piątek, 14 lipca 2017

Rozdział 5[G2]

Nim się obejrzałem, listopad się skończył. Na dworze zrobiła się prawdziwa pizgawica i jakby tego było mało, zaczęło lać. Idąc na zajęcia pierwszego grudnia miałem ochotę się zwyczajnie zastrzelić. Tyle dobrze, że wreszcie dałem Pascalowi kasę za czynsz – zaległy listopad i z góry za grudzień. Czułem się o niebo lepiej, nawet jeśli Pascal kompletnie nie robił mi problemów z tą kasą i mówił, że nigdzie się nie pali i mogę mu zapłacić, kiedy będę miał z czego. Jego podejście trochę mnie irytowało – jak zwykle zresztą – bo tego typu zachowanie utrudniało mi nielubienie go. Ale whatever.
Na pierwszych zajęciach był hiszpański, gdzie już miałem zaklepane miejsce z Weroniką. Uwielbiałem ją – była sarkastyczna i przy tym zabawna. Robiła sobie jaja ze wszystkiego i wszystkich. Jej komentarze już nie raz doprowadziły do tego, że ze śmiechu leciały mi łzy.
– Jaka historia na dziś? – spytałem, siadając obok niej w sali.
Oderwała głowę od swoje czytnika e–booków i spojrzała na mnie trochę nieprzytomnie.
– He?
– Jaką masz dla mnie historię na dziś?
Zamrugała, zastanawiając się przez chwilę. Albo po prostu próbując zmusić swoje szare komórki do pracy, kto wie.
– Eee… już chyba wyczerpałeś to źródełko, wiesz?

piątek, 7 lipca 2017

Rozdział 4[G2]

Czas mijał.
Tak, wiem, Ameryki nie odkryłem, ale tak rzeczywiście było. Szybko wpadłem w nową rutynę, mimowolnie zaskoczony tym, jak bezkonfliktowe było mieszkanie pod jednym dachem z Pascalem. Cóż, to mogło być głównie związane z faktem, że prawie go nie widywałem w mieszkaniu, ale nieważne. Dla mnie liczyło się to, że miałem fajne lokum i totalny spokój. Mogłem sobie trzepać ile chciałem i jak głośno chciałem i ani trochę nie musiałem się martwić, że ktoś mnie podsłucha.
Jeszcze tylko tego by brakowało, żeby Pascal mnie przyłapał.
Miałem zadziwiająco dużo czasu jako singiel. Bez problemu wyrabiałem się z rzeczami na uniwerek i zostawało mi jeszcze sporo na obijanie się po kątach. Mega ciekawiło mnie, gdzie Pascal tak chętnie znikał. Już odkryłem z jego Facebooka, że był instruktorem zumby w jednej z pobliskich szkół tanecznych, ale to nie mogło kosztować go aż tyle czasu, więc pewnie robił coś jeszcze.
Nasze interakcje były krótkie i, gdy już do nich dochodziło, pełne sarkazmu. Atmosfera automatycznie zdawała się wibrować. Nic nie mogłem poradzić na to, że dalej uważałem go za dupka i chujka i nie chciałem mieć z nim zbyt wiele wspólnego. Problem polegał na tym, że teraz miałem okazję trochę lepiej go poznać i nie był ani trochę taki, jak sobie wyobrażałem.