te kilka dni.
- Chip, to jest Robin. Robin, Chip.
Gość zmierzył Linna, a potem skupił swoją uwagę na mnie.
- Co jest na kolację?
Przewróciłem oczami.
Gówno, odpowiedziałem mu w myślach, normalnie zaś rzekłem.
- Przygotuj sobie coś.
Robin wziął swoje rzeczy i bez słowa poszedł do swojego pokoju, żeby się wypakować.
-Co to za dzieciak? – zapytał zaciekawiony Chip.
- Nie twoja sprawa.
- To chyba nie twój bachor, co?
- Robin to mój partner – syknąłem – i trzymaj się od niego z daleka.

czwartek, 13 czerwca 2013

~5~




Czarny krążył po pokoju. Miotały nim dwa uczucia: wstyd i wściekłość. Czuł się jak idiota i jednocześnie żałował, że nie pobił się z Tomem. Nawet gdyby miał dostać od niego lanie to i tak byłoby to lepsze od tej nieznośnej niepewności.
Bliźniak wybiegł wściekły z domu. Bill martwił się. Wiedział, że brat jest zaradny i nie da sobie łatwo zrobić krzywdy, ale przecież zdarzają się różne rzeczy. Nie tacy twardzieli ginęli przez głupotę na ulicach. Czarnego coś ściskało w dołku na samą myśl, że jego bratu mogłoby się coś stać. Cholera!
Gdyby tylko bliźniak nie wyzwał go od pedała! Ale nie! Wielki Tom jak zwykle wie lepiej! Młodszy Coger nie mógł uwierzyć, że pokłócili się o taką głupotę. A poza tym... Jak mógł rzucić w niego wazonem?! Zupełnie już mu odbiło? Przecież mógł mu zrobić krzywdę! W sumie to chyba zrobił, bo Tom patrzył na niego z rządzą mordu w oczach. Nie wiedział, czy gdyby miał wybór, nie zdecydowałby się raczej na lanie. Rozwiązanie, które stało się faktem, nie przypadło mu do gustu.
Cholera! Zdecydowanie braterstwo mu nie służyło, a przynajmniej nie w tym mieście. Osiwieje przez tego psychola i to przed dwudziestką! Mógłby się chociaż odezwać, cokolwiek! Czy o tak wiele prosi?
Boże, a jeśli coś mu się stało? Może potrącił go samochód? Albo ktoś go napadł? A może...
- Nie, nie myśl tak - wyjęczał Bill, padając na łóżko.
Ukrył twarz w poduszce. Chciało mu się wyć. Chyba wybrałby lanie.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

17.Granice



Robin
- O żesz kurwa jego mać i wszyscy święci!
Phil pociągnął mnie w swoją stronę tak mocno, że niemal wpadłem do wózka, który pchałem po markecie. Zawisłem na chwilę w powietrzu, a blondyn pchnął mnie energicznie i wepchnął między regały z podpaskami i damskimi przyborami.
- Co jest? – spytałem zdezorientowany.
- Chemik! I Atkinson. Uff! Prawie nas zauważyli. Tu jesteśmy bezpieczni.
- Tak – zakpiłem. – Dział z podpaskami to naprawdę bezpieczna przystań.
Phil wywrócił oczami.
- Tutaj przynajmniej nie przyjdą, nie? Jeśli nas złapią, będziemy mieli przechlapane.
Spojrzałem na wózek, w którym było kilka butelek wódki (na którą zrzuciła się niemal cała klasa), sporo coli, chipsów i tego typu rzeczy.
- Ej, a może te podpaski to nie taki głupi pomysł? – zastanawiałem się.
Phil zaśmiał się.

piątek, 7 czerwca 2013

16.Granice



Robin
Powtórzyłem w myślach listę rzeczy, które powinienem spakować już chyba po raz setny.
Było wszystko jak na mój gust. Sebastian był kolejnym ignorantem odnośnie pakowania swoich rzeczy na taką wyprawę, więc pomogłem mu również z jego rzeczami. Niby tylko trzy dni, a i tak nie było łatwo się zmieścić w torbę. Wziąłem jeszcze plecak i wręczyłem Sebie kanapki na drogę. Będziemy jechać autobusem około pięciu godzin, a to sporo czasu.
Sebastian wypił aż dwie kawy, żeby jakoś funkcjonować o tej czwartej nad ranem i jeszcze kazał sobie zrobić cały termos, żeby miał co pić po drodze. Normalnie gorzej niż z jakimś narkomanem. Ja sam zapakowałem jeszcze fajki. Seba ostrzegł mnie, że jeśli mnie z nimi złapie albo gdzieś je zauważy to zginę śmiercią tragiczną.
- Wyłączyłeś kuchenkę? – spytałem.
- Tak.
- Zgasiłeś wszędzie światło?
- Tak.
- Zamknąłeś okna?
- Robin, sam się już zamknij, dobra? – warknął, zamykając dom na klucz.

czwartek, 6 czerwca 2013

~4~



Tom siedział na łóżku i obserwował Billa. Gapił się tak na niego już dobre pięć minut. Czarny trzymał na kolanach książkę i wpatrywał się w nią jak w sztabkę złota albo, w przypadku Toma, flaszkę wódki. Było to ciekawe, bo nie przewrócił ani jednej kartki. W dodatku trzymał książkę odwróconą do góry nogami.
Bill się zamyślił. Odkąd dwa dni temu spotkał Kevina, ciągle o nim myślał. Zacinał się tak średnio piętnaście razy dziennie. Blondyn był z tego powodu wkurzony. Czuł, jakby gadał do ściany.
Westchnął cicho.
- Bill? - odezwał się poirytowany.
Cisza. Czarny nawet się nie poruszył.
- Bill?! - powtórzył chłopak, czując, że zaraz straci cierpliwość.
Boże, jak on nie znosił Kevina Zakrzewskiego! Matka powinna go zabić już w kołysce! Życie Toma byłoby wtedy o wiele prostsze.