niedziela, 14 lutego 2016

04.Więź

Uliczne lampy rozjaśniały okolicę, przez co ciemna sylwetka stojąca przy furtce i spoglądająca na niego była wyraźnie widoczna. Przerażenie zalało go zimną falą. Z jakiegoś powodu był pewny, że nie był to jeden z tych zamaskowanych osobników, tylko cień.
Cień, który chciał go zabić.
Theo wiedział, ze jest dobrze widoczny w oknie, tak samo jak fakt, że chowanie się nie miało żadnego sensu. Wampiry miały wyostrzone zmysły i jeśli to naprawdę był jeden z nich, bez trudu da radę go wytropić. Chowanie się po kątach nie miałoby żadnego sensu.
Postać przez chwilę tam po prostu stała, patrząc na niego, po czym uniosła rękę i zamachała na niego, żeby poszedł. Theo przełknął ciężko ślinę i pokręcił przecząco głową. Cień powtórzył ten sam ruch, przywołując go do siebie. Chciał go wywabić z domu i zabić po cichu? Czy może jednak nie chciał go zabić wcale i najzwyczajniej w świecie nie chciał mu wybić szyby w oknie?

Wolałby tam nie iść. Najchętniej zasunąłby zasłony, położył się z powrotem do łóżka i położył spać, ale wiedział, że dopóki nie dowie się, o co w tym wszystkim chodzi, to nie zazna spokoju. Przełknął więc ciężko ślinę i trzęsącymi się rękami założył bluzę, nałożył papcie i wyszedł na dwór.
Niemal od razu tego pożałował, ale nie wycofał się. Skoro pierwsza decyzja jest zawsze najlepsza, to widocznie właśnie to powinien zrobić – skonfrontować się z cieniem.
Furtka była otwarta, więc przez nią przeszedł i spojrzał mężczyźnie hardo w oczy, nie chcąc mu pokazać, że się boi. Wiedział, że wampir może usłyszeć bicie jego serca, ale chciał dodać sobie chociaż odrobinę pewności siebie.
Ledwo na niego spojrzał, kiedy cień po prostu zachwiał się i poleciał na chodnik jak worek kartofli.
Theo zamrugał ze zdumienia, nie mając pojęcia, co zrobić i nie bardzo wiedząc, czy to w ogóle wydarzyło się naprawdę.
Zaraz jednak zorientował się, że mężczyzna nie podnosi się, drżąc lekko i oddychając ciężko. Widok krwi na jego włosach, twarzy, szyi i ubraniu był dość przerażający, ale po tym, co zaserwował mu Dennis, Theo przyjął to o wiele spokojniej niż przyjąłby bez tego numeru.
Nie miał pojęcia, co powinien zrobić z tym facetem, ale raczej nie mógł go zostawić tak po prostu na ulicy. Nie zamierzał jednak też zabierać go do domu, bo w końcu nieznajomy mógł okazać się niebezpieczny. Theo wiedział, że działo się coś dziwnego i zastanawiał się tylko, dlaczego zawsze padało na niego?
Złapał mężczyznę pod pachami i z trudem zaciągnął go do garażu, gdzie położył go na stole, przy którym jego tata lubił skręcać różne rzeczy i składać modele.
Odetchnął głęboko – trochę się zmęczył – i zaczął się zastanawiać, co dalej.
Aż podskoczył, kiedy zdał sobie sprawę, że mężczyzna patrzy na niego. Całe jego tęczówki były zupełnie czerwone. Nie było już wątpliwości, że to wampir. Wampir, który patrzył na niego wygłodniałymi oczami, a z ust ciekła mu strużka śliny.
– Jesteś głodny? – spytał Theo niepewnie.
Nieznajomy nie drgnął, nadal tylko na niego patrząc. Theo wyciągnął niepewnie rękę i podstawił ją wampirowi prawie pod nos. Nie był pewien, co on tak właściwie robi. Nie rozumiał, skąd ten wampir się wziął, dlaczego przyszedł akurat do niego i czy nie miał złych zamiarów. Theo tak właściwie nie wiedział nic. Miał tylko jakieś głupie przeczucie, że powinien mu pomóc. Wampir czy człowiek, to nie było ważne. Każdy chciał po prostu żyć i nikogo nie można było za to winić.
– Ale nie pij za dużo – powiedział cicho, podsuwając dłoń jeszcze bliżej.
Krzyk zamarł mu na ustach, kiedy wampir nagle zerwał się i wgryzł w jego nadgarstek, zupełnie jakby się bał, że Theo się rozmyśli.
Po ciele nastolatka przeszła fala przyjemności. Upadł na kolana, przytrzymywany jedynie przez wampira. Jęknął tylko cicho, czując jak podniecenie nasila się z każdą chwilą sprawiając, że jego penis zrobił się twardy. Jeśli zaraz dojd…
Zakwilił, dochodząc w majtki. Spojrzał wampirowi prosto w twarz. Zamroczony zauważył, że oczy wampira jaśnieją z każdą chwilą, powoli tracąc czerwoną barwę, aż miejscami tęczówki zaczęły przybierać niebieski kolor. Po chwili czerwony zniknął, pozostawiając na swoim miejscu czysty błękit. Theo zamknął oczy, czując jak znowu zaczyna powoli twardnieć. To było takie przyjemne…
Ciepłe wargi odsunęły się od jego nadgarstka i nagle pojawił się ból. Theo upadł na podłogę, tracąc oparcie. Było mu słabo z powodu utraty krwi, wampir się nie krępował z ilością.
Przekręcił się na plecy i leżał tak przez chwilę, powoli dochodząc do siebie. Dopiero po dłuższej chwili był w stanie skupić się i usiąść.
Wampir też siedział na brzegu stołu, przypatrując mu się uważnie. Theo nie miał złudzeń, to był cień. Cień, który…
– Chciałeś mnie zabić.
Coś w oczach mężczyzny błysnęło złowieszczo.
– Chcę nadal – odparł po chwili, lekko zachrypniętym, głębokim głosem. – Niestety jesteś moim żywicielem, więc muszę cię tolerować.
Theo zmarszczył brwi.
– Nie zgadzałem się na karmienie cię.
– Nie musiałeś i nie musisz. Sam mogę się obsłużyć.
Tylko patrzył na niego przez chwilę w ciszy. Słowa wampira nie spodobały mu się ani trochę.
– Jeszcze kilka minut temu nie byłeś taki cwany.
– Nie radzę ci mnie prowokować – odparł wampir spokojnie, po czym uśmiechnął się szyderczo. – Być może nie mogę cię zabić, bo muszę coś jeść, ale zapewniam cię, że mogę pobawić się z twoją rodziną i przyjaciółmi.
Theo zamarł.
– Co masz na myśli? – spytał zmrożony do szpiku kości.
Wampir zsunął się ze stołu i stanął pewnie na nogi.
– Tylko to, że dobrze się bawię, zabijając tych wszystkich ludzi i nikt – tutaj w jego głosie słychać było śmiech i zadowolenie – jeszcze nawet nie wie, jak wyglądam. Z chęcią poświęcę twoim „przyjaciołom” trochę czasu. – Nachylił się do Theo i dodał szeptem: – A jak pewnie wiesz z wiadomości, potrafię być bardzo kreatywny.
Theo omal nie zemdlał z przerażenia.
– Jeszcze tu wrócę. Następnym razem zostaw okno uchylone – rzucił wampir, robiąc krok w tył. Odwrócił się na pięcie i po chwili już go nie było.

– … a potem zniknął.
– Mówię ci, że to niemożliwe! – kłócił się Dennis. – Wiedziałbym, gdyby coś takiego istniało. Jonas nic mi o tym nie mówił.
– To niby skąd wiedziałem o oczach?
– Nie wiem, ale serio, gdyby coś takiego było, wiedziałbym o tym.
– Może Jonas po prostu nie chciał ci o tym powiedzieć? – spytał Liam.
Dennis wywrócił oczami zirytowany.
– A niby dlaczego miałby mi o tym nie mówić? To bez sensu.
– Nie wiem, Dennis, to po prostu było dziwne. To nie trzyma się kupy. Nagle jakiś obcy wampir mi wyskakuje, że jestem jego żywicielem, a przecież na nic się nie zgadzałem. Mało tego, chciał mnie zabić jak go ostatnio widziałem. On nie był głodny, on był wygłodniały. Po prostu padł, zupełnie jakby nie jadł od tygodni. I ta krew na nim… Na pewno mógł sobie zapolować w mieście, a przyszedł akurat do mnie.
– Zapytam Jonasa, może on wpadnie na jakiś pomysł, ale nie wiem, Theo, to nie trzyma się kupy.
Theo westchnął.
– Chyba po prostu będę musiał czekać, aż się znowu pojawi i go zapytać – mruknął. Niezbyt mu się to podobało. Chciał się wreszcie dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Miał tylko głupie przeczucie, że prawda nie spodoba mu się ani trochę. – Gdzie w ogóle jest Klara? – zmienił temat, rozglądając się.
– Jest na próbie kółka teatralnego. – Liam wzruszył ramionami. – Podbija do Patricii Ferguson.
– To dla przyjaciół już czasu nie ma, co? – mruknął Theo.
– Nie bądź wredny.
– W ogóle nie mówcie jej o tej całej akcji, okej? Im mniej osób wie, tym lepiej. Nie chcę mieszać w to nikogo więcej.
– W porządku – odparł Dennis. – Powiem tylko Jonasowi, może będzie coś wiedział.
Dennis wydawał się trochę zły, że mu nie wierzyli, ale Theo niezbyt się tym przejął. Dobrze wiedział, co ten wampir powiedział i nie brzmiał jak ktoś, kto może zapolować sobie na kogokolwiek. Z jakiegoś powodu ten wampir był skazany właśnie na niego i był na tyle zdesperowany, że zaczął mu grozić zabiciem jego przyjaciół i członków rodziny.
Gdy po lekcjach Theo i Liam postanowili wybrać się na pizzę, Klarze w ogóle o tym nie powiedzieli, a Dennis spieszył się do domu na poważną rozmowę z Jonasem, więc Theo mógł wtajemniczyć Liama w tę bardziej mroczną część historii. Liam zresztą chyba wyczuł, że szykuje się poważna rozmowa, bo gdy tylko dostali swoje zamówienie, spojrzał na niego pytająco.
– Co? – spytał Theo.
– No, gadaj. Wiem, że nie opowiedziałeś nam całej historii.
Theo westchnął ciężko, odrywając kawałek pizzy i biorąc spory kęs. Żuł przez chwilę w ciszy, a gdy skończył, powiedział.
– Ten wampir… Egh, on był trochę dziwny. Dennis może sobie mówić co chce, ale to brzmiało, jakbym tylko ja mógł go żywić. No i zagroził mi, że jeśli będę się sprzeciwiać to zabije wszystkie bliskie mi osoby. Dodał jeszcze – Theo spojrzał poważnie na Liama – że w wiadomościach na pewno widziałem albo słyszałem, jak bardzo potrafi być kreatywny, więc lepiej, żebym go nie prowokował.
Liam patrzył na niego zszokowany.
– Pierdolisz!
– Chciałbym – mruknął Theo. Skoro nawet Liam używał brzydkich słów, sprawa była poważna.
– Popraw mnie, jeśli się mylę, ale… czy ty właśnie powiedziałeś, że mordercą, którego policja ściga od miesięcy, jest ten sam wampir, którego tylko ty możesz żywić?
– Nie wiem… Tak to zabrzmiało. Być może chciał mnie tylko nastraszyć, ale… Nie wiem, Liam, naprawdę nie wiem. Był cały umazany we krwi. Co, jeśli to faktycznie on?
– Zgarniesz kupę kasy, jak sypniesz go policji? – Liam spojrzał na niego pytająco, przypominając sobie nagle, że przecież przyszli do tego miejsca na pizzę. Wziął kawałek i wgryzł się w niego z przyjemnością.
– Mam go wydać policji? Oszalałeś?! Zabije mnie!
– Wtedy nie będzie miał co jeść.
– Ale ja będę martwy.
– Egh, przecież cię nie zabije, ty głupku!
– No to zabije ciebie!
Liam uniósł brwi.
– Bo się kumplujemy?
– Tak? – Theo spojrzał na niego jak na idiotę. – Jestem całkiem przekonany, że kwestia „wybiję ich wszystkich” odnosiła się do każdej sytuacji, kiedy w jakiś sposób mu podpadnę, nie tylko w momencie, kiedy odmówię mu jedzenia.
Liam westchnął, milcząc przez chwilę.
– Nie jest głupi. Wie, że będziesz starał się chronić swoich bliskich. Zawsze będzie cię tym szantażował. I w ogóle… Mógłbyś go sypnąć policji, prawda? Ale tego nie zrobisz – powiedział Liam pewnie. – Bo wiesz, że nawet jeśli mieliby szanse go złapać to i tak będzie miał czas, żeby zabić mnie, twoich rodziców, dziadków czy kogoś z twojego otoczenia. Żaden normalny człowiek nie poświęciłby swoich bliskich, żeby złapać seryjnego mordercę, prawda?
– To co ja mam zrobić? – spytał Theo niepewnie. Nigdy by się nie spodziewał, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sytuacji.
– No opcje są dwie. Sypnąć albo nie?
– Nie jesteś zabawny.
– Mówię serio. Jeśli nie zdecydujesz się sypnąć, trzeba będzie znaleźć inne wyjście z sytuacji. Jeśli faktycznie tylko ty możesz go karmić, masz go w garści. Jeśli zdecydowałbyś się go sypnąć, trzeba by zadbać o to, żeby nie mógł zabić nikogo ci bliskiego. To tyle.
Być może brzmiało to niezwykle prosto, ale wcale takie nie było i Theo dobrze o tym wiedział. Cień w napadzie szału mógł zabić dziesiątki ludzi, prawda? Oczywiście, że to nie dotknęłoby Theo bezpośrednio, ale zawsze byłby po części winny tej tragedii. Nie chciał mieć na rękach krwi niewinnych ludzi. Na pewno istniało jakieś dobre wyjście z tej sytuacji.
Gdy Theo wracał do domu, wciąż myślał o tym wszystkim, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Tylko tyle, że jeśli wampir rzeczywiście był od niego zależny, mógł mu zakazać zabijać i tyle. A jeśli się nie zgodzi, odmówić mu jedzenia i zagrozić, że jeśli spróbuje tknąć kogoś mu bliskiego, Theo pociągnie i jego do grobu. Tylko z jakiegoś powodu te rozwiązanie brzmiało niezwykle dziecinnie i było raczej mało prawdopodobne.
Wampiry żyły długo. Ten, który się do niego przyczepił, nie był pierwszym lepszym z jakiejś łapanki. Musiał być jednym z pierwszych, a to oznaczało, że pewnie przeżył już setki lat na tym świecie. Miał nad Theo przewagę pod każdym względem. Był od niego silniejszy, sprytniejszy, mądrzejszy, bardziej doświadczony. Na pewno wiedział, jak bardzo emocje ograniczają ludzi i jak nimi manipulować. Na pewno wspaniale znał ludzką naturę i zamierzał wykorzystać całą tą wiedzę, że nim manipulować. Jedyną kartą przetargową dla Theo była jego krew, a to… To było zdecydowanie za mało, żeby przeciwstawić się wampirowi.
Przez kilka kolejnych dni nic się nie działo. Dennis nadal był trochę naburmuszony, że mu nie wierzyli (Jonas nic nie wiedział o tym, jakoby wampir mógł pić krew tylko jednej osoby), Liam wciąż był terroryzowany przez Zaina, który się przy tym świetnie bawił (spokojny zawsze Liam aż się pienił od tych zaczepek), Klara żyła w swoim własnym świecie przekonana, że ma szanse u Patricii, a Theo czekał na jakiś znak od swojego tajemniczego wampira. Już sam nie wiedział, czy tego wszystkiego nie przekręcił. W sumie ten wampir nic nie mówił o tym, że nie może pić krwi innych, Theo sam to wywnioskował z jego słów. Może się mylił?
Minęły jakieś trzy dni, zanim wampir pojawił się po raz kolejny. Theo co noc zostawiał uchylone okno. Nie chciał, żeby wampir wybił mu je po złości, a zamkniecie okna i tak niczego by nie zmieniło, więc dał sobie spokój.
Tym razem był to późny wieczór, a Theo ślęczał nad zadaniem z matmy, kiedy usłyszał jak coś tarabani się na dworze. Po chwili wampir już podsuwał okno do góry i przekładał nogi do środka.
Theo przełknął ślinę, zamykając podręcznik od matematyki, prostując się na łóżku i przyglądając przybyszowi.
Wyglądał zupełnie inaczej. Jego jasne włosy były umyte i delikatnie zmierzwione przez wiatr. Mężczyzna był dość postawny, ładnie zbudowany i ubrany w markowe rzeczy. Na rękach miał kilka pierścionków. Usta pełne, mocno zarysowana szczęka i pewne spojrzenie dopełniały całości.
– Eee… Cześć?
Gdy tylko Theo to powiedział, zdał sobie sprawę, jak głupio musiało to zabrzmieć dla wampira, bo na jego ustach odmalował się kpiący uśmieszek.
– Cześć – odparł z wyraźną ironią, przyglądając mu się uważnie. Theo widział, że jego oczy znów zmieniły kolor z niebieskiego na czerwony. Dennis mu wyjaśnił, że kolor oczu wampirów ulega zmianie, kiedy są głodne. Im dłużej nie jedzą, tym bardziej ich oczy zmieniają kolor. Theo mógł sobie tylko wyobrazić, jak bardzo ten konkretny wampir był wygłodniały, skoro całe jego tęczówki przybrały tak mocny odcień czerwieni.
Tym razem jego oczy miały dziwny kolor. Miejscami niebieskie, zaczynały się już jednak pojawiać spore czerwone plamy. Theo zmarszczył brwi. Trochę go w sumie dziwiło, że wampir przyszedł dopiero teraz, a nie wtedy, kiedy poczuł pierwszy głód.
– Jestem Theo? – odezwał się znowu nastolatek, patrząc pytająco na wampira.
– Mnie się o to pytasz?
Theo zaczerwienił się lekko ze wstydu.
– Em, nie. Nie bardzo wiem, co mam powiedzieć.
– Nic nie musisz mówić. Nie przyszedłem tu gadać, przyszedłem się najeść.
– Nie dam ci zjeść, dopóki się nie przedstawisz i nie wyjaśnisz mi całej sytuacji.
Uśmiech zniknął z twarzy wampira.
– Stawiasz mi warunki?
– Nie. Chcę się trochę zorientować w sytuacji. I w dobrym tonie jest przedstawienie się, wiesz?
Wampir wyglądał na zirytowanego, ale odpowiedział.
– Mam na imię Damon, skoro tak bardzo cię to interesuje.
– Dlaczego akurat ja?
– Najwidoczniej ktoś na górze cię nie lubi, młody.
– To nie jest zabawne.
– Nie twierdziłem, że jest.
Theo spojrzał na niego niezadowolony.
– Czy ja dobrze zrozumiałem, że tylko ja mogę cię żywić?
– Niestety.
– Dlaczego?
Wampir westchnął ciężko.
– Akurat moje jedzenie musi być ciekawskie, jakby inaczej? – burknął niezadowolony, po czym powiedział. – Ci, którzy urodzili się wampirami, mają to nieszczęście mieć ludzkich partnerów. Istnieje specjalna więź która uzależnia od siebie wampira i człowieka. Twoi dwaj zamaskowani koledzy wiedzieli, że jesteś moim partnerem i że chcę się ciebie pozbyć, więc przeszkodzili mi w tym i zranili cię. Tak jakby nie mogłem się oprzeć zapachowi twojej krwi. Napiłem się jej i to nas ze sobą związało. To oznacza ni mniej ni więcej, że mogę zaspokoić głód tylko twoją krwią, a jeśli spróbujesz mi w tym przeszkodzić, to przetrzepię ci skórę.
– Nie czuję się, jakbym był z tobą związany – zaprotestował Theo. Całe zdarzenie sprzed około dwóch tygodni nabrało nagle całkiem nowego znaczenia.
– Bo jesteście ogółem mało wrażliwi. – Damon wzruszył ramionami. – My czujemy to bardziej, bo to w końcu nas ktoś paruje z jedzeniem.
– No, dzięki – sarknął Theo.
– Nie ma sprawy. – Damon uśmiechnął się szeroko.
Zapadła cisza. Theo nadal miał wiele pytań, ale chciał najpierw to wszystko przemyśleć i dopiero wtedy o to zapytać. Damon tak czy siak był na niego skazany, więc będzie miał jeszcze niejedną okazję, żeby go o wszystko wypytać.
– Jak często musisz… jeść?
Damon podszedł jeszcze bliżej i usiadł obok niego na łóżku.
– Najlepiej jak najczęściej, ale jeden żywiciel komplikuje sprawę. Chcąc nie chcąc muszę też dbać o ciebie, żebym nie umarł z głodu. Raz na trzy, cztery dni powinno być okej. Nie mam problemów z dietą.
– Okej. – Proponowanie większej ilości nie było mądre, więc nie zrobił tego. – Nie odmówię ci swojej krwi, ale chcę, żebyś wiedział, że cała ta sytuacja mi się kompletnie nie podoba.
Damon skinął głową. Z pewnością był tego świadomy.
Theo podał mu rękę. Na nadgarstku nadal widniały ślady kłów, a dookoła zrobił się bolesny siniak. Przebijanie się kłów przez skórę nie było przyjemne, ale skoro nie dało się tego uniknąć, Theo nie zamierzał zachowywać się jak małe dziecko.
Damon pokręcił głową.
– Lepiej z szyi. Skóra jest cieńsza i delikatniejsza i łatwiej jest ją uszkodzić.
Theo nie był pewien, czy chciał, aby Damon podszedł do niego tak blisko, ale skinął głową.
Czuł się dziwnie, kiedy zadowolony wampir przysunął się do niego jeszcze bliżej i odchylił mu głowę lekko w bok, tak żeby wyeksponował szyję. Theo przełknął ciężko, kiedy ciepły język przesunął się po jego szyi. Puls mu znacznie przyspieszył, serce zaczęło mocniej bić.
– Tylko tym razem – mruknął Damon zdegustowany – postaraj się nie spuścić w swoje spodnie, to żałosne.
Zanim Theo zdołał się zawstydzić, kły Damona wbiły się w jego szyję. To był już trzeci raz, a uczucie było równie obezwładniające co wcześniej. Wampir złapał go za bluzę i przytrzymał w miejscu, ssąc łapczywie. Theo nic nie mógł poradzić na to, że mimowolnie się podniecił, a po żałośnie krótkiej chwili – doszedł. Czuł, że słabnie, ale kompletnie go to nie ruszało. Wyrwanie się pożywiającemu się wampirowi było bardzo ciężkie i stać na to było tylko osoby o bardzo silnej woli.
Theo do takich nie należał.
Gdy Damon skończył, odsunął się lekko. Westchnął zadowolony.
– Twoja krew smakuje wybornie – mruknął. Przeciągnął kilka razy językiem po śladach kłów. Theo poczuł, że ból znika. No tak, ślina wampirów miała właściwości lecznicze.
Poczuł ulgę, gdy wampir się odsunął. Jego bliskość go przytłaczała.
Theo odetchnął głęboko, szczęśliwy, że choć raz miało to miejsce na łóżku i może odpocząć w wygodnym miejscu.
– Słabo mi – wymamrotał, obracając powoli głowę i przyglądając się Damonowi.
– To normalne. Starałem się nie pić za dużo, żeby nie przesadzić. Lepiej kup sobie sporo czekolady i trzymaj w pobliżu. To pomoże ci przezwyciężyć nieprzyjemne dolegliwości. Przyjdę znowu za kilka dni.
Damon obrócił się na pięcie i nie oglądając się, wyskoczył przez okno. Theo nie miał pojęcia, co o nim myśleć. Czy Damon naprawdę był tak niebezpieczny jak twierdził, że jest? I czy na pewno to on zabijał tych wszystkich ludzi?
Jak na seryjnego mordercę, pomyślał Theo, Damon jest całkiem miły.


***
Hej, mam nadzieję, że się podobało. Tym, którzy dzisiaj świętują, wszystkiego najlepszego, a tym, którzy są singlami dwa razy więcej tego szczęścia, żeby w przyszłym roku znaleźć ta swoją wymarzoną drugą połówkę :D
Czekam na Wasze opinie i pozdrawiam!

18 komentarzy:

  1. Tak! Ten rozdział na prawdę poprawił mi humor, mimo iż był dość krótki. Ale nadrabia fabułą. Działo się na prawdę wiele i było takie ciekawe : )
    Pozdrowienia i weny. Czekam na kolejny z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu!!!!!!!!!!!
    Kocham to opowiadanie!!!!!!!!
    Będę to powtarzać za każdym razem:)
    Jestem ciekawa jak dalej będą rozwijać się relację Theo i Cienia ^_^
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny<3
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział:)

    Katrin

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie to mnie bardzo zaskoczyłaś, że już się poznali i są dla siebie tacy mili, po ich pierwszym spotkaniu myślałam, że iskry będą lecieć, a tu pełna kulturka.
    Ale ogólnie rozdział bardzo mi się podobał, jak zwykle zresztą :)
    Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej.
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz bardziej wciągająca staje się ta historia. Rozdział fantastyczny. Ciekawa jestem jak dalej rozwinie sie relacja głównych bohaterów.
    Życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podoba mi się miły seryjny morderca, już chcę nastepny odcinek:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może ta krew Theo - partnera działa na wampira uspokajająco? Jakiś taki spokojniejszy się zrobił nasz Damon :) Coś mi się zdaje że jego partner może mieć na niego większy wpływ niż mu się wydaje :) Bardzo fajny rozdział, dziękuję i pozdrawiam ☺

    OdpowiedzUsuń
  7. Już nie mogę się doczekać romantycznych wątków tej historii ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej, chcę więcej bo mam niedosyt😊 kocham to opko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem z siebie dumna bo udało mi się trzymać z dala od tego aż do dziś mimo że od razu widziałam że był dodany. :)
    Rozdział super nie mogę się doczekać co będzie działo się dalej :)
    Dużo weny i czasu reszta jest w życiu niepotrzebna :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy można spodziewać się kolejnego rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
  11. Yay ^^ Wreszcie nowy rozdział.
    Był może trochę krótki jednak nadrabia fabułą. Nie mogę się ju, doczekać tego co będzie się działo dalej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  13. ciekawe opowiadanie, lubię wątki o wampirach ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne opo �� czekam na następny rozdział ����

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział. Czy mi się wydaje czy może dwójka wampirów, która pomogła Theo w zaułku ma coś wspólnego z tym, że Damon był tak strasznie głodny i wyglądał jak siedem nieszczęść? Wyglądał jakby go ktoś torturował. pozdrawiam Karo

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy będzie nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem czemu dopiero teraz czytam te opowiadanie. Wiem, ze jest Wiez 2, ale nie pomyslalem, ze jest tez pierwsza czesc xd
    Czy to na pewno Damon jest tym morderca? A moze to Dennis? Pozory myla... no nie wiem, nie wiem :O

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam,
    wspaniały rozdział, Theo dobrze myśli, ze ma nad Deamonem kontrolę, czemu Jonas nic nie chciał powiedzieć Dannemu, a ten tekst, że akurat musiał trafić na ciekawskie jedzenie, boski, przynajmniej powiedział mu, że łączy ich więź...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)