…
– Tom, widziałem to co najmniej pięć razy! – poskarżyłem się, kiedy
włączył drugą część Iron Mana.
– I zobaczysz jeszcze następnych pięć w najbliższym czasie – odparł,
nalewając kolejną porcję whisky do szklanek i zalewając to colą. Podał mi
jedną. – Dobrze wiem, że kazałeś mi dzisiaj przejechać te piętnaście kilometrów
rowerem, żeby nie chciało mi się iść na imprezę, więc cierp ciało coś chciało.
Wywróciłem oczami, ale nie zaprotestowałem, bo to była prawda. Chciałem,
żeby Tom trochę przystopował z piciem, więc zmusiłem go do wycieczki rowerowej,
mimo że nie podobało mi się to jeszcze bardziej niż jemu. Wiedziałem, że jeśli
zostanie w domu i będzie pił ze mną, nie wypije tak dużo, jak wypiłby w klubie.
Szkoda tylko, że tak szybko mnie przejrzał.
Usiadł obok mnie, trzymając w ręce swojego drinka. Sączyliśmy je
powoli. Nie wiem jak on, ale ja czułem już lekki szum i wiedziałem, że jestem
lekko wstawiony.