Damon był zły jak osa, że im
przeszkodzono, ale postanowił milczeć i przeczekać ten szturm. Tak przynajmniej
wydawało się Theo, który usiadł grzecznie obok swojego stwórcy i czekał na
rozwój wypadków. Jonasa i Jacoba już znał, ale Glorii nie miał okazji do tej
pory zobaczyć. Była piękna, ale to ani trochę go nie dziwiło. Jonas, Jacob,
Mario, Damon, Celeste… Wszyscy byli zjawiskowi, każde na swój własny sposób.
Najbardziej doceniał urodę Damona, Mario i Jonasa, ale nie mógł zaprzeczyć, że
reszta też była ładna.
Tylko nie w jego typie.
- Pozwoliliście mu uciec? –
spytał Damon, patrząc na swoich krewnych.
Gloria splotła ręce na piersi,
patrząc na niego karcąco. Jacob westchnął cicho, odchylając się na oparcie
kanapy, a Jonas pozostał niewzruszony. Jak zresztą zawsze. Ten facet był jak
skała. Nie reagował w żaden sposób, choćby się waliło i paliło. W każdej
sytuacji potrafił zachować zimną krew i nie pozwalał, aby jakiekolwiek emocje stanęły
na przeszkodzie zdrowemu rozsądkowi. To między innymi dlatego był
najniebezpieczniejszym wampirem z nich wszystkich i każdy czuł przed nim
respekt.
- Złapanie go nie jest takie
proste – odparł Jacob. – Jest o wiele silniejszy niż wcześniej. W chwili
obecnej tylko Jonas może mu dać radę.