niedziela, 6 grudnia 2015

8.Body language



– Tom, widziałem to co najmniej pięć razy! – poskarżyłem się, kiedy włączył drugą część Iron Mana.
– I zobaczysz jeszcze następnych pięć w najbliższym czasie – odparł, nalewając kolejną porcję whisky do szklanek i zalewając to colą. Podał mi jedną. – Dobrze wiem, że kazałeś mi dzisiaj przejechać te piętnaście kilometrów rowerem, żeby nie chciało mi się iść na imprezę, więc cierp ciało coś chciało.
Wywróciłem oczami, ale nie zaprotestowałem, bo to była prawda. Chciałem, żeby Tom trochę przystopował z piciem, więc zmusiłem go do wycieczki rowerowej, mimo że nie podobało mi się to jeszcze bardziej niż jemu. Wiedziałem, że jeśli zostanie w domu i będzie pił ze mną, nie wypije tak dużo, jak wypiłby w klubie.
Szkoda tylko, że tak szybko mnie przejrzał.
Usiadł obok mnie, trzymając w ręce swojego drinka. Sączyliśmy je powoli. Nie wiem jak on, ale ja czułem już lekki szum i wiedziałem, że jestem lekko wstawiony.

poniedziałek, 30 listopada 2015

6.Zapach domu



Już zza drzwi słyszał śpiew Zayna. Gdy słyszał go po raz pierwszy, od razu wiedział, że Zayn jest naprawdę dobry. Tym razem tylko się w tym upewnił.
Stał przy drzwiach przez dłuższą chwilę, słuchając go. Miał przyjemny dla ucha głos. To było aż niesprawiedliwe, jak wiele Zayn dostał – urodę, świetny glos, bogactwo. Niektórzy ludzie dążyli do tego całe życie i nie byli w stanie tego osiągnąć, a on dostał to na srebrnej tacy.
Gdy piosenka się skończyła i Zayn również zamilkł, Liam zdecydował się wreszcie zapukać. Usłyszał ciche kroki i po chwili drzwi się otworzyli, ukazując sylwetkę Zayna. Mulat wydawał się zaskoczony.
– Zabiję Harry’ego – powiedział na przywitanie, odwracając się i idąc w głąb mieszkania. Drzwi jednak pozostawił otwarte.

sobota, 28 listopada 2015

7.Body language



– Tak, mamo – powtórzyłem chyba po raz tysięczny do telefonu. – Tak, tak… Eee, nie, nie przypomniałem sobie zbyt wiele, tylko kilka rzeczy.
Westchnąłem ciężko i tak szybko jak mogłem wcisnąłem telefon Tomowi. Przez chwilę patrzył na mnie zaspany, w końcu było jeszcze wcześnie jak na nas, ale w końcu zaczął rozmawiać z mamą. Ja tylko zakopałem się głębiej pod kocem. Tom jak zwykle podkręcił klimę na maksa i w pokoju była dosłownie lodówka.
Nawet nie słuchałem, o czym z nią gada. Po prostu zamknąłem oczy i poszedłem dalej spać. Nigdy nie spałem tak dobrze jak z Tomem, więc zamierzałem z tego korzystać ile się da.

niedziela, 22 listopada 2015

5.Zapach domu

Ta noc nie należała do najprzyjemniejszych. Już od dawna Harry’emu nie dokuczał ból pleców i akurat tej nocy wrócił, przekreślając jego szanse na wyspanie się.
Ku jego zdumieniu, Louis nie zniknął rano jak to miał w zwyczaju. Gdy Harry się obudził, jego „mąż” wciąż jeszcze spał. Harry do tej pory nie dał rady rozgryźć jakim cudem Louis wstaje do pracy i Harry nigdy go nie słyszy. Miał lekki sen, powinien słyszeć jak Louis wstaje, jak dzwoni jego budzik albo cokolwiek. Każdy przecież ma lepsze i gorsze dni i zdarza się taki, gdzie po prostu zahacza się o wszystko i hałasuje się, bo nagle wszystkie martwe przedmioty zdają się wchodzić nam w drogę. Albo Louis nie miał takich dni, albo dosypywał mu coś systematycznie do jedzenia na mocny sen.

czwartek, 19 listopada 2015

6.Body language



– Jeszcze ci się nie znudziło to cholerne oglądanie?
Spojrzałem tylko na Toma beznamiętnie w odpowiedzi, chrupiąc głośno popcorn. Jasne, że mi się już znudziło, ostatnie dwa miesiące nie robiłem nic innego, ale czymś musiałem się zająć. Przy oglądaniu filmów szybko ostatnimi czasy zasypiałem, co też nie było głupie. Teoretycznie mogłem już normalnie funkcjonować i wszystko było ze mną w porządku, ale jakoś tak nie potrafiłem się pozbierać do kupy.
A na dworze padał deszcz. Znowu. Nie mogłem spać w nocy, kiedy słyszałem jak krople deszczu uderzają o dach. Nie pamiętałem wypadku, ale leżąc w łóżku miałem wrażenie, że jestem uwięziony we wraku, a deszcz pada na mnie przez wybitą szybę i wychładza moja na wpół żywe ciało. Dopuszczałem też do siebie możliwość, że to wcale nie było moje wyobrażenie, tylko powrót kolejnego wspomnienia, tym razem w mniej bolesny, aczkolwiek o wiele bardziej przerażający sposób.
– Chcesz gorącą czekoladę? – krzyknął do mnie Tom z kuchni.
– Tak! – odkrzyknąłem.
Tym razem miałem na tapecie kilka komedii. Potrzebowałem czegoś na rozweselenie, ostatnio byłem w zbyt depresyjnym nastroju, żeby to było zdrowe.
Po chwili dołączył do mnie Tom, podając mi mój kubek z gorącą czekoladą. Wziąłem go z cichym dziękuję i oparłem sobie na brzuchu, skupiając się na fabule filmu. Tom usiadł obok, również wbijając wzrok w ekran. Nie skomentowałem tego.