niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 26



UWAGA!
Mam problemy z laptopem i chwilowo jestem uziemiona. Tą notkę dodaję z komputera kuzynki, ale innych na razie nie będzie, bo wszystko jest zapisane na moim laptopie. Obiecałam jednak, że wstawię ten odcinek do końca tygodnia, wiec udało mi się jakoś go napisać i opublikować.
Skomentuję u WAS, gdy już będę miała sprawny sprzęt.
Wybaczcie wszelkie opóźnienia.
Miłego czytania i pozdrawiam!

Andrej patrzył i nie wierzył. Gdyby nie to, że ostatnio miał tak podły nastrój i depresję, teraz zapewne kulałby się po podłodze ze śmiechu. Idąc tutaj spodziewał się chyba wszystkiego, począwszy od ostrego rżnięcia się Erica z kimś z skończywszy nad pracą nad jakimś projektem z jakimś przystojniakiem albo… jeszcze coś. Wyobrażał sobie chyba wszystko, ale… ale nie TO.
Eric siedział okrakiem na plecach Marka, który leżał plackiem na skórzanej kanapie. Fotograf trzymał go za szyję wystarczająco mocno (dusił go!), żeby twarz Marka zrobiła się buraczano czerwona i uderzał jego głową w poduszkę, którą Mark podłożył sobie specjalnie pod głowę. Eric był jednak zawzięty i mimo tego biała poduszka splamiona była krwią z nosa bruneta. Cała ta sytuacja wyglądała tak komicznie, że Andrej stwierdził w końcu „jebać depresję” i roześmiał się szczerze i głośno.
Eric znieruchomiał i zerknął niepewnie na swojego „eks”. Wciąż zaciskał mocno palce na szyi Marka, który również patrzył na Andreja dość… dziwnie.
- Andrej…
- Kurwa! – wycharczał Mark, próbując jakoś oderwać palce Erica od swojej szyi, ale była to syzyfowa praca. – Spóźniłeś się! Miałeś przyjść wcześniej! Miałeś zobaczyć jak go pieprzę, a nie jak on mnie dusi!
- Zamknij ryj! – syknął Richards, wbijając brunetowi kolano w kręgosłup. Mark krzyknął. – Już jesteś martwy.
Coś w głosie Erica zaalarmowało Pejica. Eric niezwykle rzadko używał takiego tonu, ale kiedy już to robił, był niezwykle poważny. Wyglądało więc na to, że Eric wcale nie żartował.
- Obaj się uspokójcie – powiedział. – Czy ktoś mi wreszcie wyjaśni, o co tu chodzi?
Mark uśmiechnął się cwaniacko.
- Z przyjemnością.
- Zamknij się! – warknął fotograf, łapiąc go za włosy i wbijając jego twarz w poduszkę. Mark zaczął się panicznie szamotać.
- Eric, puść go, bo naprawdę zrobisz mu krzywdę.
- Ma, na co sobie zasłużył.
- Eric…
Andrej podbiegł do nich i jakoś udało mu się ściągnąć Richardsa z drugiego mężczyzny. Mark przekręcił się na wznak, biorąc płytkie, chaotyczne oddechy. Ciągle patrzył na Erica i Andreja, jakby spodziewał się ataku. A potem jego twarz wykrzywiła się w grymasie uśmiechu.
Brunet zerwał się z kanapy i stanął za nią. Kaszlnął kilka razy i zaśmiał się.
-  Chcesz wiedzieć, o co chodzi? – spytał. – Z przyjemnością cię oświecę.
- Zamknij się! – warknął Eric.
- Tak się składa, że co nieco na ten temat wiem, bo to w końcu…
- SIEDŹ CICHO!
Eric rzucił się na Marka ale ten szybko uciekł za stolik.
- … To w końcu MOJEGO fiuta ssał przez ostatnich kilka tygodni.
Andrej wciągnął głęboko powietrze, a Eric zatrzymał się, zaciskając ręce w pięści. Spojrzał niepewnie za zszokowaną twarz Pejica i jeszcze bardziej zapragnął zabić Marka. Chciał wręcz delektować się widokiem Marka konającego w bólu.
- Jest w tym całkiem niezły, wiesz? – kontynuował Mark.
Eric zacisnął mocno zęby.
- Naprawdę dobry… Nie spodziewałem się, że przez te wszystkie lata nabrał aż takiej praktyki… Jak łykał moją spermę to zaczynałem żałować, że nie mam HIV. Z chęcią bym go zaraził, a potem on ciebie… Należało mu się.
Richards, widząc łzy w oczach modela, sam miał ochotę się rozpłakać.
- Eric…? – zapytał cicho Andrej, jakby na potwierdzenie tego, co usłyszał.
- Eric nie skłamie – Mark zaśmiał się nieprzyjemnie. – Eric wie, że to nic nie da… Wie, że ty już wiesz. Co teraz?
- Dlaczego? – spytał cicho Pejic.
- Właśnie, Eric, dlaczego? – spytał niewinnie Mark. Eric stał nieruchomo i brunet już się nie obawiał, że fotograf rzuci się na niego z łapami. – Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego zapragnąłem się na tobie zemścić? Dlaczego w taki sposób? Dlaczego od razu nie powiedziałeś mu prawdy?
- Zamknij się!
- Dlaczego tak łatwo przyszło ci robienie loda komuś innemu niż SWOJEJ WIELKIEJ miłości?! – pytał ark sarkastycznie.
- O co tu chodzi? – spytał cicho Andrej. Eric zrobił krok w jego stronę, ale blondyn się cofnął odruchowo.
- Andrej…
- O CO TU, DO CHOLERY, CHODZI?! – wydarł się Pejic, ledwo powstrzymując szloch. Nie chciał płakać. Nie przy nich. Nie chciał pokazywać, jak to go boli.
- Powiedz mu – rzucił Mark. – Powiedz, DLACZEGO to zrobiłeś. Czemu tak bardzo się bałeś, że on się dowie.
- ZAMKNIJ SIĘ! – krzyknął Andrej. – Czego ty chcesz? Czemu mi to zrobiłeś?!
- Tobie? Ty wmieszałeś się w to przypadkiem. Serio, nic do ciebie nie mam. Co to tego śmiecia, to już coś innego. No, Eric… Przyznaj się w końcu. Albo ty to wreszcie z siebie wykrztusisz, albo ja mu powiem.
Eric zazgrzytał zębami, wiedząc, że nie ma innego wyjścia. I tak planował powiedzieć o wszystkim Andrejowi, nie chciał tego jednak robić przy Marku. Tak jednak wyszło, że… nie miał wyjścia. Serce biło mu jak oszalałe ze zdenerwowania, a ręce pociły się ze strachu. Bał się tego, co stanie się po wyjawieniu całej prawdy, ale chyba i tak lepsze było to niż zabranie tajemnicy do deski grobowej.
- To… To dość stara historia – zaczął szatyn.
- Dla ciebie na pewno – zakpił Mark.
- Pamiętasz, mówiłem ci, że ja i Mark znamy się od dziecka. Jak byliśmy dziećmi, kolegowaliśmy się. Ja, Emily, Mark i… Matt. Jego… brat bliźniak.
Andrej zerknął na bruneta, który wyglądał na dość… zniecierpliwionego, ale jednocześnie delektował się każdym jednym wydukanym przez Erica słowem.
- Masz brata bliźniaka? – spytał Andrej. Nigdy wcześniej żaden  z nich  otym nie wspominał.
Mark uśmiechnął się jedynie gorzko, nic nie odpowiadając.
- My… byliśmy naprawdę dobrą paczką, ale… zdarzało nam się kłócić. Kiedy… Kiedy mieliśmy po jedenaście lat, zbudowaliśmy sobie domek na drzewie. Był naprawdę ekstra jak na możliwości jedenastolatków i…
- Do rzeczy – wtrącił Mark, splatając ręce na piersiach. Opierał się tyłkiem o szklany stolik i mimo wyluzowanej pozy, był bardzo spięty. I zdecydowany. Andrej nie miał tylko pojęcia, na co.
- Pewnego dnia, latem, jak zwykle byliśmy w domku. Mark droczył się z Emily, ciągnąc ją za warkoczę, a ja i Matt… zaczęliśmy kłócić. Poszło o jakąś kompletną głupotę, jeden szturchnął drugiego i zaczęliśmy się szarpać. Matt zaczął sobie kpić z mojej rodziny, z mojego młodszego braciszka, który był niepełnosprawny…
- Masz niepełnosprawnego brata? – zdziwił się model.
Eric westchnął.
- Miałem. Zmarł pięć lat temu. W każdym bądź razie, zaczęliśmy się szarpać. Byłem bardzo drażliwy na punkcie takich kpin i…
- Nie usprawiedliwiaj się – rzucił Mark. – Dla tego, co zrobiłeś, nie ma usprawiedliwienia.
- ZAMKNIJ SIĘ i daj mi powiedzieć! – Eric wziął kilka uspokajających oddechów. Nie chciał tego mówić. Bał się, że nie przejdzie mu to przez gardło. Nikomu jeszcze o tym nie mówił i nie wiedział, czy będzie w stanie. Chociaż to było tak wiele lat temu, on wciąż pamiętał ten dzień, jakby to zdarzyło się wczoraj. – Zaczęliśmy się bić naprawdę na serio. W pewnym momencie ja… Ja…
Richards zamilkł, przełykając ciężko ślinę. Chciało mu się płakać.
- Ja… pchnąłem go mocno. Matt potknął się o lalki Emily i wypadł przez dziurę, którą wchodziliśmy do środka. To nie był jakoś wysoko, ale Matt… upadł… On… upadł naprawdę źle. Ja… On… My… Przy upadku… - Andrej już chyba wiedział, co Eric chce powiedzieć, ale mimo to i tak nie mógł w to uwierzyć. – Matt przy upadku skręcił sobie kark… L-lekarze mówili, że to była bezbolesna śmierć. Wtedy też… Wtedy właśnie rozwalił mi brew i stąd moja blizna. – Eric potarł ją odruchowo palcem.
- Jak widzisz, masz przed sobą mordercę mojego braciszka – rzekł Mark. – Zabił mojego brata, rozumiesz? Jedyną ważną dla mnie osobę na tym świecie. Jedyną, która miała dla mnie znaczenie. Jak się czujesz, wiedząc, że mieszkałeś i spałeś w jednym łóżku z mordercą?
- Andrej…
Pejic cofnął się jeszcze bardziej w tył. Łzy zaczęły płynąć mu po policzkach.
- Nie chciałem ci tego mówić – powiedział cicho Eric zdławionym głosem. – przepraszam.
- I dlatego zgadzałeś się na to wszystko, co on robił? – spytał Andrej niemal histerycznie. – Bałeś się mi przyznać do tego, co stało się kiedy byłeś dzieckiem, więc wybrałeś, twoim zdaniem, mniejsze zło i zostawałeś tutaj, żeby robić mu loda?
- Najlepszego loda na świecie – wtrącił Mark. – I to po kilka dziennie.
Pejic spojrzał na niego ze smutkiem i niechęcią.
- Naprawdę myślisz, że twój brat byłby zadowolony z takiego rozwiązania?
- Co?
- Twój brat był na tyle okrutny, żeby z premedytacją rujnować komuś życie? – spytał cicho Andrej. – Myślisz, że jest dumny z tego, co zrobiłeś?
- Nie znałeś mojego brata, więc nie myśl sobie, że możesz się o nim wypowiadać jak chcesz.
- Może i nie znałem, ale nie jestem pewien, czy podobałoby mu się to, co robisz. Możesz sobie nienawidzić Erica, mnie czy kogokolwiek chcesz, ale prawda jest taka, że twój brat nie żyje i choćbyś  nie wiem jak chciał, już go nie odzyskasz. Nie w tym świecie. O żywych powinno się troszczyć, Mark. Zmarłym już nie pomożesz.
- Przestań mi prawić kazania.
- Już przestaję – Andrej pociągnął nosem. – Mówisz, że nic do mnie nie masz i jestem tu przypadkiem. To teraz chciałbym cię poinformować, że w tej chwili chcę umrzeć.
- Andrej…
- Naprawdę chcę. I jeśli umrę, będziesz miał mnie na sumieniu.
Mark wpatrywał się w niego osłupiały. Nie spodziewał się czegoś… takiego. Andrej wyglądał na smutnego i zranionego, ale jednocześnie… Mark nie potrafił ocenić, jakie dokładnie uczucia malują się na jego twarzy. Tak jak mówił, chodziło mu tylko o Erica. Patrząc na to wszystko teraz, miał wrażenie, że cała ta sytuacja bardziej zraniła Andreja niż jego wroga.
- Przykro mi z powodu twojego brata, ale to, że się tak mścisz… Skoro już dopiąłeś swojego, mam nadzieję, że nigdy więcej się nie spotkamy. A co do ciebie – Andrej spojrzał ze smutkiem na Richardsa. – Szkoda, że nie ufałeś mi wystarczająco, żeby to wyznać. Nie sądzę, żebyś wypchnął tego chłopca umyślnie. Wiem, że nie jesteś taki. Nie czuję się zagrożony tylko dlatego, że przydarzył ci się taki wypadek, Eric. Nie uważam cię za mordercę, ale… - Pejic pokręcił tylko głową.
- Andrej, posłuchaj, ja…
- Nie. Nie mam zamiaru. Nie masz pojęcia, co przeżywałeś, siedząc w domu i martwiąc się o siebie. A ty? Zupełnie jakbyś tego w ogóle nie dostrzegał.
- Widziałem, ale co miałem zrobić, czując posmak czyjegoś chuja w ustach, co?! – spytał Eric, wybuchając płaczem. – Jak miałem ci się do wszystkiego przyznać? Nie masz pojęcia, jak bardzo się bałem, że mnie zostawisz.
- I to było twoje rozwiązanie?!
- Nie masz pojęcia, jak długo na ciebie czekałem! Ile lat już jestem w tobie zakochany! Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszyłem, kiedy dostałem pracę w Chadwick Models i mogłem ci wreszcie poznać. Nawet mnie nie pamiętasz! Rozmawiałeś ze mną na balkonie podczas swojej pierwszej sesji, stresowałeś się pokazem. Już wtedy cię pokochałem! Po tym wszystkim, co przeszedłem, nie chciałem cię stracić.
- Cóż… Straciłeś. Gdybyś powiedział mi prawdę, nie byłoby o czym rozmawiać. Ale teraz… Nie jestem pewien, czy mogę ci wybaczyć. Nie wiem nawet, czy chcę to zrobić. Oddałem ci swoje serce… I  ciało. Facetowi, mimo że czułem się zawsze hetero. Pozwoliłem ci, żebyś mnie zdominował w życiu i sprowadził do roli kobiety, ale nie myśl sobie, że tak obojętnie przejdę obok czegoś takiego.
- Andrej…
- Możesz sobie mieć mnie za gówniarza, ale mam to gdzieś. W chwili obecnej nie chcę patrzyć na żadnego z was. Obaj mnie w to wplątaliście i obaj jesteście winni temu, że teraz płaczę. Muszę to sobie przemyśleć, Eric. Jeśli będę chciał się z tobą skontaktować, sam cię znajdę.
Andrej spojrzał jeszcze raz na zdumionego Marka, który już nie wyglądał na takiego zadowolonego z obrotu sytuacji, po czym kiwnął im ręką na pożegnanie i odszedł.
Miał w głowie kompletną pustkę i sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Chciał być z Ericem, tym bardziej, że Eric też tego chciał, ale nie był pewien, czy będzie potrafił zapomnieć o tym, co się stało.
Stał już przy windzie, kiedy usłyszał głośny tupot czyichś butów na podłodze. Po chwili obok niego stał Mark.
- Andrej…
Blondyn spojrzał na niego pytająco. Mark podał mu swoją wizytówkę.
- Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić… Nie pomyślałem i…
- Cóż, za późno. Jeśli to wszystko, to ja…
- Zanim zdecydujesz się zrobić coś głupiego, zadzwoń do mnie. Przez głupotę straciłem brata, nie chcę się męczyć z wyrzutami sumienia, jeśli naprawdę coś ci się stanie.
Andrej wziął wizytówkę, chociaż i tak nie miał zamiaru nigdzie dzwonić. Kiedy wszedł do windy, nie patrzył na Marka, mimo że czuł jego wzrok na sobie.
Gdy drzwi windy zamknęły się i zaczął jechać samotnie w dół, rozpłakał się.
To nie tak miało być.

wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 25



- Porozmawiaj ze mną.
Andrej odwrócił się plecami do brata, stojącego w rogu pokoju. Nie chciał rozmawiać. Potrzebował trochę czasu, żeby pewne sprawy przemyśleć i zastanowić się, co dalej.
Odszedł od Erica i do tej pory nie widział się z nim. Gdy Richards przyszedł do jego matki, ta nawrzeszczała na niego, że to przez nią on był taki załamany. Odegrała cudowną szopkę, udając, że się martwi, bo nie wie gdzie jest.
I Eric odszedł. Uwierzył czy nie, odszedł. I już więcej się nie pokazał.
Minęły tylko cztery dni, ale Andrej miał wrażenie, że to była cała wieczność. Próbował jakoś poskładać to, co z niego zostało, do kupy, ale kompletnie nie miał pojęcia, jak to zrobić. Nie sądził, że to wszystko tak głupio się skończy.
- Andrej, do cholery. Zachowujesz się gorzej niż baba – warknął Igor. Od samego początku wiedział, że nie ma co się nad bratem użerać, bo on tylko na to czeka. Chce, żeby wszyscy wokoło niego skakali. Nie było sensu go cackać. On potrzebował kogoś, kto brutalnie postawi go na nogi o siłą pomoże mu się z tego otrząsnąć. – Dobra, nie chcesz rozmawiać, w porządku. Ubieraj się, jedziemy na jakieś zakupy. Może to trochę ci pomoże.
Młodszy Pejic pokazał bratu fuck’a i nakrył się bardziej kołdrą. Akurat teraz, kiedy on marzy, żeby umrzeć, Igor się wczepił i nie chciał dać mu spokoju.
- Andrej… Bo stracę cierpliwość – ostrzegał chłopak, powoli tracąc cierpliwość. – Dobra, jak chcesz.
Wyszedł z pokoju i wrócił po jakiejś minucie z wiaderkiem w ręce. Nie zastanawiając się długo, wylał na swojego brata całe wiadro lodowatej wody.
Blondyn krzyknął i zerwał się z łóżka jak oparzony.
- Co ty robisz, kretynie?! – wrzasnął zły.
- To, co powinienem zrobić już cztery dni temu. Mam dość twojego użalania się nad sobą. Zacznij się zachowywać jak człowiek. Myślisz, że jak będziesz tu siedział i rozpaczał to coś się zmieni?! Erica już nie ma, przyprawił ci rogi, a potem kopnął cię w dupę. I tyle! Zamiast tu siedzieć i próbując wtopić się w otoczenie, zastanów się, co możesz zrobić, żeby jakoś swoją sytuację poprawić!
- Igor…
- Nie, zamknij się! W tej chwili idziesz do łazienki, weźmiesz prysznic, bo już cuchniesz od tej zaryczanej pościeli i ubierzesz się normalnie. Wsiądziemy w samochód i pojedziemy na zakupy. Wydasz sporo forsy na nowe ciuszki i kiedy wrócisz będziesz zbyt zmęczony, żeby szlochać w poduszkę i jęczeć za Ericem. JASNE?
Andrej przez chwilę patrzył na brata, a potem bez słowa wyminął go i poszedł do łazienki. Igor odetchnął z ulgą.
Poskutkowało.
Andrej tak naprawdę nie chciał nigdzie iść. Najchętniej w ogóle nie ruszałby się z łóżka, ale wiedział, że jeśli Igor się na coś uprze, to nie odpuści. Zresztą, z jednej strony miał ochotę za to wystrzelać pół okolicy, ale z drugiej… Z drugiej był mu wdzięczny. Potrzebował kogoś, kto wyciągnie go z tej przeklętej depresji i postawi na nogi. Jeśli naprawdę nie chciał zakończyć swojego życia w tym momencie, musiał jakoś wziąć się w garść. Nie był pewien, czy sam jest w stanie pozbierać kawałki dawnego siebie i zrobić z nich na powrót Andreja Pejica, czy może będzie potrzebował do tego pomocy. Igor wręcz idealnie się do tego nadawał.
Kąpał się prawie półtorej godziny, wdychając odurzający zapach olejków do kąpieli. To było naprawdę odprężające i miłe. Gdy wyszedł, ubrał się najzwyczajniej jak tylko mógł i poszedł do brata.
Igor z miejsca otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale Andrej go uprzedził.
- Zamknij się – powiedział. – I przytul mnie.
Starszy Pejic początkowo patrzył na brata ze zdumieniem, a potem zaśmiał się cicho i mocno go przytulił.
- Chcę, żeby niezdarna primadonna do nas wróciła, Andrej – powiedział, głaszcząc go po plecach.
- Ja też bym chciał, Igor, chociaż primadonnę to sobie wypraszam.
- Chodźmy, wydasz mnóstwo forsy i od razu ci się polepszy.
Andrej uśmiechnął się z rezerwą.
- Naprawdę myślisz, że to pomoże? Nawet ty nie jesteś taki głupi, Igor.
Chłopak wzruszył ramionami i popchnął młodszego brata w stronę drzwi.
Zakupy były, o dziwo, całkiem ciekawe i zabawne. Andrej wreszcie się rozluźnił.

Eric patrzył na alkohol i tabletki, które miał przed sobą. Ręce wplótł we włosy i pociągnął, celowo próbując sobie sprawić ból.
Andrej odszedł. W całym domu zostało bardzo niewiele rzeczy świadczących o jego obecności. Ten dom był okropny bez niego. A wszystko to, WSZYSTKO, wina Marka.Jego były przyjaciel celowo rozbił mu związek z Andrejem, bo wiedział, że to na nim najbardziej mu zależy i że to on jest dla niego najważniejszy. Nie przewidział jednak, że Eric, zazwyczaj myśląc trzeźwo i racjonalnie, w takich okolicznościach postanowi jakoś zmniejszyć swoją „przegraną”. Zbyt mocno kochał Andreja, żeby móc bez niego żyć. I jeśli naprawdę okaże się, że nie ma szans na odzyskanie go, tego życia się pozbawi. Ale najpierw… Najpierw się zemści.
Zabije Marka albo go chociaż okaleczy, a potem powie wszystko Andrejowi, a potem…
A potem umrze. Jeśli Pejic nie wybaczy mu tego, otruje się. Andrej nawet nie zdawał sobie spray, że Eric zna go od samego początku jego kariery. Był nawet na jego pierwszym pokazie. Andrej miał wtedy tylko siedemnaście lat, a on sam dopiero zaczynał pracę jako stażysta w „Out”. Andrej zachwycił go swoją urodą, charakterem, wszystkim… Rozmawiali tylko przez chwilę, ale to wystarczyło, żeby powalić go na kolana.
Eric uśmiechnął się lekko, przypominając sobie ich pierwsze spotkanie.

…Andrej kręcił się po garderobie, nie potrafiąc nawet chwilę wysiedzieć w miejscu. Stres go po prostu zżerał. To była jego pierwsza, prawdziwa sesja. A jeśli się przewrócił? Albo nie spodoba? Chyba by umarł ze wstydu.
Wymknął się z garderoby i poszedł na balkon zapalić. Popchnął mocno drzwi, nie przewidział jednak, że trzeba będzie zejść stopie niżej. Potknął się i z okrzykiem przerażenia leciał twarzą na beton. Zanim zorientował się, co się stało, silne ramiona pochwyciły go mocno w pasie i uchroniły przez rozbiciem sobie twarzy na podłodze.
Andrej oddychał szybko, nie wiedząc, co się właściwie stało.
- Wszystko w porządku?
Blondyn odwrócił głowę i spojrzał na twarz swojego wybawiciela, który… Który zamarł, wciąż trzymając go w pasie. Pejic speszył się trochę. Mężczyzna patrzył na niego jak zahipnotyzowany, błądząc oczami po jego twarzy i włosach.
Chłopak chrząknął.
- Em… Nic mi nie jest. Może… Może mnie pan już puścić.
Mężczyzna niechętnie oderwał ręce od jego pasa i odsunął się na krok.
- Czy mam coś na twarzy? – zapytał niepewnie siedemnastolatek.
Śliczny, pomyślał Eric. Prawdziwy anioł…
- Jesteś śliczny – wymsknęło mu się.
Chłopak zaczerwienił się uroczo.
- Jesteś modelem? – dopytywał Eric.
Andrej odetchnął głęboko, przypominając sobie nagle, dlaczego powinien być zestresowany jak wszyscy diabli. Tak mu się wydawało, że zapomniał o czymś ważnym…
- Dzisiaj się okaże – Pejic wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił sobie jednego. – To mój debiut.
Eric podszedł do modela.
- Stresujesz się?
- Heh, cały się aż trzęsę.
Eric nigdy nie był zbyt wylewny zwłaszcza w prawieniu komplementów, ale ten chłopak… Ten chłopak miał w sobie coś, że chciało mu się je cały czas prawić. Jego długie włosy i lekko zadarty nosek, te  wyraziste oczy i pełne wargi… W takich chwilach Eric zaczynał rozumieć, dlaczego jego ciało wybrało mężczyzn. Takiego anioła kochałby do końca świat i jeszcze dłużej, robiłby mu dobrze na wszystkie sposoby, jakie widział świat, wielbił by go i czcił jak Boga.
- Niepotrzebnie – usłyszał swój własny głos. – Jesteś śliczny. Na pewno wszystkich oczarujesz.
- Prędzej zaszokuję. Biorę też udział w pokazie kobiecych strojów. – Chłopak spalił papierosa i wyrzucił peta . – Cholera, jak ja dałem się w to wciągnąć?!
- Będzie dobrze.
I było. Andrej wywołał wiele kontrowersji, ale niezaprzeczalnie został modelem wieczoru. Był najmłodszy, najpiękniejszy, najlepszy.
Zaledwie siedemnastolatek, jak się potem dowiedział, a już… skradł mu serce…

Eric westchnął ciężko. Po czterech latach głupiego zadurzenia reszcie udało mu się zdobyć  Andreja. Cztery lata śnienia o nim po nocach, marzenia o spotkaniu i pocałunku. O kochaniu się z nim… I on to wszystko miał. Wszystko. Jak mógł pozwolić Markowi to sobie odebrać? Po tym wszystkim, co musiał zrobić, żeby przekonać Andreja do homo, zachęcić do spróbowania tego… Jak mógł być taki głupi…?
Odetchnął ciężko i wstał.
Już czas, żeby wyrównać rachunki.

Andrej czekał ze zniecierpliwieniem na brata, który wypatrzył dla siebie kilka nowych rzeczy. Obaj lubili robić tego typu zakupy, toteż Andrej nie sprzeciwiał się temu. Usiadł posłusznie na kanapie na uboczu sklepu i… czekał. Igor różnił się od niego jednym – strasznie długo się przebierał i oglądał w lustrze, zanim wychodził z przymierzalni.
- Cześć.
Pejic niemal podskoczył, kiedy ktoś odezwał się wprost do jego ucha. Obejrzał się o zobaczył przystojnego bruneta, parzącego na niego z uśmieszkiem.
- Mark? – zdziwił się blondyn. – Czego chcesz?
- Chcę ci pomóc.
- To znaczy?
- Wiem, że między tobą i Ericem ostatnio się nie układało – zaczął brunet, z dziką radością obserwując zmiany zachodzące na twarzy Andreja. – Tak się składa, że trochę na ten temat wiem.
- To znaczy? – spytał Andre dość obojętnie. Chciał zapomnieć o Ericu. Dla niego było jasne, że Eric po prostu się nim znudził i jego odejście przyjął z ulgą. Nie sądził, żeby go szukał.
- To znaczy, że… wiem, dlaczego Eric tak późno wracał i nie chciał cię już bzykać.
Andrej skrzywił się.
- Zachowaj te informacje dla siebie.
- Jesteś pewny? Możesz się wszystkiego dowiedzieć. A może twój chłoptaś wcale nie jest winny temu, co się dzieje?
- Co sugerujesz?
- Sugeruję, że powinieneś przekonać się na własne oczy, jaka jest prawda. Wiem, że Eric będzie wieczorem w swoim biurze w „Out” i TAM możesz dowiedzieć się wszystkiego, czego chcesz. To miłe przedstawienie zaczyna się o dziewiętnastej każdego dnia. Ja na twoim miejscu bym sprawdził, czemu ktoś, kto z radością bzykał mnie przez cały rok, nagle znajduje sobie coś innego do roboty.
- Nie chcę cię słuchać. Daj mi spokój.
- Jak sobie chcesz – mruknął Mark, prostując się. – Chciałem ci tylko pomóc, ale w takim wypadku, dalej możesz się nad sobą użalać. Ach, śliczna fryzura. Przynajmniej już nie wyglądasz jak baba. I jeśli chcesz, mogę zrobić z tobą wywiad o twoim odejściu z branży.
- Spadaj.
- Spektakl zaczyna się o dziewiętnastej, to już za godzinę. Nie zaprzepaść tej okazji.
- Spierdalaj, skoro spadaj nie dociera.
- Właśnie, spierdalaj – warknął Igor, popychając Marka. Andrej nawet nie zauważył, kiedy do nich podszedł. – Odwal się od mojego brata, bo zawołam ochronę.
- Jak sobie chcecie. Wasza sprawa. Do zobaczenia, Andrej.
Mark odszedł. Igor spojrzał na brata z troską.
- Czego on chciał?
Andrej skrzywił się.
- To jakiś psychol, nie przejmuj się nim.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Ok, to w takim razie… co myślisz o tych ciuchach?
Andrej nie myślał nic. Jedyne, na czym mógł się skupić to to, co powiedział mu Mark. On coś wiedział na temat tego głupiego zachowania Erica. A jeśli Eric naprawdę był ofiarą tego wszystkiego? Fakt, w takim przypadku powinien mu się z tego zwierzyć, ale jeśli nie chciał? Może powinien go najpierw jeszcze wysłuchać? Nie sądził, żeby to miało sens, ale to była jego ostatnia szansa na to, żeby ten związek jakoś odbudować.
Andrej nie miał pojęcia, czego może się dowiedzieć, jeśli pójdzie tak na ślepo tam, gdzie prowadzi go Mark. Może to tylko jakaś podpucha, żeby jeszcze bardziej ich pogrążyć? A jeśli nawet, to czy jest to w ogóle możliwe?
- Muszę gdzieś iść, Igor, właśnie sobie przypomniałem – powiedział Andrej nagle. Igor aż rozdziawił usta z zaskoczenia. – Będę wieczorem, dokończ sam zakupy, jeśli chcesz.
- Andrej…
- Papa!
Pejic nie spieszył się, w efekcie czego spóźnił się na autobus w stronę „Out” i musiał czekać na następny, co spowodowało, że jak zwykle… spóźnił się. Tak naprawdę nie mógł w to uwierzyć, a w głowie miał kompletny mentlik, ale skoro to był jedyny sposób, żeby się dowiedzieć… Nawet jeśli to miała być najgorsza prawda, musiał wiedzieć, dlaczego ich szczęśliwy związek rozsypał się jak domek z kart.
Serce bilo mu jak oszalałe, kiedy jechał windą na odpowiednie piętro, a potem szedł na koniec korytarza, tam, gdzie Eric miał pokój. Miał ochotę zatrzymać się jeszcze na chwilę na nabranie oddechu, ale dziwne odgłosy zaalarmowały go.
Nacisnął pewnie klamkę i wszedł do środka.
To, co zobaczył w gabinecie Erica, wprawiło go w osłupienie.

***
Na początek informuję, że rozdział niesprawdzony i nie powiadamiam. Jeśli się wyrobię, następny i chyba najbardziej upragniony odcinek pojawi się do końca tygodnia. Jak już wspominałam, mam dla Was już coś nowego typu slash, więc... no.
Pewnie będziecie się pieklić, co też Andrej mógł zobaczyć, więc żeby Was nie męczyć to podpowiem, że nic... strasznego. Tak myślę;).
Pozdrawiam!

piątek, 18 stycznia 2013

~~.18.~~

- Wstawaj, bo ci przyłożę! - Czarny usłyszał zirytowany głos.
Otworzył oczy i zdezorientowany spojrzał na bliźniaka. Ku własnemu zdziwieniu, był w swoim pokoju. Zerwał się do siadu i obserwował wszystko zaszokowany. Dlaczego był w swoim pokoju? Powinien przecież obudzić się w tunelu i przejść przez kolejne drzwi. Czyżby nie zdał testu? Jeśli tak, to dlaczego jest w domu?
Tom patrzył na niego jak na wariata.
- Stało się coś? - spytał Bill.
- Ta... Mama kazała ci zejść na dół.
- Co? - zdziwił się.
- Gówno! Masz zejść na dół.
- Po co?
- A co mnie to obchodzi?! Pewnie chce, żebyś poszedł po zakupy. Niedługo przyjadą goście.
- Goście? Jacy goście? Co ty pieprzysz?
- Co ja pieprzę?! Zupełnie ci odbiło, śmieciu! Zaćpałeś się czy co?
Zdezorientowany Bill patrzył na brata, nic nie rozumiejąc. Dlaczego bliźniak się tak do niego odnosi? Jacy goście? Co on robi w swoim pokoju? Co się dzieje?
Czarny wstał i przeczesał włosy dłonią. Coś mu tu nie pasowało. Spojrzał podejrzliwie na blondyna.
- Który dzisiaj jest? - spytał cicho.
Tom otworzył szeroko oczy ze zdumienia.
- Całkiem zgłupiałeś? - spytał powoli, patrząc na niego podejrzliwie.
- Ja...
- Przestań udawać wariata, dobrze wiesz, że dzisiaj są nasze urodziny!
Bill poczuł, że robi mu się słabo. Cofnął się niepewnie do tyłu i usiadł na łóżku. Był zszokowany.
Czy miał już tak zrytą psychikę, że to wszystko mu się przyśniło?
- Powinni cię zamknąć w pokoju bez klamek - zaśmiał się Tom, zakładając ręce na piersi.
Cała sytuacja wydawała się go bawić.
- Nie, to niemożliwe! To nie mógł być tylko sen! - krzyknął Czarny.
- Billek świrek! - rzucił blondyn ze śmiechem.
- To nie jest zabawne! - warknął Bill ze łzami w oczach.
- To jest bardzo zabawne. Jesteś nienormalny! Zawsze wiedziałem, że masz coś z łepetyną, ale tego to się nie spodziewałem.
- Przestań!
- Co?
- Przestań się tak zachowywać! To nie może być prawda!
- Jest coraz ciekawiej.
Bill patrzył na śmiejącego się bliźniaka i poczuł, jak coś w nim umiera. Nigdy nie pogodził się z Tomem, nigdy nie rozmawiali jak bracia. Nigdy już nie będą się przekomarzać ani śmiać. Nigdy nie przeżyli tych wszystkich przygód, las i reszta były tylko wytworem jego chorej wyobraźni. Zdruzgotany poczuł, jak łzy zaczynają mu spływać po policzkach. Blondyn patrzył na niego lekko zdezorientowany, ale Czarny miał to gdzieś. Niech się patrzy, jeśli chce. Nic się już dla niego nie liczyło. Nie miał po co żyć. Oprócz ofiary stał się jeszcze świrem, któremu śnią się potwory i jakieś dziwne rzeczy. Pogodził się z bratem, co? Naiwniak! Cholerny naiwniak! Jak mógł myśleć, że Tom kiedykolwiek przyzna się, że ma wyrzuty sumienia? Że jeszcze kiedykolwiek powie mu coś miłego, że będzie śmiał się razem z nim, a nie z niego?
Czarny rozpłakał się jak małe dziecko.
- Zupełnie ci odbiło! Czy ty się dobrze czujesz? - spytał spokojnie Tom.
- Dlaczego mi to robisz? - wyszeptał Bill.
- Co ci robię? - blondyn uniósł jedną brew.
- Dlaczego mnie tak traktujesz?
- Jakbyś nie wiedział! Ja cię po prostu nienawidzę! Gnojenie cię sprawia mi tak wielką przyjemność, że aż sam jestem zdziwiony.
- Nie pogodzisz się ze mną, prawda?
- Chyba śnisz! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Jesteś odrażający! Zresztą, sam dobrze wiesz, co o tobie myślę, to po co się jeszcze pytasz? Przestań się mazać i idź wreszcie do mamy.
Tom z głupim uśmiechem na twarzy wyszedł z jego pokoju. Bill usiadł na łóżku i pustym wzrokiem wpatrywał się w podłogę. Czy nadal będzie musiał znosić cały ten koszmar? Znowu będzie musiał ukrywać się w szkolnych łazienkach, żeby nikt nie wiedział, że płacze? Czy nadal będzie musiał znosić te wszystkie wrogie spojrzenia i na każdym kroku słyszeć obelgi?
Czarny nie wiedział, co robić. Musi być jakiś sposób, żeby dotrzeć do Toma. To przez swoich koleżków tak się zmienił, to przez nich tak bardzo go gnoił. Nie chodziło tylko o ojca i sprawę z graffiti, ale także o to, jaki wpływ wywierali na Cogerze znajomi. To oni sprowadzali go na złą drogę.
Co mam robić, zastanawiał się zrezygnowany. Zupełnie go nie obchodziło, że miał zejść na dół do matki. To nie było takie ważne.
Myślał chyba z kwadrans aż w końcu przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Tom z jego snu przyznał się, że gdyby Bill popełnił samobójstwo, to on też by się nie zawahał, mimo że przez dwa lata traktował go jak śmiecia. Ryzyko było ogromne. Jeśli blondyn nie zareaguje tak, jak Czarny przypuszcza, naprawdę będzie musiał odebrać swoje życie. Ale wtedy przynajmniej umrze w przeświadczeniu, że zrobił wszystko, żeby pogodzić się z bliźniakiem.
Był zażenowany tym, że musiał sięgnąć akurat po ten argument. Zrezygnowany wygrzebał z jednej z szafek swój pamiętnik. Nawet nie ocierał łez, wiedział, że to bez sensu. Był przerażony tym, co miał zamiar zrobić. Wręczenie Tomowi tego pamiętnika mogło skończyć się dla niego tragicznie, a poza tym wstydził się tego, co tam napisał. To była jednak jego jedyna szansa. Wolał zaryzykować niż zupełnie się poddać.
Idąc jak na ścięcie, wyszedł z pokoju i podszedł do sąsiednich drzwi. Bez pukania wszedł do pokoju brata. Był w takim stanie, że chętnie by wskoczył pod ten nieszczęsny pociąg, który był w jego śnie.
Tom siedział przy biurku i coś rysował. Gdy Bill stanął w drzwiach, odwrócił się do niego z irytacją wymalowaną na twarzy.
- Czego chcesz? - warknął zły.
Od czasu kłótni Bill nie wchodził do pokoju brata. Wyjątkiem był ten raz, kiedy dał mu naszyjnik. Ale to przecież działo się w jego śnie, tak więc się nie liczyło. Teraz jednak nie obchodziło go, co blondyn z nim zrobi. Było mu to zupełnie obojętne.
Zamknął za sobą drzwi i szurając nogami po podłodze, podszedł do bliźniaka. Głowę miał spuszczoną.
- Co ty wyprawiasz? - krzyknął Tom i zerwał się na równe nogi.
Czarny podszedł do niego i położył pamiętnik na biurku.
- Co to jest? - spytał zdziwiony blondyn.
- Pamiętnik... Mój - odparł Bill lekko zachrypniętym głosem.
Po jego policzkach nadal spływały łzy.
- A po co mi przyniosłeś to gówno?
- Przeczytaj go.
- Co?! - wykrzyknął Tom, wpatrując się w brata oczami jak pięć złotych.
- To prezent... Na urodziny.
- Chcesz, żebym czytał twój pamiętnik? Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, że jutro już wszyscy będą wiedzieć, co tam napisałeś?
- Nie obchodzi mnie to.
- Co się z tobą dzieje? Zachowujesz się jak psychol - stwierdził Tom.
- Wiesz, miałem cudowny sen. Pogodziliśmy się. Byliśmy znowu braćmi, jak kiedyś. I chociaż to, co działo się w tym śnie, nie było zbyt przyjemne, to jednak byłem zachwycony, bo byliśmy tam razem. A potem budzę się i dalej widzę tylko twoje oczy pełne nienawiści. Wiesz, od czego zaczął się mój sen? Mniej więcej od tego, że na drugi dzień po naszych urodzinach poszedłem na Starą Stację, popełniłem samobójstwo...
- Co?!
- ... i jak tak o tym myślę, to zaczyna mi się to podobać. Minęły już dwa lata i właśnie dzisiaj straciłem całą nadzieję, że kiedykolwiek mi wybaczysz. A przecież nie zrobiłem ci nic aż tak bardzo złego. Tom w moim śnie był dobry i kochał mnie. Był w stanie zrobić dla mnie wszystko. Tom rzeczywisty potrafi mnie tylko ranić. Myślisz, że jak nie reagowałem na wasze chore zaczepki, to mnie to nie bolało? Nawet nie masz pojęcia, jak ja się czuję. Okaleczyłeś mnie, więc teraz nie dziw się, że zachowuję się jak „psychol”.
- Czarny...
- Nie, nie odzywaj się. Teraz ja mówię. Zniszczyłeś mnie. Jesteś z siebie dumny? Zależało ci na tym, żeby to zrobić, więc pewnie moje pytanie było głupie. Możesz się ze mnie śmiać, jeśli chcesz. Już mi wszystko jedno. Przez dwa lata żyłem w ciągłym strachu i cierpieniu. I chociaż to okrutne, to mam nadzieję, że przejrzysz na oczy, kiedy to wreszcie przeczytasz i zdasz sobie sprawę z tego, co mi zrobiłeś.
Bill spojrzał bratu w oczy.
- Chcę umrzeć i nie boję się śmierci. Możesz wszystkim pokazać to, co tam napisałem. I tak już nikt nigdy nie zaśmieje mi się w twarz. To koniec.
- Koniec? O czym ty mówisz? - spytał zaszokowany Tom.
- Dobrze wiesz, o czym.
- Zupełnie ci odbiło.
Bill uśmiechnął się smutno. Odwrócił się na pięcie i poszedł do swojego pokoju. Nie minęło nawet pięć sekund, kiedy Tom wbiegł tam za nim.
- Nie chcę tego czytać - powiedział i rzucił pamiętnik na łóżko.
- Teraz masz skrupuły? Gdybyś sam go tu znalazł, nie zawahałbyś się - powiedział spokojnie Bill.
Ubrał na siebie cieplejszą bluzę, pamiętając, jak było mu zimno na Starej Stacji.
- To nieistotne, co bym zrobił.
- Nie zostawiłem ci tego po to, żebyś się dobrze bawił. Dałem ci to, żebyś zrozumiał.
- Co zrozumiał?
- To, co robiłeś mi przez te dwa pieprzone lata.
- Zupełnie oszalałeś.
- Oczywiście. Gdybyś wiedział, jak to jest zbierać cięgi od całego świata, też byś oszalał.
- Nie przesadzaj! - Tom zaśmiał się sztucznie.
- Przeczytaj to i udław się swoim zwycięstwem.
- Chyba mi nie wmówisz, że masz zamiar się zabić? Jesteś zbyt wielkim tchórzem, żeby to zrobić.
Bill nie skomentował wypowiedzi brata. Bez słowa go minął z zamiarem wyjścia z pokoju.
- Dokąd się wybierasz? - spytał blondyn.
- A co cię to tak nagle interesuje? To nie twoja sprawa.
Nagle do pokoju ktoś zapukał.
- Proszę! - powiedzieli jednocześnie, unikając swojego wzroku.
W drzwiach stała Ania.
- Tom, miałeś zawołać brata - powiedziała oskarżycielsko.
- Zawołałem - odparł starszy bliźniak.
- Przepraszam, mamo. Mam zrobić zakupy, tak? - odezwał się Czarny.
- Bill, czy ty płaczesz? Kochanie, co się stało? - spytała zaniepokojona kobieta.
- Nic, po prostu mam dzisiaj kiepski dzień.
- Ale to twoje osiemnaste urodziny!
- Eh, przepraszam. To, co mam kupić?
- Tutaj masz listę.
- Zaraz wszystko przyniosę.
- Dziękuję, Bill. Jesteś kochany.
- Wiem - uśmiechnął się.
Zanim wyszedł z pokoju, spojrzał jeszcze na brata.
- Przeczytaj to, zanim zejdziemy na przyjęcie. Wiem, że cię kusi. Nie krępuj się.
- Nie rozumiem cię - Tom pokręcił głową.
- Przeczytaj. Zrozumiesz.
Albo zniszczysz, dokończył w myślach.
Wziął pieniądze i listę i wyszedł z domu. Zrobienie zakupów trochę mu zajęło. Po drodze zahaczył jeszcze o aptekę, gdzie kupił tabletki. Nie wiedział, jaka będzie reakcja bliźniaka. Jeżeli nic do niego nie dotrze i będzie chciał ujawnić jego zapiski, to nie będzie miał innego wyjścia: będzie musiał popełnić samobójstwo. Nie da rady wytrzymać tych kilku miesięcy do końca szkoły. Już i tak wystarczająco dużo się wycierpiał. Jasne, w swoim śnie obiecał sobie, że nigdy już nie zrobi czegoś takiego, ale kiedy składał tamtą obietnicę zakładał, że Tom będzie po jego stronie. Dopóki sytuacja wyglądała tak, jak wyglądała, jego dalsza egzystencja nie miała najmniejszego sensu.
Gdy wrócił, wszyscy zaproszeni goście już dotarli. Tom siedział na górze w swoim pokoju. Czarny miał nadzieję, że wziął ten nieszczęsny pamiętnik i przeczytał wszystko. Kiedyś byli nierozłączni i nie mieli przed sobą sekretów, a teraz skręcało go na samą myśl, że dał bliźniakowi coś tak osobistego. Sam włożył mu do ręki broń. Jeśli Tom z niej skorzysta, zabije go.
Ze sztucznym uśmiechem chłopak witał wszystkich gości. Gdy dołączył do nich jego brat i Bill spojrzał na niego, blondyn uśmiechnął się kpiąco. Podszedł do niego i powiedział tak, żeby tylko on to usłyszał.
- To będzie bestseller.
Pod Czarnym ugięły się kolana i zakręciło mu się w głowie. Poczuł, że leci do tyłu. Został złapany tuż przed upadkiem przez Toma, który patrzył na niego szeroko rozwartymi oczami.
- Bill? - spytał zaniepokojony.
Wszyscy patrzyli zdumieni na braci.
- Boże, Bill! Jak się czujesz? - spytała Ania przerażona.
- Nic mi nie jest, mamo. To tylko... Hmm, różnica ciśnień. Tak, właśnie. Na biologii słyszałem, że niektórzy szczęściarze tak reagują. Chyba jestem jednym z nich - zaczął gadać od rzeczy, ale przecież jego matka o tym nie wiedziała.
- Bill, to chyba nie jest... - zaczęła Ania.
- Też coś kojarzę. On ma rację, nie przejmujcie się - wtrącił się szybko blondyn.
Z pomocą Toma dotarł do krzesła i usiadł. Po chwili już mu przeszło i zaczęło się przyjęcie.
Zupełnie jak we śnie bliźniacy śmiali się i żartowali na wszystkie tematy. Bill nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie goście się rozjadą. Miał już tego wszystkiego dość. Chciał wreszcie odciąć się od tego całego bałaganu, ale już nie na chwilę. Tym razem miał skończyć z tym na zawsze.
Gdy wreszcie rodzina rozjechała się do swoich domów, Czarny poszedł szybko wziąć prysznic. Potem usiadł obok umywalki na kafelkach i pustym wzrokiem wpatrywał się w pudełeczko z tabletkami. Obracał je w dłoni na wszystkie strony. Nie miał pojęcia, ile tak siedział, ale nagle ktoś wszedł do środka.
Obejrzał się zły. Nie dość, że zapomniał zamknąć się na klucz, to jeszcze ktoś przerywa mu w takim momencie.
W drzwiach stał Tom. Bill przez chwilę patrzył w zdumione oczy bliźniaka. Blondyn nie spodziewał się go tam zastać.
Był uszykowany do wyjścia. Nie mógł przepuścić takiej okazji, musiał się napić ze swoimi kolegami. Ubrany był standardowo w jeansy z krokiem prawie w kolanach, długą bluzę i bandanę zawiązaną jak opaskę, pod którą częściowo ukrył warkoczyki. Bill musiał przyznać, że bliźniak wyglądał w tym wspaniale. Zażenowany odwrócił głowę od niego.
 -Czego chcesz? - spytał.
- Skorzystać z toalety? - odparł pytająco blondyn.
- Zajęte!
Czarny spojrzał na Toma, który uparcie wpatrywał się w jego dłonie, marszcząc brwi. Miał dziwny wyraz twarzy. Podszedł bliżej, żeby móc się lepiej przyjrzeć. Bill przypomniał sobie, co trzyma i chciał to schować, ale było za późno. Tom już klęczał przy nim i trzymał pudełko w swoich dłoniach. Zdumiony patrzył na napis na opakowaniu.
Bill schował twarz w dłoniach, żeby nie pokazać łez napływających mu do oczu. Czekał, aż Tom jakoś głupio to skomentuje, ale ku jego zdumieniu nic takiego się nie stało. Blondyn wstał z kafelek, podszedł do drzwi i zamknął je na klucz, po czym wrócił i usiadł obok niego.
- Chyba musimy porozmawiać - stwierdził.
Czarny pokręcił tylko przecząco głową, nadal nie odkrywając twarzy. Jego dłonie drżały. Tom odsunął je delikatnie.
- Patrz mi w oczy! - powiedział sucho.
Bill nie chciał tego robić. Wiedział jednak, że brat nie odczepi się od niego, dopóki nie powie mu tego, co zamierza. Dławił się, starając się nie płakać, ale uniósł głowę i spojrzał w poważne oczy bliźniaka. Były identyczne jak jego, a jednocześnie zupełnie inne.
- Nie bardzo wiem, od czego zacząć. Nigdy się nie spodziewałem... Czy naprawdę zamierzałeś zrobić to, o czym myślę?
- Nie wiem, o czym myślisz - szepnął Czarny.
- Wiesz bardzo dobrze. Więc?
- Jasno określiłeś, co masz zamiar zrobić z moim pamiętnikiem.
- I tylko dlatego chciałeś się tego najeść?
Po policzkach młodszego Cogera pociekły łzy.
- Tylko? Ty chyba nie wiesz, o czym mówisz. Zniszczyłeś mi życie! Postanowiłem, że jeśli dam ci mój pamiętnik, to może wszystko zrozumiesz i wreszcie pozwolisz mi żyć normalnie. Nie zniosę już więcej! Nie...
- Czarny...
- Jeśli ktoś by się dowiedział o tym, co tam napisałem, byłoby tylko jeszcze gorzej. Ja... Nie pozwolę, żeby ktoś się ze mnie znowu śmiał. I jeśli teraz się zaśmiejesz, zabiję cię! Wezmę nóż i coś ci zrobię, przysięgam!
- Uspokój się, dobra? Pogadajmy o tym.
- Nie chcę rozmawiać. To, co napisałem, jasno wyraża moje zdanie na ten temat. Opisałem tam wszystkie swoje uczucia! Wszystkie...
- Nie płacz. Nie czytałem twojego pamiętnika. Nie chciałem i... Cóż, nie sądziłem, że to dla ciebie takie ważne. Chciałem ci po prostu dokuczyć tym, co powiedziałem w salonie.
- Nie czytałeś? - zdziwił się Bill.
- Nie, ja...
Blondyn urwał, gdyż zaczął dzwonić jego telefon. Wyciągnął go z kieszeni i odebrał.
Czarny poczuł, jakby wielki kamień spadł mu z serca. Bliźniak nie czytał jego pamiętnika, tak więc jeszcze nie wszystko stracone. Odetchnął głęboko i czekał, aż starszy skończy rozmawiać. Otarł łzy.
- Hej... Jestem w domu... Nie przyjdę, wyskoczyło mi coś ważnego. Spotkamy się innym razem... Nie, nie ma szans. Dzisiaj już nie zdążę... Gówno mnie to obchodzi! Jeśli myślisz, że wszystkim będę stawiał alko, to chyba nie lałeś dzisiaj. Muszę kończyć, nara.
Tom rozłączył się z lekkim prychnięciem i schował telefon do kieszeni.
- Na czym skończyliśmy?
Bill zagryzł dolną wargę.
- Dlaczego tego nie przeczytałeś? – spytał cicho.
Tom westchnął, również przygryzając wargę i patrząc na niego w ciszy.
- Może lepiej… chodźmy do mnie? – zapytał, mrużąc śmiesznie oczy. – Uhm, kibel chyba nie jest odpowiednim miejsce na takie rozmowy…
- Do ciebie?
Blondyn skinął głową.
- Chciałeś, żebym przeczytał twój pamiętnik. Ty sobie usiądziesz grzecznie i poczekasz, aż skończę. Potem pogadamy. W porządku?
- Mogę zaczekać u siebie – mruknął Bill, wciąż nie do końca mu ufając.
- Wolę cię nie zostawiać samego, mimo wszystko nie chcę, żebyś zrobił sobie krzywdę. Ty będziesz grzecznie sobie siedział, a ja przeczytam twój pamiętnik. Jeśli nadal tego chcesz...
Czarny tylko kiwnął głową. Obaj wstali z podłogi i poszli do pokoju starszego Cogera. Bill stanął niepewnie w drzwiach.
Pokój Toma był identycznej wielkości, jak jego. Prawie na wprost drzwi było okno z szerokim parapetem. Na prawo od okna stała komoda wciśnięta w róg pokoju. Kiedyś blondyn trzymał tam wszystkie rzeczy dotyczące graffiti, chociażby puszki ze sprayem albo swoje rysunki. Między nią a biurkiem ustawionym przy drugiej ścianie była przestrzeń, w którą Tom rzucił plecak. Na lewo od okna znajdowało się dosyć duże łóżko i stolik nocny. Całkiem na lewo od wejścia stały meble z całą resztą dobytku brata.
Tom zamknął za nimi drzwi na klucz. Nie chciał, żeby ktoś im przeszkadzał. Usiadł przy biurku i zapalił lampkę nocną.
- Usiądź sobie na łóżku. To może trochę potrwać - powiedział.
Czarny z lekkim westchnieniem wykonał polecenie brata. Czuł się dziwnie. Bliźniak zauważył jego spłoszony wzrok.
- Nie ugryzie cię – Tom przewrócił oczami.
- Ale może ty tak – mruknął w odpowiedzi.
Blondyn tylko prychnął. Otworzył pamiętnik i zaczął czytać. Bill miał ładne pismo, tak więc chłopak nie musiał się domyślać, co tam jest napisane, lecz mógł skupić się na treści.
Czarny zarumienił się, kiedy Tom po raz pierwszy spojrzał na niego oczami jak pięć złotych. Gdy zrobił tak drugi raz, Bill zrobił się czerwony jak burak. Czekał, aż bliźniak skończy, ale notatki z ponad dwóch lat musiały trochę zająć. Położył się na łóżku i wtulił w poduszkę. Nawet nie wiedział, kiedy zasnął. Nie spodziewał się jednak, że jak otworzy oczy, znowu znajdzie się w tunelu oświetlonym tylko światłem z jego naszyjnika.