poniedziałek, 16 listopada 2015

Epilog [ŚWC]






… półtora roku  później, Portugalia


– Tata, pić.
– Em, już. Buduj dalej.
Kacper podniósł się z piasku i podszedł do swojego leżaka, przy którym stała jego torba. Wyciągnął z niej picie dla małego, po czym zapiął ją z powrotem i usiadł na piasku w cieniu parasola obok Samuela. Odkręcił mu butelkę i podał. Samuel napił się łapczywie. Najwyraźniej upał też dawał mu się we znaki, nawet jeśli Kacper dbał, aby mały nie wychodził zbyt często na mocne słońce.
Mały oddał mu butelkę i wrócił do budowania. Kacper siedział po turecku po drugiej stronie zamku i pomagał mu zbudować jedną z czterech wieży, które miała mieć forteca Samuela.
– Poczekaj, tatuś ci przyniesie więcej wody z morza, okej? Będzie ci łatwiej budować.
Samuel skinął głową, podając mu swoje wiadereczko.

niedziela, 15 listopada 2015

4.Zapach domu



Harry uśmiechnął się szeroko do zadowolonej klientki, machając jej jeszcze na pożegnanie.
Podskoczył nagle, kiedy poczuł uszczypnięcie w pośladek. Odwrócił się cały czerwony.
– Barbara! – krzyknął, czując jak jego policzki pąsowieją gwałtownie.
Starsza pani uśmiechnęła się do niego, obejmując go mocno.
– Cześć, Harry.
Harry westchnął, odwzajemniając uścisk.
Od całego tygodnia pracował już na pół etatu w pobliskiej piekarni razem z grupą starszych pań. Na początku nie był pewny, czy to dobry pomysł, ale okazało się, że trafił wręcz idealnie i pracowało mu się wspaniale. Wszystkie traktowały go jak swojego wnuka i bez oporów plotkowały z nim o klientach oraz swoich rodzinach. Harry czuł się tam świetnie i nawet jeśli nie zarabiał dużo, to przynajmniej miał na podstawowe wydatki.

czwartek, 12 listopada 2015

51.Światło w ciemności



– Ciii… Ciii, nie płacz – szeptał cicho Tomek, biorąc braciszka na ręce i przytulając go. Zaczął kręcić się po pokoju, kołysząc go lekko w ramionach. Samuel miał sucho i ciepło, no i to nie była jeszcze pora karmienia, zdarzało się jednak, że mały się budził w nocy i zaczynał płakać. Prawdopodobnie się bał.
Zazwyczaj to Kacper chodził do Samuela w nocy. Tomek nie spodziewał się, że małe dziecko może dać tak popalić, ale wszyscy odczuli w kościach jego pojawienie się. Maria pilnowała małego co drugą noc, a w pozostałe zazwyczaj Kacper. Teraz jednak nie było go w kraju, poleciał w jakąś podróż służbową – wziął Paula ze sobą – i to Tomkowi przypadła w udziale opieka nad chłopcem.
Samuel przestał w końcu płakać, ale wciąż nie wyglądał na chętnego do położenia się z powrotem spać. Tomek poprawił go sobie w ramionach i kołysał go dalej, szepcząc do niego uspokajająco.
Zack stanął w drzwiach. Nie odrywał od niego wzroku nawet na chwilę, oparty ramieniem o futrynę.
– Wszystko z nim w porządku? – spytał cicho.

sobota, 7 listopada 2015

5.Body language



Byłem zawstydzony. Totalnie, na całego zażenowany. Rzadko mi się zdarzało coś takiego. Ostatnim razem było to chyba wtedy, jak Tom w wywiadzie wystrzelił, że jestem dziewicą i oczywiście nasi fani to zwęszyli, robiąc z tego wielkie halo. Myślałem wtedy, że schowam się w mysiej dziurze i nie wyjdę z niej do końca życia. Jak już zabiłbym Toma, oczywiście.
Od tamtego wydarzenia minęły lata i oto nastał kolejny pamiętny dzień, kiedy byłem okropnie zawstydzony, zażenowany i miałem wypieki na policzkach, nawet jeśli na dworze była wyjątkowo paskudna pogoda i lał deszcz.
Tom jadł banana i grzebał w telefonie. Dlaczego akurat dzisiaj Tom musiał jeść tego cholernego banana? Nie mógł zjeść jabłka albo czegoś innego? Nie, on wybrał banana, chyba jakoś telepatycznie wyczuwając… to.
Nigdy się nie przyglądałem jak mój bliźniak je banana, ale teraz czułem się wybitnie niekomfortowo. No bo… co on robił z tym bananem? Nie mógł go zjeść jak człowiek, tylko musiał brać do ust jakby ćwiczył obciąganie i…

czwartek, 5 listopada 2015

3.Zapach domu




Gdy Harry się obudził, Louisa już nie było. Po raz kolejny w ogóle nie usłyszał, jak mężczyzna zbiera się do pracy. Koło łóżka czekała na niego niespodzianka w postaci małej kałuży, obok której siedział Alfa, wesoło merdając ogonem. Harry westchnął i poszedł szybko po mopa. Jeśli panele nasiąkną psimi szczochami, to nie tylko napęcznieją, ale również będą śmierdzieć, a wtedy to Louis już na pewno by go zabił.
W kuchni znalazł na stole kartę płatniczą z pinem na kartce. Widocznie Louis uwierzył chociaż w to, że jest głodny i potrzebuje jakichś pieniędzy, żeby zaopatrzyć kuchnię.
Ubrał się, założył psu obrożę i postanowił z nim wyjść na spacer. W międzyczasie spróbował wypłacić trochę gotówki z bankomatu. Nie chciał znowu zrobić sobie obciachu w jakimś sklepie. Na szczęście Louis nie zamierzał się z nim droczyć i podał mu właściwy pin. Harry odetchnął z ulgą i zaszedł od razu do marketu, robiąc porządne zakupy. Nie zamierzał głodować ani minuty dłużej.