piątek, 29 grudnia 2017

20.Starcie

Jak zwykle, Peter do całego wywodu Stilesa był nastawiony sceptycznie. Najwyraźniej uważał, że po tym, jak ostatnio Stiles zarobił w głowę i dostał wstrząsu mózgu, nie można było na nim polegać. Nastolatek czuł rosnącą w nim irytację, bo nawet jeśli cholernie bolała go głowa, niekoniecznie oznaczało to, że coś mu się poprzestawiało w mózgu i nie potrafi spójnie myśleć. No, dobra, może reagował z lekko spóźnionym zapłonem, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło.
Irytację potęgował fakt, że już przecież udowodnił swoją wartość no i Peter sam do niego przyszedł z tym problemem. Wyglądało jednak na to, że jak za starych dobrych czasów, Stiles został na placu boju sam.
Peter nie do końca wierzył w tą jego historię, bo nie podobało mu się, na czym Stiles opierał swoją wiedzę, czyli książkach Deatona. Twierdził, że przez te kilka miesięcy wiele mogło się zdarzyć i zapiski weterynarza nie były wiarygodne. Stiles się z nim zgadzał, po przecież stado Caren wyraźnie się zmieniło od czasu, kiedy na jego temat pojawił się ostatni wpis w księdze. Nie oznaczało to jednak od razu, że Stiles się mylił, a wręcz dawało im szansę złapania sprawcy.

Stiles uczepił się faktu, że tylko emisariusz miał możliwość przejęcia kontroli nad grupą omeg i umieszczenia tojadu na ich pazurach. Inny wilkołak nie dałby rady czegoś takiego zrobić. Jasne, ktoś mógł mu pomagać, ale to było ryzyko, które Stiles był gotów podjąć.
Peter najwyraźniej nie. Mimo tego, że czas naglił, wydawał się spokojny i powiedział, że nie zamierza działać pochopnie. Dobrze wiedział, że Caren nic nie zrobi co najmniej do następnej pełni, co dawało im około dwa tygodnie na działanie. Stiles, leżąc w łóżku, miał dużo czasu na przemyślenia i postanowił wcielić w życie swój własny plan i wywabić emisariusza, którego uznawał za sprawcę ataku omeg.
Isaac i Cora już wiedzieli, że mają się kłócić pod publiczkę i wciągnąć w to Liama. Jako że Liam był niezwykle wybuchowy jak miał dobry dzień, nie było to specjalnie trudne. Dodatkowo Allison zaczęła więcej czasu poświęcać Olafowi, który najwyraźniej wziął ją sobie na celownik. Stiles poprosił też Dereka, żeby żalił się klejącej do niego Sarah na niego – że im się nie układa, że Stiles jest jeszcze taki młody, że wszystko niby jest super, ale jednak coś mu nie pasuje w tym wszystkim… Subtelność nie była mocną stroną Dereka, ale po szkoleniu Stilesa – który nie radził sobie zbyt dobrze z byciem przykutym do łóżka – załapał, czego jego chłopak od niego oczekiwał i dołączył do działania. Stiles chciał pokazać, że ich stado jest słabsze, niż rzeczywiście było, żeby sprowokować Caren do ataku. Starał się też pilnować, żeby żaden członek stada nie znalazł się w otoczeniu dwóch lub więcej obcych wilków, które w razie nagłego ataku mogłyby wyrządzić mu krzywdę.
I wszystko szło dobrze przez jakiś tydzień, kiedy nagle do jego domu wparowała Allison, oddychając ciężko i ze śladami łez na policzkach.
- Co za… Agh! – krzyczała, ocierając łzy. Była wyraźnie wściekła i miała minę, jakby chciała kogoś zamordować. – Czy naprawdę wszyscy faceci są emocjonalnie upośledzeni czy to tylko ja mam takie szczęście, że spodobał mi się Scott?! – Stiles zamrugał. Allison nawet się nie przejęła, że najwyraźniej dopiero wyszedł spod prysznica i stał przed nią w samych bokserkach. Wparowała do jego domu jak do swojego własnego i nie miał czasu się ubrać, kiedy przypuściła na niego szturm. – Ty jakoś nie miałeś problemów ze zrozumieniem, o co tak naprawdę chodzi! To jakaś magiczna zdolność gejów czy ja po prostu wzięłam się nie za tego faceta, co trzeba?!
Stiles zamrugał. Nie do końca rozumiał, czy właśnie mówiła mu komplement czy może jednak obrażała twierdząc, że jest ciotowaty w pewien sposób? I czemu rzucała mu w twarz, że jest gejem? Stiles sam nie do końca to wiedział.
- Eee… Co się stało? – spytał. To była jedyne rozsądne pytanie, jakie mu przyszło do głowy.
- Co się stało?! Zerwaliśmy ze sobą, to się stało! – powiedziała, aż gotując się ze złości. Stiles wybałuszył na nią oczy. - Zamknij usta, bo ci muchy nalecą! Wyobrażasz sobie, że Scott mnie skonfrontował, że spędzam za dużo czasu z Olafem? Jakby ten przygłup mógł mnie kiedykolwiek zainteresować! Zaczęliśmy się przemawiać, potem już najnormalniej w świecie kłócić, aż nagle od słowa do słowa doszło do tego, że już dłużej nie powinniśmy być ze sobą! Wyobrażasz sobie coś takiego?!
Stiles nie wiedział co powiedzieć. Wiedział tylko, że gdyby Allison miała wtedy przy sobie strzały, Scott wyciągałby właśnie grot jednej ze swojego tyłka.
Dziewczyna jeszcze chwilę dawała upust emocji, po czym na końcu się popłakała (po raz kolejny, sądząc po jej czerwonych oczach), po czym mamrocząc coś o konieczności porozmawiania z Lydią po prostu zabrała się i poszła. Bez usłyszenia choćby komentarza ze strony Stilesa co do zaistniałej sytuacji.
Ledwo zamknęły się za nią drzwi, kiedy rozdzwonił się jego telefon. Nie musiał patrzeć na ekran, by zgadnąć, kto do niego dzwoni.
- Tak, Scott?
- Allison i ja nie jesteśmy już dłużej razem – powiedział grobowym i lekko rozhisteryzowanym głosem.
Stiles jęknął w duchu. Jeszcze tylko tego było im trzeba!
- Co się stało? – zapytał. Był ciekawy, jak Scott interpretuje to, co zaszło pomiędzy nim i jego byłą, najwyraźniej, dziewczyną.
- Najpierw się wdzięczy do tego całego Olafa, a potem mi zarzuca, że mam urojenia! Dobrze wiedziałem, co się dzieje, okej? Nie dam z siebie tak łatwo zrobić idioty! Kiedy ją o to wprost zapytałem, zaczęła się wypierać i bagatelizować sprawę, jakbym nie widział tego wszystkiego na własne oczy! I jeszcze mi zarzuciła, że przesadzam i mi się wydaje i że nic między nimi nie ma, ale ja czuję go na niej, okej?! – bulwersował się Scott. – Widziałem, jak flirtują, jak mu pozwalała się łapać za rękę i nie dam sobie wmówić, że było inaczej! Zawsze myślałem, że ma wystarczające jaja, żeby ze mną po prostu zerwać, jeśli znalazła sobie kogoś lepszego, a nie zachowywać… w taki sposób! – Oczyma wyobraźni widział, jak Scott robi nieokreślony ruch ręką. – Zaczęliśmy się ostro kłócić i stanęło na tym, że lepiej będzie się rozstać i zostać przyjaciółmi.
Zapadła cisza. Stiles wiedział, że Scott czeka na jakiś komentarz z jego strony, potwierdzający jego rację w tej sprzeczce, ale Stiles zwyczajnie nie potrafił z siebie niczego wykrzesać. Normalnie byłby bardzo przejęty rozstaniem Allison i Scotta i nawet czułby się winny, bo to on chciał, żeby Allison spróbowała coś wyciągnąć od Olafa. Nie zmieniało to jednak faktu, że Allison i Scott schodzili się i rozchodzili wiele razy, więc to, że znowu się pokłócili i od razu znowu ze sobą zerwali, o niczym jeszcze nie świadczył. Po którymś razie Stiles już wiedział, że bez względu na wszystko, para prędzej czy później znowu się zejdzie i będzie przeżywać kolejny miesiąc miodowy do czasu, aż uderzy w nich kolejne tsunami. Z nimi tak po prostu już było.
Dlatego też Stiles tylko westchnął cicho.
- Scott, jestem pewny, że Allison nie miała niczego złego na myśli. Ona świata poza tobą nie widzi – powiedział. To, że sam poprosił o Allison o zachowywanie się w ten sposób, postanowił pominąć milczeniem. Nie chciał, żeby przerodziło się to w kolejną awanturę i doprowadziło do poważnego rozdarcia pomiędzy członkami stada. Potrzebował wszystkich, jeśli jego plan miał zadziałać i nie podobało mu się, że Scott wybrał akurat taki moment na urządzanie Allison scen zazdrości.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że trzymasz jej stronę? – sapnął Scott z niedowierzaniem.
- Nie, oczywiście, że nie! – powiedział dla świętego spokoju. Nie chciał się kłócić. – Ale wiem, że nie próbowałaby cię zranić celowo, okej? Wszyscy już trochę się znamy. Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Scott coś mruknął, niezbyt przekonany i rozczarowany reakcją Stilesa.
Coś zatłukło się zaraz za jego oknem. Stiles obrócił się i zobaczył Dereka, który wślizgiwał się do jego pokoju. Brunet uniósł brwi, najwyraźniej już od jakiegoś czasu przysłuchując się rozmowie przyjaciół.
- Słuchaj, muszę lecieć, Derek przyszedł. Prześpij się z tym, co się stało i jak trochę ochłoniesz, spróbuj z nią jeszcze o tym pogadać. Może na spokojnie będzie wam łatwiej się dogadać.
Scott westchnął ciężko.
- Okej, okej, rozumiem memo, mam spadać – mruknął. – Nie sądzę, żeby coś jeszcze z tego było, szczerze mówiąc. Baw się dobrze z Derekiem.
Scott rozłączył się. Stiles nie przejął się zbytnio jego komentarzem o tym, że już pewnie nic z jego związku z Allison nie będzie.
Scott zawsze tak mówił po tym, jak się pokłócili.
- Kłopoty w raju? – spytał Derek, zamykając okno i podchodząc do niego. Pocałował go w usta na przywitanie.
- Scott jest zazdrosny jak diabli o Olafa. Znowu ze sobą zerwali – powiedział z westchnieniem. – Z tego wszystkiego zaczyna mnie boleć głowa – mruknął. – Dałeś radę coś się dowiedzieć od Sarah?
Derek pokręcił przecząco głową.
- Tylko patrzy na mnie tym swoim creepy wzrokiem jakby chciała mnie zjeść, łasi się i klei… Nie jest zbyt chętna do rozmowy. Chyba kupiła to, że mamy jakieś problemy, bo wydaje się ostatnio bardzo zadowolona. – Derek wzruszył ramionami.
- Próbowałeś ją wypytać o jej przeszłość? Jakieś historyjki z dzieciństwa?
Opowiadanie o przeszłości było niezwykle trudne, jeśli ktoś chciał ukryć obecność jednego z bohaterów jakichś zdarzeń. Łatwo można się pomylić i powiedzieć trochę za dużo, zwłaszcza jeśli chodziło o watahę wilków. Stiles dobrze to wiedział, bo Derek często opowiadał mu zabawne historie ze swojego dzieciństwa. W dobrze prosperującym stadzie członkowie byli blisko i z każdym z nich dzieliło się jakieś wspomnienia. Wymazanie jednej osoby byłoby niezmiernie trudne dla kogoś, kto nie był w tym szkolony.
- Tak, ale nie powiedziała mi nic interesującego, no i nie było tego zbyt wiele. Może podejrzewa, że próbuję coś z niej wycisnąć? Nie jestem za dobry w takich gierkach i chyba nie jest taka głupia, żeby myśleć, że mógłbym się nią zainteresować?
Stiles parsknął cicho.
- Ktoś tutaj ma duże mniemanie o sobie.
Derek sapnął z irytacją, patrząc na niego spod byka.
- Nie, po prostu ja już znalazłem ciebie. Taką więź jak naszą ciężko zakwestionować.
- Jeszcze mnie nie przeleciałeś ani nie ugryzłeś, więc teoretycznie wszystko może się zmienić. Gdyby tak nie było, nie odważyliby się zaatakować Petera i Chrisa podczas ich ceremonii parowania.
- Wtrącenie się między nich było zagraniem strategicznym – stwierdził Derek w przypłynie pseudo-geniuszu.
- I to cholernie dobrym – dodał Stiles i wzruszył ramionami – ale cholernie pomocnym dla nas.
- Został tylko tydzień do kolejnej pełni. Peter jest pewny, że wtedy zaatakują.
- Też mi się tak wydaje – poparł Stiles. Wiedział, że Caren chce podzielić ich stado i sprawić, żeby byli bezbronni. Stiles robił co mógł, by obrócić sytuację na swoją korzyść, ale nie było to zbyt proste. Faktem było, że żeby podzielić ich stado, Caren musiała też rozlokować swoich w różnych miejscach, co wyrównywało siły. Problem polegał na tym, że Peter ani reszta nie miała pojęcia, jaką siłą uderzenia dysponuje stado Caren. Skoro raz byli w stanie wytrzasnąć skądś grupę omeg, mogli to zrobić też drugi raz. Stiles wiedział, że kluczową postacią w całej tej grze jest emisariusz Caren, który do tej pory pozostał ukryty, co bardzo mu się nie podobało.
- Przyszło ci kiedyś do głowy, że może zwyczajnie nie jesteś w stanie sobie z tym poradzić? – spytał Derek nagle, przerywając jego rozmyślania.
Stiles spojrzał na swojego chłopaka i dźgnął go palcem pod żebro.
- Przyszło, ale szybko poszło – odparł.
Derek uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głowę.
- Jesteś niesamowity, wiesz o tym? – spytał, łapiąc go za rękaw i przyciągając do siebie. Pocałował go czule. Stiles mimowolnie się uśmiechnął. Uwielbiał takie przejawy czułości ze strony Dereka.
- Niezbyt. Chyba za rzadko to słyszę – powiedział w usta Dereka.
- Więc muszę to zmienić.
Stiles westchnął cicho, ciągnąć Dereka w stronę łóżka. Cokolwiek ostatnio walnęło wilkołaka w głowę i doprowadziło do przyspieszenia ich super ultra hiper wolnego tempa w rozkręcaniu związku, musiało już przestać działać, bo Derek znowu się trochę wycofał i nie chciał przekroczyć pewnej granicy. Jak on to robił, Stiles miał się chyba nigdy nie dowiedzieć.
Kolejnych kilka dni nie działo się zupełnie nic. Stiles czuł się trochę, jakby była to cisza przed burzą.
No, dobra, może nie zupełnie nic. Scott i Allison zapierali się, że teraz to już zerwali na dobre. Scott okropnie się boczył na Allison, że dziewczyna mimo zapewnień, że wcale z Olafem nie kręci, ciągle spędza z nim czas. Było to trochę jak sypanie soli na ranę. Scott najwyraźniej nie mógł tego wszystkiego wytrzymać, bo skończyło się na tym, że chłopak zaczął ich wszystkich unikać i włóczył się Bóg wie gdzie. Allison, która głośno wszystkim oznajmiała, że jest wolna i potrzebuje przestrzeni, nagle została obstawiona przez Isaaca i Olafa, którzy z pasją okazywali sobie wrogość graniczącą z nienawiścią. Nagłe zainteresowanie Isaaca Allison wydawało się Stilesowi trochę dziwne, bo chłopak nigdy nie dał po sobie poznać, że Allison mu się podobało. Gdy jednak spytał o to Dereka – który nie był ani trochę zaskoczony – dowiedział się, że wilki już dawno wyczuły to na Isaacu. Nikt nic nie mówił, bo, jak to ujął Derek, matka od dziecka tłukła im do głowy, że nieładnie jest wąchać innych i obnażać ich uczucia, a poza tym, Isaac zawsze zaczynał tak pachnieć w obecności Allison i Scotta i nikt nie był do końca pewny, czy Isaaca kręciła Allison, czy może jednak Scott. Na słowa Stilesa, że może oboje, Derek tylko rzucił mu spojrzenie spod byka.
Stiles dalej nie znał tożsamości emisariusza i zaczynał już sobie powoli rwać włosy z głowy. Sprawdził wszystkie możliwe tropy, na jakie udało mu się trafić i nie znalazł absolutnie nic. Tak samo sprawa omeg nie poruszyła się ani trochę. Stiles z niczym nie potrafił ich powiązać i okropnie go to frustrowało.
I wtedy właśnie, ku jego ogromnej uldze i radości, zadzwonił jego ojciec i kazał mu w trybie natychmiastowym stawić się na komisariacie.
- Chyba udało mi się coś znaleźć – stwierdził jego ojciec, gdy tylko przekroczył próg jego gabinetu. Stiles zamknął za sobą drzwi i podszedł do taty. – Ja i Parrish próbowaliśmy jakoś powiązać tych ludzi, którzy zaatakowali Petera i Chrisa podczas ostatniej pełni. Parrish dzisiaj trafił na trop. – Stiles spojrzał na dokumenty, które pokazywał mu ojciec. – Udało nam się ustalić tożsamości wszystkich tych osób. Ich zaginięcia zgłoszono nawet lata temu. Jeśli jednak popatrzysz na daty, kiedy ginęli i porównasz je z tym – mężczyzna uniósł rękę i pokazał Stilesowi dziennik Gerarda, w którym starzec zapisywał miejsca polowań i spotkań z istotami nadprzyrodzonymi – wszystko zaczyna łączyć się w całość.
To było to. To musiało być to, a jednak jedyne, co Stilesowi przyszło do głowy, to:
- Pokazałeś to Parrishowi? – spytał z niedowierzaniem.
- To długa i skomplikowana historia na inny dzień. Co teraz jest ważne, to że jeśli faktycznie Gerard miał jakieś powiązanie z tymi wszystkimi ludźmi…
- To prawdopodobnie są to jego ofiary. Nie zabił ich, ale z jakiegoś powodu uwięził i trzymał w zamknięciu przez lata.
- Stiles, w co ty się wpakowałeś? – spytał John, zamykając teczkę z dokumentami i patrząc na syna zmęczonymi i poważnymi oczami. – Już nawet nie chodzi mi o to, że magicznie jesteś związany z cholernym wilkołakiem. To szczeniak w porównaniu z tym, co na sumieniu ma Gerard i jego ludzie. Ta rodzina jest piekielnie niebezpieczna. Ani ty ani Scott nie powinniście zadawać się z Argentami.
- Chris nie miał z tym nic wspólnego.
- To on tak twierdzi – zauważył John – a to, że dał mi te zapiski, o niczym nie świadczy. Może po prostu próbuje zatrzeć swoje ślady w ten sposób. Nie zmienia to faktu, że jego rodzina jest za to odpowiedzialna. Tu nawet nie chodzi o tych kilkanaście osób, Stiles. Przyjrzałem się bliżej innym miejscom, w których był Gerard i poginęli ludzie. Jak porównasz to z tym – tutaj John wyciągnął ksero ksiąg, które Stiles i Allison przeglądali w pracowni Deatona – lista ludzi zaginionych i nigdy nie odnalezionych dość mocno się wydłuża.
Stiles otworzył szeroko usta z niedowierzania.
- Skąd to masz?! Specjalnie schowaliśmy to u Deatona, żeby wilkołaki nie mogły się do tego dobrać! – zaczął wymachiwać rękami. Skoro jego ojciec tak po prostu skserował sobie niektóre strony z tych książek, to czy…
Ojciec spojrzał na niego z politowaniem.
- Skoro ty jesteś człowiekiem i Peter uczynił cię członkiem stada, inni też mogą mieć swoich. Jak trudno byłoby im wejść do pracowni Deatona i zdobyć te informacje?
- A-ale…
- Chętnie otworzyłbym śledztwo i zaczął szukać tych wszystkich ludzi, skoro trafiliśmy już na taką sprawę, ale jako że żaden z nas nie powinien być w to wszystko zamieszany, nie mogę tego zrobić oficjalnie. Parrish mimo wszystko się tym zajmuje i jeśli uda nam się coś ustalić, spróbujemy to jakoś wydobyć na światło dzienne.
- Nie jestem pewny, czy to dobry pomysł – stwierdził Stiles. – Nie wiemy, na ile te wszystkie omegi były świadome tego, co się dzieje. Możliwe, że przez te wszystkie lata zupełnie im odbiło. Gdybyście je znaleźli i dostałyby szału… nikt nie byłby w stanie ich zatrzymać.
- Możliwe, ale nie zamierzam tego tak po prostu zostawić. Ci ludzie potrzebują pomocy.
- I ty się dziwisz, że wpakowałem się w to wszystko – rzucił Stiles z uniesionymi brwiami.
Ojciec tylko spojrzał na niego karcąco. Stiles uśmiechnął się szeroko, bezgłośnie poruszając ustami „kocham cię”, po czym pojechał z powrotem do domu. Cały dzień się nad tym wszystkim głowił, ale nie miał zbyt wiele szczęścia. Wiedział tylko, że jeśli ma dojść do starcia, to musi jakoś sprawić, żeby doszło do niego na jego warunkach.
Tylko jak?

W środku nocy, kiedy spał sobie smacznie w swoim łóżku, coś nagle załomotało przy oknie. Stiles zerwał się z łóżka, wymachując kończynami we wszystkie strony. Widok dwóch par oczu jarzących się w ciemności sprawił, że odchylił się w bok i stracił równowagę. Syknął, kiedy upadł na podłogę, ryjąc nosem po podłodze.
- Aau! – jęknął, z trudem wygrzebując się z pościeli i masując obolałą część ciała.
- Raz łamaga, zawsze łamaga – powiedział głos podejrzanie brzmiący jak Peter. Stiles wyjrzał. Yup. To był Peter.
- Nie krępuj się, czuj się jak u siebie! – mruknął Stiles, gramoląc się z podłogi. Usiadł na łóżku i spojrzał w stronę wilkołaków. Derek wziął sobie jego sarkastyczne słowa do serca, bo usiadł po drugiej stronie łóżka. – Jakiej to okazji zawdzięczam tę uroczą wizytę?
Peter podszedł bliżej łóżka. Miał ręce włożone w tylnie kieszeni spodni.
- Chris rozmawiał z twoim ojcem. Twierdził, że nie jesteś w stanie znaleźć reszty omeg.
Stiles ziewnął i przetarł oczy. Jego mózg się jeszcze nie obudził.
- To prawda – powiedział. – Największe szanse ma Chris, a nawet on jest zupełnie zielony w tym wszystkim.
- Jakim cudem Gerard zdołał to wszystko ukryć? – spytał Derek.
- Cholera wie. Trzeba było go pytać, kiedy jeszcze mógł coś powiedzieć – mruknął Stiles.
- Jakiś pomysł, co zrobić z Caren i jej bandą? – spytał Peter.
- O, to jednak słuchasz tego, co mam do powiedzenia? – spytał Stiles z irytacją w głosie. Peter tylko na niego patrzył. – I musi to być w środku nocy? Niektórzy z nas potrzebują snu.
- Stiles.
Nastolatek westchnął. Znał ten ton „jeśli zaraz nie przestaniesz to rozerwę ci gardło”.
- Nie możemy pozwolić, żeby nas rozdzielili w dzień pełni. Jeśli im się to uda, mogą nasłać na nas omegi.
- Okej.
Brzmiało to bardziej jak „i?”, więc Stiles kontynuował:
- Jeśli chcą się bić, powinniśmy się bić na naszych zasadach. Podejrzewam, że w pierwszej kolejności będą chcieli zająć się mną. Już poczuli się zagrożeni, skoro mnie zaatakowali. Myślą, że wiem więcej niż w rzeczywistości, więc z pewnością będą chcieli się mnie jakoś pozbyć.
- Musisz pilnować, żeby zawsze był z tobą ktoś ze stada. Jeśli uda im się ciebie dorwać, będą mieli otwartą drogę do nas.
- Dlaczego mieliby wziąć na celownik właśnie ciebie? – spytał Derek, wyraźnie nie rozumiejąc. – Jasne, to ty próbujesz znaleźć osobę odpowiedzialną za atak omeg, ale jak dla mnie są inni członkowie stada, z którymi będą mieli większy problem.
- Trafna uwaga, ale możliwe, że planują jakąś pułapkę. Możliwe, że żeby się z niej uwolnić, będziemy potrzebować pomocy Stilesa.
- Nie jest jedynym człowiekiem w stadzie, więc dlaczego…
- Argentowie mogą wydawać się im zbyt silnym i niepewnym przeciwnikiem – wtrącił Stiles. – Jeśli spiskowali z Gerardem, łowcy są dla nich teraz jedną wielką niewiadomą. A ja? Posiadam sporą wiedzą i nie jestem w stanie się sam obronić. To czyni ze mnie łatwy i jednocześnie ważny cel. Usunięcie mnie da im sporą przewagę. Tak przynajmniej myślą.
- Więc musimy sprawić, żeby dalej tak myśleli – powiedział Peter. Widząc spojrzenie Stilesa, dodał z lekkim uśmiechem: - I żeby nie dali rady cię „usunąć”.
- Zostały ci na to tylko dwa dni – zauważył Stiles. Peter ciągle pozostawał dla niego zagadką. Mężczyzna niby przyjął go do stada i tak dalej, ale Stiles nie był do końca pewny, na ile może mu wierzyć. Nie miał żadnej gwarancji, że Peter nie wepchnie go pod przysłowiowy autobus, kiedy będzie mu to na rękę. Z tym facetem wszystko było możliwe.

Gdy szeryf zszedł następnego ranka na śniadanie, widok Dereka siedzącego na meblach ze szklanką soku jabłkowego w ręce ani trochę go nie zdziwił. Stiles stał przy kuchence w swoich luźnych spodenkach do połowy uda oraz luźnej koszulce z mangowym nadrukiem i przygotowywał śniadanie dla całej ich trójki. Fakt, że Derek miał na sobie tylko luźne, krótkie spodenki do spania i nic poza tym jasno dowodził, że wilkołak znowu zmaterializował się w ich domu tak po prostu. Szeryf już jakiś czas temu przestał się temu dziwić i oponować. Teraz nawet się cieszył, że ktoś był blisko jego syna i mógł mieć na niego oko.
Nie ukrywał, że nie podobał mu się sposób, w jaki rozwijał się związek Stilesa i Dereka. Nadal twierdził, że Stiles o tej całej więzi nie powinien mieć pojęcia jeszcze przez długi czas, ale nie zamierzał wchodzić pomiędzy tę dwójkę. Derek wyraźnie troszczył się o Stilesa i poświęcał mu uwagę, której nikt prócz Scotta i jego samego nie chciał mu poświęcić. Stiles zrobił się pewniejszy siebie przy Dereku i szeryf nie mógł tego zignorować. Jeśli w przyszłości przyjdzie czas na interwencję, zamierzał się wtrącić, ale obecnie nie miał powodu.
Już nawet zbytnio nie mógł ich dręczyć perspektywą rozmów na temat seksu i zabezpieczania się, bo podejrzewał, że ten statek już dawno odpłynął. Pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że rutyna nie wkradnie się zbyt szybko w ich życie i faktycznie im się uda. Chociaż w sumie biorąc pod uwagę fakt, że Derek był cholernym wilkołakiem potrafiącym na zawołanie zmienić się w wilka dość drastycznie zmniejszał prawdopodobieństwo wkradnięcia się rutyny w ich życie. Ugh… John czuł, że jest już na to wszystko zdecydowanie za stary.
Derek przywitał się spokojnie, popijając swój sok. Stiles pogwizdując cicho pod nosem rozłożył jajecznicę na trzy talerze i podał Derekowi dwa, by ten postawił je na stole. Ten bez słowa to uczynił, zajmując swoje stałe miejsce przy stole. Stiles wyciągnął z szuflady jeszcze jeden widelec dla siebie i dosiadł się do nich.
Jedli w ciszy. Szeryf obserwował ich. Trochę dziwiło go to, jak się zachowywali, jakby byli ze sobą już kilka lat, ale mogło to być związane z faktem, że stado przygotowywało się do ataku Caren i wszyscy byli spięci.
Spojrzał na zegarek i westchnął cicho. Musiał już iść do pracy. Pożegnał się cicho i wyszedł nie mogąc się nadziwić, jak dziwne stało się jego życie w ostatnim czasie.

Dzień sądu, jak nazywał go w myślach Stiles, nadszedł błyskawicznie. Tożsamość emisariusza Caren dalej była nieznana, ale Stiles i Peter zdołali opracować plan, który miał ich przed tym emisariuszem obronić. Stiles był czujny i wypatrywał jakiegoś ataku, ale ten nie nadszedł. Trochę go to dziwiło, ale też i cieszyło. Nie miał pojęcia, do czego ten emisariusz mógłby być zdolny.
Pełnia miała zacząć się dopiero około drugiej w nocy, więc niedługo przed tą godziną Stiles jechał z domu Allison do Hale’ów. Wszyscy byli przekonani, że miał być ze stadem dużo wcześniej, ale doszli z Peterem do wniosku, że „ukryją” go w domu Chrisa i Stiles przyjedzie w krytycznym momencie, kiedy nikt nie będzie się go spodziewał.
Nikt nie przewidział, że w drodze przez las samochód zagrodzi mu uśmiechnięty od ucha do ucha Col.
- O mój boże! – Nastolatek zahamował gwałtownie, zatrzymując się tuż przed rudowłosym wilkołakiem. Col tylko uśmiechnął się szelmowsko, błyskając na niego żółtymi ślepiami. Stiles zacisnął dłonie na kierownicy, czekając na jego atak, ale ten nie nadszedł.
Nagle Stiles usłyszał warczenie, ale nie od Cola. Zaalarmowany spojrzał w bok i zobaczył Dereka, który patrzył na niego błyszczącymi na niebiesko oczyma. Wilkołak pociągnął kilka razy nosem i zawarczał po raz kolejny, gdy najwyraźniej go wyczuł.
- Derek…
Col zaśmiał się, kiedy Derek znowu zawarczał i rzucił się na niego.
- No chyba żart!
Nie mając innego wyjścia, Stiles wyciągnął rękę w górę, chcąc utworzyć barierę z jarzęba pospolitego, ale nie zdążył. Derek był dla niego za szybki. W ułamki sekundy zbił szybę od samochodu, rozerwał pas i wytargał go z samochodu, po czym brutalnie powalił na ziemię.
- No, no… I było się tak powstrzymywać? – zacmokał Col z wyraźnym rozbawieniem. – Gdybyś od razu go przeleciał jak należy, nie dostawałbyś teraz świra czując na nim mój zapach.
Stiles spojrzał do góry z sercem bijącym w gardle. Derek warknął i przycisnął go mocno do wilgotnawej ściółki, przygryzając mu skórę szyi. Stiles zamarł obawiając się, że tylko go rozsierdzi. Pamiętał, jak bardzo wilkołak się denerwował, kiedy za pierwszym razem stracił kontrolę i biedny Stiles nie kooperował z nim ani trochę.
Nastolatek spojrzał na Cola. Obawiał się, że ten może wykorzystać słabość Dereka i spróbować go zranić, ale Col nie wyglądał, jakby zamierzał się do nich zbliżyć, a nawet cofnął się trochę. Na dłuższą obserwację nie miał czasu, bo Derek chwycił go za biodra i zaczął szarpać jego spodnie w dół. Stiles syknął czując, jak ostre pazury zahaczają o jego skórę tuż nad paskiem.
Nie miał pojęcia, co zrobić. Wątpił, żeby udało mu się teraz uciec. Mógłby spróbować swoich sił w walce z wilkołakiem, ale…
Nim dokończył myśl, Derek zdołał gołymi rękami rozerwać jego pasek od spodni z pomrukiem zadowolenia. Stiles wywalił oczy widząc, że skóra została przerwana niczym innym, jak brutalną siłą.
- Ty tak na serio?!
Derek otarł się o niego, wyraźnie podniecony. Stiles zaczął się wiercić.
- Nie tak – mruknął. Mimo warkotu wilkołaka, zdołał jakoś obrócić się pod nim na plecy. Nie ufając Colowi za grosz, wyciągnął dłoń w górę i wyobraził sobie barierę. Po chwili jarząb pospolity uformował się cienkim kołem, oddzielając jego i Dereka od Cola i innych potencjalnych niebezpieczeństw. To, że Stiles nie dotrze tej nocy do domu watahy, było oczywiste.
Derek przez chwilę wyraźnie głowił się nad spodniami Stilesa, które cudem jeszcze trzymały się na jego biodrach. Rozpracowanie tego nie zajęło mu długo i po chwili już zdzierał z nastolatka i tę część garderoby. Stiles nie opierał się. Wiedział, że nic już w tym momencie nie wskóra. Kątem oka spojrzał na Cola. Rudzielec nie próbował się wtrącić, przyglądał się tylko z bezpiecznej odległości.
- Nie powinieneś pomóc swoim w walce? – spytał Stiles lekko drżącym głosem. Posłusznie odsunął głowę w bok, obnażając szyję tak, jak Derek tego chciał.
Nie był pewny, czy rzeczywiście do doszło do walki, bo Derek zaskoczył go w drodze do domu Hale’ów, ale domyślał się, że skoro już udało im się go zatrzymać to przystąpią do ataku.
Col wzruszył ramionami.
- Caren to głupia suka. Chyba ją pojebało, jeśli myśli, że ma szansę z takim pojebem jak wasz alfa. Nie zamierzam się w to wtrącać. Tak naprawdę przyjechałem tu dołączyć do waszego stada. Hayden, Olaf i Ian też. Peter wie o tym od samego początku. Kazał nam zachowywać się tak, jak byśmy byli z Caren, bo tylko ona wie, kim jest jej nowy emisariusz. Żeby zapobiec ewentualnej zemście na stadzie Hale’ów, trzeba załatwić przede wszystkim emisariusza. Były już przypadki, gdzie zostawiono go przy życiu, a ten zamieniał się w Darach, złego druida, i wybijał całe stada.
Derek bez problemu pozbył się i swoich spodni, zsuwając je na uda i obnażając swoją męskość w pełnym wzwodzie. Stiles mimowolnie przełknął. Nie było mowy o tym, by to skończyło się dla niego dobrze.
Słowa Cola ledwo do niego dotarły. Col mówił dalej, coś o tym, że atak miał się zacząć z chwilą pojawienia się jego, Stilesa, i że Peter miał wszystko pod kontrolą. Mózg  Stilesa niezbyt rejestrował jego wywody, bo Derek w tym właśnie momencie znalazł odpowiednią pozycję i zaczął się powoli w niego wsuwać.
Stiles miał przez chwilę wrażenie, że nie może oddychać. Jęknął głośno, czując nieopisany ból, rosnący z każdą sekundą. Derek był już dawno poza granicą racjonalności. Nie docierało do niego zupełnie nic, został tylko instynkt, który nakazał mu uczynić Stilesa swoim. Stiles może nawet byłby na niego zły, gdyby nie to, że po części sam się o to prosił. Co nie zmieniało faktu, że bolało jak cholera.
Ciało miał napięte jak struna. Nie ruszał się ani trochę, zupełnie jakby to miało jakoś pomóc mu w bólu. Derek dyszał mu ciężko w kark, dociskając biodra najmocniej, jak mógł. Stiles zobaczył gwiazdy przed oczami z bólu. Zacisnął dłoń na ziemi, czując łzy napływające mu do oczu. Nie pozostało mu nic, jak tylko to przetrwać i dać Derekowi to, czego jego wilcza strona tak bardzo pragnęła. Obaj zachowali się jak kompletni kretyni, odmawiając jej tego, czego tak bardzo pragnęła.
Stiles rozsunął mocniej uda, robiąc Derekowi więcej miejsca i zamknął oczy. Liczył powoli do dziesięciu, wdech, wydech, jak przy ataku paniki, próbując uspokoić szaleńczo bijące serce. Skupiał się na oddychaniu, na równomiernym wciąganiu i wypuszczaniu powietrza, starając się ignorować to, co właśnie Derek robił mu trochę niżej.
Wilkołak musiał to wyczuć, bo jedna z jego dłoni zacisnęła się na jego pośladku i ból momentalnie zelżał. Po dłuższej chwili nastolatek otworzył oczy i spojrzał w górę. Wilkołak patrzył na niego szeroko rozwartymi oczami. Stiles nie potrafił określić, jakie emocje malowały się na twarzy jego chłopaka. Gdyby miał strzelać, powiedziałby, że było to w dużej mierze zdziwienie, ale dlaczego Derek miałby się czemuś dziwić? I to w takim momencie?
Stiles ponownie zamknął oczy i wziął głęboki oddech, kiedy Derek zaczął się w nim rytmicznie poruszać. Przy wtargnięciu Stiles czuł spore tarcie, które teraz zelżało. Mógł się tylko domyślać, co do tego doprowadziło. Dzięki temu, że Derek wysysał jego ból, pozostało tylko nieprzyjemne uczucie chłodu i wilgoci ściółki i czegoś zdecydowanie za dużego rozpychającego jego anus. Pozycja też nie była zbyt wygodna, złapał go skurcz w prawej łydce, ale nic nie mógł na to poradzić. Mógł tylko czekać.
Nie wiedział, ile to wszystko trwało. Miał tylko wrażenie, że jak na kogoś, kto tak długo czekał, Derek zaskakująco długo się w nim poruszał, dążąc do spełnienia. Nie było mowy o tym, bo tak prymitywny akt w tak barbarzyńskich warunkach i bez jakiegokolwiek przygotowania czy czułości mógł sprawić Stilesowi choć odrobinę przyjemność.
Wreszcie, po długich minutach, Derek pchnął mocniej raz drugi, trzeci, po czym opadł na niego, dysząc ciężko. Stiles czuł się dziwnie. Głowę miał lekką jak piórko i chłód przestał mu doskwierać. Oparł brodę na ramieniu wilkołaka i wcisnął noc w jego włosy. Skostniałe palce wślizgnęły się pod kurtkę Dereka, który był przyjemnie ciepły i…
Stiles nie dokończył myśli. Z ulgą osunął się w ciemność.

- I mam uwierzyć, że Peter ci zaufał i zostawił nas na twoją łaskę i niełaskę? – Stiles jak przez szczelne drzwi usłyszał przytłumiony głos Dereka.
- Wspominałem, że siostra Ayumu i Scott zaczęli ze sobą kręcić i zmusiła swoje rodzeństwo do pomocy? – odpowiedział Col.
- Dlaczego nic mi nie powiedział? Albo Stilesowi?
Derek jest ostro wkurwiony, pomyślał Stiles.
– Widocznie miał swoje powody. Wysłał mnie tutaj, bo mam największą wiedzę na temat więzi takiej jak wasza. Moi rodzice byli tak sparowani, kiedy jeszcze żyli. Ayumu jest tutaj tylko jako zabezpieczenie, ale żaden z nas nie zamierzał między was wchodzić. Jeszcze nam życie miłe.
- Walka już się skończyła – wtrącił kolejny głos. – Kira mi napisała, że sytuacja jest opanowana. Scott powiedział, że możesz zabrać Stilesa do jego domu. Jego matka jest pielęgniarką, zajmie się jego ranami.
Derek zawarczał, wyraźnie rozsierdzony. Coś świsnęło i uderzyło niedaleko.
- Derek… - wymamrotał Stiles.
- Ciii – mruknął wilkołak, odgarniając mu zabłąkany kosmyk z czoła. Stiles poruszył się lekko i sapnął, czując ostry, przeszywający ból. Jęknął cicho. Derek momentalnie chwycił go za nadgarstek i ból zelżał, otwierając lekko oczy. Derek wziął go na ręce i po chwili zastanowienia zaczął iść przed siebie.
Stiles zamknął oczy i oparł głowę na piersi wilkołaka.
Reszta docierała do niego jak przez mgłę. Słyszał płacz, krzyki, odgłos tłuczonych i łamanych przedmiotów. Nic nie miało sensu. Miał wrażenie, że gdzieś w tym całym zamieszaniu był też jego ojciec. Tylko jego głos zdołał rozpoznać wśród tych wszystkich wrzasków. Pewnie dlatego, że nieraz dał ojcu powód, by na siebie nawrzeszczeć. Cokolwiek mu zrobiono lub dano, oderwało to go od rzeczywistości i wszystko docierało do niego piąte przez dziesiąte. Zmęczony bezowocnymi próbami rozwiązania zagadki ostatecznie pozwolił, by zmorzył go sen.

- Jak to go nie ma?! To już dwa dni! – Stiles rozłożył ręce na boki z irytacją.
Peter tylko przekrzywił głowę. Jego wyraz twarzy nie zmienił się nawet o jotę. Suczysyn.
- Po prostu. Nie ma. Mam ci to przeliterować alko powiedzieć w innym języku, żeby dotarło?
- Ale czemu?!
- Nie wiem, czemu?
Stiles aż zawarczał ze złości, po czym obrócił się na pięcie i wyszedł. Chciał trzasnąć drzwiami, ale że zasuwało się je w bok i były dość potężne, żeby nimi trzasnąć potrzeba było trochę więcej siły, niż Stiles posiadał.
Minęły już dwa dni, od kiedy Caren dostała wielki łomot i skończyła dwa metry pod ziemią gdzieś w lesie. Reszta jej zwolenników odeszła. Bez alfy byli tylko omegami. Część została – Col, Ian, Hayden i Olaf. Reszta nie chciała dołączyć i odeszła, preferując życie jako omega niż jako trup lub cześć stada alfa. Los Caren podzielił też jej emisariusz – osiemnastoletnia dziewczyna, która była tak przeciętna i tak łatwo możliwa do przeoczenia, że Stiles nigdy w życiu by jej nie znalazł. Omeg więcej nie było. Pierwszy atak był pokazem siły, którą Caren tak naprawdę nie dysponowała. Naprawdę była głupia.
Peter nadal nie był pewny, co zrobić z wilkołakami, które chciały dołączyć. Ian i Hayden byli nieszkodliwi, reszta stada nic przeciwko nim nie miała, ale Col i Olaf zdążyli zaleźć kilku osobom za skórę. Wszyscy wiedzieli, że Derek prędzej padnie trupem niż pozwoli Colowi dołączyć do stada. Był chorobliwie zazdrosny, a Col zbytnio sobie nie pomógł swoim zachowaniem. Co do Olafa, teoretycznie to przez niego Allison i Scott zerwali. Ten miał trochę więcej szczęścia, bo chociaż udało mu się wprowadzić trochę zamieszania, ogólnie cała historia skończyła się dobrze – Scott poznał Kirę, siostrę Ayumu, która była kitsune jak inni członkowie rodziny i oboje dość mocno się sobie spodobali. Kira była niezdarna i posługiwała się mieczem jakby machała nim od kołyski. Cóż, pewnie tak nawet było. Jeśli zaś chodzi o Allison, dziewczyna znalazła pocieszenie w ramionach Isaaca. Zagadka, na kogo leciał ten wilkołak – Scotta czy Allison – najwyraźniej się rozwiązała, bo para dość ostro miała się ku sobie. Chris nie był zadowolony, że Allison po raz kolejny wybrała sobie na obiekt westchnień wilkołaka, ale jako że sam jednego miał, trudno było jej to wypominać.
Przyjmując cztery nowe wilki, które nie miały problemów z kontrolą i mogły bezproblemowo wpasować się w strukturę stada mogły być sporym atutem dla Petera i szybkim sposobem na znaczne umocnienie stada i swojej pozycji w nadnaturalnym świecie. Kluczowe słowo: „bezproblemowe”. Na to niestety się nie zanosiło.
Co się zaś tyczy Stilesa, dowiedział się, że szwy w TAKIM miejscu to niespecjalnie przyjemność, a każda grubsza wizyta w toalecie jawiła się niczym najgorszy koszmar. Całe zdarzenie nie odbiło się źle na jego psychice, co było dla niego i innych dość zaskakujące, aczkolwiek cholernie zawstydzające, bo wszyscy – WSZYSCY – wiedzieli, że Melissa, ze wszystkich ludzi, założyła mu szwy w TAKIM miejscu. Ugh. Gdyby nie to, że Stiles przyjął to normalnie – seeerio, całe życie pakował się w zawstydzające sytuacje, ta była baaardzo daleko od tych najgorszych - jego ojciec pewnie już dawno pożyczyłby od Argenta trochę kul z tojadem i zapolował na Dereka. Na szczęście do tego nie doszło, ale…
Derek zniknął. To, że stracił kontrolę i zrobił Stilesowi krzywdę samo w sobie musiało być dla niego sporą traumą. Fakt, że jego ojciec rzucił się na niego z tego powodu z pięściami musiał znacznie dolać oliwy do ognia, bo Derek pobił się z Peterem i uciekł. Od dwóch dni nikt go nie widział. Peter zabronił komukolwiek tropienia go twierdząc, że jak zmądrzeje to wróci.
Stiles nie był tego taki pewny. Chętnie poszedłby go poszukać, w końcu spędzał z Derekiem sporo czasu na hasaniu po lesie, ale dwa szwy w TYM miejscu trochę komplikowały całą historię. Mimo środków przeciwbólowych i maści, które dostał, nadal czuł się cholernie niekomfortowo i nie wyobrażał sobie biegania po lesie za swoim chłopakiem idiotą. Podejrzewał, że ostatecznie będzie musiał go jakoś wytropić. Nikt ze stada nie chciał mu pomóc, stosując się do rozkazu Petera. Gdyby nie to, że Stiles strasznie się przez to wkurzył, podziwiałby fakt, jak posłuszne było stado względem Petera. Nie mając innego wyjścia, udał się do jedynej osoby, która mu pozostała i mogła pomóc.
Allison.
Dziewczyna nie była jeszcze pełnoprawnym łowcą. Chris ją cały czas szkolił i radziła sobie bardzo dobrze, ale wielu rzeczy nadaj nie wiedziała. Mimo to Stiles zdołał ją przekonać, by spróbowała swoich sił i wytropiła Dereka. Zanim udało im się zwinąć z garażu jej ojca cały potrzebny sprzęt, minęły trzy kolejne dni i Stiles poczuł się już trochę lepiej. Derek nadal nie wrócił, więc mogli na spokojnie wprowadzić swój plan w życie.
Stiles nie wiedział, co i jak Allison zamierza zrobić. Siedział w samochodzie na jednej z leśnych ścieżek, kiedy dziewczyna sama weszła do lasu z plecakiem pełnym pożyczonych gadżetów. Miała jaja, musiał jej to przyznać. Sam trochę cykał się chodzić po lesie w nocy bez obstawy, zwłaszcza po tym wszystkim, co się tam działo przez ostatnie miesiące. Ona jednak nie miała takich oporów, idąc pewnym krokiem, jakby znała ten las jak własną kieszeń. Stiles wiedział, że Allison będzie potężną głową rodu, gdy przejmie dowodzenie w rodzinie.
Siedzenie w samochodzie było cholernie nudne, więc wyszedł na zewnątrz trochę pospacerować przy samochodzie. Allison rozmieściła wszystko tak, by nagonić Dereka w okolice tego samochodu. Jeśli był w obszarze, który wzięli na celownik, z pewnością skieruje się w jego stronę.
Minęło jakieś pół godziny, kiedy jego telefon zawibrował. Stiles wyciągnął go z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.
Allison: „Mam go. Przygotuj się.”
Nastolatek wyrzucił rękę w górę z radości. Nareszcie. Dzięki Bogu za Allison i jej przerażające zdolności w polowaniu.
Po około pięciu minutach Stiles usłyszał, że ktoś nadchodzi. Stiles już wcześnie przygotował spory krąg z jarzęba pospolitego, teraz tylko musiał go szczelnie zamknąć, by uwięzić wilkołaka w środku. Podejrzewał, że Derek będzie chciał zwiać. Stiles nie zamierzał mu na to pozwalać.
Derek był tak szybki, że Stiles ledwo zdołał go złapać. Jego ciemne futro pomagało mu ukryć się w ciemności. Stiles w ostatniej chwili zdołał dorzucić na ziemię jarząb i zamknąć spore koło, tworząc przez to barierę nieprzekraczalną dla istot nadprzyrodzonych. Derek najwyraźniej się tego nie spodziewał, bo uderzył barierę z całą siłą rozpędu i odbił się od niej z głuchym jękiem. Bariera odrzuciła go na kilka metrów do tyłu. Wilk sapnął i warknął, gramoląc się z ziemi. Jego oczy błyszczały na niebiesko, a białe kły wyszczerzone były groźnie. Sierść na jego grzbiecie stała nastroszona, zwiastując kłopoty dla potencjalnego nieprzyjaciela.
Stiles ani trochę się tym nie przejął. Wyszedł zza samochodu, wchodząc pewnie do okręgu i podchodząc do Dereka. Wiedział, że okazanie strachu tylko spotęguje poczucie winy, które Derek już odczuwał. Zresztą, tak właściwie to się go nie bał. Jeśli rzeczywiście byli sobie przeznaczeni, więź sama w sobie powinna go chronić. Może myślenie w ten sposób było naiwnością z jego strony, ale miał już tego wszystkiego trochę dość. Był zmęczony po ostatnich tygodniach i jedyne, o czym marzył, to przytulić się do Dereka pod kocem i zasnąć w jego ramionach. Żeby do tego doszło, musiał najpierw przemówić temu idiocie do rozumu.
Widząc, że wilk się cofa i chce od niego uciec, Stiles wyciągnął dłoń i stworzył kolejny krąg, tym razem o wiele mniejszy, o promieniu kilku metrów. Derek mimowolnie zmuszony był zostać w tej przestrzeni. Stiles podszedł do niego.
- Długo zamierzasz uciekać? – spytał spokojnie. Podszedł do wilka, który wpatrywał się w niego podejrzliwie. – Serio, objadanie się surowymi wiewiórkami i innymi gryzoniami na pewno ci nie służy. Nie pocałują cię, dopóki nie wyparzysz sobie jamy ustnej, to pewne.
Wilk tylko na niego patrzył. Stiles westchnął cicho. Zrobił kilka kroków w jego stronę i zdjął z ramienia torbę, w której trzymał dla niego ciuchy. Uniósł brwi.
- Pogadamy?
Wilk przez chwilę tylko na niego patrzył. W końcu westchnął ciężko i zmienił się w człowieka.
Panowała cisza. Stiles patrzył w milczeniu, jak Derek się ubiera w ciuchy, które mu przyniósł. Nieważne, ile razy widział go nago, dalej nie mógł się napatrzeć na jego umięśnioną i szczupłą sylwetkę oraz przystojną twarz. Derek odziedziczył cudowne geny po rodzicach. Stiles czasami żałował, że nie dane mu było ich poznać.
Gdy Derek skończył, zgodnie ruszyli w stronę samochodu. Noc była dosyć chłodna, a zapowiadało się na dość długą rozmowę.
Siedzieli przez dłuższą chwilę w zupełnej ciszy. Ciemność rozpraszały tylko przednie światła samochodu – Stiles nie zgasił silnika, żeby działało ogrzewanie.
- Caren i jej emisariusz gryzą piach, a reszta jej stada odeszła – zaczął. Podejrzewał, że Derek nie wiedział, co się stało po jego zniknięciu. – Zostali Col, Hayden, Ian i Olaf. Peter chyba czeka na twój powrót z podjęciem ostatecznej decyzji, co z nimi zrobić. Zwłaszcza z Colem. Wszyscy wiedzą, że porządnie zalazł ci za skórę.
Zapadła cisza. Derek tylko patrzył przed siebie. Miał minę kopniętego szczeniaka.
Stiles westchnął.
- Okej, skoro ty nie chcesz nic powiedzieć, ja będę mówił. Miejmy to już za sobą, zanim obaj spalimy się ze wstydu. To, co się wtedy stało, było nieuniknione i jest winą naszych działań.
- Moich, nie naszych – warknął Derek. Był wyraźnie zły, że Stiles zmusił go do tej rozmowy i zły, że doszło do tego, do czego doszło. – To ja ci to zrobiłem! Skrzywdziłem cię! Zgw…
- Nawet nie idź w tym kierunku! – wykrzyknął Stiles, nie pozwalając mu dokończyć. Derek zacisnął mocno zęby. – Wcale tak nie było!
- Gdyby się nie opierał jak osioł…
- Może ale ja też nie byłem święty. Celowo cię prowokowałem. – Derek parsknął. – Co, myślisz, że wiem, jak cię sprowokować? Wystarczyło trochę zakręcić się przy Colu i już dostawałeś białej gorączki. Wiedziałem, że jeśli chcę cię… przekonać, muszę złamać twoją siłę woli i wierz mi, próbowałem na wiele sposobów. Tak więc nic dziwnego, że skończyło się, jak skończyło. – Zapadła chwilowa cisza. Derek wypalał wzrokiem pobliski las, a zęby aż trzeszczały mu od. Mimo to dalej uparcie milczał. – Powiem jasno. Nie mam do ciebie pretensji. Wiem, że słyszysz, kiedy kłamię, więc słuchaj dobrze. Nie winię cię za to, co się stało. Przynajmniej nie w całości. Razem namieszaliśmy i razem doprowadziliśmy do tego, że ostatecznie straciłeś panowanie. Powinniśmy wyciągnąć wnioski i postarać się uniknąć tego w przyszłości.
- Być może, ale to ty ucierpiałeś. To ty zostałeś ranny.
- I? Derek, nie jesteś w stanie ustrzec mnie przed wszystkim, nawet przed samym sobą. Zapewne jeszcze nie raz się wzajemnie zranimy, czasami świadomie, czasami nieświadomie… Wiem, że życie nie jest taki idealne, jak piszą w książkach, okej? Widziałem, że moja matka gasła w oczach, jak mój ojciec zapijał się na śmierć po jej odejściu, jak ojciec Scotta traktował Melissę i jego, zanim wreszcie nie kazali mu spadać. Wiem, że nawet normalne, zdrowe związki napotkają na przeszkody, których czasami nie są w stanie pokonać, okej? Jeśli na każdym zakręcie będziesz się poddawał i obwiniał, nigdy do niczego nie dojdziemy.
- Straszny z ciebie mądrala jak na osiemnastolatka – zauważył Derek.
- Ta, i co? Ktoś musi obsadzić tą pozycję, skoro ty postanowiłeś być idiotą i uciec. Serio, Derek, koniec z tymi akcjami – powiedział Stiles stanowczo. Nie było sensu prosić. Prośby zawodziły, więc przyszła pora na stanowcze postawienie sprawy. – Jeśli się na ciebie wkurzę i będę miał z czymś problem, na pewno nie będę siedział cicho. Znasz mnie już chyba na tyle dobrze, żeby o tym wiedzieć? – Stiles uniósł brwi.
Derek zerknął na niego krótko. Potem z powrotem wbił wzrok przed siebie. Westchnął ciężko, opierając tył głowy o zagłówek.
- To wszystko nie zmienia faktu, że zrobiłem ci krzywdę i… - urwał, przełykając ciężko ślinę.
- Jasne, ale nic już z tym nie możemy zrobić i dobrze o tym wiesz. Pewnie, to nie było specjalnie zabawne i cholernie zawstydzające, zwłaszcza że dosłownie wszyscy o tym wiedzą, ale to tyle. Mleko już się rozlało. Jeszcze trochę i rana się wygoi i po wszystkim nie będzie nawet śladu. Kiedyś będziemy się z tego śmiać.
Sposób, w jaki twarz Dereka nagle spochmurniała, Stiles wiedział, że źle dobrał słowa. Westchnął. Pewnie Derek nigdy nie będzie potrafił się z tego śmiać. W jego mniemaniu rzucił się na Stilesa i go zgwałcił.
- Derek, zgwałcenie to zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności przez jedną lub wiele osób, posługujących się siłą fizyczną, przymusem, nadużyciem władzy, podstępem lub wykorzystujących niemożność wyrażenia świadomej zgody przez daną osobę – wyrecytował Stiles. Widząc głupią minę Dereka, wyszczerzył się. – Wikipedia wie wszystko. Specjalnie dla ciebie się tego nauczyłem. To teraz wbij sobie do głowy, że nie można zgwałcić osoby, która tego chce. No, serio! Wyszło trochę niezdarnie i boleśnie, ale domyślam się, że seks nie jest taki kolorowy, jak go wszyscy malują. Internet twierdzi, że potrzeba czasu, żeby dobrze poznać ciało własne i partnera i metodą prób i błędów wypracować, co się sprawdza, a co nie. My już wiemy, że robienie tego w środku nocy na gołej i mokrej ziemi bez czegoś na poślizg odpada. – Kącik ust Dereka drgnął, ale to była jego jedyna reakcja. Stiles wyrzucił ręce w górę. – Agr, uśmiechnij się wreszcie! Masz pojęcie, ile czasu grzebałem za tym wszystkim w Internecie?!
Derek spuścił wzrok, ale na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Stiles dosłownie pisnął i rzucił mu się na szyję. Trochę poczuł przy tym ruchu ból w miejscu, gdzie miał szwy, ale zignorował to, pakując się Derekowi na kolana i obejmując go za szyję.
- Jak tak się to gryzie to mogę cię kopnąć kilka razy w jaja i będziemy kwita – powiedział Stiles, całując go w policzek. Derek obrócił głowę, chcąc go pocałować w usta, ale Stiles mu na to nie pozwolił.
- Jadłeś surowe gryzonie Derek, nawet się nie wypieraj. Pamiętasz, co mówiłem o wyparzeniu jamy ustnej, zanim pozwolę się pocałować? – przypomniał Stiles.
Derek objął go ramionami i wtulił twarz w jego ramię. Zapach Stilesa od początku był dla niego niezwykle kojący. Przez ostatnie dni szukał ukojenia w lesie, a jedyne miejsce, które tak naprawdę mu je przyniosło, to ramiona jego partnera.
- Przepraszam – mruknął Derek. Czuł gulę w gardle i szczypały go oczy. Tak strasznie żałował tego, co zrobił Stilesowi…
- Wiem. Przeprosiny przyjęte – powiedział Stiles łagodnie, trochę niezdarnie poprawiając się na jego kolanach. Derek objął go ciaśniej i wciągnął głęboko jego zapach, napawając się nim. Stiles oplótł go ramionami jak ośmiornica i odetchnął z ulgą.
Derek był ciężki pod pewnymi względami. Stiles wiedział, że przekonanie go nie będzie łatwe, ale powoli uczył sobie z nim radzić.
- Jakoś wynagrodzę ci to, co ci zrobiłem – mruknął.
Stiles uśmiechnął się.
- Możesz zacząć od umycia mojego samochodu.
Derek parsknął, ale obręcz wokół jego serca trochę się rozluźniła. Stiles był kompletnym wariatem, jeśli te wszystkie akcje go nie odstraszyły, ale człowiek, który dołączył do wilczego stada, musiał mieć jaja. Stiles miał po prostu większe niż inni.



4 komentarze:

  1. Aw, cudowny rozdział! Uwielbiam to, jak stworzyłaś to opowiadanie - Stilesa i Dereka, irytującego Petera. Po prostu super.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjny rozdział :) Bardzo długi, co mi się mega podobało :)
    W końcu ostatnia zagadka została rozwiązana :) Zrobiłaś to dość szybko, ale myślę, że nie było sensu tego przedłużać, tym bardziej, że była dość długa przerwa pomiędzy tym a poprzednim rozdziałem, a każdy chciał już poznać zakończenie :)
    Seksem pomiędzy naszymi głównymi bohaterami mnie mega zaskoczyłaś, nie spodziewałam się tego. Stilles tak bardzo chciał, a Derek się opierał, a później wilcza strona Dereka zwyciężyła i już nie było odwrotu. To, że Derek się po tym schował było do przewidzenia, tym bardziej, że skrzywdził swojego chłopaka, ale Stilles na niego zapolował i wyłożył wszystko na ławę, więc w końcu nie było pomiędzy nimi żadnej bariery :)
    Dziękuję za zakończenie tej rewelacyjnej historii :)
    Cudownie czytało się to opowiadanie :)
    Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze stworzysz coś w takim kryminalnym klimacie :)
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)
    P.S Szczęśliwego Nowego Roku :) Niech Twoje marzenia się spełnią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem tak — dziwi mnie, że nikt jak dotąd (a przynajmniej ja nie widziałam) nie dopieprzył się do tej kwestii, a mianowicie: gwałt.
    Nie wiem, czy to Twój fetysz, czy co, ale to nie pierwsze opowiadanie tutaj, w którym zgwałcono jednego z bohaterów, a w którym sprawca całego zdarzenia nie poniósł żadnych konsekwencji tego czynu. Droga autorko, byłam święcie przekonana, że to wiedza powszechna i wszystkim doskonale znana, ale, do cholery jasnej, wbijanie (niekiedy młodym, bo nie oszukujmy się: ostrzeżenie o pełnoletniości niewiele tu zdziała) czytelnikom, że ''to nie był gwałt ani nic z tych rzeczy, bo ja cię prowokowałem i to w sumie nie jest twoja wina sratatata'' jest poniżej wszelkiej krytyki. Z całym szacunkiem, ale przytoczenie definicji Wikipedii w dialogu i udawanie głupiego nie uratuje tutaj całej sytuacji. Gwałt to przemoc fizyczna na tle seksualnym i kreowanie bohatera, który był ofiarą, bądź co bądź, GWAŁTU, a którego prawie w ogóle to nie obeszło — tylko pogratulować, cudowny morał, wszyscy bierzmy z niego przykład.
    Niektóre Twoje opowiadania, nie powiem, bardzo lubię, ale na litość boską, nie mogę dłużej przymykać oko na to, co się tutaj wyprawia. ''Więź 2'' była naprawdę super, gdyby nie kilka ostatnich rozdziałów (już nawet pomijając ten cholerny gwałt).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. jeśli już bawimy się w definicje:
      Gwałt — zakazana przez prawo przemoc fizyczna.
      Przemoc fizyczna — wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub STAN FIZYCZNY osoby pomimo braku jej przyzwolenia przy użyciu siły fizycznej.
      Stiles raczej nie był w siódmym niebie kiedy musiał zaciskać zęby z bólu i nie wiem, komu chcesz wcisnąć kit, że bohater wyraził na to pozwolenie (bo kiedy niby miał to zrobić? Wtedy, gdy Derek go zastraszył czy wtedy, gdy nie mówiąc absolutnie nic wsunął się w Stilińskiego?), ale jeśli już to utrzymujesz to, cóż, jak wspomniałam wcześniej — musiało być z nim coś nie tak, skoro bez mrugnięcia okiem wszyściutko absolutnie wybaczył Hale'owi i jeszcze pod koniec pobiegł z nim na tle zachodzącego słońca, zakochany po uszy, najwyraźniej zapominając już o tym, jak brutalnie został potraktowany przez partnera.

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)