piątek, 23 czerwca 2017

Rozdział 2[G2]

Zakaszlałem i jęknąłem cicho. Nie, nie, nie.
Nie mogłem się rozchorować. Ostatnie, czego potrzebowałem, to złapanie jakiegoś świństwa.
No ale, co się dziwić… Godzinami jak idiota latałem po mieście i szukałem jakiegoś miejsca, gdzie mógłbym – w miarę tanio – przezimować do czasu, aż znajdę nowe mieszkanie. Pokój w hotelu kosztował mnie fortunę, ale nic nie mogłem na to poradzić. Nie miałem w mieście nikogo, kto mógłby mnie przygarnąć na parę dni.
Wystarczyła mi godzina szukania, żeby się zorientować w temacie i ustalić, że znalezienie jakiegoś pokoju w Berlinie graniczyło z cudem. Miasto cierpiało na deficyt pokoi i mieszkań do wynajęcia. W takim okresie jak ten znalezienie czegoś w miarę taniego, gdzie tynk nie sypał się na głowę, było niemożliwe.
Na droższe oferty nie było mnie stać.
Byłem w kropce. Po krótkich obliczeniach ustaliłem, że jeżeli przez najbliższy tydzień nie znajdę sobie jakiegoś lokum, będę musiał dzwonić do rodziców i żebrać o dodatkową kasę.
A na to nie miałem najmniejszej ochoty.

piątek, 16 czerwca 2017

Rozdział 1[Granice 2]

Prawdziwe życie studenckie, o którym czyta się w książkach i które się widzi na filmach to zjawisko, które jednych dopada, a drugich nie. Jak choroba – niektórzy mają mniej, inni trochę więcej szczęścia. Ja znalazłem się, niestety lub stety, po tej gorszej – lepszej? – stronie mocy. Ciężko właściwie stwierdzić, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeden fakt pozostawał faktem.
Impreza była przednia.
Kac nie.
Ruszenie rano dupy z łóżka było wyzwaniem równym wysadzeniu Księżyca pudełkiem zapałek i dwoma bateriami, ale chcąc nie chcąc, w końcu jakoś sturlałem się z niego i poszedłem pod prysznic. Zastanawiałem się, czy to oznacza, że byłem w stanie wysadzić Księżyc, czy może jednak nie. To tylko dowodziło, jak bardzo rozwaliła mnie biba z poprzedniej nocy.
Zazdrościłem Lucy, że miała zajęcia dopiero na dwunastą, co oznaczało, że mogła spać jeszcze co najmniej cztery godziny. A ja? Ja, jak zwykle, skacowany, niewyspany i pewnie jeszcze pod wpływem musiałem iść na zajęcia na ósmą i jeszcze pisać kolokwium, które pewnie w dodatku obleję.

czwartek, 15 czerwca 2017

Prolog

Nigdy nie uważałem się za skomplikowanego faceta.
Łatwy w obejściu, z niewygórowanymi wymaganiami i potrzebami. Zawsze leniwy i tylko dzięki wysokim ambicjom nie obijający się wiecznie po kątach. Na szczęście wrodzona inteligencja trochę ułatwiała mi zadanie na tym polu.
Jeśli chodzi o ambicje życiowe, no cóż, nie miałem ich. Zbyt wiele, znaczy się. Już w liceum wiedziałem, że w przyszłości chcę poślubić Lucy Walkers i mieć z nią dwójkę dzieci, najlepiej chłopca i dziewczynkę. Chłopiec powinien być starszy i bronić swojej młodszej siostry, ale i przyprowadzać przystojnych kolegów, których ta będzie mogła bajerować. Oczywiście, jak już będzie co najmniej po trzydziestce lub jak już nie będę żył. W końcu żaden normalny ojciec nie chce myśleć o jakimś dupku uprawiającym seks z jego córką.

wtorek, 13 czerwca 2017

Informacja

Heej...
No więc przybywam z niedobrymi wieściami.
Tak, zgadza się.
Nie zdążyłam!
Dopiero dzisiaj oddałam rozdział magisterki i za trzy godziny wyjeżdżam (bez laptopa!) i jestem w ciemnej dupie. Chciałam wziąć starego laptopa i na nim napisać te ostatnie strony, ale zdechł na amen :(
Dlatego rozdział się teraz nie pojawi i nie wiem, kiedy się pojawi. Biorę ze sobą zeszyt i będę pisać na brudno - przy odrobinie szczęścia dorwę się gdzieś do komputera i to przepiszę. Na chwilę obecną zajmą Was "Granice 2", które zaczną się pojawiać w czwartek.
Trzymajcie kciuki, żebym dała radę to napisać/nie spadła do oceanu! Bo płynięcie z powrotem na tratwie może zająć dłużej niż trzy miesiące, a wtedy to już w ogóle nie doczekacie się kontynuacji.
Na Wasze komentarze (a mam nadzieję, że znajdę ich sporo pod rozdziałami Granic), odpowiem najprawdopodobniej po powrocie.
Pozdrawiam!

środa, 10 maja 2017

19.Atak

 Stado Caren od lat miało problemy. Mało ziemi, otoczeni przez o wiele większe stada, gotowe wydrzeć im ich własność w każdej chwili. Poprzednik Caren trzymał porządek żelazną ręką i nie wahał się zabijać tych, którzy wchodzili mu w drogę, bez względu na to, czy byli to wrogowie, czy członkowie jego własnej watahy. Każdy, kto stanowił dla niego zagrożenie, prędzej czy później kończył martwy. Stado długo cierpiało, nie potrafiąc mu się postawić i bojąc się zagrożenia z zewnątrz. To byli zwykli ludzie, prowadzący proste życie. To, że mieli kły i pazury nie oznaczało, że potrafili ich używać. Nawet gdyby część z nich wystąpiła przeciwko alfie, ich zwycięstwo było mało prawdopodobne, no i co potem? Zmiana alfy oznaczała ponownie zawiązywanie paktów z innymi stadami,  które nie były tak ugodowe, jak oni, i łatwo mogłyby się ich pozbyć, by odebrać im ziemię i iskrę alfy.
Tak przynajmniej Deaton miał zapisane w jednej z najstarszych ksiąg, jakie Stiles widział w swoim życiu. Kto by się spodziewał, że weterynarz trzymał w swoim gabinecie księgi, w których miał spisane historie o nadprzyrodzonych istotach oraz populacje wilkołaków. Stiles nie był do końca pewny, na ile może wierzyć tym zapiskom, ale podejrzewał, że większość z nich jest prawdziwa. Wszystkie informacje, jakie zgromadził na własna rękę, zgadzały się z tymi z księgi. Według danych Deatona, stado McGregor – bo tak miał na nazwisko poprzednik Caren - liczyło dwunastu członków. Co ciekawe, jednym z nich była Alicja Ferguson – omega, od której zaczęła się wojna stada Hale z łowcami. Początkowo Stiles był przekonany, że Gerard chciał w ten sposób rozpocząć wojnę, ale teraz już nie był tego taki pewny.