wtorek, 25 października 2016

01.Bestia

- Agh, cholera! – zaklął pod nosem.
W radio leciała cicho muzyka, przerywana co jakiś czas zabawnym komentarzem spikera. Stiles mimo to bez problemu słyszał wyjący w oddali alarm.
Zawahał się. Alarm oznaczał niebezpieczeństwo. Dla zwykłego obywatela był sygnałem, że należy natychmiast udać się do domu, zabarykadować w środku i poczekać, aż niebezpieczeństwo minie i alarm ucichnie. Zignorowanie go mogło zakończyć się śmiercią poprzedzoną agonią i wyrywaniem kończyn jedna po drugiej. Normalnie Stiles nie miał problemów z przestrzeganiem zasad, nie po ostatnich atakach, ale cholera, miał przygotować obiadokolację, a potem spotkać ze Scottem i Allison. Poza tym, był już prawie pod sklepem, więc równie dobrze mógł zrobić zakupy i dopiero potem udać się do domu. W końcu jaka była szansa, że bestia, która zabija, pójdzie do marketu na zakupy?

wtorek, 13 września 2016

Więź[E]


Schował się za podrapaną ścianą, oddychając ciężko. Zjechał po niej i usiadł na ziemi czując, że już dłużej nie pociągnie na tak wysokich obrotach.
Zacisnął dłoń na łuku. Pięć strzał. Z wypełnionego kołczanu zostało mu tylko pięć strzał. Za mało, żeby zdjąć przeciwnika takiego kalibru. Nie oznaczało to jednak, że nie zamierzał spróbować tak czy siak. Wystarczyło, ze przytrzyma go przez odpowiednią ilość czasu i jego cel zostanie osiągnięty.
- Za wolno! – doszedł do niego rozbawiony głos napastnika. Theo poderwał się błyskawicznie i rzucił za pobliskie pudła. Dwa ostrza wbiły się w ziemię w miejscu, gdzie przed chwilą siedział. Gdyby w porę się nie poderwał, już miałby przedziurawione udo.
Albo jajka. Ale wolał myśleć, że udo.
Kurwa, zaklął w myślach, biorąc głęboki oddech i decydując się na dość odważny atak.
Wychylił się, robiąc z siebie łatwy cel, ale zyskując też czas, aby czysto strzelić. Przekleństwa zza sąsiedniego budynku sprawiły, że uśmiechnął się lekko.

piątek, 2 września 2016

22.Prawda


Damon chodził zły jak osa. Znowu. Theo tylko westchnął cicho, wciskając nos w podręcznik i próbując zapamiętać poszczególne elementy oka. Test z biologii był ostatnim, na co miał ochotę, ale cóż, ostatnio i tak już opuszczał szkołę i miał spore zaległości, więc wypadało chociaż coś zdać przyzwoicie.
Humor Damona miał wiele wspólnego z czarow… echem, Danielle, która zapadła się pod ziemię. Od zabicia Mario minął już cały tydzień. Ciekawska natura wampirów tylko pogarszała sprawę. Damon wychodził z siebie, chcąc poznać odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Theo zaczynał podejrzewać, że to wszystko to tylko misterny plan Danielle, żeby doprowadzić Damona do szału. Jeśli tak było, to szło jej wyśmienicie. On sam, szczerze powiedziawszy, zaczął wątpić, czy Danielle w ogóle się pojawi. Mogła tylko rzucić, że się jeszcze odezwie i zwinąć się z miasta. Nic jej przecież nie trzymało.
- Chcesz zaczerpnąć trochę świeżego powietrza? – spytał Theo, nie mogąc już znieść zachowania swojego stwórcy. Damon chodził w kółko po mieszkaniu godzinami. Gdyby szło wydeptać w ten sposób dziurę w podłodze, Damon z pewnością już by to zrobił.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

21.Ojciec


- Można wiedzieć, co ty tutaj w ogóle robisz? – spytał Damon, podciągając spodnie. Theo już dawno zerwał się z łóżka, poprawiając swoje ubranie. Damon spojrzał na kobietę spod byka, dodając z lekką irytacją: – Przez całe życie nie miałem tylu gości co przez ostatni miesiąc.
Czarownica wzruszyła ramionami.
- Obiło mi się o uszy, że macie mały problem. Postanowiłam pomów wam się z nim uporać.
- Naprawdę? – ucieszył się Theo. Zdecydowanie spałby spokojniej, gdyby wiedział, że Mario nie ma już pośród nich. Ten facet go przerażał. Na samą myśl o nim miał ciarki.
Czarownica skinęła głową z lekkim uśmiechem.
- A co ciebie to obchodzi? – mruknął Damon. – Z tego, co wiem, ten problem cię nie dotyczy.
- Bo po prostu mało wiesz. – Wzruszyła znowu ramionami.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

20.Znowu ona



Damon był zły jak osa, że im przeszkodzono, ale postanowił milczeć i przeczekać ten szturm. Tak przynajmniej wydawało się Theo, który usiadł grzecznie obok swojego stwórcy i czekał na rozwój wypadków. Jonasa i Jacoba już znał, ale Glorii nie miał okazji do tej pory zobaczyć. Była piękna, ale to ani trochę go nie dziwiło. Jonas, Jacob, Mario, Damon, Celeste… Wszyscy byli zjawiskowi, każde na swój własny sposób. Najbardziej doceniał urodę Damona, Mario i Jonasa, ale nie mógł zaprzeczyć, że reszta też była ładna.
Tylko nie w jego typie.
- Pozwoliliście mu uciec? – spytał Damon, patrząc na swoich krewnych.
Gloria splotła ręce na piersi, patrząc na niego karcąco. Jacob westchnął cicho, odchylając się na oparcie kanapy, a Jonas pozostał niewzruszony. Jak zresztą zawsze. Ten facet był jak skała. Nie reagował w żaden sposób, choćby się waliło i paliło. W każdej sytuacji potrafił zachować zimną krew i nie pozwalał, aby jakiekolwiek emocje stanęły na przeszkodzie zdrowemu rozsądkowi. To między innymi dlatego był najniebezpieczniejszym wampirem z nich wszystkich i każdy czuł przed nim respekt.
- Złapanie go nie jest takie proste – odparł Jacob. – Jest o wiele silniejszy niż wcześniej. W chwili obecnej tylko Jonas może mu dać radę.