Robin
- Ojej! Biedaku! Sam
tutaj siedzisz?
Było już ciemno, kiedy
obładowany siatkami z zakupami wracałem do domu. Seba zakopał się w stercie
klasówek i wyrzucił mnie za drzwi z pieniędzmi i kartką, na której zrobił
listę. Powiedział, że bez tych rzeczy mam nie wracać. Teraz, kiedy szedłem z
powrotem, zauważyłem pudło, którego wcześniej nie było. Leżało obok śmietników,
z których waliło na kilometr, mimo że na dworze wciąż było dosyć zimno. Aż się
bałem, co to będzie, kiedy zrobi się ciepło.
Odstawiłem zakupy w
miarę „bezpieczne” miejsce i zajrzałem do pudła. Niemal oszalałem na punkcie
małego szczeniaczka, który skamlał żałośnie, dotykając mokrym noskiem mojej
ręki.
Było to zwykły kundel,
ale mordkę miał tak uroczą, że aż mi się serce krajało na myśl, że ktoś go
wyrzucił. Widocznie jednak nie był w stanie zrobić mu krzywdy, więc wsadził