piątek, 30 grudnia 2016

10.Nie wracaj

Tego dnia John wrócił z pracy jeszcze bardziej zmęczony i zirytowany niż zazwyczaj. W pierwszej chwili Stiles pomyślał, że jakimś cudem jego tata dowiedział się o nocowaniu syna poza domem i jest na niego zły, że go o tym nie powiadomił. Gdy jednak John nic na ten temat nie powiedział, dziękując cicho za przygotowane przez syna jedzenie i biorąc się z apetytem za posiłek, Stiles zwątpił w swoje przypuszczenie.
- Coś się stało? – spytał, biorąc widelec z szuflady i siadając do stołu naprzeciwko ojca. Też był głodny. Po powrocie z lasu zjadł tylko szybkie śniadanie i wziął się za robienie obiadu wiedząc, że niedługo wróci jego tata. Stiles rzadko nie przygotowywał posiłków, a nawet jeśli, zawsze pisał ojcu esemesa, żeby wziął coś na wynos z jakiejś restauracji po drodze. – No, dalej… Wiem, że chcesz komuś powiedzieć – kusił Stiles.
John spojrzał na syna znad swojego talerza.

- Jestem pewny, że to tylko twoja wybujała wyobraźnia – odparł mężczyzna.
Stiles wywrócił oczami.
- Daj spokój, tato, przecież widzę, że coś cię gryzie.
John westchnął ciężko.
- Po prostu… - urwał i pokręcił głową. – Wczoraj po północy doszło do kolejnego morderstwa.
- Ale… alarm nie wył.
- Ugh. Wiem. Łowcy twierdzą, że ktoś celowo sabotował ich czujniki. – John wywrócił oczami. - Ja, Jordan i kilku chłopaków chcieliśmy zająć się sprawą morderstwa, ale szeryf nam nie pozwolił. Odesłał nas na komisariat i powiedział, że powierzy tę sprawę Argentom, bo to definitywnie robota dla nich. I naprawdę? Policja zostaje odesłana z miejsca zdarzenia, żeby cywile zajęli się ich pracą? Jak bardzo popieprzona jest ta sytuacja?
- Szeryf chyba dobrze zna Argentów, skoro tak bardzo im ufa – zauważył Stiles, chcąc wyciągnąć coś więcej od ojca.
- On i Gerard Argent to przyjaciele ze studiów. Szeryf jest przekonany, że jeśli ktoś może złapać bestię, to tylko oni.
- O ile bestia w ogóle istnieje.
John wzruszył ramionami. Był bardzo zmęczony. Podkrążone oczy, zapadnięte policzki i bladość skóry jasno to potwierdzały.
- Bestia czy nie, należy ją powstrzymać, zanim ucierpi więcej ludzi. Reszta chłopaków też nie jest zadowolona z tego, co się dzieje, ale w zaistniałych okolicznościach nie ma czasu na wykłócanie się z szefem. Prawdą jest, że Argentowie mają doświadczenie w polowaniu. Być może rzeczywiście uda im się złapać bestię, zanim narobi więcej szkód. Może po prostu jestem do nich uprzedzony…
Stiles uśmiechnął się lekko do taty.
- Nie ma nic złego w tym, że chcesz to wszystko zakończyć. Im dłużej bestia hasa na wolności, tym więcej jest ofiar.
- To prawda. – John westchnął ciężko. – Chciałbym, żeby to wszystko już wreszcie się skończyło. Nie wiem, jakim cudem jeszcze nie pojawili się tutaj federalni. Przez ostatnią dekadę nie było w tym mieście tylu zabitych i zaginionych…
John narzekał dalej. Trudno było mu się dziwić. Beacon Hills było małym miasteczkiem, liczącym kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Tak mała społeczność z reguły nie przysparzała policjantom większych problemów. Gdyby tylko jego tata miał większą władzę w policji… Stiles powiedziałby mu o wilkołakach i problem dałoby się o wiele szybciej rozwiązać. W zaistniałych okolicznościach nie wchodziło to jednak w grę. Jeśli Gerard Argent miał układy z Szeryfem, Stiles musiał wziąć pod uwagę to, że Szeryf nie był uczciwy i tuszował zbrodnie Gerarda. W takim wypadku wmieszanie ojca w cały ten cyrk mogłoby doprowadzić do jego śmierci, a tym Stiles nie zamierzał ryzykować.
Pod wieczór odezwał się Scott. Stiles grał w grę na komputerze, kiedy zadzwonił jego telefon.
- Hej stary, co jest? – spytał.
- Hej, masz ochotę na noc filmową ze mną i Allison? Wracamy właśnie ze sklepu z wałówą.
- Jasne, chętnie! – zgodził się ochoczo. Przez te całe wilkołacze problemy ostatnio poświęcał swoim przyjaciołom mało czasu. Wiedział, że spotkanie się z nimi dobrze im wszystkim zrobi, no i będzie mógł odpocząć od przeglądania akt. Może jego mózg sam mu podsunie rozwiązanie, gdy da mu trochę odsapnąć. – Mam coś przynieść?
- Nie, chyba wszystko mamy. Poza tym to i tak kolej Allison na robienie zakupów.
- Okej. Widzimy się za pół godziny?
- Jasne. Spotykamy się dzisiaj u Allison, okej? Ma wolną chatę.
- Jasne, już się zbieram i wychodzę.
- Do zobaczenia.
Stiles rozłączył się i odłożył telefon na biurko. Wyłączył grę i komputer, pozbierał swoje rzeczy i po chwili już siedział w samochodzie.
Allison rzadko miała dla siebie zupełnie wolną chatę, często pilnowała jej chociaż jedna osoba. Argentowie obawiali się jak mało kto, że bestia może po nią przyjść. Ciekawe, dlaczego?
Po dziesięciominutowej jeździe zaparkował pod domem swojej przyjaciółki. No, o ile mógł ją tak nazwać, w końcu nie byli aż tak blisko.
Scott otworzył mu drzwi i zaprosił go do środka.
- Wybraliście już film? – spytał Stiles, zdejmując buty.
- Mhm. Na szczęście Allison ma dobry gust, więc znowu pozwoliłem jej wybrać.
Stiles wywrócił oczami, ale cóż, nie mógł się spierać w tym względzie. Allison rzeczywiście miała dobry gust, jeśli chodzi o filmy i rzadko zmuszała Scotta do oglądania głupich romansideł. Jeśli decydowała się na tego typu film, to było to coś z jajami.
Usiedli w jej salonie na kanapie z miskami popcornu i chipsów i masą coli pod ręką i zabrali się za oglądanie. Allison była dziwnie cicha i co chwilę spoglądała w okno.
- Fajnie, że przyszedłeś – odezwał się w pewnym momencie Scott. Stiles spojrzał na niego zaskoczony. – Ostatnio ciągle gdzieś znikasz i jesteś strasznie tajemniczy. Masz kogoś? – wypalił Scott.
Stiles pomyślał o Dereku i mimowolnie się zarumienił. Scott uśmiechnął się, odbierając jego zachowanie jako potwierdzenie swoich przypuszczeń.
- Ha! Wiedziałem! – wykrzyknął.
Stiles ani myślał wyprowadzać go z błędu.
- Czemu tak właściwie nikogo tutaj nie ma? – spytał. – Wydawało mi się, że w tym domu ciągle ktoś jest.
- Nie próbuj zmieniać tematu! – Scott aż podskakiwał z ekscytacji. – Kto to jest? Z naszej szkoły? Ile jesteście razem? Znam ją?
Stiles zamrugał, patrząc na niego ze zdumieniem. W pierwszej chwili ani trochę nie rozumiał podekscytowania przyjaciela. Spojrzał na Allison, szukając u niej jakichś wskazówek, ale ona tylko uśmiechnęła się do niego w ten swój słodki sposób, ukazując dołeczki w policzkach. Naprawdę była piękna.
Nagle uświadomił sobie, że Scott odczuwał ulgę. Zawsze byli frajerami razem, a po spiknięciu się z Allison trochę odstawił go na drugi plan. Widocznie było mu źle z tym, że on sobie kogoś znalazł, a jego najlepszy przyjaciel nie. Pewnie dlatego bardzo się ucieszył, kiedy na horyzoncie pojawił się też ktoś dla Stilesa.
Stiles zagryzł dolną wargę, drapiąc się po policzku. Nie miał nikogo, a i nie chciał kłamać. Najlepsze kłamstwa są jak najbardziej zbliżone do prawdy. Gdyby powiedział, że kogoś ma, Scott chciałby poznać tę dziewczynę, a takiej możliwości nie było. Poza tym, była to też okazja, żeby… oswoić Scotta z inną myślą.
- Ugh… tak właściwie to…
- No? Dawaj, dawaj, czekamy! – ekscytował się Scott.
Stiles westchnął.
- To nie jest dziewczyna.
- Coo?! – Scott zrobił wielkie oczy.
Allison zachichotała. Nie wyglądała na zaskoczoną.
- Masz faceta? – spytała.
Stiles skrzywił się. Gdyby to było takie proste.
- To za dużo powiedziane? To znaczy… Jest chłopak, który mi się bardzo podoba, ale… nie sądzę, żebym miał szansę.
- Kto to jest?
- Ugh, nie znasz. Poza tym, wolałbym nie wyjawiać jego danych.
- Jak wygląda? – spytała Allison. – Jest przystojny?
- Bardzo. – Stiles uśmiechnął się.
- Blondyn? – spytał Scott z wielkim bananem na twarzy.
Stiles pokręcił głową.
- Brunet. – Wiedział, że nie dadzą mu spokoju, więc kontynuował. – Ma ciemne, krótkie włosy, trochę dłuższe niż moje. Umm, oczy zielono-brązowe. Jest trochę wyższy ode mnie, umięśniony i… No po prostu zajebisty! – dodał na koniec, rumieniąc się mocno.
- Awww! – Allison też udzieliła się ekscytacja jej chłopaka. – Porządnie cię walnęło, co?
- Pewnie i tak jest hetero… - dodał ponuro. – I chyba nie za bardzo mnie lubi.
- Kto się czubi, ten się lubi – skomentowała Allison.
- Gadałeś z nim?! – spytał Scott.
- Taa. Nie jest specjalnie rozmowny, ale dla mnie okej. – Wzruszył ramionami. – Ja mogę gadać za nas dwóch.
- Musisz mi go pokazać!
- Ugh, może kiedyś…
Jak już Argentowie sobie stąd pojadą, dodał w myślach.
Dotarło nagle do niego, że sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż mu się początkowo wydawało. Bo co, jeśli Gerard i Chris Argent nie dbają o to, kto zabija, tylko chcą zabić wszystkie wilkołaki w okolicy? Co, jeśli nie spoczną, dopóki tego nie zrobią? Wataha będzie musiała walczyć z nimi na śmierć i życie. Wtedy albo przeżyją jedni, albo drudzy. Tak czy siak, skończy się rzeźnią. Cała ich nadzieja w tym, że Argentowie przestaną, gdy zostanie złapany prawdziwy morderca. Jeśli nie…
Westchnął cicho. Na samą myśl o śmierci wilkołaków, które poznał w lesie krajało mu się serce. Nie zamierzał do tego dopuścić. Jeśli było coś, co mógł zrobić, żeby im pomóc… Zrobi wszystko. Byleby przeżyli.
Byle Derek żył.
A mówią, że zauroczenia nie są niebezpieczne, pomyślał ponuro. To konkretne najprawdopodobniej mnie zabije, dodał po chwili.
- Nie smuć się! Jestem pewien, że ten koleś też cię lubi, tylko nie wie, jak ci to okazać! – powiedział Scott z szerokim uśmiechem. – Możemy razem wymyślić jakiś plan uwiedzenia go.
Stiles zaśmiał się. Scott był beznadziejny w tego typu rzeczach i obaj o tym wiedzieli.
Allison spojrzała w okno i westchnęła cicho.
- Coś się stało? Jesteś dzisiaj trochę nerwowa. – Stiles zmienił temat.
Scott objął swoją dziewczynę ramieniem.
- Jej rodzina poszła do lasu zapolować na bestię – powiedział. Stiles poczuł, że nagle wszystkie kolory odpływają z jego twarzy i momentalnie robi się biały na twarzy. Serce zaczęło mu bić w piersi jak szalone. – Wreszcie dostali broń, na którą czekali czy coś… Allison po prostu się martwi, że jej tacie i mamie może się coś stać. Poza tym…
Stiles już nie słuchał.
- Kiedy pojechali? – przerwał mu.
- Prawie godzinę temu. Mieli się przegrupować w magazynach na obrzeżach i…
Stiles był już w połowie drogi do drzwi.
- Stiles! Stiles, co ty wyprawiasz? Gdzie ty…?
Wybiegł przez przednie drzwi i dosłownie rzucił się na swój samochód. Wycofał pospiesznie z podjazdu i popędził w stronę lasu. Próbował dodzwonić się do watahy i ich ostrzec, ale nikt nie odbierał. Albo akurat nikogo nie było przy telefonie, albo łowcy już zaatakowali.
Nie, nie, nie, nie, myślał spanikowany. Nie mogli dopaść watahy. Po prostu nie. Peter i Derek i Laura i nawet reszta potrafili walczyć. Z pewnością sobie poradzą. Muszą.
Stiles minął samochody łowców zaparkowane przed lasem i skręcił w leśną drogę która prowadziła prawie pod sam dom Hale’ów.
Było za późno.
Wiedział, że już było za późno…
Zacisnął mocno zęby i przyspieszył. Był jakiś kilometr od celu, kiedy zauważył postacie w lesie. Zatrzymał się pospiesznie i spojrzał w tamtą stronę. Jakieś trzydzieści metrów od niego grupa łowców strzelała w stronę szarżujących wilków. Z tej odległości ciężko było określić, który z Hale’ów walczył. Był w stanie rozpoznać tylko Laurę, której postura od razu rzucała się w oczy.
Laura uniosła jedną ciężką łapę i machnęła nią na łowcę jak kot, powalając go na ziemię z ogromną siłą. Zaryła głośno, dając kolejny sygnał do ataku.
Stiles wysiadł z samochodu i zamknął cicho drzwi. Wiedział, że robi błąd, idąc tam, ale nie mógł tak po prostu siedzieć i patrzeć na to, co działo się w lesie.
Zamknął cicho drzwi i ostrożnie wszedł między drzewa tak, żeby łowcy go nie zauważyli. Zarzucił na głowę kaptur z nadzieją, że to pomoże mu się ukryć.
Łowcy wycofali się odrobinę. Część z nich strzelała z łuków i kuszy z daleka, część z broni. Praktycznie wszyscy starali się zachować odległość wiedząc, że jeśli pozwolą wilkom podejść za blisko, są trupami.
Stiles nie wiedział, jakim cudem stado tak dobrze komunikowało się ze sobą w formie wilków, ale wyraźnie było widać ich współpracę. Podczas gdy Laura ściągała tych najbardziej wysuniętych i niebezpiecznych łowców, reszta stada skrupulatnie próbowała otoczyć pozostałych łowców, tym samym odcinając im drogę ucieczki. Cora rzuciła się na jednego, szykującego się do strzału łowcę, powalając go na ziemię i rozrywając mu gardło. Stiles czuł, że robi mu się niedobrze.
Kolejny czarny wilk rzucił się na innego łowcę. Zapiszczał, kiedy dwie strzały trafiły go w bok, ale nie przestał wgryzać się w rękę łowcy, którego powalił na ziemię.
Laura zawyła z bólu, odskakując od Chrisa Argenta i niemal od razu atakując po raz kolejny.
Wataha zdołała obezwładnić co najmniej połowę napastników, ale sama też nie wyszła z tego bez szwanku. Na jasnym futrze przemienionych wilkołaków widać było sporo śladów krwi. Isaac miał rozerwany bok i wyraźnie kulał, ale warczał tak samo jak pozostałe. Stiles aż bał się pomyśleć, jakie rany mógł odnieść Derek, Peter, Cora czy Laura, których futro uniemożliwiało zlokalizowanie jakichkolwiek ran z takiej odległości.
Kilku łowców miało jeszcze amunicję, co skrzętnie wykorzystywali, strzelając do ranionych wilków. Niektóre kule niestety trafiały do celu.
Gerard, Chris i jeszcze jeden łowca skupili całą uwagę na Laurze, która mimo wszystko dzielnie szła przed siebie, zupełnie jakby kule nie robiły na niej wrażenia. Udało jej się powalić Chrisa Argenta na ziemię, uderzając go bokiem i zamachnęła się łapą na stojącego przy Gerardzie mężczyznę. Ten padł na ziemię, wyjąc z bólu  i zasłaniając twarz. Kątem oka Stiles zauważył ciemnowłosą postać skradającą się lasem. Po kształtach ocenił, że jest to kobieta.
Ze zdumieniem zobaczył, jak ta rozpędza się i biegnie prosto na pole walki.
Jeden z czarnych wilków uniósł pysk znad swojej ofiary. Gerard zdołał uchylić się przed atakiem Laury i jakimś cudem wyprowadził własny atak, uśmiechając się okrutnie. Odsunął się o krok, jakby robiąc komuś miejsce.
W następnej chwili kilka rzeczy stało się na raz.
Peter dopadł do Laury i wgryzł się w jej gardło, powalając ją całkiem na ziemię. Ciemnowłosa kobieta z trudem wyhamowała tuż przed samą polaną, obróciła się na pięcie i z nadludzką prędkością zniknęła między drzewami.
Peter zawył głośno, a potem warknął przerażająco i rzucił się na Gerarda. Victoria Argent opróżniła cały magazynek, próbując go powstrzymać. Czas, który dała Gerardowi był wystarczający, żeby mężczyzna uniknął ataku szarżującego wilka. Ktoś dał sygnał do odwrotu i ci, którzy byli w stanie, zaczęli się wycofywać.
Peter bezlitośnie zabijał każdego, kto wpadł mu pod łapy. W ostateczności tylko około piątka łowców zdołała zbiec z polany, ścigana przez Petera. Żaden z pozostałych wilków za nim nie podążył.
Stiles odczekał chwilę i z sercem w gardle zbliżył się bardziej do miejsca, w którym doszło do starcia. Zakrył usta dłonią. Zapach krwi był tak dławiący, że brało go na wymioty.
Wilki zebrały się przy Laurze, szturchając ją pyskami i próbując wymusić jakąś reakcję, ale nie robiły tego zbytnio przekonująco. Patrząc na gardło Laury, nie dziwił się. Cały przód jej szyi był wyrwany. Nawet wilkołak Alfa nie byłby w stanie przeżyć czegoś takiego.
Isaac przemienił się w człowieka, przyciskając rękę do swojego poszarpanego boku. Spomiędzy jego palców ciekła krew. Oddychał ciężko i był wyraźnie zmaltretowany. Niektóre z jego ran już się zabliźniły, ale sporo jeszcze krwawiło.
- Stiles? Co ty tutaj robisz?! – spytał, patrząc na niego.
- Allison… - wymruczał, zerkając na Laurę i poległych łowców. Było mu coraz bardziej niedobrze. – D-dowiedziałem się, że planują a-atak. Chciałem was os-strzec, ale…
- Oddychaj. – Erica złapała go za rękę i odciągnęła jak najdalej od ciał. W końcu Laura nie była jedynym trupem leżącym na polanie.
Stiles oparł się o pobliskie drzewo, próbując się uspokoić. Zamknął oczy i zaczął powoli liczyć do dziesięciu. Wypuścił powietrze powoli i nabrał je ponownie w płuca. Miał nadzieje, że zaraz się obudzi i to wszystko okaże się tylko złym snem.
Nagle na polanie pojawił się Peter już w swojej ludzkiej postaci. Erica spojrzała na niego podejrzliwie.
Derek od razu go zaatakował. Peter uchylił się przed ciosem z niemałym trudem. Obaj byli pogruchotani po walce z łowcami.
Derek nie rezygnował i w końcu zdołał trafić szczękę swojego wuja pięścią.
Kolejny atak Peter już zdołał powstrzymać.
- Uspokój się! – warknął. Jego oczy zaświeciły się na czerwono, wyraźnie chcąc zmusić Dereka do poddania się, ale ten ani myślał przestać. – Derek! – krzyknął Peter.
Stiles nie wiedział, co o tym myśleć.
Laura nie żyła.
Peter był… alfą? I dlaczego…?
Nic już nie miało sensu.
- Derek! – spróbował Peter po raz kolejny, ale Derek tylko na niego zawarczał i ponownie go zaatakował.
Reszta tylko stała i przyglądała się. Boyd, Erica, Isaac, Cora… Wszyscy z trudem patrzyli na walkę. Erica zacisnęła dłoń na bicepsie Stilesa, wbijając mu w skórę paznokcie. Stiles zawył z bólu, próbując się wyrwać. Erica nawet nie zareagowała.
Peter zdołał uderzyć Dereka z łokcia w twarz i podciąć mu nogi. Złapał go za włosy, odchylając jego głowę do tyłu i przyłożył pazury drugiej dłoni do jego gardła.
- Derek… Uspokój się. – Głos Petera drżał z ledwo hamowanej furii. Stiles przeczuwał jednak, że nie jest ona skierowana w stroję Dereka. Derek szamotał się jeszcze, więc Peter dodał: - Proszę.
Zapada cisza. Z gardła Dereka wyrwał się ciszy szloch. Stiles poczuł ucisk w sercu. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, co mężczyzna właśnie czuł.
- Zabiłeś moją siostrę! – wycedził Derek, próbując powstrzymać łzy. – Zabiłeś Laurę! Zabij nas wszystkich i oszczędź fatygi łowcom!
- Nie bądź śmieszny! – skomentował Peter. Widząc, że wola walki przeszła Derekowi, puścił go. Brunet oparł się rękami o ziemię, pociągając nosem i szlochając cicho. – Nie miałem wyjścia – powiedział.
- Co masz na myśli? – spytał Boyd. Cora patrzyła na Petera z wyraźną złością. Isaac trzymał ją za nadgarstek, zapewne powstrzymując ją przed rzuceniem wyzwania Peterowi.
- Był tutaj inny wilkołak – powiedział Peter, zaciskając dłonie w pięści. – Gdybym pozwolił mu na odebranie Laurze mocy, nasza wataha przestałaby istnieć.
- Dobra wymówka! – syknęła Cora.
- Właściwie to… Peter chyba mówi prawdę – wtrącił Stiles.
Cała wataha spojrzała na niego.
Gdzieś w oddali zagrzmiało. Kilka sekund później spadły pierwsze krople deszczu.
- A skąd ty się tutaj w ogóle wziąłeś? – spytał Boyd.
- Allison Argent to dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela. Powiedziała mi o tym, że jej rodzina zamierzała wejść do lasu. Chciałem was ostrzec, ale było już za późno – wyjaśnił. – Nie widziałem wilkołaka… To znaczy, nie wiem, czy ta kobieta była wilkołakiem… ale jakaś babka biegła w stronę Laury. Peter dotarł do niej pierwszy. Gdy to zobaczyła, zawróciła i pobiegła do lasu.
Isaac pokręcił głową.
- Nawet jeśli, nie damy rady jej wytropić. Zbyt dużo zapachów.
- A deszcz zmyje resztę śladów – dodała Cora, kręcąc głową.
- Musimy wracać. Liam na pewno jest zaniepokojony. Tam porozmawiamy o tym, co się stało – zarządził Peter.
Stiles zagryzł dolną wargę. Derek podszedł do Laury i ostrożnie wziął ją na ręce. Łzy torowały sobie drogę po jego pobrudzonych krwią i ziemią policzkach. Patrząc na niego Stiles sam miał ochotę płakać.
Nie tylko Derek był dotknięty tragedią. Cala wataha zdawała się przygaszona. Cora ukrywała twarz, po kryjomu ocierając łzy. Nawet Peter wyglądał na przytłoczonego tym, co się stało. Stiles jeszcze nigdy nie widział ich w takiej rozsypce.
- Co z nimi? – spytała Erica, pokazując na łowców, którzy nie byli w stanie sami pozbierać się z ziemi.
- Ten tutaj żyje – skomentował Isaac, odwracając jednego stopą na plecy. Łowca jęknął z bólu.
- Dobij – rzucił Peter, krzywiąc się.
Stiles spojrzał na niego szeroko rozwartymi oczami.
- Żartujesz sobie? Chcesz go tak po prostu zabić? – wykrzyknął.
- Masz coś przeciwko? – Peter uniósł jedną brew, niezadowolony z tego, że Stiles się odezwał.
- Tak i to całkiem dużo! Nie możecie go tak po prostu wykończyć!
- Bo?
- Bo nie i już!
W mgnieniu oka Peter już był przy Stilesie, trzymając go za gardło wysoko nad ziemią.
- Jesteś pewny, że chcesz jeszcze coś powiedzieć?
Derek zaczął warczeć, patrząc na Petera z rządzą mordu.
- Puść go! – powiedział. Był wyraźnie na granicy furii.
Stiles próbował poluźnić uścisk Petera na swoim gardle, machając nogami w powietrzu, ale wilkołak był zbyt silny. Nastolatek czuł, że powoli brakuje mu powietrza.
- Drugi raz nie powtórzę! – dodał Derek.
Peter prychnął. Stiles widział już czarne plamy tańczące mu przed oczami. Podejrzewał, że niedługo straci przytomność, jeśli wilkołak go nie puści.
- Nie przyjmuję od ciebie rozkazów, drogi siostrzeńcze.
Mimo swoich słów, Peter zabrał rękę. Stiles opadł na ziemię, wciągając gwałtownie powietrze i kaszląc.
- Dobij! – polecił po raz kolejny nowy alfa.
- Jeśli go zabijesz będziesz dokładnie taki sam jak Gerard i jego świta – wtrącił Stiles chrapliwym głosem, bo hej, nie był typem osoby, którą łatwo dało się zastraszyć. I która potrafiła się zamknąć, choćby od tego zależało jej życie.
- Zgadzam się ze Stilesem – powiedziała Cora, patrząc na wuja wyzywająco.
- Ja też – poparł ją szybko Isaac.
- I ja – dodała Erica.
Derek nie skomentował, ale było widać, po czyjej jest stronie. Stiles był zaskoczony, że reszta stada go poparła. Nie sądził, że tak chętnie będą chcieli pomóc łowcy. Szybko jednak dotarło do niego, że nie ma to nic wspólnego z chęcią ratowania czyjegoś życia, o nie. Wilkołaki były wściekłe za to, że Peter zabił ich alfę. Mało tego, stał się kolejnym przywódcą. Wilki poparły Stilesa w kwestii rannego łowcy, bo chciały mu zrobić na złość. Pewnie gdyby Peter zarządził, żeby go uratować, wilkołaki zarządziłyby, żeby go dobić.
Sytuacja w stadzie stawała się coraz gorsza. Wcześniej wilkołaki były wściekłe, że zabijano je bez powodu i że musiały się ukrywać w lesie jak przestępcy, ale chociaż miały siebie nawzajem. Teraz doszło do rozłamu. Pojawił się przywódca, który na wstępie zrobił coś, co sprawiło, że nikt mu nie ufał.
I z jakiegoś powodu Stiles miał dziwne wrażenie, że wszystko idzie dokładnie tak, jak ktoś sobie zaplanował.
Deszcz przybrał na sile, więc nie mając innego wyjścia, stado musiało wracać. Stiles i Boyd sprawdzili puls pozostałych ofiar. Jeszcze jeden łowca miał wystarczająco dużo szczęścia i udało mu się przeżyć, aczkolwiek Stiles nie sądził, żeby mężczyznę dało się uratować. Tak czy siak, Boyd zarzucił go sobie na plecy i zniknął między drzewami. Stiles wsiadł w samochód i pojechał pod dom Hale’ów, docierając tam prawie na równo z wilkołakami.
Liam wybiegł z domu, pytając jak wygląda sytuacja, ale nikt mu nie odpowiedział.
- Co z nimi zrobimy? – spytał Isaac, wskazując głową łowców.
- Możecie się nimi pobawić w piwnicy – rzucił Peter z niesmakiem. Bez ostrzeżenia przemienił się w wilka i pobiegł w kierunku jeziora. Derek położył Laurę na drewnianym stole pod zadaszeniem i nakrył ją ciemną poszewką. Nikt nie chciał wracać do tego, co stało się chwilę wcześniej.
Stiles zagryzł dolną wargę i pokręcił głową. Nie chciał się odzywać, żeby tylko nie pogarszać sprawy. Już i tak za dużo się wtrącił. W stadzie prowadzonym przez Laurę czuł się bezpiecznie. Skoro jednak władzę przejął Peter…
Wziął z łazienki apteczkę i inne potrzebne rzeczy do udzielenia dwóm rannym pierwszej pomocy. Zbytnio się na tym nie znał, ale coś musiał zrobić. Nie zamierzał tak po prostu pozwolić im umrzeć.
W piwnicy z jakiegoś powodu stało dość spore łóżko. Boyd wytrzepał materac i pościel z kurzu.
- Dasz sobie radę? – spytał.
- Taa.
Wilkołak zostawił go samego z rannymi łowcami. Stiles najpierw zabrał się za tego, który był w gorszym stanie. Nie sądził, żeby Peter pozwolił mu zabrać ich do szpitala, więc musieli się zadowolić jego pomocą.
Zsunął mu kamizelkę z ramion i rozciął nasiąkniętą krwią koszulkę. Omal nie zwymiotował na widok czterech długich ran zaczynających się od obojczyka i kończących się tuż za żebrami. Stiles podejrzewał, że gdyby nie one, to facet już by nie żył.
Nawet nie był pewny, czy był jakiś sens w próbowaniu czegokolwiek. Te rany zdecydowanie wymagały szwów, których on nie umiał ani nie mógł założyć. Jedyne, co mógł zrobić to zdezynfekować ranę i zabandażować ją na tyle mocno, żeby powstrzymać jako tako krwawienie. Ręce mu się trzęsły, kiedy zabrał się do pracy. Czuł, że nie ma to wielkiego sensu, ale musiał coś zrobić. Nie chciał mieć tego faceta na sumieniu, zwłaszcza że ten nie był od niego o wiele starszy. Facet mógł mieć jakieś dwadzieścia pięć lat. Był za młody, żeby umrzeć.
- Kurwa – zaklął Stiles.
Połatał obu mężczyzn najlepiej jak mógł i zostawił ich w piwnicy. Nie mógł zostać z nimi na noc, musiał wracać do domu. O ile, w ogóle, pozostał niezauważony. Jeśli ktoś go przyłapie na kursowaniu po lesie, będzie kolejnym celem łowców, nad którym nikt się nie zlituje.
- Okej? – spytał Derek, łapiąc go za ramię przy drzwiach. Był już ubrany i umyty. Nic nie wskazywało na to, że jakąś godzinę wcześniej stoczył bój na śmierć i życie.
- Taak. Muszę wracać do domu, robi się późno – odparł.
- Pojadę z tobą – powiedział wilkołak. Zapewne wiedział, że jeśli Stiles został lub zostanie zauważony, powrót do domu nie wchodził w grę. Wjechanie samochodem do lasu nie było jego najmądrzejszym pomysłem.
Stiles spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Na pewno? Będziesz musiał wrócić tutaj na pieszo.
- Dam sobie radę.
- Okej.
Cała droga minęła w ciszy. Przed wyjazdem z lasu Derek wysiadł i sprawdził okolicę. Po jakichś dziesięciu minutach zapukał w szybę od strony kierowcy.
- I? – spytał Stiles, opuszczając szybę.
- Czysto – odparł wilkołak, nachylając się do niego. – Ale i tak uważaj. Możliwe, że zauważyli cię wcześniej.
Stiles szczerze w to wątpił, ale skinął na znak zgody. Lepiej przekalkulować w tę stronę niż drugą.
- Co teraz? – spytał cicho nastolatek.
Derek uśmiechnął się niewesoło.
- Jesteś jedyną osobą, która wierzy, że mamy jakiekolwiek szanse – powiedział Derek. – Zejdź na ziemię, Stiles. Myślisz, że dlaczego patrolujemy lasy tak wybiórczo? Czemu tak mało czasu poświęcamy na ułożenie jakiegoś planu działania? Jesteśmy trupami. Od miesięcy tylko odwlekamy nieuniknione. – Urwał na chwilę i zmarszczył brwi. Spojrzał nastolatkowi prosto w oczy. – Jedź do domu i zapomnij o naszym istnieniu. – Stiles otworzył usta, chcąc zaprotestować, ale Derek mu nie pozwolił. – Mówię poważnie. Nie wracaj więcej do lasu. Nie wtrącaj się. Nie wiem, dlaczego w ogóle dla nas ryzykujesz życiem, ale to nie jest tego warte. Nikt nie będzie miał ci za złe, jeśli się wycofasz.
- Nie mogę tak po prostu… - próbował zaprotestować z lekkim oburzeniem, ale Derek szybko mu przerwał, łapiąc go dość brutalnie za koszulkę na piersi, i pociągnął w swoją stronę. Stiles wydał z siebie nieartykułowany odgłos, przekonany że Derek zaraz stłucze go na kwaśne jabłko za sprzeciwianie mu się, ale zamiast tego poczuł ciepłe, miękkie wargi przylegające do jego własnych.
Stiles otworzył usta, próbując coś powiedzieć, ale był zbyt zszokowany. Derek złapał go za kark, przyciągając jeszcze bliżej i wsunął język między rozchylone wargi nastolatka. Po krótkiej chwili, podczas której cała krew z mózgu zdążyła już spłynąć Stilesowi między nogi, Derek zabrał ręce i odsunął się.
Stiles odruchowo złapał go za ramię i nie pozwolił mu na to, podnosząc się z siedzenia i całując go mocno. Nie był jeszcze do końca pewny, co się dzieje, wiedział tylko jedno – chciał, żeby ten pocałunek nigdy się nie skończył.
Tym razem to Derek wydawał się zaskoczony, ale szybko się pozbierał i oddał pocałunek. Stiles nie wiedział, ile czasu ich języki tańczyły ze sobą, poznając się z wyraźną ekscytacją. Był przekonany, że będzie się czuł niezręcznie albo zrobi coś głupiego i kompletnie się sfrajeruje, ale… Czuł tylko, że serce bije mu w piersi jak oszalałe, no i spodnie zrobiły się zdecydowanie za ciasne i od niewygodnej pozycji bolał go już kark. Mimo tego nie zamieniłby tej chwili na żadną inną ze swojego życia.
Brakowało mu już tchu, kiedy Derek przerwał pocałunek i mimowolnie oblizał wargi. Patrzyli na siebie w ciszy przez dłuższą chwilę. Stiles wiedział, że jego twarz jest cała czerwona i nie wygląda to zbyt ładnie, ale miał to gdzieś. Derek pierwszy go pocałował. Może więc choć raz Stiles nie zrobi z siebie w takiej sytuacji frajera. No i jeszcze nie przejechał mu po stopach, więc… No. Nie, żeby w jego życiu było sporo takich sytuacji. Z całowaniem, rzecz jasna.
Derek zrobił krok w tył, odsuwając się od samochodu i wsuwając ręce w kieszenie.
- Nie wracaj tutaj – powtórzył Derek po raz kolejny. – Zastanów się, co przeżywałby twój ojciec, gdybyś zginął i to w dodatku w tak głupi sposób.
Z tymi słowami odwrócił się i wszedł do lasu. Po chwili już go nie było.
Stiles był tak zszokowany tym, co się właśnie stało, że w pierwszej chwili nawet nie dotarły do niego słowa wilkołaka. Po głowie chodziło mu tylko „Derek Hale mnie pocałował”, „Derek Hale mnie pocałował”, „i to z własnej nieprzymuszonej woli, łał” i „o kurwa DEREK HALE MNIE POCAŁOWAŁ! MNIE!”.
Minęło kilka dobrych minut, nim jego mózg zarejestrował, że powinien stąd jak najszybciej odjechać, zanim pojawi się ktoś, kto będzie chciał mu zrobić krzywdę. Drżącą ręką wbił jedynkę i ruszył w drogę do domu, mając w głowie kompletną sieczkę.

- Nie żyje?
- To właśnie powiedziałem – mruknął Danny z lekką irytacją. – Słuchasz mnie w ogóle?
- Jasne, po prostu… jestem zaskoczony.
- Egh… nie jestem pewien, czy chodziło o tego faceta, ale to jedyny „Matt”, jakiego udało mi się znaleźć. Ben Winston musiał podskoczyć kilku nieodpowiednim ludziom, bo zadźgali go w więzieniu kilka dni temu. W każdym razie, Matt Gallagher został wyłowiony martwy z jeziora ponad dwa miesiące temu. Siniaki na jego szyi wskazują, że ktoś go utopił i zostawił ciało. Sprawca musiał być przekonany, że nie połączą go w żaden sposób z morderstwem, skoro nawet nie starał się ukryć ciała. Policja ciągle go szuka.
Coraz ciekawiej, pomyślał Stiles z westchnieniem.
- Nikogo o ksywce „Kitty”?
- Nie. Ale jest inna ciekawa rzecz. Matt żył na kreskę przez całe życie. Pieniądze się go zbytnio nie trzymały. Gdy tylko coś miał, od razu to tracił i jeszcze się zadłużał. Tym bardziej możesz sobie więc wyobrazić zaskoczenie policji, gdy podczas przeszukiwania jego mieszania udało im się znaleźć pięćdziesiąt tysięcy w gotówce zaszytej w jednej z poduszek i broń wartą niemałą sumkę. Próbowałem dokopać się po numerach do osoby, która mu ją sprzedała, ale jest z tym masa roboty i jeszcze nie udało mi się tej osoby wyśledzić.
- Czyli… Matt zrobił coś, za co zapłacono mu okrągłą sumkę, ale nie zdążył tego wydać, bo zaraz pozbyli się świadka. Był jednak wystarczająco sprytny, żeby dobrze ukryć pieniądze i dzięki temu nie pozwolił zatrzeć mordercy wszystkich śladów.
Danny wzruszył ramionami.
- Prawdopodobnie. Jest jeszcze kilka innych opcji, ale też skłaniałbym się właśnie ku tej wersji wydarzeń.
Stiles spojrzał na datę śmierci Matta. Wiedział, że to ten sam facet, który brał udział w napadzie na sklep komputerowy. Podejrzewał też, że Ben Winston żył tak długo tylko dzięki temu, że został aresztowany i mieli problem, żeby go sprzątnąć. Wyglądało jednak na to, że i jego dorwano. Oznaczało to, że albo owa „Kitty” była już trupem, albo mózgiem całej operacji.
- Po co ci to w ogóle? – spytał Danny.
Stiles westchnął i wyjaśnił.
- Matt był tym facetem, który mnie postrzelił. Jeśli spojrzysz na daty to zobaczysz, że było to kilka dni przed jego śmiercią.
Danny uniósł brwi.
- Myślisz, że to jest ze sobą jakoś połączone?
Teoretycznie nic na to nie wskazywało. Stiles już dawno zostawiłby tą całą sprawę w spokoju, gdyby nie pendrive. Dałby sobie uciąć głowę, że nie miał go przed napadem na sklep. Ktoś musiał mu go podrzucić później. Była, oczywiście, opcja, że zrobiono to w szpitalu, ale jakoś nie chciał w to wierzyć. Gdyby tylko wiedział, jak wyglądała ta cała „Kitty”…
Zazwyczaj miał dobry instynkt i postanowił mu ufać. Nie zmieniało to jednak faktu, że szukanie dalej w tym kierunku nie miało sensu. „Kitty” była nieuchwytna, a nic poza pendrivem – o którym nie zamierzał mówić Danny’emu – nie łączyło tego z wilkołakami.
Pokręcił głową.
- Sprawdź tylko te numery. Nic więcej z tego i tak nie wyciśniemy – powiedział. – I dzięki za pomoc.
Danny spojrzał na niego z irytacją.
- To już ostatni raz, okej? I nie nasyłaj na mnie więcej Scotta! Serio, dzień, w którym się zorientowałeś, że mi się podoba, to najgorszy dzień w moim życiu.
- Oj, przestań, nie mogło być aż tak źle!
Danny prychnął, zarzucając sobie torbę na ramię.
- Jasne, tylko łazisz za mną za każdym razem, jak nie możesz się gdzieś dostać. Po prostu… ugh! Poszukam jeszcze, skąd Matt wytrzasnął broń, ale to tyle. Rozumiemy się?
- Jak słońce. – Stiles uśmiechnął się szeroko.
- I tak ci nie wierzę – rzucił Danny. Odwrócił się i poszedł, kręcąc głową.
Stiles spojrzał jeszcze raz na kartki z informacjami, które Danny’emu udało się znaleźć. Sytuacja robiła się coraz poważniejsza.

Być może nadszedł czas, żeby powiedzieć o tym wszystkim Scottowi?


***
Hej:) 
Dzięki za życzenia i komentarze, znalazłam ich zaskakująco dużo pod ostatnim rozdziałem :) Najlepszy prezent na święta ^^
Mam mieszane uczucia co to tego rozdziału, ale to może dlatego, że przeczytałam go przed chwilą na szybko. Tak czy siak, czekam na Wasze opinie i ewentualne sugestie. Piszę na bieżąco, więc Wasze komentarze mogą mi pomóc ulepszyć fabułę;)
Co do kolejnych rozdziałów... Postaram się, by pojawiały się faktycznie co 8-9 dni, jak to tej pory, ale czeka mnie 6 ciężkich tygodni i nie mam pojęcia, jak to będzie i na ile będzie mi się chciało siedzieć i pisać tego kolosa. Będę się starała Was informować o ewentualnych poślizgach i tak dalej, chcę tylko zaznaczyć, że dodawanie rozdziałów może zająć mi trochę więcej czasu niż dotychczas.
Nie przynudzając więcej... Dajcie znać, co myślicie o rozdziale - i jednocześnie siłę napędową, żebym spłodziła kolejny w najbliższym czasie - i na koniec życzę Wam jeszcze szczęśliwego Nowego Roku! Bawcie się dobrze i bezpiecznie!
Pozdrawiam!

9 komentarzy:

  1. No to cudnie, będzie się działo już widzę jak Stiles grzecznie słucha Dereka i zamyka się w ciepłym domku. No i jeszcze ten pocałunek to jak przynęta:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po prostu jedno wielkie WOOOOW! Pierwszy pocałunek Stereka...w końcu! I nie miej żadnych wątpliwości! Rozdział boooski, nie mogę sie juz doczekać kolejnego :D akcja sie coraz bardziej rozwija, i jak wiadomo słowa Dereka nic nie dadzą, Stiles i tak wróci xd Pozdrawiam i życzę baaaardzo duuuzo weny ! ;* oraz Szczęśliwego Nowego Roku , wróć do nas cala i zdrowa :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak czułam, że rozdział wleci dzisiaj (sprawdzałam stronę główna 4 razy) <3 Wow, akcja naprawdę się rozkręca i jest świetna!

    OdpowiedzUsuń
  4. No własnie tak sądziłam, ze uraczysz nas dzisiaj rozdziałem <3 po co w ogóle pytasz, rozdział jest swietny! znalazłam parę literówek, ale to nic. Teraz czuje smutek, ze muszę czekać tak długo na kolejne rozdziały :C A fabuła tak poleciała, że nie da się przejść obojętnie, koło tego opowiadania ;_; dużo weny, i czasu na pisanie! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak miło zacząć dzień rozdziałem mojego ulubionego opowiadania :D Co do samego rozdziału, to jest dobrze. Naprawdę bardzo dobrze. Zwłaszcza pocałunek, jejku :D To było takie gorące! Nienawidzę Petera i mam nadzieję, że Derek co zabije i sam zostanie alfą :))) Nie mogę się doczekac nowego rozdziału i mam nadzieję, że pojawi się dość szybko :D Życzę weny! Dużo weny i masę świetnych pomysłów. I wszystkiego najlepszego w nowym roku! Zwłaszcza zdrowia :*
    I Stiles jest bardzo kanoniczny, udał Ci się :D A sam Derek jest bardzo seksowny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Akcja, walka, śmierć i całus. Rozdział nie mógł być lepszy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo wciągająca ta historia, ciekawe kim jest ta kobieta? Czy ci łowcy których opatrywał Stilles przeżyją? Mogliby przeżyć to może by się przekonali że wilkołaki nie są takie złe. Wygląda na to że to Gerard ma jakąś obsesję, pewnie współpracuje z tą Kitty. Tylko jaki mają cel? Trochę się obawiam czy Stilles powinien powiedzieć Scottowi bo z jednej strony mógłby być wsparciem i może nawet Allison by była po ich stronie? ale z drugiej to wszystko może dotrzeć do łowców i będzie jeszcze gorzej...
    I w końcu był pocałunek!!! Derek pewnie chciał się pożegnać ale chyba jeszcze nie zna Stillesa zbyt dobrze, bo to nie chłopak, który rezygnuje 😀 Super rozdział 😃Dziękuję bardzo i szczęśliwego Nowego Roku życzę 😚

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział wprawił mnie w osłupienie!!
    Tyle się działo, że nie wiem od czego zacząć.
    Pocałunek jednak wygrywa, w ogóle się nie spodziewałam takiej sceny, jak to potrafisz zaskoczyć czytelnika :)
    Derek myśli, że jeśli powie "nie przychodź więcej" to Stilles go posłucha? Tym bardziej po tym pocałunku?
    Że Stilles nadal nie kapnął się, że jest bratnią duszą Dereka? Czasami w niego wątpię, ale myślę, że już wkrótce wszystko rozgryzie xD
    Kto jest tą kobietą czającą się w lasach? Kto jest odpowiedzialny za te zbrodnie?
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli Derek myśli, że Stiles go posłucha to jest głupi xD Przecież ma za partnera upartego osła i jeszcze ten pocałunek.. Nie ma szans żeby Stiles nie wrócił. Jest mi bardzo smutno z powodu śmierci Laury, bardzo ją lubiłam. Jestem też ciekawa kim jest ta kobieta. Oby wkrótce wyjaśniło się cokolwiek. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Weny

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)