Jonas patrzył
na Damona wyczekująco. Z jego wyrazu twarzy nie dało się nic odczytać. Była jak
kamienna maska, nienawykła do okazywania emocji.
- Dlaczego to
mnie zawsze biją przez ciebie albo Theo? – spytał niezadowolony Dennis,
podnosząc się z ziemi i ocierając krew z ust. Podszedł do Jonasa i stanął obok
niego. – Co tym razem przeskrobałeś?
- Czy to ty
mnie zaatakowałeś w Nowym Jorku? – spytał Damon, zaciskając ręce w pięści.
Jonas patrzył
na niego przez chwilę. Potem odpowiedział:
- Nie.
- I ja mam w
to uwierzyć?
- Nie widzę
powodu, dla którego nie miałbyś w to wierzyć, tak samo jak nie ma powodu, żebym
cię okłamywał.
- To bardzo
ciekawe, biorąc po uwagę, że jesteś jedną z nielicznych osób, z którymi mógłbym
przegrać w walce.