sobota, 20 lipca 2013

23.Granice



Robin
– Ty skurwielu!
W ostatniej chwili uskoczyłem w bok, kiedy wściekły Atkinson w dwóch susach dopadł Sebastiana i uderzył go z pięści w twarz. Chemik zatoczył się na meble, ale zanim zdążył się pozbierać, wściekły matematyk po raz kolejny doskoczył o niego i mocno go uderzył.
– Ty jebany pedofilu! Tak ucznia wykorzystywać! Jak w ogóle…! – urwał, posapując jak rozjuszony byk. Nawet wydawało mi się, że z nosa ulatuje mu para. Jeszcze nigdy nie widziałem takiej miny na tej spokojnej i przyjaznej twarzy. Byłem przerażony, ale jedyną rzeczą, która akurat przychodziła mi na myśl, to że jak na tak niepozorną i chudą osobę, Atkinson zaskakująco mocno potrafi kogoś uderzyć.
Sebastian w końcu ocknął się z tego otępienia i odepchnął od siebie kolegę po fachu, po czym odsunął się od niego.
- Uspokój się! – powiedział ostro, doprowadzając się do porządku i zapinając spodnie. Phil wciąż stał w drzwiach i obserwował wszystko z nieprzeniknioną miną. Odniosłem jednak wrażenie, że był zadowolony z tego, co zobaczył, a lekki, kpiący uśmiech, który wypłynął po chwili na jego usta, tylko mnie w tym upewnił.
Miałem ochotę zetrzeć mu ten durny uśmiech z twarz. To, co się stało, wcale nie było zabawne.
- Do kurwy nędzy, uspokój się! – krzyknął Sebastian, kiedy Atkinson z powrotem przymierzał się do uderzenia go. – Porozmawiajmy, ok?
- Robin, dlaczego nikomu nie powiedziałeś? – spytał nauczyciel z wyraźną pretensją w głosie. – Pomógłbym ci!
Patrzyłem na niego zupełnie przerażony, zawstydzony i wyraźnie skołowany. Pomógłby mi? Ale w czym? Przecież nie potrzebowałem pomocy.
– To nie tak, jak myślisz – warknął Sebastian. Starł wierzchem dłoni krew z wargi.
– Dobrze wiem, co widziałem – odparł Atkinson. Jego twarz wciąż była czerwona ze złości, a dłonie zwinięte w pięści. Wyglądał na osobę w każdej chwili gotową do ataku. – Brown, przepraszam, że ci nie wierzyłem. Gdybym wiedział wcześniej…
– Kurwa, zamknij się wreszcie i daj coś powiedzieć! – Sebastian był BARDZO zły. Mimo wszystko zbliżyłem się do niego, bo Atkinson wyglądał na nieobliczalnego, wolałem więc mniejsze zło.
– Robin, chodź – odezwał się Phil. Spojrzałem na niego niepewnie i pokręciłem przecząco głową, robiąc jeszcze jeden chwiejny krok w stronę Sebastiana. Ten, widząc to, również się do mnie zbliżył.
– Robin?
– Mieszka ze mną od śmierci rodziców – wycedził Boot. – Przygarnąłem go, bo jego ojciec miał ogromne długi i Robin musiał oddać dom. Chciał zrezygnować ze szkoły i iść do pracy.
– Ach, i postanowiłeś…
– Po prostu jesteśmy razem. Jest już pełnoletni, może sam za siebie decydować. Nikt go do niczego nie zmusza.
– Wyglądało to trochę inaczej – wtrącił Phil. Na samą myśl, że zobaczył, jak robię Sebastianowi loda, moim ciałem wstrząsał zimny dreszcz. Chyba nigdy już nie spojrzę mu w oczy.
Ba! Na pewno nigdy nie spojrzę mu w oczy.
– Daj spokój, Robin nawet nie jest gejem! – warknął matematyk.
– Jestem – odezwałem się lekko zachrypniętym głosem. Chrząknąłem cicho. Nie miałem zamiaru zwalać teraz wszystkiego na Sebastiana. Skoro się dowiedzieli, powinni poznać prawdę. Jeżeli potem Phil się już do mnie nie odezwie, trudno, przynajmniej będę miał czyste sumienie. – Jestem gejem, tylko nigdy nikomu o tym nie mówiłem. Sebastian mi pomógł i umożliwił dalszą naukę. Dzięki niemu mogę iść na studia. Do niczego mnie nie zmuszał. Po prostu… zaiskrzyło między nami. Nie mówiliśmy nikomu, żeby ktoś nie posądzał go o faworyzowanie mnie. – Phil prychnął z wyraźnym niesmakiem. – Nie życzę sobie, żeby za pomoc, którą mi ofiarował, odpłacano mu w taki sposób.
– Tak w ogóle, jak udało się wam tutaj wejść? I skąd wiedzieliście? – spytał Sebastian.
– To proste – rzucił kpiąco Phil. – O jego rzekomym opiekunie nikt nic nie wiedział, nikt go nigdy nie widział. Na wycieczce Alan zobaczył, jak Robin wychodzi z pana… z TWOJEGO pokoju z samego rana. Wszyscy dobrze wiemy, że w naszym go w nocy nie było. Wtedy wydawało mi się jednak absurdalne, żeby spędził całą noc w pokoju nauczyciela. Potem nagle spotykamy go na zakupach. Och, i jest z tobą! To trochę dziwne, nawet jeśli bylibyście sąsiadami. Nie jesteś typem osoby, która podrzuca nielubianego bachora do marketu. O tym, że nie znosiłeś Robina, wiedzieli wszyscy. Gdy Robin u mnie nocował, słyszałem, jak wtedy w łazience powiedział „Seba”. Kiedy źle się czuł i został z tobą po lekcji w klasie, wszedłem do środka  i zobaczyłem, że pije kawę z twojego kubka. To już było na maksa dziwne, zwłaszcza że wcale nie wyglądałeś na kogoś, komu to przeszkadza. A potem jeszcze odjechał z tobą spod szkoły. Wszystko układało się w jedną logiczną całość. Kiedy na imprezie Cleo pochwaliła się, że wrzuciła Robinowi tabletkę do drinka, wykorzystałem to i zabrałem mu klucz. – Phil uniósł rękę i pokazał przedmiot, którego braku Robin nawet nie zauważył. – Nawet nie musiałem tego robić. Po tym, jak nagle wbiłeś się na krzywy ryj do domu Lucy i go zabrałeś, nie miałem najmniejszych wątpliwości.
Seba zaklaskał kpiąco.
– Cóż za dedukcja. Mogę ci już wystawić ocenę, czy muszę wstrzymać się do poniedziałku?
– Dyrektor się o tym wszystkim dowie, Boot – mruknął Atkinson. – Mam nadzieję, że wyciągnie z tego konsekwencje.
– Wolałbym, żeby nikt więcej się o tym nie dowiedział – wtrąciłem.
Phil i matematyk spojrzeli na mnie podejrzliwie. Wciąż nie wierzyli, że trzymam stronę Sebastiana.
– Chyba musimy pogadać! – warknął Phil.
Podszedł do mnie, złapał mnie za nadgarstek i wyciągnął z kuchni. Otworzył drzwi prowadzące do małego pokoju i wepchnął mnie tam.
Nagle jego otwarta dłoń uderzyła mnie mocno w twarz, a potem blondyn złapał mnie za ramiona i potrząsnął. Patrzyłem na niego oniemiały i trochę przestraszony.
– Czy to w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co robisz?! Bronisz tego… Tego…
– Nie zrobił nic złego! – odparowałem, wciąż będąc w szoku.
Uderzył mnie…
Phil mnie uderzył. Po raz pierwszy w życiu naprawdę mnie uderzył.
– Nie? Przyznaj, że cię pierzył!
– To był tylko seks! Chciałem tego! Nie pozwolę, żebyście zrobili ze mnie ofiarę, a z niego jakiegoś pierzonego pedofila!
  To nawet nie o to chodzi! Znamy się… Znamy się tyle lat, a ty się słowem nie zająknąłeś, że jesteś gejem! Możesz mi to wytłumaczyć?!
Zapadła cisza. Spuściłem wzrok, czując rosnącą gulę w gardle. Stracę go. Dowiedział się i na pewno się ode mnie odsunie.
– Bałem się, że mnie nie zaakceptujesz – przyznałem w końcu.
– Nigdy nie wyrażałem się źle o gejach! – syknął.
– Jasne, i co z tego?! Już widzę, jak by to wyglądało! Za każdym razem, kiedy spędzalibyśmy czas tylko we dwóch, zastanawiałbyś się, czy myślę o tobie jak robię sobie dobrze albo czy mój wzrok nie zatrzymał się zbyt długo na twojej dupie! W końcu wstydziłbyś się przy mnie rozbierać, bojąc się, że mogę spojrzeć na ciebie jak na potencjalnego dupojebca! Czułbyś się niezręcznie w moim towarzystwie! Jak niby miałem ci powiedzieć?!
Phil zacisnął mocno usta, zapewne zdając sobie sprawę z tego, że mam rację. Nie mógłby traktować mnie normalnie po takich rewelacjach. Już nigdy nie byłoby tak ja przedtem. Źle się stało, że się dowiedział, ale skoro już i tak zostałem do cna upokorzony, postanowiłem wyznać mu całą prawdę.
– Poza tym… – Po moich policzkach popłynęły łzy. Blondyn drgnął dziwnie, gdy je zobaczył. – Poza tym, to dzięki tobie uświadomiłem sobie swoją orientację. Zdałem sobie sprawę, że z czasem… stałeś się dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Zacząłem cię pragnąć. Bałem się, że jeśli się do tego przyznam, znienawidzisz mnie. Jak miałem ci powiedzieć, że się w tobie podkochuję?
Był w szoku. Spuściłem głowę, szlochając cicho.
– Chciałem tylko być twoim przyjacielem. Nigdy nie miałem zamiaru obarczać cię brzemieniem swoich uczuć. Byłeś szczęśliwy z Lucy. Nie chciałem niczego pomiędzy nami popsuć. Miałeś się nie dowiedzieć o mojej orientacji.
– Nie płacz – powiedział cicho. – Nie wiem, jak mam się zachować.
Przez chwilę po prostu stał, gapiąc się na mnie. Potem westchnął cicho. Objął mnie niepewnie i przytulił. Wiedziałem, że kiedy się uspokoję, będziemy kontynuować rozmowę.


Sebastian
Byłem wściekły, że Atkinson tak szybko uwierzył w moją winę. Miałem ochotę zamordować Browna, ale postanowiłem zostawić sobie egzekucję na jakiś inny dzień, kiedy nie będę musiał się martwić tą tępą głową, Atkinsonem. Gdy dzieciaki wyszły z kuchni, spojrzałem na kolegę z niechęcią.
– Jeśli tak bardzo ci zależy, możesz powiedzieć o tym dyrektorowi – rzekłem. – Wie o mojej orientacji i jestem pewny, że wyciągnie właściwe wnioski.
– Dalej się upierasz, że nie zmuszałeś Robina do niczego?
– A wyglądał, jakby był do czegoś zmuszany?! Do cholery, gdzie ty masz oczy?! To dorosły chłopak. Gej! Hormony w nim buzują. Naprawdę myślisz, że go wykorzystywałem?
– Sam już nie wiem, co mam myśleć.
Prychnąłem.
– Cokolwiek zrobisz, pamiętaj, że plotki szybko się rozchodzą. Chcesz na mnie donieść, proszę bardzo, postaraj się tylko tego za bardzo nie rozdmuchać. Nie chcę, żeby ta sytuacja odbiła się na Robinie.
– Nie mów, że się o niego troszczysz.
– Przecież już powiedziałem…!
– Dobra! – odparł tym samym tonem, wyraźnie zły. – Co mogłem sobie pomyśleć?! Brown już od jakiegoś czasu mnie męczył, twierdząc, że Robin z tobą mieszka i że prawdopodobnie na mieszkaniu się nie kończy. Był bardzo pewny siebie, przytoczył wiele dziwnych sytuacji. A teraz wchodzę do twojego domu i widzę, jak młody Linn klęczy przed tobą i… Boże! Nawet nie chcę o tym myśleć. To było… Było…
– Nikt nie wie o orientacji Robina – mruknąłem. – Bądź tak miły i zachowaj tę informację dla siebie.
Atkinson patrzył na mnie spod byka. Widziałem, że nie podoba mu się ta cała sytuacja, ale mało mnie to obchodziło. Robin mieszkał ze mną i kropka, a to, co jeszcze nas łączyło, nie powinno go interesować.
Od początku zdawałem sobie sprawę z tego, że przez ten związek mogę mieć kłopoty, ale mało mnie to obchodziło. Dzieciak był już pełnoletni i tak się składa, że niezwykle inteligentny. Żeby takiego skurczybyka wyprowadzić w pole, trzeba by było naprawdę dobrej taktyki. Sam nie byłem pewny, czy dałbym radę go omamić, gdyby nie był zainteresowany. Robin był naprawdę bystry i insynuacje, że go wykorzystałem, właściwie obrażały jego inteligencję.
Nie miałem zamiaru mówić o naszym związku więcej, niż to absolutnie konieczne, tak samo jak nie zamierzałem się z niego tłumaczyć, bo, na Boga, jestem już od dawna dorosły i wiem najlepiej, co mi wolno, a czego nie. Taki Atkinson nie będzie właził z butami w moje życie.
Uśmiechnąłem się do niego słodko, wiedząc, że odbierze to jako prowokacje. Miałem to gdzieś. Niech sobie nie myśli, że wygrał.


Robin
Nie było mi łatwo o tym wszystkim rozmawiać. Widziałem, że Phil też czuje się niezręcznie, chociaż nie przeszkadzało mu to w zadawaniu mi różnych osobistych pytań. Wyznałem mu wiele rzeczy, starając się nie opowiadać zbyt wielu o moim związku z Sebastianem. Powiedziałem tylko tyle, ile było konieczne, czyli że to tylko niezobowiązujący seks i że zacząłem sypiać z nim z własnej, nieprzymuszonej woli. Przeprosiłem również za to, że kłamałem. Na szczęście poza dezorientacją i lekkim oburzeniem, że nie powiedziałem mu o tym wszystkim od razu, nie wydawał się być zły.
Gdy już dowiedział się ode mnie tego, co chciał, westchnął ciężko i podrapał się po głowie.
– Rany, jak tak teraz o tym myślę, to nie mogę uwierzyć, że się nie domyśliłem – mruknął. – Zmyliła mnie ta twoja dziewczyna. Jak ty to powiedziałeś? Starsza i zajebiście ładna? – Jego twarz wyrażała dezaprobatę. – No, może trochę, ale bez przesady!
Uśmiechnąłem się lekko.
– Musiałem coś powiedzieć, nie odczepiłbyś się.
– Ta… Coś w tym jest.
– Phil, byłbym wdzięczny, jeśli to wszystko zachowałbyś dla siebie. Wolałbym, żeby nikt więcej się o tym nie dowiedział. I nie, nie chodzi o to, że się tego wstydzę, bo nie wstydzę. Dobrze mi z tym, że jestem gejem. Ludzie po prostu zaczęliby zadać zbyt wiele pytań,  a ja nie mógłbym odpowiedzieć tak, żeby nie zdradzić czegoś istotnego. Gdyby ktoś się dowiedział, że jestem z Sebastianem, z nas dwóch to ja miałbym większe kłopoty. Możesz to dla mnie zrobić?
– Jeśli tego naprawdę chcesz…
– Nikomu, Phil. Zwłaszcza Lucy. To baba, a one są pierwsze do plotkowania.
– Niestety, w tym jednym muszę się z tobą zgodzić – westchnął i skinął głową. – W porządku, nikomu nie powiem. Atkinson też nie powiadomi dyrektora, ale wiedz, że kompletnie nie podoba mi się to wszystko. Uważam, że nie powinieneś być z tym idiotą i że popełniasz błąd. Duży… Ogromny błąd!
– Phil…
– Wiem, wiem, mózgowcu. Po prostu chyba się trochę o ciebie… martwię.
Zaśmiałem się.
– Akurat o swoją dupę potrafię zadbać.
Blondyn wywrócił teatralnie oczami, taktownie nie komentując mojej wypowiedzi. Nie sądziłem, że tak będzie, ale czułem się naprawdę dobrze z tym, że już wiedział i nie musiałem przed nim nic ukrywać. Trochę mi było głupio, że dowiedział się w taki sposób, ale trudno. Widocznie nie można mieć wszystkiego.


Sebastian
Atkinson czekał w drzwiach aż Brown wreszcie się zbierze i wreszcie przestanie nawijać z Linnem jak przekupka na targu. W końcu się zdenerwował i poszedł już do samochodu, tam mając zamiar na niego poczekać. Gdy Brown wreszcie wyszedł, Robin nie przyszedł za nim. Chyba nie chciał stanąć twarzą w twarz z matematykiem, a może miał jakiś inny powód. Właściwie nie wiedziałem.
Brown spojrzał na mnie z taką niechęcią, z jaką zazwyczaj patrzy się na gówno, w które się wdepnęło. Odwzajemniłem mu się dokładnie tym samym. Jeszcze nie zapomniałem sprawy z wiadrem wody, które mi wylał na łeb. Nie odegrałem się tylko ze względu na Linna.
– Powiedział mi prawdę – rzucił wyzywająco.
Uniosłem brwi. Nie miałem zamiaru dać się sprowokować.
– Jaką dokładnie prawdę masz na myśli?
– Nie myśl sobie, że tak to zostawię. Nie pozwolę, żebyś miał Robina dłużej niż to absolutnie konieczne.
Spojrzałem na niego z politowaniem.
– A co ty możesz zrobić?
Uśmiechnął się nieprzyjemnie.
– Robin mnie kocha. Jak myślisz, ile razy będę musiał go przelecieć, żeby wybić mu ciebie z głowy?
Z jakiegoś powodu poczułem, że moje ciało sztywnieje na jego słowa. Były w końcu jednoznaczne.
– Chcesz ze mną o niego rywalizować? – spytałem z niedowierzaniem.
– Co to za rywalizacja, kiedy z góry zna się zwycięzcę? – zapytał, jego głos wręcz ociekał ironią. – Mówił, że łączy was tylko seks, więc nie powinieneś mieć problemu ze zrezygnowania z niego. Jeśli jednak chcesz ze mną walczyć, spróbuj szczęścia.
– Za daleko się posuwasz. To ty go skrzywdzisz, nie ja.
– To już mnie nie obchodzi – powiedział zimno. Patrząc mu w oczy, musiałem stwierdzić, że faktycznie, w ogóle go to nie interesuje. – Ważne, żebyś ty go nie miał.
Zanim zdążyłem porządnie trzepnąć go w łeb, wyszedł z mieszkania.
Zacisnąłem dłonie w pięści. On mówił poważnie, że będzie zalecał się do Robina. Najwyraźniej granie na dwa fronty nie stanowiło dla niego większego problemu. To, że Linn mu ulegnie, było dla mnie oczywiste. Kochał się w nim już od dłuższego czasu, więc teraz, kiedy jego „miłość” – Boże, zlituj się nade mną i zapierdol tego bachora, zanim skarzę się na wieczne potępienie – się nim zainteresuje, na pewno nie będzie się nad tym zastanawiał, tylko czerpał z tego pełnymi garściami.
Zostawi mnie.
Poczułem bolesny ucisk w okolicy serca, zupełnie jakby ktoś próbował mi je wyrwać. Zdałem sobie sprawę, że się boję. Boję się, że go stracę. Nie chciałem go stracić. Robin wiele dla mnie znaczył, na Boga! Był mój i tylko mój! Jeśli już musiałem się nim z kimś dzielić, trudno. Mógł to być jednak każdy, ale nie Phil Brown.
Z przygnębieniem pomyślałem, że na to już nie mam wpływu. Nie wiedziałem jednak, dlaczego tak bardzo mi zależy na tym, żeby ich rozdzielić.
Pewne było tylko to, że chociaż „rywalizacja” jeszcze się nie zaczęła, ja już przegrałem.


***
Mam nadzieję, że się podobało. Jak widzisz, Unda, u mnie było trochę bardziej... destrukcyjnie;).
Pozdrawiam i życzę miłych wakacji!

czwartek, 18 lipca 2013

~10~



Tom siedział wściekły w domu i ciągle dzwonił do bliźniaka, ale ten nie odbierał. Wkurzony blondyn przez kilka godzin skakał po kanałach i był coraz bardziej zły.
-Zabiję go! Po prostu zabiję! Jak on mógł…?! Cholera, jak to w ogóle możliwe, że ja i ten debil… Nie, stary, nie myśl o tym! Skup się lepiej na zaplanowaniu morderstwa- mruczał do siebie.
Gdy drzwi się otworzyły i stanęli w nich jego bracia, uśmiechnął się zadowolony. Wstał i z mordem w oczach zaczął podchodzić do bliźniaka.
-Jeżeli mi coś zrobisz, wyślę to do mamy!- zagroził spanikowany Bill chowając się za szatynem.
Kevin wydawał się być rozbawiony sytuacją. Humor wyraźnie mu się poprawił od momentu, w którym wyszedł z domu.
-Tylko spróbuj!- warknął blondyn zaciskając zęby.
-Kevin, pomocy!- błagał Czarny chowając się za Zakrzewskim.
-Nawet nie próbuj!- zagroził Tom, a widząc głupi uśmiech na twarzy szatyna, powiedział:- Wiesz, że on nagrał nas wczoraj po pijanemu?
-Co?- zdziwił się Kevin.
Bill tylko jęknął rozpaczliwie rozglądając się za drogą ucieczki.
-Pochwal się, młody!- powiedział blondyn zakładając ręce na piersi.
-Ja… Ee… Ale to nie była moja wina!- jęknął młodszy Coger cofając się do tyłu.
-Tom, znalazłem artykuł o bliźniakach. Kevin go widział i… Aaa!
Blondyn rzucił się na swojego bliźniaka. Zakrzewski taktownie odsunął się na bok i pozwolił, aby Tom powalił Czarnego na podłogę. Bill krzyczał i wierzgał wściekle nogami. Starszy Coger przez chwilę się z nim siłował po czym wyciągnął mu z kieszeni telefon i nadal na nim leżąc zaczął szukać filmiku.
-Mam kopię, więc nie uda ci się tego na dobre usunąć!- wyjęczał Bill.
Miał drobne problemy z oddychaniem, ale Tom nic sobie z tego nie robił. Bliźniak sam się o to prosił.
-Tom, puść!- poprosił Czarny.
-Nie ma mowy.
Podał komórkę Zakrzewskiemu i podczas gdy Kevin oglądał nagranie, on podniósł brata do pionu i zaciągnął go siłą do łazienki. Bill próbował się wyrwać, jednak gdy tylko mu się to udało, zaraz został przytrzymany przez szatyna.
-Przegiąłeś, Billy!- powiedział zły.
-To nie była moja wina! Puszczajcie mnie!- krzyczał młodszy Coger, ale Tom i Kevin nic sobie z tego nie robili.
-Jak ja mogłem się z tobą całować? Przecież to ohydne!- mruczał szatyn trzymając Czarnego.
-Weź, nawet nic nie mów! Dziwię się, że nie rzygałem! Ble!
-Mnie za to rwało od rana. Nie dziwię się.
-Okropność.
-Mało powiedziane.
Gdy Kevin trzymał Billa przełożonego przez kolano i z głową pod prysznicem, Tom zastanawiał się, jak go ukarać. Z uśmiechem odkręcił wodę i lodowaty strumień popłynął na głowę Czarnego, który krzyknął i zadrżał mocno.
-Utopicie mnie! Aaa!- krzyczał.
-Nic ci nie będzie. A szkoda- rzucił Kevin mocno trzymając brata. Bill miał o wiele więcej sił, niż początkowo przypuszczał.
Tom podszedł do kosza na brudne ciuchy i wyciągnął swój pasek. Złożył go na pół, zamachnął się i z całej siły zdzielił bliźniaka po pośladkach. Czarny wrzasnął rozdzierająco rozpaczliwie próbując się wyrwać, ale uścisk Zakrzewskiego był zbyt silny.
-Nic nie zrobiłem!- pisnął, gdy blondyn znowu go uderzył.
-Piecze cię tyłek, Billy?- spytał Kevin ze śmiechem.
Po kolejnych dwóch uderzeniach, Czarny nagle szarpnął się mocno. Zakrzewski stracił równowagę próbując go utrzymać. Z cichym okrzykiem złapał Toma za spodnie i po chwili cała trójka wylądowała w brodziku prysznica. Tom i Kevin krzyknęli, kiedy lodowata woda zaczęła moczyć ich ubrania. Bill nie zareagował.
Blondyn klnąc próbował jakoś wstać ze swoich braci, ale mu to nie wychodziło.
-Tom, złaź!- zarządził Kevin próbując wstać.
-To nie takie proste!
-Jesteś na górze, rusz się!
-No, przecież próbuję!
-Zaczynasz mnie wkurzać!
-I vice versa!
-Cholera, szybciej! Zimno mi!
-Zamknij się, dobra? Nie pomagasz mi!
-No to się pośpiesz!
-A co ja niby robię?!
Kevin zaklął próbując się podnieść. Łokciem uderzył Toma pod kolanem i blondyn z okrzykiem znowu upadł przyciskając braci do brodzika. Bill jęknął cicho, a szatyn znowu przeklął.
-Przestań się tak wyrażać!- zirytował się blondyn.
-Używam tylko typowo polskich słów, więc się nie czepiaj!
-Ale…
-Och, po prostu wynoś się stąd!
Tom klnąc wyszedł na czworakach z brodzika i usiadł na podłodze. Był cały mokry i miał dreszcze. Było mu strasznie zimno! Kevin po chwili również wstał i niepewnie stanął na podłodze opierając się o ścianę. Odgarnął włosy do tyłu i westchnął rozcierając ramiona. Przez chwilę patrzyli na siebie wrogo. W tym samym momencie ich oczy otworzyły się szeroko i spojrzeli na Billa, który leżał nieruchomo w brodziku. Na jego ciało wciąć leciała lodowata woda. Nie ruszał się.
Obaj rzucili się do brodzika prawie wyłamując plastik w kabinie.
-Bill? Bill! Odezwij się!- mówił Tom biorąc brata w ramiona i odgarniając mu włosy z twarzy.
-Uderzył się- rzucił Kevin dotykając czoła chłopaka, na którym już znajdował się guz.
Czarny nie reagował. Blondyn czuł, jak ogarnia go przerażenie. Uporczywie powtarzając imię bliźniaka delikatnie klepał go po twarzy. Niestety, ciało brata nadal było bezwładne i ciążyło mu.
Kevin zakręcił kurek i również zaczął wołać młodego Cogera, ale bez skutkuu.

Nie śmiej się, myślał zrozpaczony Bill. Musisz dać im nauczkę, nie śmiej się.
Chłopak czuł, że jego głowa pulsuje boleśnie. Nieźle nią uderzył o róg w brodziku, na chwilę naprawdę go zamroczyło. W dodatku bracia omal go nie zgnietli. Był od nich o wiele szczuplejszy, każdy kilogram postrzegał jako tonę.
Uch!
-Bill! Bill, proszę! Powiedz coś!- mówił Tom potrząsając nim.
Czarny czuł że bliźniak go obejmuje. Miał ochotę się roześmiać, ale wiedział, że nie może. Cóż, kiedyś potrafił ukrywać swoje wszystkie uczucia, więc teraz też jakoś sobie poradzi. Z Billem Cogerem się nie zadziera!
-Bill, obudź się!- odezwał się Kevin dotykając jego ramienia i potrząsając nim lekko.
Spokojnie, Coger, pomyślał Czarny. Tylko spokojnie.
-Nie reaguje, jest nieprzytomny!- rzucił spanikowany Kevin.
-Może zabierzmy go do szpitala?
-Mam go zanieść na barana?!
-Racja…
Tom chwycił go mocniej i Bill pozwolił sobie jęknąć teatralnie.
-Bill?!- wykrzyknęli bracia.
Młodszy Coger opuścił głowę chowając twarz w zagłębieniu szyi bliźniaka. Pozwolił sobie na delikatny uśmiech, jednak prawie natychmiast został odsunięty. Czuł, że bracia cięgle wpatrują się w jego twarz. Nie było to przyjemne uczucie, kiedy tak dwie osoby przewiercają cię na wylot, ale nie takie rzeczy się przeżyło.
-Bill? Słyszysz mnie?- zapytał Kevin.
Czarny nie odpowiedział. Znieruchomiał i trwał tak przez chwilę.
-Cholera! Co mu jest?!-pytał Tom.
-Dlaczego się nie budzi?! Zachciało ci się na nim odgrywać! To wszystko twoja wina!
-Przestań zwalać na mnie! Wcale nie jesteś lepszy! Jest w tym tyle samo twojej winy, co mojej.
-To był twój głupi pomysł!
-Nikt nie kazał ci brać w tym udziału!
-Cholera!
Czarny znowu jęknął chcąc zwrócić na siebie uwagę. Poruszył się niespokojnie. Było mu trochę niewygodnie i okropnie zimno. Czuł, że zaczyna mieć dreszcze. Marzył o tym, żeby się przebrać w suche rzeczy i trochę odpocząć od rodzeństwa.
-Bill?- odezwał się blondyn.- Braciszku? Proszę, obudź się! Obiecuję, że już więcej tego nie zrobię! Bill? Bill!
-Bill!- dołączył się Kevin.
Czarny zlitował się i uchylił lekko powieki. Uniósł rękę i dotknął obolałej skroni. Znowu jęknął. To naprawdę zabolało.
-Bill!- krzyknęli obaj uradowani.
-Jesteście nienormalni. Już was nie lubię!- powiedział oskarżycielsko, kiedy obaj go ściskali.
-Przepraszam…- wyjęczał Tom przytulając go mocno i odgarniając z jego twarzy mokre kosmyki.-Wybaczysz mi?
Kevin chrząknął cicho najwyraźniej nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał. Bliźniacy spojrzeli na niego zdziwieni, ale nie skomentowali jego miny.
Bill mógł pogratulować sobie pomysłowości, ponieważ do końca weekendu miał spokój. Kevin i Tom starali się zachowywać naprawdę dobrze, co bardzo go zdziwiło. Cóż… Chyba trochę ich nastraszył, ale zasłużyli sobie na to.
Udało im się w spokoju przedyskutować historię Zamroziewiczów. Doszli do wniosku, że muszą ich odnaleźć i zapytać o to wszystko. Na pewno tamci chętnie im pomogą, sami przecież kiedyś też mieli takie problemy. A jeśli nie, trudno. Jakby na to nie patrzeć, warto było spróbować.
W poniedziałek znowu trzeba było udać się na uczelnię. Teraz nie dość, że miał sińce na szyi, to jeszcze porządnego guza. Wykładowca, którego mijał na korytarzu, spojrzał na niego podejrzliwie, ale nic nie powiedział. Bill zarumienił się i zażenowany spuścił wzrok. Jeżeli ten facet znowu go zawoła, umrze. Na szczęście miał z nim zajęcia dopiero później.
-Hej, Bill!
Czarny obejrzał się niepewny, czy to o niego chodzi. W końcu nie tylko on mógł mieć tak na imię.
-Coger!- rzucił ktoś pewnym głosem.
Tom również się rozglądnął zdziwiony. Zauważył szatyna z szarymi oczami, który zatrzymał się tuż przed nimi.
-Mówiłeś coś do mnie?- zapytał Bill.
-Ta…- mruknął chłopak dokładnie oglądając Cogerów.
Zmierzył ich takim wzrokiem, że Czarny mimowolnie spojrzał w dół na swoje ubrania jakby w obawie, że są brudne albo dziurawe. Nic takiego jednak nie dostrzegł, więc uspokojony podniósł głowę. Na twarzy nieznajomego malowało się jednak coś innego, więc Bill ze zmarszczonym brwiami spojrzał z powrotem w dół. Jego trampki były czarne, a w nie wcisnął końcówki rurek. Jeansy miał niebieskie, a przy nich brązowy pasek ukryty pod materiałem czarnej bluzy z kapturem. Wyglądał… normalnie.
Dlaczego on się tak gapi, zastanawiał się.
Spojrzał na Toma, ale jego bliźniak najwyraźniej głowił się nad tym samym. Nieznajomy chłopak był niby ubrany zwyczajnie, ale na każdej jednej rzeczy miał znaczek Nike. Na butach, spodniach, bluzie… Nawet na opasce, którą nosił na ręce.
-Czego chcesz?- spytał Tom zakładając ręce na piersi.
Nieznajomy spojrzał na niego jak król na żebraka, skrzywił się i przeniósł wzrok na Billa. Czarny patrzył na to zdziwiony nie mając pojęcia, o co tu chodzi. Czy znowu coś przeskrobał i nawet o tym nie wiedział?
-Nie interesuj się, ciebie nie pytałem!- rzucił chłopak z pogardą.
Tom syknął coś wściekły i zrobił jeden krok w stronę szatyna, ale Bill złapał go za rękaw i odciągnął. Rzucił mu porozumiewawcze spojrzenie.
-Dobra- burknął blondyn wyrywając się.
-Czego chcesz?- spytał Czarny sucho.
Nikt nie ma prawa traktować Toma w taki sposób!
-Wiem, że widziałeś, jak Kevin Zakrzewski pobił dwóch chłopaków z uczelni.
-Chyba nie rozumiem, o co ci chodzi.
-Och, dobra. Więc trochę ci to skrócę. Na wydziale prawa jest taki jeden, Kevin Zakrzewski. Wszyscy chcą się go pozbyć. Wiesz, nie pasuje do nas. To jakiś biedak, który nie ma pojęcia o świecie. Wiem, że widziałeś jego bójkę z Markiem i Patrykiem. Chcemy, żebyś wystąpił jako świadek.
-Mam wam pomóc wyrzucić Kevina z uczelni?
-Tak. No, wiesz, ubarw trochę historyjkę i będzie po sprawie.
Bill patrzył na niego jak na idiotę. Miał ochotę uderzyć go mocno w twarz.
-Nie zrobię tego.
-Niby dlaczego? Zapłacę ci.
-Ty chyba kpisz!- wtrącił się Tom prychając cicho.
Bill zdziwił się, że aż tak długo wytrzymał. Według zegarka Toma piętnaście sekund to całe stulecia, zwłaszcza jeśli chodzi o zachowanie ciszy.
Nieznajomy zignorował blondyna, zupełnie jakby go tam wcale nie było. Starszy Coger wyglądał, jakby miał się rzucić na tego chłopaka, więc Bill złapał go za rękaw.
-Skoro tak bardzo wam zależy na tym, żeby go wykopać, dlaczego sami tego nie zrobicie? Możecie przecież kogoś podłożyć- rzucił Czarny.
-Niby tak, ale ten skurczybyk jest okropnie cwany. Mógłby wtedy, powiedzmy, postraszyć ciebie i ty wyśpiewałbyś całą prawdę. A poza tym on znajdzie sposób, żeby postawić na swoim, a my chcemy go stąd wykopać na dobre. Dlatego musimy trzymać się jego prawdziwych wybryków, a nie wymyślać coś, czego nie zrobił. Rozumiesz?
-Tak.
-Dzisiaj pójdziemy do…
-Nie powiedziałem, że z tobą pójdę- przerwał mu Bill uśmiechając się zimno.
-Zapłacę ci!- warknął zirytowany chłopak.
-Wsadź to sobie w…- urwał sugestywnie młodszy Coger.
-… dupę!- dokończył Tom zadowolony.- Zadzieracie z nieodpowiednią osobą. Powiedziałeś mu wprost, że masz zamiar się go stąd pozbyć?
Nieznajomy spojrzał na blondyna z niesmakiem, ale nie skomentował jego wypowiedzi.
-Więc nie pomożesz mi?- spytał patrząc na Billa.
-Nie. Chodźmy!- rzucił młodszy Coger do bliźniaka.
Tom z głupim uśmiechem pokazał nieznajomemu środkowy palec i razem z Billem ruszyli w stronę sali, w której mieli mieć wykład. Obaj prychnęli w tym samym momencie. Spojrzeli na siebie i przybili żółwika uśmiechając się do siebie.
Dzień był jak zwykle nudny. Na jednym z zajęć mieli wejściówkę, na której oczywiście Czarny pomagał bratu. Tom jak zwykle w ogóle się nie uczył i nic nie umiał.
Ostatni wykład mieli z mężczyzną, który kilka dni wcześniej zainteresował się szyją Czarnego.
-Bill i Tom Cogerowie. Są tutaj tacy?- spytał pod koniec zajęć.
-Tak- odparli chłopcy.
Wszyscy spojrzeli na nich dziwnie. Bill po raz kolejny został wezwany przez tego samego profesora, to wyglądało podejrzanie.
-Zostańcie, proszę. Muszę z wami porozmawiać.
Bliźniacy spojrzeli na siebie zdziwieni.
-O co mu znowu chodzi?- zapytał cicho Tom, gdy szli w stronę biurka mężczyzny.
-Nie mam pojęcia, ale musimy się pilnować. Ten facet coś za bardzo się nami interesuje.
Gdy już wszyscy wyszli, mężczyzna przysiadł na biurku i spojrzał na nich przenikliwie.
-Jesteście bliźniakami jednojajowymi?- zapytał.
-Tak- odpowiedzieli zgodnie.
-Dobrze. Piszę książkę na temat bliźniaków i chciałbym zadać wam kilka pytań. Zgadzacie się?
-Jakich pytań?- spytał Tom marszcząc brwi.
-Odnośnie waszego życia, relacji… Czy macie przed sobą jakieś sekrety i inne tego typu rzeczy.
-No…- zaczął Bill rzucając bratu pytające spojrzenie. Tom pokazał kciuk opuszczony w dół.- Nie bardzo.
-To tylko nasza sprawa. Czy możemy już iść?- odezwał się blondyn znudzony.
-Nie. Chcę, żebyście dzisiaj wieczorem przyszli na basen. Ten na terenie uczelni.
-Po co?- zdziwił się Czarny.
-Wszyscy uczniowie po kolei mają tam dyżury. Przyjdzie jeszcze kilkanaście innych osób. Dzisiaj wasza kolej sprzątania.
-Co?!- krzyknęli zdziwieni.
-Punkt dziewiętnasta chcę was widzieć przy basenie w odpowiednim stroju, inaczej będę musiał z tego wyciągnąć jakieś konsekwencje.
-Ale…- jęknął Tom, jednak facet tylko pokiwał przecząco głową.
-No, dobra!- warknął blondyn splatając ręce na piersi. Wyglądał jak naburmuszone dziecko.