Bill zerknął ukradkiem na brata. Tom siedział po drugiej
stronie małego busa, który miał ich zawieźć do Berlina, gdzie z innych stron zjeżdżała
się już reszta ekipy Tokio Hotel. Mieli do Berlina całkiem blisko, jakieś dwie
godziny drogi, więc upchnęli ich w mały busik i stwierdzili, że spokojnie mogą
te kilka godzin jechać czymś takim. Na miejscu mieli być około dwudziestej,
czekała ich szybko kolacja w hotelu, próba i koncert następnego dnia. W dalszą
trasę mieli już ruszyć tourbusem, który miał pewną awarię i mieli go podstawić
dopiero po ich koncercie.
Tom grzebał w telefonie, zapewne grając w jedną z tych
durnych gier, które czasami sobie ściągał. Bill chciał z nim porozmawiać o tym,
co się wydarzyło, całe napięcie wciąż jeszcze z niego nie zeszło, ale w tak
ciasnym busie nie było opcji, żeby w ogóle poruszyć ten temat.