– Więc… – zaczął Damian.
– Więc? – Dominik uniósł brwi. – Wykrztuś to z siebie. Po to
mnie zaprosiłeś do siebie i wręczyłeś lampkę wina? Jeśli chcesz mnie spić, żeby
coś ode mnie wyciągnąć to zapomnij.
Damian odwrócił wzrok, przyglądając się nagle niezwykle
interesującej ścianie.
– Właściwie to… Eee… – Zmarszczył brwi, zły na siebie, że
nie wiedział, jak o to zapytać. Tak jakby spotykali się już prawie dwa
miesiące, a to było ważne i…
Wkurzony na siebie przyssał się do swojej lampki i opróżnił
calutką, mając nadzieję, że wino szybko uderzy mu do głowy i rozplącze język.
Dominik tylko patrzył na niego jak na wariata.
– Wow. Naprawdę coś ci leży na wątrobie.