poniedziałek, 23 października 2017

Informacja

Krótko, zwięźle i na temat.
Rozdziału niestety nie mam i nie wiem kiedy się pojawi. Nie chcę ustalać żadnych terminów ani deadlinów, bo i tak wszystko idzie obecnie w pizdu.
Opowiadanie zakończę, o to martwić się nie musicie, tyle że trzeba niestety dłużej poczekać.
Przykro mi :(

piątek, 6 października 2017

Epilog [G2]

Proste życie z żonką i dzieciakami? Tak totalnie nie dla mnie. Jakim cudem coś takiego przylazło mi do głowy, nie miałem pojęcia.
Skomplikowane życie z Pascalem i dzieciakami? Jasne, ale może jakoś w dalekiej przyszłości. Bardzo dalekiej, bo obecnie za bardzo lubiłem naszą wolność, by poświęcić ją na rzeczy wychowywania dziecka.
Pascal to wariat. Wiedziałem to od momentu, kiedy pierwszy raz go zobaczyłem. To nie był przypadek, że go znielubiłem i nie chciałem mieć z nim nic wspólnego, o nie. Ja podskórnie czułem, że Pascal to cholerne kłopoty. Że jest w stanie przebić się przez moją skorupę i zyskać nade mną władzę, którą bałem się komukolwiek dać. Wiedziałem, że jestem bezbronny, wiec automatycznie uznałem go za wroga i trzymałem się z daleka. Dopiero z perspektywy czasu wiedziałem, że był to najzwyklejszy w świecie mechanizm próbujący ochronić mnie przed uczuciami, na które nie czułem się gotowy. To, że Pascal i tak jakoś się przedarł, nie powinno nikogo dziwić. W końcu to był wariat.
Mój wariat.

wtorek, 3 października 2017

Informacja

Hej!
Po długiej przerwie… jestem z powrotem! Żyję! Od kilku dni bombardujecie mnie wiadomościami i nie chciałabym, żeby ktoś pomyślał, że rzeczywiście przez te wakacje trafił mnie szlag, więc dla jasności kilka informacji.
1. Jeśli chodzi o „Granice 2” – tak, to już niestety koniec tego opowiadania. Jeszcze tylko epilog i to na tyle, jeśli chodzi o Phila i Pascala.
2. Co do „Więzi 2”… Nie miałam z tekstem styczności przez ponad 3 miesiące. Wiem, co chcę tam jeszcze napisać, ale żeby miało to rzeczywiście ręce i nogi, tekst muszę najpierw przeczytać i wtedy dopiero zabiorę się za pisanie. Planuję dodać rozdział za +- 10 dni. Czy mi się uda to zobaczymy. Do końca opowiadania pozostało zaledwie kilka rozdziałów (gdyby ktoś się zastanawiał).
3. Jeśli chodzi o kolejne opowiadania, które miałyby się pojawić na blogu, to jest to kwestia otwarta. Na chwilę obecną nie wiem. Pomyślę nad tym, gdy nadejdzie czas. Na razie skupiam się na „Więzi 2”, bo nie chcę tego spartolić na sam koniec. Jeśli macie jakieś propozycje, piszcie śmiało w komentarzach. Może natchniecie mnie w jakimś konkretnym kierunku :)
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie śmiało.
Pozdrawiam!

piątek, 29 września 2017

Rozdział 16[G2]

– Jesteś pewny? – spytał Pascal trochę zaniepokojony.
Wywróciłem oczami z irytacją. Wziąłem go jako wsparcie moralne a nie idiotę, który na każdym kroku będzie podawał w wątpliwości moją pewność siebie.
– Tak, jestem. A ty? Tak się cisnąłeś, że to jest dobry pomysł. Zwątpiłeś?
– Nie, oczywiście, że nie – odparł szybko. – Po wypadku zostałem bez przyjaciół, nadal praktycznie ich nie mam… Byłoby super, gdyby udało ci się nawiązać kontakt z kimś, kto tak wiele dla ciebie znaczył.
Spojrzałem na niego z zaciekawieniem.
– Dlaczego twierdzisz, że nie masz przyjaciół?
– Bo to prawda – powiedział spokojnie. – Widziałeś kiedyś, żebym z kimś gdzieś wychodził? Mam mnóstwo znajomych, z którymi mogę imprezować i robić różne inny zwariowane rzeczy, ale tacy bliscy przyjaciele… Nope.
– Przestali się z tobą kolegować po twoim wypadku?
Westchnął cicho.

piątek, 22 września 2017

Rozdział 15[G2]

Obudziłem się w szpitalu z Pascalem wciśniętym w róg łóżka zaraz obok mnie. Trzymał mnie za nieuszkodzoną rękę, skulony na samym brzegu, żebym miał wystarczająco dużo miejsca. Zawsze w filmach i książkach mijało trochę czasu po przebudzeniu, zanim do ludzi docierało, co im się przydarzyło. Ja wiedziałem od razu. Wiedziałem, że ktoś chciał skrzywdzić Pascala i mnie przy okazji i że mu się to nie udało. Wiedziałem, że pojawiła się policja i że dopiero, kiedy wziąłem Pascala w ramiona, moje ciało wreszcie się poddało i zemdlałem. Nie dziwiło mnie, że wylądowałem w szpitalu. Głowa pękała mi w szwach.
Obróciłem ją lekko, starając się nie robić tego gwałtownie i przyjrzałem się Pascalowi. Wyglądał normalnie. Chyba nic mu nie było. Odetchnąłem z ulgą.
Podejrzewałem, że już nastawili mi bark. Spróbowałem nim poruszyć. Bolało jak diabli. Pascal poruszył się i zamrugał. Miał wory pod oczami wielkości ciężarówek i był wyraźnie zmęczony. Nie miałem pojęcia, która godzina, ale policja prawdopodobnie nieźle go przemaglowała, zanim mógł przyjechać do szpitala.

piątek, 15 września 2017

Rozdział 14[G2]

– Nie wiem, po prostu… martwię się – przyznałem cicho, zagryzając dolną wargę.
­– Okej, okej, ale co się dzieje? Powinno mnie martwić to, że ty się martwisz? – spytał Travis.
Westchnąłem ciężko i zajrzałem przez ramię. Nope, Pascala dalej nie było. Niby wiedziałem, że nie wróci jeszcze przez jakiś czas, ale i tak miałem trochę pietra, że podsłucha tę rozmowę.
Po co ja właściwie zadzwoniłem do Travisa? Bo skoro Pascal ukrywał przed nim swoje bóle pleców, mógł też ukryć całą resztę… Prawdopodobnie tak zrobił.
Egh…
– Nie wiem – powiedziałem szczerze. – Mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa i nie chodzi mi o jakiś bullshit związany z naszym związkiem. To coś innego.
Okej. I?

piątek, 8 września 2017

Rozdział 13[G2]

– Shit.
Spojrzałem na Pascala, który grzebał namiętnie w plecaku, szukając czegoś.
– Nie wziąłeś tych kartek i pendrive’a, które leżały na biurku, prawda? – spytał.
– Te do twojej prezentacji?
– Taa.
– Nie, sorry. Myślałem, że je spakowałeś.
– Egh, ja też. Okej, fuck it, pójdę po to teraz. Widzimy się na następnych zajęciach, okej?
– Em, jasne. Okej.
Pascal pocałował mnie szybko w policzek, odwrócił się na pięcie i odszedł. Czułem, że coś jest totalnie nie tak. Pokręciłem głową i poszedłem na seminarium z profesorem Barkerem, który w tym semestrze zastępował swojego kolegę z urazem kręgosłupa.

piątek, 1 września 2017

Rozdział 12[G2]

– Najgorszy film, jaki widziałeś.
Zastanowiłem się chwilę. Trochę tego było, to trzeba przyznać.
– „Zmierzch” – rzuciłem w końcu. Nie trawiłem tego gówna. Mogło to mieć więcej wspólnego z faktem, że Lucy zmusiła mnie do obejrzenia całej serii cholernych pięć razy, niż z fabułą samą w sobie, ale no… Fakt pozostawał faktem.
– Oj, przestań! – zaprotestował Pascal. – „Zmierzch” nie był taki zły!
– Jestem tobą głęboko rozczarowany w tym momencie – oznajmiłem, zaciągając się papierosem.
– Były gorsze! Na przykład „Stagecoach”.
Spojrzałem na niego w półmroku jak na idiotę.
– Wziąłeś film nakręcony jakieś siedemdziesiąt lat temu i porównujesz go ze współczesnym kinem? Wstydź się.
– Były też inne! – wykłócał się. – Na przykład „Pięćdziesiąt twarzy Gerey’a”! A poza tym, film to film.

piątek, 25 sierpnia 2017

Rozdział 11[G2]

– Już wszystko? – spytałem, stawiając przy wyjściu swój plecak i walizkę. Pascal wyszedł z łazienki i skinął głową, zamykając za sobą drzwi.
– Tak. Wydaje mi się, że nic nie zostawiliśmy.
Przeciągnąłem się i ziewnąłem szeroko. Byłem zmęczony, ale w sumie mnie to nie dziwiło. Ostatnie dwa tygodnie były mega zwariowane, ale chyba najlepsze w moim życiu.
Trochę nam zajęło wyznaczenie konkretnej trasy po Niemczech, ale w końcu jakoś dograliśmy wszystkie szczegóły i wyruszyliśmy w podróż zaraz po zakończeniu semestru. Byłem trochę sceptycznie nastawiony co do tego całego zwiedzania i tak dalej, bo chociaż lubiłem okazjonalnie robić takie pierdy, nie było to tak totalnie w moim guście. Miałem jednak jechać z Pascalem, więc w ostateczności on mógł gapić się na wszystko dookoła, a ja na niego.

piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 10[G2]

Otworzyłem zaspane oczy i rozejrzałem się po pokoju. Łóżko obok mnie było zimne, co oznaczało, że Pascal już dawno był na nogach. Westchnąłem cicho. Jaki był sens spania z tym głąbem, skoro nigdy go rano nawet nie było, jak mi stał?
Podrapałem się po brzuchu i zamknąłem oczy, chcąc jeszcze trochę poleżeć. Było mi ciepło pod kołdrą i nie chciało mi się wstawać. Wiedziałem, że czeka mnie niezbyt fajny dzień. Chciałem się lenić w łóżku, ile się da.
Był już koniec stycznia, co oznaczało, że mieszkałem u Pascala już prawie trzy miesiące, no i już od około półtora miesiąca uprawialiśmy seks. Spałem z nim w jednym łóżku od około dwóch tygodni. Czas tak szybko leciał… Dobrze pamiętałem, jak jeszcze nie tak dawno przecież kłóciłem się z Lucy, a potem nagle spałem w hotelu, bez dziewczyny, bez mieszkania i praktycznie bez pieniędzy. Kiedy w moim życiu zaszło tyle zmian?

piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział 9[G2]

– Phil?
Uniosłem głowę i spojrzałem pytająco na Pascala. Jedliśmy właśnie obiad, który przygotował. Był to jakiś eksperyment, który, jak zawsze, wyszedł mu zajebiście. Nie miałem pojęcia, ile tego żarcia już w siebie wcisnąłem, ale zdecydowanie za dużo.
A jadłem dalej!
Pascal za to dzióbał widelcem w swoim talerzu z lekko niepewną miną. Coś mu wyraźnie leżało na wątrobie.
– Taak? – spytałem, patrząc na niego wyczekująco.
Zagryzł dolną wargę, patrząc na mnie ostrożnie i wypalił:
– Czy dzisiejszy dzień jest tym, kiedy mój penis wreszcie znajdzie się w twoich pięknych ustach, by zaznać tam rozkoszy?
Zakrztusiłem się sokiem, którego jak idiota napiłem się akurat w tym momencie.
Odstawiłem szklankę na stół, krztusząc się. Oczy mi zaszły całe łzami przez tego dupka.
Do treści pytania nic nie miałem. Pascal od początku chciał, żebym mu zrobił loda i się wcale nie dziwiłem, był tylko mężczyzną. Ale sposób, w jaki skonstruował to cholerne pytanie… „Twoje piękne usta”?  „Zaznać rozkoszy”? Kto tak pyta? Zupełnie mu odbiło?

piątek, 4 sierpnia 2017

Rozdział 8[G2]

– Przestań się tak wgapiać w ten kalendarz, czas się magicznie od tego nie cofnie. – Pascal klepnął mnie mocno w tyłek, przechodząc obok mnie ze swoimi ciuchami.
Spojrzałem na niego z rządzą mordu, ale nawet tego nie zobaczył, skoncentrowany na swojej walizce.
Westchnąłem ciężko, wchodząc do pokoju i rzucając się na łóżko. Nie mogłem uwierzyć, że przegwizdałem całe trzy dni w górach na uprawianiu seksu z Pascalem i totalnie olałem snowboarding. Gdy przejeżdżałem w góry z Lucy, na pierwszym miejscu zawsze było jeżdżenie, potem jedzenie, a potem dopiero ona! Nie miałem pojęcia, jakim cudem Pascal obrócił tą piramidkę o sto osiemdziesiąt stopni, ale jakimś cudem to on znalazł się na pierwszym miejscu, z jedzeniem depczącym mu po piętach i snowboardingiem zajmującym miejsce trzecie – i to chyba po raz pierwszy w moim życiu od czasu, kiedy odkryłem jego istnienie!

piątek, 28 lipca 2017

Rozdział 7[G2]

Dzień po zawsze jest trochę niezręczny, zwłaszcza po seksie, który wziął cię z zaskoczenia. Dosłownie?
W każdym razie, tego się właśnie spodziewałem. Niezręczności i niepewności, co teraz. Czy to oznaczało, że my coś ten teges, czy był to tylko ten jeden raz, kiedy zaćmiło mi mózg? Wiedziałem, że Pascal chciał mnie pocałować już wcześniej, tak jak on wiedział, że totalnie na to wtedy czekałem. Nie oznaczało to jednak, że coś z tego od razu musiało być, mógł być ciekawy. Tak jak i ja, szczerze mówiąc.
Nie miałem pojęcia, co Pascal o tym wszystkim myślał, ba! Nie miałem pojęcia, co ja sam o tym wszystkim myślałem. Rozważałem wcześniej seks z facetem, jasne, ale coś więcej? Nie bardzo. Nie chciałem za bardzo wybiegać myślami w przyszłość, ale ewentualny „związek” zdecydowanie był na horyzoncie i wolałem być przygotowany.

piątek, 21 lipca 2017

Rozdział 6[G2]

 Dwa tygodnie minęły w zastraszającym tempie. Nim się obejrzałem, walizka stała spakowana w rogu pokoju i gotowa do drogi. Ogarnąłem jeszcze pokój, nie chcąc zostawiać syfu na święta. Pascal pytał mnie, czy w razie gdyby ktoś mu się zwalił na łeb, to może skorzystać z mojego pokoju, więc tym bardziej nie chciałem zostawiać pokoju w nieładzie.
Pascal też już posprzątał swój pokój, mimo że dopiero za dwa dni jechał do swojego ojca, gdzie z nim i Travisem miał spędzić święta. Ja cieszyłem się przede wszystkim na dni, które miałem spędzić w górach. Mimo tego, że szukałem na ostatnią chwilę, udało mi się znaleźć dość tani hostel. To miał być mój pierwszy raz, kiedy będę jechał sam, ale jakoś mnie to zbytnio nie bolało. Lucy nie umiała jeździć na snowboardzie i zawsze zostawała w tyle, więc żadna strata, a z rodzicami ani myślałem jechać.
Poszedłem do kuchni, słysząc że Pascal ostro tam rządzi. Na stole postawił swojego laptopa, z którego leciała muzyka. Brunet podśpiewywał cicho, szorując lodówkę.
– Pomóc ci z czymś? – spytałem.

piątek, 14 lipca 2017

Rozdział 5[G2]

Nim się obejrzałem, listopad się skończył. Na dworze zrobiła się prawdziwa pizgawica i jakby tego było mało, zaczęło lać. Idąc na zajęcia pierwszego grudnia miałem ochotę się zwyczajnie zastrzelić. Tyle dobrze, że wreszcie dałem Pascalowi kasę za czynsz – zaległy listopad i z góry za grudzień. Czułem się o niebo lepiej, nawet jeśli Pascal kompletnie nie robił mi problemów z tą kasą i mówił, że nigdzie się nie pali i mogę mu zapłacić, kiedy będę miał z czego. Jego podejście trochę mnie irytowało – jak zwykle zresztą – bo tego typu zachowanie utrudniało mi nielubienie go. Ale whatever.
Na pierwszych zajęciach był hiszpański, gdzie już miałem zaklepane miejsce z Weroniką. Uwielbiałem ją – była sarkastyczna i przy tym zabawna. Robiła sobie jaja ze wszystkiego i wszystkich. Jej komentarze już nie raz doprowadziły do tego, że ze śmiechu leciały mi łzy.
– Jaka historia na dziś? – spytałem, siadając obok niej w sali.
Oderwała głowę od swoje czytnika e–booków i spojrzała na mnie trochę nieprzytomnie.
– He?
– Jaką masz dla mnie historię na dziś?
Zamrugała, zastanawiając się przez chwilę. Albo po prostu próbując zmusić swoje szare komórki do pracy, kto wie.
– Eee… już chyba wyczerpałeś to źródełko, wiesz?

piątek, 7 lipca 2017

Rozdział 4[G2]

Czas mijał.
Tak, wiem, Ameryki nie odkryłem, ale tak rzeczywiście było. Szybko wpadłem w nową rutynę, mimowolnie zaskoczony tym, jak bezkonfliktowe było mieszkanie pod jednym dachem z Pascalem. Cóż, to mogło być głównie związane z faktem, że prawie go nie widywałem w mieszkaniu, ale nieważne. Dla mnie liczyło się to, że miałem fajne lokum i totalny spokój. Mogłem sobie trzepać ile chciałem i jak głośno chciałem i ani trochę nie musiałem się martwić, że ktoś mnie podsłucha.
Jeszcze tylko tego by brakowało, żeby Pascal mnie przyłapał.
Miałem zadziwiająco dużo czasu jako singiel. Bez problemu wyrabiałem się z rzeczami na uniwerek i zostawało mi jeszcze sporo na obijanie się po kątach. Mega ciekawiło mnie, gdzie Pascal tak chętnie znikał. Już odkryłem z jego Facebooka, że był instruktorem zumby w jednej z pobliskich szkół tanecznych, ale to nie mogło kosztować go aż tyle czasu, więc pewnie robił coś jeszcze.
Nasze interakcje były krótkie i, gdy już do nich dochodziło, pełne sarkazmu. Atmosfera automatycznie zdawała się wibrować. Nic nie mogłem poradzić na to, że dalej uważałem go za dupka i chujka i nie chciałem mieć z nim zbyt wiele wspólnego. Problem polegał na tym, że teraz miałem okazję trochę lepiej go poznać i nie był ani trochę taki, jak sobie wyobrażałem.

piątek, 30 czerwca 2017

Rozdział 3[G2]

Przed dłuższą chwilę po obudzeniu nie mogłem skojarzyć, gdzie jestem. Dopiero po długich sekundach do mojego otumanionego jeszcze snem mózgu dotarło, co, gdzie i jak.
Zegarek w telefonie pokazywał godzinę 11:47. Choroba musiała mnie mocno osłabić, skoro spałem do południa. Nigdy nie byłem rannym ptaszkiem, ale spanie tak długo tak po prostu, bez imprezy dzień wcześniej albo grania w coś do rana było niezwykłe nawet na mnie.
Przetarłem sklejone powieki i ziewnąłem, siadając ostrożnie na łóżku. Każdy gwałtowny ruch nadal sprawiał, że czułem tępy ból z tyłu głowy, ale w porównaniu z dniem poprzednim czułem się o wiele lepiej.
Zauważyłem, że Pascal zostawił dla mnie dary na stoliku, więc wepchnąłem w siebie tabletki, które mi przyniósł i z radością napiłem się ciepłej herbaty. Musiałem co prawda wstać i odcedzić kartofelki, ale po tym szybko wczołgałem się z powrotem do łóżka.

piątek, 23 czerwca 2017

Rozdział 2[G2]

Zakaszlałem i jęknąłem cicho. Nie, nie, nie.
Nie mogłem się rozchorować. Ostatnie, czego potrzebowałem, to złapanie jakiegoś świństwa.
No ale, co się dziwić… Godzinami jak idiota latałem po mieście i szukałem jakiegoś miejsca, gdzie mógłbym – w miarę tanio – przezimować do czasu, aż znajdę nowe mieszkanie. Pokój w hotelu kosztował mnie fortunę, ale nic nie mogłem na to poradzić. Nie miałem w mieście nikogo, kto mógłby mnie przygarnąć na parę dni.
Wystarczyła mi godzina szukania, żeby się zorientować w temacie i ustalić, że znalezienie jakiegoś pokoju w Berlinie graniczyło z cudem. Miasto cierpiało na deficyt pokoi i mieszkań do wynajęcia. W takim okresie jak ten znalezienie czegoś w miarę taniego, gdzie tynk nie sypał się na głowę, było niemożliwe.
Na droższe oferty nie było mnie stać.
Byłem w kropce. Po krótkich obliczeniach ustaliłem, że jeżeli przez najbliższy tydzień nie znajdę sobie jakiegoś lokum, będę musiał dzwonić do rodziców i żebrać o dodatkową kasę.
A na to nie miałem najmniejszej ochoty.

piątek, 16 czerwca 2017

Rozdział 1[Granice 2]

Prawdziwe życie studenckie, o którym czyta się w książkach i które się widzi na filmach to zjawisko, które jednych dopada, a drugich nie. Jak choroba – niektórzy mają mniej, inni trochę więcej szczęścia. Ja znalazłem się, niestety lub stety, po tej gorszej – lepszej? – stronie mocy. Ciężko właściwie stwierdzić, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeden fakt pozostawał faktem.
Impreza była przednia.
Kac nie.
Ruszenie rano dupy z łóżka było wyzwaniem równym wysadzeniu Księżyca pudełkiem zapałek i dwoma bateriami, ale chcąc nie chcąc, w końcu jakoś sturlałem się z niego i poszedłem pod prysznic. Zastanawiałem się, czy to oznacza, że byłem w stanie wysadzić Księżyc, czy może jednak nie. To tylko dowodziło, jak bardzo rozwaliła mnie biba z poprzedniej nocy.
Zazdrościłem Lucy, że miała zajęcia dopiero na dwunastą, co oznaczało, że mogła spać jeszcze co najmniej cztery godziny. A ja? Ja, jak zwykle, skacowany, niewyspany i pewnie jeszcze pod wpływem musiałem iść na zajęcia na ósmą i jeszcze pisać kolokwium, które pewnie w dodatku obleję.

czwartek, 15 czerwca 2017

Prolog

Nigdy nie uważałem się za skomplikowanego faceta.
Łatwy w obejściu, z niewygórowanymi wymaganiami i potrzebami. Zawsze leniwy i tylko dzięki wysokim ambicjom nie obijający się wiecznie po kątach. Na szczęście wrodzona inteligencja trochę ułatwiała mi zadanie na tym polu.
Jeśli chodzi o ambicje życiowe, no cóż, nie miałem ich. Zbyt wiele, znaczy się. Już w liceum wiedziałem, że w przyszłości chcę poślubić Lucy Walkers i mieć z nią dwójkę dzieci, najlepiej chłopca i dziewczynkę. Chłopiec powinien być starszy i bronić swojej młodszej siostry, ale i przyprowadzać przystojnych kolegów, których ta będzie mogła bajerować. Oczywiście, jak już będzie co najmniej po trzydziestce lub jak już nie będę żył. W końcu żaden normalny ojciec nie chce myśleć o jakimś dupku uprawiającym seks z jego córką.

wtorek, 13 czerwca 2017

Informacja

Heej...
No więc przybywam z niedobrymi wieściami.
Tak, zgadza się.
Nie zdążyłam!
Dopiero dzisiaj oddałam rozdział magisterki i za trzy godziny wyjeżdżam (bez laptopa!) i jestem w ciemnej dupie. Chciałam wziąć starego laptopa i na nim napisać te ostatnie strony, ale zdechł na amen :(
Dlatego rozdział się teraz nie pojawi i nie wiem, kiedy się pojawi. Biorę ze sobą zeszyt i będę pisać na brudno - przy odrobinie szczęścia dorwę się gdzieś do komputera i to przepiszę. Na chwilę obecną zajmą Was "Granice 2", które zaczną się pojawiać w czwartek.
Trzymajcie kciuki, żebym dała radę to napisać/nie spadła do oceanu! Bo płynięcie z powrotem na tratwie może zająć dłużej niż trzy miesiące, a wtedy to już w ogóle nie doczekacie się kontynuacji.
Na Wasze komentarze (a mam nadzieję, że znajdę ich sporo pod rozdziałami Granic), odpowiem najprawdopodobniej po powrocie.
Pozdrawiam!

środa, 10 maja 2017

19.Atak

 Stado Caren od lat miało problemy. Mało ziemi, otoczeni przez o wiele większe stada, gotowe wydrzeć im ich własność w każdej chwili. Poprzednik Caren trzymał porządek żelazną ręką i nie wahał się zabijać tych, którzy wchodzili mu w drogę, bez względu na to, czy byli to wrogowie, czy członkowie jego własnej watahy. Każdy, kto stanowił dla niego zagrożenie, prędzej czy później kończył martwy. Stado długo cierpiało, nie potrafiąc mu się postawić i bojąc się zagrożenia z zewnątrz. To byli zwykli ludzie, prowadzący proste życie. To, że mieli kły i pazury nie oznaczało, że potrafili ich używać. Nawet gdyby część z nich wystąpiła przeciwko alfie, ich zwycięstwo było mało prawdopodobne, no i co potem? Zmiana alfy oznaczała ponownie zawiązywanie paktów z innymi stadami,  które nie były tak ugodowe, jak oni, i łatwo mogłyby się ich pozbyć, by odebrać im ziemię i iskrę alfy.
Tak przynajmniej Deaton miał zapisane w jednej z najstarszych ksiąg, jakie Stiles widział w swoim życiu. Kto by się spodziewał, że weterynarz trzymał w swoim gabinecie księgi, w których miał spisane historie o nadprzyrodzonych istotach oraz populacje wilkołaków. Stiles nie był do końca pewny, na ile może wierzyć tym zapiskom, ale podejrzewał, że większość z nich jest prawdziwa. Wszystkie informacje, jakie zgromadził na własna rękę, zgadzały się z tymi z księgi. Według danych Deatona, stado McGregor – bo tak miał na nazwisko poprzednik Caren - liczyło dwunastu członków. Co ciekawe, jednym z nich była Alicja Ferguson – omega, od której zaczęła się wojna stada Hale z łowcami. Początkowo Stiles był przekonany, że Gerard chciał w ten sposób rozpocząć wojnę, ale teraz już nie był tego taki pewny.

niedziela, 16 kwietnia 2017

18.Czyżby cisza przed burzą

Stiles od razu zauważył, że Derek próbuje trzymać go z daleka od watahy i nieznanych wilków. Szczerze mówiąc, trochę mu ulżyło z tego powodu, bo ten cały „Col” sprawiał, że przechodziły go dreszcze. Coś w tym chłopaku trochę go odrzucało pomimo dość niezwykłej i unikalnej urody i cieszył się, że nie musi przebywać w jego obecności.
Obce wilkołaki miały się wynieść na swój teren zaraz po pełni, więc Stiles postanowił je zignorować i skupić się na swoim planie uwiedzenia Dereka. Lydia była mistrzynią, ale do tej pory nawet jej sztuczki nie zrobiły na Dereku wrażenia, więc musiał wymyślić coś innego.
Jedyne, co przychodziło mu do głowy, to igranie z wyostrzonymi zmysłami wilkołaka. Ciągle pamiętał, jak Derek stracił kontrolę podczas pierwszej pełni Stilesa z watahą. Wilk chciał go oznaczyć i wyraźnie próbował go posiąść, co z jakiegoś powodu nakręcało Stilesa, gdy o tym myślał. Cóż, miał przecież tylko osiemnaście lat. Czy można było go za to winić? Ha.

sobota, 8 kwietnia 2017

17.Obcy

Stiles leżał już w łóżku, oglądając filmiki na YouTube, kiedy usłyszał cichy dźwięk od strony okna. Westchnął cicho.
Tego akurat się domyślił.
Nie musiał spoglądać w stronę okna by wiedzieć, że Derek właśnie otworzył je szerzej i wszedł do pokoju.
- Już przemyślałeś sprawę? – spytał Stiles neutralnym głosem, zatrzymując filmik i oglądając się na swojego chłopaka.
Derek westchnął cicho i podszedł bliżej łóżka. Zatrzymał się jakiś metr przed, wsuwając dłonie w tylne kieszenie spodni.
- Chciałem porozmawiać – powiedział spokojnie.

piątek, 24 marca 2017

16.Konfrontacja

Mógł się domyślić. Totalnie mógł się domyślić.
Ale nieee… Nie domyślił się.
Stiles westchnął ciężko bujając się na krześle i przygryzając końcówkę ołówka. Chciał skończyć zadanie domowe jak najszybciej, bo niedługo miał do niego przyjść Derek. Ojciec Stilesa dotrzymywał – jak na razie – słowa i nie próbował ich więcej zawstydzać. Nie, żeby to miało już coś zmienić, bo John dopiął swego.
Derek nie chciał uprawiać z nim seksu.
Ostatnie dwa miesiące Stiles zadowalał się tym, co robili. Nie, żeby robili jakoś bardzo dużo. Derek pilnował się, żeby nie dotykać jego krocza, co najwyżej macać Stilesa po tyłku. Trochę się dotykali, głównie przez ubrania, ale to tyle. Stiles odliczał dni do swoich osiemnastych urodzin, nie mogąc się doczekać, aż wreszcie będzie dorosły i będzie mógł się bezkarnie kochać ze swoim chłopakiem. W międzyczasie Peter dostał opiekę nad Isaac’iem, którego ojciec, jak się okazało, był brutalnym skurwysynem, Chris Argent okazał się partnerem Petera tak jak Stiles był Dereka, John nawet pozwolił Derekowi nocować w weekendy, pod warunkiem że drzwi do pokoju Stilesa były otwarte i kilka innych, pewnie nawet istotnych kwestii, o których Stiles nie chciał myśleć, bo to nie było ważne w tej właśnie chwili.

poniedziałek, 6 marca 2017

Informacja

Hej!
Sporo osób pyta, czeka, smuci, więc postanowiłam oficjalnie się wyżyć w tym poście. Jeśli ktoś nie lubi marudzenia, może przejść od razu do konkretnych informacji na końcu wpisu.
Okej, to teraz hejt życia, bo w domu już mnie nie chcą słuchać, a gdzieś muszę się wyżyć.
Czujcie się ostrzeżeni.
Wiem, że czekacie na rozdział i bardzo chciałabym go Wam wstawić, ale życie mnie ostatnio nienawidzi i nic mi nie idzie. We wtorek mam poprawkę egzaminu, na którą mało co na razie umiem i to tylko jakieś 50% mojej winy i lenistwa. Czas, który miałam przeznaczyć na naukę spędziłam wijąc się z bólu. Tak, gdy wreszcie przeszedł mi katar i kaszel wyrywający płuca z klatki piersiowej, dopierdolił mi ząb. Przez prawie dwa tygodnie się męczyłam, nic mi nie pomagało, dopiero dzisiaj poszłam do stomatologa czynnego 24/7 i tam wreszcie znaleźli problem i zaczęli leczenie tego dziada, który swoją drogą już był leczony i nic nie powinno mu być, ale moje zęby po prostu kochają stany zapalne. Dalej mnie boli, ale teraz przynajmniej nie chcę zapierdolić się młotkiem. Nikomu nie życzę takiego bólu. No, może Gerardowi i Kate, ale to tyle. Nawet Ketonal tego nie chwycił.
No więc moja wątpliwa wiedza na egzamin nie do końca jest moją winą. I jakby tego było mało, muszę napisać jakieś 3 000 słów na temat Heimatsvorstellungen na podstawie dwóch dziwnych książek z XiX wieku, które pewnie zinterpretuję źle i Susanne będzie disappointed jak zwykle, ale na szczęście moja przygoda z nią w Berlinie już się skończyła. Został tylko ten cholerny esej (deadline 15.03.)
Do tego dochodzi jeszcze masa innych, mniejszych rzeczy, które składają się na moje nieszczęście.
Jestem w tej chwili naprawdę bardzo nieszczęśliwą osobą. Z napuchniętą twarzą, przeciągiem w głowie i nadzieją, że to się wkrótce skończy.
A, no i jeszcze w dodatku mój psiak, którego mam jakieś 9 lat, omal mi się nie przekręcił. Bo mu kość utknęła w przewodzie pokarmowym. Na samą myśl chce mi się płakać.
Więc po tej fali hejtu mam nadzieję, że rozumiecie, że pisanie rozdziału nie wchodziło w grę :( Chciałabym, tym bardziej że jeden fragment tego rozdziału chodzi mi po głowie od miesięcy, a ja dalej tego nie napisałam przez to wyżej.
I zalegam z planem pracy magisterskiej, jako jedyna, bo kiedy tutaj mieli ferie i ogarniali sobie to na spokojnie, ja walczyłam z egzaminami na Freie. I wyjechałam stamtąd, jak wolne się zaczynało, a w Poznaniu kończyło. Więc miałam tylko weekend na ogarnięcie swojego shitu.
Egh, dobra, wyżyłam się. To może teraz jakieś bardziej konkretne informacje:

jak pisałam, egzamin we wtorek, deadline z esejem 15.03. Co daje sporą szansę, że po 15.03., jeśli z moim zębem zrobią porządek na dobre, może wreszcie usiądę do kompa i zacznę pisać. Tym bardziej, że mam zajęcia tylko od poniedziałku do środy. Więc jest spora szansa, chyba że przypierdoli mi jeszcze z innej strony =.=
Musicie jeszcze trochę poczekać. Postaram się ogarnąć z tym jak najszybciej, ale jak zawsze, nic nie mogę Wam obiecać.
Pozdrawiam!
 PS.: I mam nadzieję, że tą falą hejtu nie posłałam nikogo z krzykiem w las.

piątek, 10 lutego 2017

15.Spotkanie

Nazywanie Dereka swoim chłopakiem było cudowne. Wplatał to wszędzie gdzie mógł w rozmowie ze Scottem, nie mogąc się nacieszyć samym brzmieniem tych dwóch wyrazów. „Mój chłopak”. Nie chodziło nawet o fakt, że wreszcie kogoś miał. Chodziło o to, że miał Dereka. Ze wszystkich ludzi akurat jego. To było nie do pomyślenia. Nawet Lydia Martin nie mogła się z nim równać, a kochał się w niej całymi latami.
Allison nie było. Zdarzało jej się czasami nie przychodzić do szkoły. Ojciec pozwalał jej, bo o ile śmierć Gerarda nie była żadnym ciosem, o tyle śmierć matki nią wstrząsnęła. To, jak wielki udział miała jej matka w całym zamieszaniu, nie miało znaczenia. Allison tęskniła za mamą, nawet jeśli nie były specjalnie blisko. Stiles nie dziwił się, że czasami wolała zostać w domu i pobyć trochę sama. Nie było mu szkoda Viktorii ani żadnego z łowców, którzy zginęli podczas starcia z wilkołakami. Dostali to, na co sobie zasłużyli. Jeśli było mu żal Viktorii Argent to tylko ze względu na Allison.

sobota, 4 lutego 2017

Granice 2 + ankieta + ważne informacje!

Hej!

Dzisiaj kilka BARDZO WAŻNYCH informacji, więc proszę, doczytajcie do końca!

1.    Zapraszam do wzięcia udziału w ankiecie, która pojawiła się na blogu kilka dni temu. Nie mogę się zdecydować, więc pozwolę zadecydować Wam ;)

2.   Jestem już prawie na 100% pewna, że w połowie czerwca wyjeżdżam i nie będzie mnie przez całe trzy miesiące. I uwaga! Laptop zostaje w domu! Wiem też, że pisanie w tym okresie odpada, dlatego teraz postaram się coś stworzyć, co zajmie Was przez wakacje, bo opowiadanie o wilkołakach pewnie do tej pory zostanie już zakończone. Z tym punktem wiąże się punkt numer 3.

3.   Granice 2! Początkowo chciałam zacząć je publikować jeszcze w tym miesiącu, ale z racji tego, że mój wyjazd się potwierdził, tekst pojawi się na blogu dopiero po moim wyjeździe w czerwcu. Jest to moje zabezpieczenie na wypadek, gdyby nie udało mi się napisać do tego czasu niczego nowego. Oczywiście, jeśli spora grupa zdecyduje się na zakup tekstu, będę miała większą motywację, żeby mimo wszystko coś jeszcze opublikować poza Granicami. W chwili obecnej „Granice 2” można zakupić na beezar.pl TUTAJ lub przelać pieniądze na moje konto 70 **** 1470 **** 0002 **** 2603 **** 2762 **** 0000 **** 0002 (bez gwiazdek) w tytule wpisując „Granice 2” i adres mailowy, na który ma zostać wysłany tekst. Mój laptop się posypał i niestety nie stać mnie na naprawdę, dlatego mam nadzieję, że część z Was kupi tekst i jakoś uda mi się choć częściowo pokryć koszty naprawy. Pracuję obecnie na starym laptopie, który raz, jest wolny i dwa, potrafi wyłączyć się w najmniej oczekiwanym momencie tak dla zasady, co wiąże się z punktem 4.

4.    Rozdziały opowiadania będą pojawiać się rzadziej przez najbliższy miesiąc! Postaram się, by przerwy nie były długie, może nawet uda mi się wyrobić, ale wolę Was uprzedzić, że może z tym być krucho.


Okeeej, chyba tyle. Od razu uprzedzam, że tekst jest pisany w zupełnie innych klimatach niż pierwsza część Granic. Nawet gdybym bardzo chciała, nie potrafię płynnie kontynuować czegoś, co skończyłam pisać już dobre trzy lata wcześniej. Jest dużo wspólnych wątków. Mam nadzieje, że ostatni rozdział wszystkich zaskoczy ;) I że polubicie bohaterów, których wykreowałam na potrzeby tego opowiadania ;) A, no i sporo opowieści w opowiadaniu i niektóre postacie istnieją w realnym życiu i brykają sobie beztrosko w Berlinie. Sporo z tych rzeczy, które się tam wydarzyły, przydarzyły się mnie i mojej koleżance. 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

14.Koniec

- A więc wreszcie się spotykamy – powiedział Gerard z szerokim uśmiechem na ustach. Wyglądał na niezwykle pewnego siebie. U jego boku stał Chris, zaraz obok jego żona i prawie dwudziestu innych łowców. Parking nie był dla nich najlepszą opcją na walkę, ale Peter nie zamierzał wybrzydzać. Nadeszła poda, by to zakończyć.
- Koniec twoich gierek, Gerard. Naprawdę nie musiałeś posuwać się do takich rzeczy, by trzymać Chrisa z daleka od watahy – powiedział Peter spokojnie. Nie wyglądał na osobę, której zamordowano całą rodzinę i spalono dom. Nawet uśmiechnął się lekko. – Teraz się doigrałeś.
- Odważne słowa jak na kogoś, kto zaraz zginie – odpowiedział Gerard. – Ale cieszę się, że postanowiłeś wynurzyć się ze swojej nory. Nadszedł czas, by położyć kres tym wszystkim morderstwom.
Peter zaśmiał się. Jego oczy zabłysły na czerwono.
- Dalej zamierzasz udawać, że to my pozabijaliśmy tych wszystkich ludzi? Nie bądź żałosny. Dobrze wiem, że to twoja sprawka. Miejmy to już za sobą.

niedziela, 22 stycznia 2017

13.Pożar

Coś mu umykało.
Coś musiało, skoro dalej nie potrafił zawęzić liczby podejrzanych. Nie potrafił ustalić, kim była „Kitty” i dlaczego wsadziła mu pendrive do kieszeni. Nie miał pojęcia, jak ona jest z tym wszystkim powiązana. Co tak naprawdę spotkało Matta i dlaczego? Co się stało z ciałem Angeli Moron? Kto zabijał? Angela Moron miała alibi przy dwóch pierwszych morderstwach, więc to nie mogła być ona. Sprawdził. Czego tak naprawdę chciał Gerard? Jak go powstrzymać? Czy Chris Agent był świadomy tego, jak bardzo szalony jest jego ojciec?
Pytań było o wiele więcej, a Stiles nie potrafił znaleźć odpowiedzi na żadne z nich. Zaczynał rozumieć frustrację swojego ojca, który po pracy wracał do domu, jadł obiad i nawet nie miał sił na piwo czy mecz, po prostu szedł się kąpać i spać. Stiles chwilami miał ochotę rzucić wszystkim w kąt i zacząć krzyczeć z frustracji.

niedziela, 15 stycznia 2017

12.Śledztwo

 Chodzenie do szkoły wielkości Beacon Hills High School miało to do siebie, że informacje rozprzestrzeniały się błyskawicznie, zwłaszcza jeśli dotyczyły tych popularnych dzieciaków. Jasne, kto by się tam interesował kimś takim jak Stiles Stilinski? Jego życie nie było wystarczająco ekscytujące – czy ważne dla innych – by wziąć go na języki.
Z kimś takim jak Jackson Whitemore było jednak zupełnie inaczej.
- Stary, słyszałeś? – szepnął do niego Scott na początku pierwszych zajęć, korzystając z nieuwagi nauczyciela. – Jackson ześwirował.
Stiles uniósł brwi. W jego opinii Jackson nigdy nie był całkiem normalny, ale nie mówił tego głośno. Wolał nie dawać Jacksonowi więcej powodów do przemeblowania mu twarzy.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem – rzucił, bo w końcu to był Scott, który też średnio lubił szkolną gwiazdkę drużyny lacrosse i w życiu by tego nie powtórzył. No, może Allison, ale to tyle. Stiles mógł z tym żyć.

niedziela, 8 stycznia 2017

11.Rozłam

- … i jasne, rozumiem, że jej dziadek znalazł się w szpitalu i jego stan znacznie się pogorszył po tym, jak zaatakowali bestię, ale to przecież nie jest moja wina! – narzekał Scott, chodząc za nim krok w krok. – Przecież nie kazałem mu tam iść! To nie ja doprowadziłem go do takiego stanu, więc czemu wyżywa się na mnie?!
Stiles mruknął z irytacją, siadając na krześle i wracając do przekopywania Wikipedii. Chciał znaleźć trochę przydatnych rad przy opatrywaniu paskudnych ran. Nie miał pojęcia, czy łowcy, którym pomagał kilka dni wcześniej, ciągle żyją, ale tego typu rzeczy zawsze dobrze wiedzieć, więc równie dobrze mógł poświęcić im trochę uwagi.
- Powiedziałeś jej o tym? – spytał.
- Tak! Obraziła się na mnie i powiedziała, że powinienem sobie już pójść i mam się do niej nie odzywać przez kilka dni, bo potrzebuje przestrzeni! – westchnął z irytacją. – Czy ja naprawdę zrobiłem coś złego? Nie miałem na myśli nic złego! A tak w ogóle, to dlaczego… co ty tak właściwie robisz?