– Najgorszy
film, jaki widziałeś.
Zastanowiłem
się chwilę. Trochę tego było, to trzeba przyznać.
– „Zmierzch” –
rzuciłem w końcu. Nie trawiłem tego gówna. Mogło to mieć więcej wspólnego z
faktem, że Lucy zmusiła mnie do obejrzenia całej serii cholernych pięć razy,
niż z fabułą samą w sobie, ale no… Fakt pozostawał faktem.
– Oj, przestań!
– zaprotestował Pascal. – „Zmierzch” nie był taki zły!
– Jestem tobą
głęboko rozczarowany w tym momencie – oznajmiłem, zaciągając się papierosem.
– Były gorsze!
Na przykład „Stagecoach”.
Spojrzałem na
niego w półmroku jak na idiotę.
– Wziąłeś film
nakręcony jakieś siedemdziesiąt lat temu i porównujesz go ze współczesnym
kinem? Wstydź się.
– Były też
inne! – wykłócał się. – Na przykład „Pięćdziesiąt twarzy Gerey’a”! A poza tym,
film to film.