– Tooom! – zawołałem z łazienki, układając włosy. – Spakuj
mi jeszcze te zielone spodnie i koszulkę w czerwoną kratę!
– Nie możesz sam tego zrobić? – odparł chyba lekko
poirytowany, że zamiast zbierać swoje rzeczy, lata po mieszkaniu i zbiera moje.
– Prooszę?
To zawsze na niego
działało.
– Egh…
Uśmiechnąłem się, kiedy usłyszałem, że otwiera szafkę i
przewraca rzeczy, które tam są. Od czasu wypadku dawał się urabiać jak wół,
trochę mnie to bawiło szczerze mówiąc.
Skrzywiłem się, czując, że ręka wciąż mnie boli przy
wykonywaniu pewnych ruchów. Wciąż była usztywniona bandażem, ale mogłem już w
miarę normalnie jej używać, co było dla mnie wielką ulgą. Jeszcze tylko dwa
tygodnie będę męczył się z gipsem na nodze, a potem w końcu wolność.
Naprawdę nie mogłem się doczekać.