Sebastian
Gdybym mógł wyrzucić
Chipa, nie zastanawiałbym się nawet chwili. Niestety, miałem u niego dług
wdzięczności, więc nadarzyła się szansa wreszcie go spłacić i nie martwić się,
że jeszcze kiedyś zawita na moim progu. Nie byłem tylko pewny, czy wytrzymam w
jego towarzystwie te kilka dni.
- Chip, to jest Robin.
Robin, Chip.
Gość zmierzył Linna, a
potem skupił swoją uwagę na mnie.
- Co jest na kolację?
Przewróciłem oczami.
Gówno, odpowiedziałem
mu w myślach, normalnie zaś rzekłem.
- Przygotuj sobie coś.
Robin wziął swoje
rzeczy i bez słowa poszedł do swojego pokoju, żeby się wypakować.
-Co to za dzieciak? –
zapytał zaciekawiony Chip.
- Nie twoja sprawa.
- To chyba nie twój
bachor, co?
- Robin to mój partner
– syknąłem – i trzymaj się od niego z daleka.