Anna śmiała się w niebogłosy, parskając
pitą właśnie herbatą na wszystkie strony. Tomek siedział naprzeciwko niej
czerwony jak burak i zażenowany jak chyba jeszcze nigdy w życiu.
– Przestań! – warknął do niej. – To
naprawdę nie jest zabawne. – Kobieta w ogóle go nie słuchała. Śmiała się tak
bardzo, że po jej policzkach płynęły łzy. – Jesteś moim psychologiem! Nie
powinnaś się śmiać z tego, co ci mówię.
Ania wystawiła rękę, dając mu znać, żeby
umilkł. Wzięła kilka szybkich, w miarę głębokich oddechów, zupełnie jakby
szykowała się do rodzenia i nareszcie przestała się śmiać. Gdy jednak spojrzała
na Tomka, po chwili znowu parsknęła śmiechem.
– Bardzo zabawne! – burknął, splatając
ręce na piersi. Może to było głupie, ale obraził się na nią za to zachowanie. I
to ma być psycholog, któremu Kacper płaci, żeby Tomek mu się zwierzał? Ta baba
właśnie jawnie się z niego wyśmiewała! Czy nie było jakiegoś kodeksu zawodowego
czy czegoś, co regulowałoby jej zachowanie w pracy? – Cieszę się, że chociaż
ciebie to bawi.