czwartek, 25 lutego 2016

05.Nie



Wydawać się mogło, że po tym, jak Theo został żywicielem Damona, jego życie wywróci się do góry nogami i będzie pędzić pełną parą do przodu, zaskakując Theo z każdej możliwej strony. Jak się okazało, nic podobnego.
Prócz tego, że Damon wkradał się do jego pokoju o różnych porach dnia i nocy i chłeptał z zadowoleniem jego krew, nic się nie zmieniło. Życie Theo nie stało się ani trochę bardziej ekscytujące, nie poznał żadnych dziwnych ludzi ani wampirów. Wszystko było… zwyczajne. Tak po prostu. Chodził do szkoły jak wcześniej, spotykał się z Liamem, Dennisem i Klarą, ledwo zaliczał testy i potykał się o własne nogi. Klara nawet nie była świadoma istnienia Damona i Theo nie spieszył się, żeby ją wtajemniczyć. Wolał, żeby nie wiedziała. To, że chwilowo nie działo się nic nadzwyczajnego nie oznaczało, że tak będzie zawsze.

Theo zastanawiał się też, o co dokładnie chodzi z tą całą więzią. Po tym, jak Dennis okazał się w tej kwestii zupełnie bezużytecznym źródłem informacji, Theo sięgnął do książek w bibliotekach i Internetu, ale nigdzie nic nie znalazł żadnych na ten temat. W sumie nic dziwnego. Wampiry ujawniły się zaledwie dziesięć lat wcześniej. To była zbyt świeża informacja, żeby mieć już o tym gatunku pełne dane. Wszystko utrudniał fakt, że pierwsze nie były skore dzielić się swoimi sekretami, a te stworzone albo nie wiedziały, albo umiały trzymać gębę na kłódkę. Prawdopodobnie nie wiedziały wiele więcej niż zwykli ludzie, tak więc Theo musiał się pogodzić z tym, że nic się nie dowie. Damona nawet nie miał zamiaru pytać. To przede wszystkim przed nim chciał się bronić, gdyby zaszła taka konieczność, a nie miał zupełnie jak. Nie chciał być jeszcze bardziej bezbronny niż już był.
- Wrr! – Liam prawie – PRAWIE – zatrzasnął swoją szafkę ze złością. Liam nigdy nie trzaskał, a to, że tym razem prawie to zrobił świadczyło o tym, jak bardzo jest wzburzony.
- Co znowu? – spytał Theo, unosząc brwi.
Zresztą, nawet nie musiał pytać. Liam właśnie wrócił z literatury. Literatury w rozszerzonym zakresie, na która chodził tylko ze względu na Zaina, do czego oczywiście nigdy w życiu by się nie przyznał. Theo jednak wiedział swoje.
- Mam już dosyć tego buca! – mruknął Liam niezadowolony, patrząc na Theo z nachmurzoną miną. – Całe zajęcia musiałem znosić jego komentarze odnośnie swojej słabej wiedzy na temat literatury, potem odnośnie mojego wyglądu. Powiedział mi nawet, że nie podoba mu się mój kolor włosów i że mam za duże stopy. To jeszcze jakoś zniosłem, mówię sobie, wytrzymam, to w końcu niecała godzina, jakoś dam radę. I wiesz co? Potem się nagle okazało, że mamy robić jakiś projekt dwójkami i jestem z nim w parze! Wrr!
Liam miał aż czerwone policzki ze wzburzenia. Theo pokręcił głową.
- Dlaczego mu się nie odszczekniesz? Obaj wiemy, że umiesz.
Liam pokręcił głową zrezygnowany i zagryzł dolną wargę. Theo wiedział, o co chodzi, Liam nawet nie musiał mu mówić. To nie było tak, że komentarze Zaina naprawdę jakoś Liama raniły. Zain nie był osobą, która obrażała innych na prawo i lewo. Zain po prostu się z nim droczył, bo wiedział, że to go wkurza. A biedny Liam nie potrafił się w żaden sposób odwdzięczyć czymś równie błyskotliwym, bo gdy tylko spoglądał na przystojną twarz Zaina, od razu go zatykało. Cóż, Theo mu się nie dziwił. Zain był piękny. Theo nie znał chłopaka piękniejszego od Zaina. Nic więc dziwnego, że biedny Liam zapominał języka w gębie. Nie można było mu mieć tego za złe.
Liam pokręcił tylko głową, rzucając złe spojrzenie w stronę Zaina, który akurat przechodził obok. Nawet w starych, wytartych i podartych na kolanach dżinsach prezentował się wspaniale. Theo aż sam się zapatrzył na jego zgrabny tyłek i uda. Cóż, nic nie mógł poradzić na to, że piękno ludzkie zawsze go w jakiś sposób pociągało. Czy zresztą był na świecie człowiek, który nie lubił pięknych rzeczy?
- Mniejsza o niego – mruknął Liam, wciąż wyraźnie niezadowolony z obrotu sytuacji. – Już wystarczająco zepsuł mi dzień. Powiedz mi lepiej, jak tam po wczorajszym?
Theo westchnął cicho, zamykając swoją szafkę.
- Damon to buc. Straszny sztywniak. Zanim zdążyłem mu zadać pytanie, wgryzł mi się w szyję. Wypił ile chciał i się zmył, nim zdążyłem choć trochę dojść do siebie. Nie zdążyłem wykrztusić z siebie nawet jednego słowa.
- Widać nie jest zbyt rozmowny.
- Mhm. Zauważyłem. – Theo pokręcił głową. Ani myślał wspominać Liamowi o tym, jak żenujące są dla Theo chwile karmienia. Za każdym razem, kiedy Damon go gryzł, Theo nie był w stanie powstrzymać ogarniającego go podniecenia. Nawet już się nie masturbował. Dochodził za każdym razem, kiedy Damon go gryzł. Jedyna pozytywna rzecz w zachowaniu Damona, to że kompletnie tego nie komentował. Czasami tylko patrzył na niego z politowaniem albo uśmiechał się szyderczo, ale to tyle. Często gęsto Damon znikał, zanim Theo zdążył się pozbierać.
A więc nie. Jego życie nie stało się bardziej ekscytujące. Przynajmniej do dnia, kiedy TO znowu się stało. Dla Liama był to dzień pełen wściekłości i zmęczenia – przyszedł do niego Zain i siedzieli razem nad swoim wspólnym projektem przez kilka godzin – a dla Theo ten dzień zapowiadał się zupełnie zwyczajnie. Wszystko przebiegło bez żadnych większych ekscesów. Jedyną rzeczą, która mu się przydarzyła, było potknięcie się o własną nogę i wpadniecie na swój stolik w klasie, ale to teoretycznie też można było zaliczyć do tych „zwyczajnych” rzeczy.
Wieczorem przy kolacji Liam bombardował go dziesiątkami esemesów, w których żalił się na Zaina. Zdaniem Theo były bardzo zabawne. Co chwilę sięgał pod stół i zezował na swoją komórkę, próbując odczytać wiadomość. Jego rodzice nie znosili, kiedy tak ostentacyjnie ich ignorował i grzebał w telefonie. Uważali, że to brak manier i że tak nie powinno się robić. Theo nie zamierzał się z nimi kłócić, że tak teraz wyglądało społeczeństwo – grupa znajomych spotykała się u kogoś albo na mieście i wszyscy bawili się swoimi telefonami, przeglądając Instragram, Facebooka, Twittera albo inne strony internetowe. Było tego zbyt dużo, żeby to wymienić.
- … 10 brutalnie zamordowanych osób w dzielnicy dziesiątej. Ofiary to kobiety i mężczyźni w wieku od 19 do 45 lat. Zaleca się szczególną ostrożność, gdyż sprawcy nie udało się złapać. Morderstwa te zostały prawdopodobnie popełnione przez tego samego seryjnego zabójcę, który nęka nasze miasto od miesięcy…
Theo prawie upuścił widelec, słysząc wiadomości lecące z radio. Poczuł, jak coś boleśnie przewraca mu się w żołądku. 10 osób? Ktoś zamordował 10 osób? Ta sama osoba, co wcześniej?
Damon…?
- W głowie się nie mieści, co się teraz wyprawia – skomentowała jego matka, kręcąc głową.
- Trzeba być zawsze ostrożnym. Takie już mamy czasy – wtrącił ojciec Theo. – Czasami aż się cieszę, że mamy tylko jedno dziecko. Wyobrażasz sobie mieć kilkoro? Martwić się o nie za każdym razem, kiedy opuszczą dom? Osiwielibyśmy w kilka lat.
Theo nie słuchał dalszego ciągu rozmowy. Cały czas zastanawiał się, czy te morderstwa mogły być sprawką Damona.
Nie, niemożliwe… Nic nie mówili o tym, że to sprawka wampira. Gdyby to był wampir, to…
Theo zbladł i przełknął ciężko ślinę. Odłożył widelec. Wiedział, że nie przełknie już ani kęsa.
To, że Damon był wampirem, wcale nie wykluczało go z kręgu podejrzanych, wręcz przeciwnie. Damon sam przyznał, że tylko Theo może go nakarmić. Jeśli tak, to mógł zabić i wcale nie musiał wypijać krwi. Mógł pozabijać tych ludzi dla własnego widzimisię albo dlatego, że zwyczajnie przyszła mu na to ochota.
Wiedział, że nie powinien wyciągać pochopnych wniosków, ale nic nie mógł poradzić na to, że miał złe przeczucia. Damon już wcześniej mordował ludzi. Theo jakoś zbytnio starał się o tym nie myśleć, zwłaszcza że sytuacja się poprawiła ostatnimi czasy. Teraz jednak, kiedy ktoś z zimną krwią zamordował aż 10 osób, nie mógł tak łatwo odepchnąć od siebie tych myśli. Nie był dzieckiem i na pewno nie był tak głupi, jak niektórzy myśleli.
Damon MÓGŁ zabić tych ludzi.
Musiał go tylko spytać, czy to zrobił i mieć nadzieję, że Damon zaprzeczy i że będzie to prawda. Najchętniej spytałby go od razu, ale to było niemożliwe. Damon nigdy mu nie powiedział, jak można go znaleźć na mieście. Przychodził kiedy chciał, wychodził kiedy chciał i ogólnie robił co chciał i jak chciał. Theo kompletnie nie wiedział, jak zapanować nad ta sytuacją. W pewien sposób było to niemożliwe, więc pogodził się z tym, co się działo. Jeśli jednak to była sprawka Damona…
Cóż, na pewno mógł mu odmówić i powiedzieć, że nie będzie go karmił. Damon był z nim w jakiś sposób związany, ale on tej więzi nie czuł wcale i mógł ją zignorować. Na pewno był na to jakiś paragraf w wampirzym prawie.
Następnego dnia Klara pytała ich czy chcą iść na wagary, ale jako że nie było chętnych, poszła z jedną z koleżanek, która nie trzymała z ich całą grupą, tylko z Klarą. Theo przyjął to z radością, bo chciał pogadać z Liamem i Dennisem, a Klara była jedyną niewtajemniczoną.
Z jednej strony było mu trochę głupio, że trzymał ją od tego wszystkiego z daleka. Na pewno byłaby tym podekscytowana i mogłaby choć na chwilę zapomnieć o tym, jak beznadziejną miała sytuację w domu. Z drugiej jednak strony wciąganie ją w to nie miało żadnego sensu. To, że chwilowo Damon trzymał się z daleka od jego przyjaciół i rodziny nie oznaczało, że tak będzie cały czas. Jeśli choć Klara mogła być bezpieczna, to lepiej było jej nie mówić. Poza tym, to była kobieta, a Theo dobrze wiedział, jak funkcjonują ich mózgi. Gdy obiecywały, że nikomu nie powiedzą, miały na myśli, że wypaplają to tylko jednej, „najlepszej” na daną chwilę przyjaciółce i poproszą, żeby ta też nikomu nie mówiła. Oczywiście, ta ma jeszcze inną „najlepszą” przyjaciółkę, której to powtórzy i tak dalej i tak dalej, aż w końcu dowiedzą się wszyscy. Nie, Theo zdecydowanie wolał to pozostawić tak, jak było. Klara nie wiedziała i była bezpieczna, tak samo jak sekret Theo. Koniec kropka.
- Więc? – Liam spojrzał na niego pytająco gdy tylko Theo przekroczył próg szkoły.
Theo westchnął ciężko, odgarniając z czoła swoje niesforne loki.
- Nie wiem, nie było go wczoraj. Powinien przyjść dzisiaj, wtedy go zapytam.
- Tylko twardo. Nie bądź cipą, nie daj się ugryźć, dopóki ci nie odpowie.
- Heej! Nie jestem cipą!
- Nie powiedziałem, że jesteś. – Liam uniósł dłonie w obronnym geście. – Mówię tylko, żebyś się nie zachowywał jak jedna.
- Jasne, jasne. Spróbuję, chociaż nie wiem, czy się przejmie moimi protestami. Jest z dziesięć razy silniejszy ode mnie. Gdybym chociaż wiedział, czego się spodziewać. Ale nieee, Dennis nie ma pojęcia o jedynej rzeczy ze świata wampirów, na temat której gruntowna wiedza byłaby naprawdę mile widziana.
Liam tylko wzruszył ramionami. Już cała trójka próbowała zdobyć na temat więzi jakieś informacje i żaden z nich nie dał rady. Sprawa była zbyt świeża i już. Wampiry najwidoczniej nie chciały, żeby ludzie dowiedzieli się o ich słabości. Co ciekawe, Damon nie zabronił mu o tym wspominać, jakby niezbyt go obchodziło, czy komuś coś na ten temat powie, czy nie.
W porze lunchu jeszcze raz zastanowili się nad wszystkimi opcjami, jakie miał Theo.
Nie było tego zbyt dużo.
- Idź w zaparte – upierał się Liam.
- Co, jeśli zabije kogoś dla przykładu, żeby mnie złamać? – spytał Theo. Nie podobała mu się ta myśl ani trochę.
- Nie może cię wyczuć, że jesteś słaby – powiedział Dennis. – Jeśli choć przez chwilę dasz mu odczuć, że może cię przekonać, nie zawaha się użyć wszelkich dostępnych środków, żeby to zrobić. Dlatego musisz się uprzeć i już. Tak czy siak będzie ci groził. Podejrzewam, że będzie gadał coś w stylu „myślisz, że możesz  mi rozkazywać? Jak będę chciał to wybiję wszystkich twoich znajomych i rodzinę, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu.” Nie daj się temu zwieść, Theo. Wampiry niczego tak nie cenią jak swojego życia. Pierwsze nie znają władzy pieniądza, nie interesuje ich technologia, uczucia, nic. Mentalnie kompletnie różnią się od ludzi. Dla nich liczy się tylko wieczne życie i jedzenie. Damon nie zrobi krzywy twoim bliskim, jeśli zrozumie, że zabiciem kogoś dla przykładu cię nie złamie. To nie jest walka fizyczna. Musisz być silny tu. – Dennis popukał się w skroń.
Theo tylko jęknął cicho. Dobrze im się mówiło, ale to on miał stawić czoła Damonowi. Nie tak łatwo zrobić w konia kogoś, kto miał setki lat na rozszyfrowanie zachowania ludzi. Theo nie był pewny czy oszukanie go było w ogóle możliwe. Musiał spróbować, a co z tego wyjdzie? Okaże się.
Tym razem od razu wyczuł, że Damon jest w pobliżu. Był zbyt zdenerwowany, żeby zasnąć.
- Nie śpisz – mruknął wampir lekko zaskoczony, kiedy już wszedł do pokoju. – I się denerwujesz.
Dla Theo nie było w tym nic dziwnego. Usiadł na łóżku i spojrzał na wampira, zagryzając dolną wargę. Damon oblizał usta, patrząc na niego. Szybsze bicie serca nastolatka sprawiało, że krew żywiej krążyła w jego żyłach, tylko podkręcając apetyt Damona.
- Zabiłeś tych ludzi? – spytał Theo prosto z mostu. Nie było sensu owijać w bawełnę.
Damon uśmiechnął się półgębkiem, zatrzymując się tuż przy łóżku.
- Nie musisz się bać, ciebie nie zamierzam zabijać.
Serce Theo zaczęło bić jeszcze szybciej, ale nie ze strachu. Łudził się, że to jednak nie był Damon tylko ktoś inny, a teraz  Damon tak beztrosko przyznał się do tej masakry.
- A więc zabiłeś. – Stwierdził tak spokojnie, jak tylko mógł.
- I? – Wampir chwycił go za ramię i przyciągnął do siebie. Jego zęby były dosłownie kilka centymetrów od szyi Theo, kiedy ten powiedział twardo.
- Nie.
- Nie co? – spytał Damon, marszcząc brwi.
- Nie będziesz pił mojej krwi – powiedział twardo Theo. Nie był ani trochę pewny siebie i miał wrażenie, że Damon doskonale o tym wie. – Nie, jeśli zabijasz niewinnych ludzi.
- Mam rozumieć, że zapomniałeś już o naszej umowie?
- Myślisz, że jak zabijesz kogoś, kto jest mi bliski, to pozwolę ci pić swoją krew? Zapomnij. Jeśli tkniesz choć jedną bliską mi osobę, będziesz mógł zapomnieć o niej na zawsze.
Damon uśmiechnął się z rozbawieniem, podpierając twarz ręką.
- Obaj dobrze wiemy, że kłamiesz. Jeśli chcesz mnie przechytrzyć, brakuje ci jakieś tysiąc lat doświadczenia w oszukiwaniu ludzi. I wampirów. Przestań odstawiać cyrki i daj mi zjeść, jestem głodny.
Wampir nachylił się, ale Theo położył mu rękę na klatce piersiowej i go zatrzymał.
- Powiedziałem „nie”. Możesz nie szantażować ile chcesz, nie dam ci pić swojej krwi, jeśli będziesz krzywdził ludzi. Obiecaj tu i teraz, że nikogo już nie skrzywdzisz i po sprawie.
- Chyba się zapominasz, z kim masz do czynienia. Próbuję z tobą postępować po dobroci. Nie myśl sobie, że masz nade mną jakąś władzę. Jeśli będę chciał, wypiję twoją krew bez twojej zgody.
Theo zmarszczył brwi. Starał się zachować trzeźwość umysłu. Nie mógł pozwolić, żeby strach przejął nad nim kontrolę, bo wtedy Damon będzie miał go w garści już na amen.
- Nie, nie wypijesz. Gdybyś mógł tak zrobić, pewnie zabrałbyś mnie stąd, uwięził gdzieś i żerował na mnie wtedy, kiedy miałbyś na to ochotę. Nie zrobiłeś tego wtedy, nie zrobisz tego i teraz. Nie możesz, choćbyś nie wiem jak chciał.
- Naprawdę chcesz ściągnąć na swoich bliskich kłopoty, prawda? – spytał Damon spokojnie, ale jego twardy wzrok jasno mówił, że Theo przekroczył granicę i Damon nie zamierzał go oszczędzać, jeśli Theo posunie się choćby o cal dalej.
- Obiecaj, że nikogo nie skrzywdzisz, to dam ci się napić.
- Nie.
Theo zacisnął dłonie na pościeli.
- Obiecaj.
- Nie. – Damon uśmiechnął się rozbawiony. – I co teraz? Nie zamierzam ci nic obiecywać. Mało tego, jeśli zaraz nie dasz mi zjeść, pierwsze co zrobię to pójdę do pokoju twoich rodziców i wypatroszę ich jak prosiaki. Postaram się, żeby krew była wszędzie, żeby nie dało się jej zmyć, a ich flaki porozciągam po całym waszym ogrodzie jako dekorację. Potem… potem jest jeszcze ten wielkogłowy, z którym spiskujesz w szkole. On będzie następny. Im dłużej będziesz zwlekał, tym więcej osób zabiję. Jest jeszcze ten wampir, z którym się zaprzyjaźniłeś i ta śmieszna dziewczyna, która pali zioło na wagarach. Mogę potem pójść oczywiście dalej, masz sporo krewnych, twoi przyjaciele zresztą też.
- Skrzywdź choć jedną osobę, która jest mi bliska, to popełnię samobójstwo i zdechniesz zaraz po mnie – zagroził. Dopiero kiedy wypowiedział te słowa zdał sobie sprawę, że to wcale nie taki głupi pomysł. Nie, żeby miał zamiar naprawdę się zabić, ale to była jedyna realna rzecz, którą mógł Damonowi zagrozić. Jeśli on umrze, Damon nie będzie miał możliwości wypicia jego krwi, a wtedy będzie po nim. Jeśli będzie chciał żyć, będzie musiał mu ustąpić.
- Nie masz jaj, żeby to zrobić.
- Spróbuj szczęścia.
Damon spojrzał na niego z irytacją.
- Zaskakująco uparty z ciebie tchórz.
Theo poczuł nagle ból w karku i nastała ciemność.
Gdy się obudził, na dworze robiło się już jasno. Kark bolał go od uderzenia, jakie zaserwował mu Damon. Złapał się za szyje, szukając świeżych śladów po ugryzieniu i ku swojemu zdumieniu, znalazł je.
- Kurwa – zaklął. Czy to oznaczało, że Damon mógł mimo wszystko pić jego krew, nawet jeśli się nie zgadzał? Dlaczego więc zadał sobie tyle trudu, żeby Theo robił to z własnej woli? Już nic z tego nie rozumiał.
Wyglądało jednak na to, że nic nie mógł poradzić na zachowanie Damona. Miał nadzieję, że jakoś powstrzyma wampira przed zabijaniem niewinnych ludzi, ale najwyraźniej nie mógł. Poza tym, teoretycznie robił dobrze, ale szczerze mówiąc to bardziej mu zależało na jego bliskich niż obcych ludziach. Jeśli musiałby wybierać, czy zginie pięciu obcych ludzi czy jego mama, wybrałby tych obcych ludzi. W pierwszej kolejności ratowałby tych, na których mu zależało. Chyba każdy człowiek by tak zrobił. Nie znaczyło to jednak, że Theo czuł się
 z tym lepiej. Już i tak zaryzykował i miał nadzieję, że nie odbije się to na nim – i jego bliskich - w żaden negatywny sposób.
Liam napisał do niego esemesa z pytaniem, czy wszystko w porządku i czy Damon się pojawił. Nie było sensu do niego dzwonić ani opisywać wszystkiego we wiadomości, skoro mieli się spotkać za niecałą godzinę. Napisał mu tylko, że opowie mu w szkole i poszedł do łazienki.
Dopiero w drodze do szkoły zdał sobie sprawę, że przez całe to zamieszanie z Damonem zapomniał spakować swój esej na angielski. Westchnął tylko cicho i machnął na to ręką. Jedno F w tą czy w tamtą nie zrobi mu wielkiej różnicy. Miał teraz ważniejsze zmartwienia na głowie niż oceny w szkole.
Liam czekał już na niego pod klasą, tupiąc niecierpliwie nogą. Na pewno już się domyślił, że Theo rozmawiał z Damonem.
- I? – spytał Liam cicho, patrząc przez ramię, czy ktoś zwraca na nich uwagę. Na szczęście osoby, które były już pod klasą, stały daleko i nawet nie patrzyły w ich stronę.
Theo westchnął.
- To on. I to chyba nie jest najlepszy pomysł, żeby mu się sprzeciwiać. Tym bardziej, że chyba nie potrzebuje mojej zgody, żeby ze mnie pić.
- Myślałem…
- Tak, ja też – przerwał mu Theo – ale kiedy zacząłem się sprzeciwiać, walnął mnie i straciłem przytomność. Obudziłem się rano ze świeżymi śladami ugryzienia. Wygląda na to, że nie mam karty przetargowej.
- Może te ślady mają cię tylko zmylić? To by było bez sensu, gdyby tak po prostu mógł pić twoją krew bez twojej zgody. Po pierwsze, nie zadałby sobie tyle trudu, żeby cię szantażować, tylko by cię porwał i pił z ciebie, kiedy by chciał, a po drugie, równie dobrze może chciał zobaczyć, czy faktycznie nie może od ciebie pić. Możliwe, że sam nie wie za wiele na temat tej więzi.
Theo pokręcił głową.
- Raczej nie ma doświadczenia. Wątpię, żeby był wcześniej z kimś związany. Te dwie zamaskowane postacie bardzo się postarały, żeby posmakował mojej krwi.
- Będziesz wiedział po jego zachowaniu. Jak przyjdzie to nie pozwól mu i zobaczysz, co wtedy zrobi. Jeśli się wkurzy, to znaczy, że nie może pić bez twojej zgody.
- Nie wiem, czy powinienem mu się sprzeciwiać, Liam. On jest niebezpieczny, bez mrugnięcia okiem przyznał się do tych morderstw. Nie chcę, żeby zrobił krzywdę moim rodzicom albo któremuś z was.
Wolę, żeby ginęli obcy, pomyślał. Nie wybaczyłby sobie, gdyby przez niego jego bliscy ucierpieli.
- Nie zrobi, jeśli mądrze to rozegrasz.
- Nie boisz się, że cię zabije?! – Theo aż podniósł głos. Dlaczego Liam tak lekko do tego podchodził? Tak nisko cenił swoje życie?
Liam spojrzał mu w oczy.
- Po prostu wiem, że dasz sobie z tym radę. Jasne, że czuję się trochę zagrożony, ale jeśli jest szansa, że można uratować jego przyszłe ofiary, to jest to gra warta świeczki.
Cały Liam. Był jednym z tych niewielu ludzi, którzy byli gotowi poświęcić się dla dobra ogółu. Miał jaja robić rzeczy, na które Theo nigdy by się nie odważył. Damon miał rację. Theo był tchórzem. Bał się o swoje życie. Bał się być sam. Był osoba, która uwielbiała otaczać się ludźmi. Lubił spędzać z nimi czas, lubił żartować i czuć, że ma dla kogo żyć. Bez innych ludzi był nikim. Liam za to potrafił spędzać całe dnie w swoim pokoju, czytając książki. Lubił przebywać z innymi, ale często wypadał z obiegu, żeby spędzić trochę czasu tylko ze sobą. Mimo to poświęciłby wszystko, jeśli by wiedział, że to uratuje innych. Theo zazdrościł mu tej cechy.
- Naprawdę cię nie rozumiem – stwierdził Theo i na tym temat umarł. Zaczęli rozmawiać o czymś innym. Po chwili dołączył do nich Dennis, ale nie weszli znowu na temat wampirów, bo zadzwonił dzwonek na lekcję.
Tego dnia Klara pojawiła się w szkole, więc żaden z nich nie poruszał przy niej tematu Damona. Theo cieszył się z tego. Chciał odepchnąć od siebie te myśli jak najdalej.
Tęsknił za chwilami, kiedy jego życie było kompletnie przeciętne i nudne jak flaki z olejem. Nigdy nie przypuszczał, że jeden wampir może tak namieszać w ludzkim życiu.

Damon przyszedł jeszcze tego samego dnia wieczorem. Theo od razu poznał, że Liam miał rację – Damon wcale nie wypił jego krwi dzień wcześniej, mimo że zostawił mu na szyi ślady po kłach.
- Obiecujesz? – spytał Theo po chwili ciszy, kiedy Damon po prostu stał i lustrował go wzrokiem.
- Nie – odparł wampir. – To twoja ostatnia szansa na uratowanie bliskich.
- Jeśli kogoś skrzywdzisz, twoje życie też dobiegnie końca. Po prostu obiecaj.
- Nie.
Damon i Theo mierzyli się wzrokiem.
- Jeśli nie obiecasz to nie dam ci swojej krwi.
- Nie potrzebuję twojej zgody.
- Gdybyś jej nie potrzebował, nie byłoby cię teraz tutaj – stwierdził trzeźwo Theo.
Damon zmarszczył brwi.
- A więc nie odpuścisz?
Theo zagryzł dolną wargę i pokręcił głowę.
- Będziesz tego żałował – stwierdził Damon. Uśmiechnął się pod nosem i zniknął po chwili.
Theo odetchnął głęboko. Był pewny, ze nie zmruży oka tej nocy.

Liam ziewnął szeroko, idąc do szkoły. Znowu zasiedział się przy PS3 i był niewyspany. Jego mama miała rację kiedy mówiła, że przeniesienie PS do jego pokoju nie jest dobrym pomysłem. Powoli zaczynał rozumieć, co miała na myśli.
Telefon zawibrował mu w kieszeni, więc odblokował go i spojrzał na ekran.
Zain.
„spotkaj się ze mna za 10min za szkola”
Liam zmarszczył brwi. Czego ten dupek chciał od niego z samego rana? Nagle zapragnął wreszcie wziąć się za projekt, który mieli zrobić razem, czy o co mu chodziło?
Zirytowany zachowaniem chłopaka – grzesznie przystojnego chłopaka – przyspieszył kroku i po chwili już był pod szkołą. Przeszedł na tyły, gdzie mieściło się wejście do hali sportowej. Ku jego zdumieniu, była otwarta.
Nie mówcie, ze ten idiota się tu włamał, pomyślał z jeszcze większą irytacją. Nie chciał mieć przez niego kłopotów.
- Zain? – zawołał. Odpowiedziała mu cisza. – Zain, gdzie jesteś? Ej, to nie jest śmieszne! – Znowu cisza. - Wyłaź!
Liam wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do Zaina. Po chwili usłyszał jakąś rockową piosenkę dochodzącą zza stosu materacy do ćwiczeń jakieś piętnaście metrów od niego. Podszedł tam z zamiarem nakrzyczenia na niego, ale…
Zain leżał nieprzytomny na podłodze. Po jego skroni płynęła krew.
- Zain!
Liam kucnął obok niego i potrząsnął nim, zastanawiając się gorączkowo, kto mógł mu to zrobić. Zain był dupkiem, ale raczej nieszkodliwym. Liam nie przypominał sobie, żeby brunet zalazł komuś za skórę, tym bardziej nie rozumiał całej tej sytuacji. Coś mu w tym wszystkim nie pasowało.
Nagły odgłos zatrzaskiwanych drzwi sprawił, ze po ciele Liama przeszły ciarki. Zain jęknął i zamrugał, łapiąc się za głowę.
- Och, kurwa…
- Zain, wstawaj, musimy stąd spadać – powiedział, czując szybsze bicie serca. To nie Zain do niego napisał. Ktoś ściągnął ich obu w to miejsce. Ktoś ich właśnie zatrzasnął w środku. To nie był przypadek ani głupi dowcip. Coś było zdecydowanie nie tak.
- Co? – chłopak spojrzał na niego, siadając powoli. – Co jest gran…  - Jego oczy otworzyły się szeroko - Och, kurwa.
Liam spojrzał na swoje uda, w które wgapiał się Zain.
 - Jeśli znowu zamierzasz głupio komentować grubość moich ud to… - zaczął Liam z irytacją, ale cichy charkot z tyłu go uciszył.
Obejrzał się przez ramię i zamarł.
Zain wstał z podłogi dosłownie w kilka sekund.
Z magazynku na sprzęt sportowy wyszło czworo dzieci, dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Wszyscy mieli jakieś dziesięć, jedenaście lat. Ich twarze i ubrania były miejscami umazane krwią, a oczy błyszczały czerwienią. To one tak charczały, wyraźnie wygłodniałe.
- Czy to są…? – spytał Zain, jakby chcąc się upewnić, że nie tylko on to widzi.
- Wampiry.
- Wampiry… - powtórzył Zain głucho, jakby nie mógł w to uwierzyć.
Liam przełknął ciężko ślinę, patrząc na krwistoczerwony kolor oczu dzieci.
- Głodne wampiry.

***
Ekhem, czy ktoś coś wspominał, że Damon i Theo dobrze się dogadują? :D
Wybaczcie czekanie, straciłam poczucie czasu, zawirowania w planie i kosmos na uczelni zrobiły swoje. W weekend postaram się wszystko ogarnąć i do niedzieli wstawić BL.
Czekam na Wasze opinie.
Pozdrawiam!

21 komentarzy:

  1. W sumie ta tak sobie się dogadują. Lubie to opowiadanie na tyle by dopominać się dłuższych i szybszych następnych postów. Wampira należy natrzeć czosnkiem i upiec-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogłabyś w niedziele zamiast BL dodać następny rodział tego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bądź samolubny/a. Inni czekają na BL więc czekaj cierpliwie jak INNI. Nie jesteś sam/a na świecie.
      U.

      Usuń
    2. Przykro mi ale nie mogę, bo na pewno są tu osoby, które czytają tylko twincest i to by było nie fair, gdyby musiały czekać jeszcze dłużej. Pocieszę Cię jednak, że BL jest już prawie zakończone, więc za kilka tygodni cała moja uwaga będzie skupiana na tym opowiadaniu i LCh z drugiego bloga.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Spoczko ja też czytam najchętniew twc ale to opowiadanie mnie bardzo zaciekawiło.:) A tak wg to napiszesz jakiś twc jeszcze ale jak Bill i Tom są młodzi? Albo,że Tom jest starszy? Pliss

      Usuń
    4. Szczerze powiedziawszy to nie wiem. Na chwilę obecną nie mam żadnych pomysłów na twincesty, a nie zamierzam pisać czegoś na siłę. Zwykle prędzej czy później pojawia mi się w głowie jakiś pomysł. Gdy tak się stanie, zabiorę się za pisanie. A co to będzie to tego nie wie nikt;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Byłoby cudownie, gdybyś napisała jakiś twincest, gdzie bliźniacy są w czasach szkolnych :D Uwielbiam takie klimaty i mam nadzieję, że kiedyś będziesz miała wene do takiego opowiadania! :D A co do tego rozdziału, to bardzo ciekawie i nie mogę się doczekać kolejnej części :(

      Usuń
    6. JAK TO BL JUŻ SIĘ KOŃCZY? Nie... To niemożliwe. Nie możesz mi tego zrobić. Kocham ten twincest. Cholera, uwielbiam wszystkie twoje twincesty. Ehh... Nie można mieć wszystkiego...
      Weny i nie mogę się doczekać dlaszych części Bl
      Queen T

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy tak się nie martwiłam o bohatera jakiegoś opowiadania >.< Weny.

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, jednak się nie dogadują :) Ale Theo był twardy, trzeba mu to przyznać, ciekawe ile wytrzyma. Kurcze mam nadzieję że Liamowi i Zainowi nie stanie się krzywda, tylko co tam robią wampiry dzieci? Jakieś znajomki Damona? Fajne to opowiadanie, czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały ☺

    OdpowiedzUsuń
  6. Hi! :D
    Chce tylko powiedzieć że rozdzial bardzo mi się podobał i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Nie komentuje za często jednak chce żebyś wiedziała że czytam każde Twoje opowiadanie. Nie ważne czy to twincest czy normalne. Choć teraz najbardziej oczekuje na kolejny rozdział opowiadania o Larry'm ♡
    Pozdrawiam i życzę Ci dużo weny ~

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej :) Napiszesz jakies ff o Larrym ale ze np Lou jest jego ojcem? Xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy Harry'ego

      Usuń
    2. Raczej wątpię, jestem beznadziejna we wcielaniu pomysłów innych w życie, ale kto wie? Może wpadnie mi do głowy jakiś pomysł i da się to pod to podciągnąć;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Jak mogłaś przerwać w takim momencie? Chcesz nas wykończyć? Mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać na kolejny rozdział, skoro przerwałaś w takim momencie.
    Kto uratuje Zaina i Liama? W ogóle jak Damon mógł zamienić w wampiry dzieci? Nie rozumiem go zupełnie, gdy zdaje mi się, że już coś wiem, to Ty piszesz taki rozdział, który zmienia całkowicie moją koncepcję, ale bardzo się z tego cieszę, bo w sumie to lubię być zaskakiwana :) Poza tym myślę, że jest to najlepsza cecha każdego autora :)
    Theo postawił się Damonowi i mam nadzieję, że będzie konsekwentny, aby pokazał mu, że nie może się tak szaro gęsić.
    Ciekawią mnie zasady rządzące to więzią, mam nadzieję, że coś wkrótce ujawnisz :)
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)
    P.S Myślałaś może, aby jakiś rozdział poświęcić Dennisowi i jego stwórcy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, Dennis i Jonas będą mieć swoje 5 minut:) Mam nadzieję, że ich wątek też Cię zaskoczy;)
      Na kolejny rozdział nie będzie trzeba długo czekać. Myślę, że tak 3-4 marca powinien już się pojawić na blogu.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Dzięki za dobre informacje :)
    Całe to opowiadanie jest na razie wielką niewiadomą, więc nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów :)
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiem, że to nieodpowiednie i pośpiech nie jest wskazany, ale od czwartku zaglądałam tu chyba z 70 razy. Nie trzymaj nas tak długo w niepewności, ja tu oszaleję. Dziękuje za dotychczasowe rozdziały i z niecierpliwością oczekuję następnych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy można spodziewać się nowego rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,
    Theo bardzo dobrze zrobił, że odmówił wmpirowi swojej krwi, ale czy to zwabienie Zaina i Liama to sprawka Deamona właśnie, aby się ugiął...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)