piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział 9[G2]

– Phil?
Uniosłem głowę i spojrzałem pytająco na Pascala. Jedliśmy właśnie obiad, który przygotował. Był to jakiś eksperyment, który, jak zawsze, wyszedł mu zajebiście. Nie miałem pojęcia, ile tego żarcia już w siebie wcisnąłem, ale zdecydowanie za dużo.
A jadłem dalej!
Pascal za to dzióbał widelcem w swoim talerzu z lekko niepewną miną. Coś mu wyraźnie leżało na wątrobie.
– Taak? – spytałem, patrząc na niego wyczekująco.
Zagryzł dolną wargę, patrząc na mnie ostrożnie i wypalił:
– Czy dzisiejszy dzień jest tym, kiedy mój penis wreszcie znajdzie się w twoich pięknych ustach, by zaznać tam rozkoszy?
Zakrztusiłem się sokiem, którego jak idiota napiłem się akurat w tym momencie.
Odstawiłem szklankę na stół, krztusząc się. Oczy mi zaszły całe łzami przez tego dupka.
Do treści pytania nic nie miałem. Pascal od początku chciał, żebym mu zrobił loda i się wcale nie dziwiłem, był tylko mężczyzną. Ale sposób, w jaki skonstruował to cholerne pytanie… „Twoje piękne usta”?  „Zaznać rozkoszy”? Kto tak pyta? Zupełnie mu odbiło?

– Za sam sposób, w jaki zapytałeś, powinienem ci odmówić! – poinformowałem go, grożąc mu widelcem. Do tej pory się trochę wykręcałem, a on nie naciskał. Skoro już jednak zebrał się i wreszcie spytał wprost, nie miałem powodu, żeby go wodzić za nos. – Okej – powiedziałem powoli i odczekałem chwilkę, aż chwyci za swoją szklankę z sokiem– ale tylko dlatego, że zrobiłeś mi dobre jedzenie.
Tym razem to on się zakrztusił.
– Ty to wiesz jak zmotywować faceta, żeby się bardziej starał – powiedział ze śmiechem, ocierając kąciki oczu z łez.
Uśmiechnąłem się tylko zadziornie. Sam się prosił o ten komentarz.
Humor wyraźnie mu się poprawił i zaczął jeść zdecydowanie szybciej, co chwilę na mnie zerkając.
– Nie, jeszcze się nie rozmyśliłem – rzuciłem z lekką irytacją, kiedy spojrzał na mnie wymownie już chyba setny raz. Powoli i wymownie oblizałem widelec, starając się przy tym jak najwięcej używać języka tak, żeby dobrze wszystko widział. Jego oczy patrzyły na mnie wygłodniałe. O, tak. Uwielbiałem władzę, jaką miałem nad nim w takich chwilach. Mogłem czytać z niego jak z otwartej księgi. Był nakręcony na mnie jak jeszcze nikt w całym moim życiu. Lucy pragnęła mnie, owszem, ale on? On należał do zupełnie innej ligi, nie wspominając już o tym, że mogłem chwycić w rękę dowód jego podniecenia. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że brakowało mi tego z Lucy. Nigdy do końca nie wiedziałem, na ile naprawdę się jej podobało, a ile z tego było udawaniem, o którym tyle się nasłuchałem i naczytałem. Z Pascalem chociaż wiedziałem, że nie wypruwam sobie flaków na próżno i serio mu się podoba baraszkowanie ze mną.
Skończywszy jeść, wstałem i odstawiłem talerz do zlewu, po czym wyszedłem, rzucając brunetowi wymowne spojrzenie. Podążył za mną jak prowadzony na niewidzialnym sznurku, nie spuszczając ze mnie wzroku ani na chwilę. Uśmiechnąłem się pod nosem. Uwielbiałem to. Tak cholernie go uwielbiałem.
Posadziłem go na łóżku i rozsunąłem mu nogi, klękając między jego stopami na podłodze.
Potarłem go przez spodnie i prychnąłem czując, że już totalnie mu stoi.
– Serio? – spojrzałem na niego z lekkim politowaniem.
– No co? – spytał obronnie. – Tyle czasu kazałeś mi grzecznie czekać!
– Aż się doczekałeś.
– Aż się doczekałem. – Uśmiechnął się szeroko i zamknął oczy. Podparł się rękami na łóżku, odchylając lekko w tył.
Pokręciłem głową i rozpiąłem mu spodnie. Trochę się stresowałem. Wiedziałem, że nie mam ku temu powodów, bo cokolwiek bym nie zrobił, Pascal i tak miał już odlot. Chyba trochę jarał go fakt, że to ja miałem mu stawiać laskę. Nie chciało mi się wierzyć, że zawsze tak reaguje, co z kolei dawało mi do myślenia, dlaczego akurat ja mam na niego taki wpływ. Może działał na niego stymulująco fakt, że ruchał kogoś, z kim był na bakier przez długi czas?
Oblizałem usta, obnażając jego męskość i chwytając ją w dłoń. Już umiałem go pieścić w ten sposób, więc moje ruchy były pewne i stanowcze.
– Jakieś ostatnie życzenia? – spytałem, unosząc brwi.
– Hmm? – Pascal spojrzał na mnie nieprzytomnie. Sapnąłem z niedowierzaniem. W jego wyobraźni pewnie już się dusiłem jego fiutem. Nie zdziwiłbym się ani trochę. Serio.
Okej, czyli żadnej pomocy z jego strony.
Ostrożnie wziąłem go w usta, nie chcąc go zahaczyć zębami. Pamiętałem, jak Lucy za pierwszym razem omal nie zdarła ze mnie skóry do żywego… Au, do tej pory bolało mnie na samą myśl.
 Zmarszczyłem brwi, zbombardowany masą nowych doświadczeń. Czułem jego lekko piżmowy zapach i ciepły kształt w ustach, który pulsował lekko. A może czułem to ręką i tylko mi się wydawało, że czuję to w ustach?
Wsunąłem go w usta tak głęboko, jak tylko mogłem, trochę zaciekawiony, ile jestem w stanie przyjąć. Jak się okazało, nie było to wcale dużo, ale Pascal nie wydawał się tym przejmować, kiedy złapałem rytm i powoli zacząłem mu obciągać. Pomagałem sobie ręką tam, gdzie nie sięgałem ustami.
Pascal wplótł mi palce we włosy, „pomagając” mi w utrzymaniu „odpowiedniego” tępa. Rzuciłem mu spojrzenie spod byka, nie przestając obciągać. Chyba musiałem go wychować pod tym względem. Co on sobie myślał? Że pierwszy raz wsadził mi fiuta w gębę i już będzie mnie targał za włosy, żebym brał głębiej? Okej, dobra, nie targał, ale tak czy siak mógł zabrać tą łapę.
Chciałem się jakoś zemścić za to, jak głupkowato mnie zapytał o to obciąganie – pewnie specjalnie – i za tę łapę w moich włosach, której totalnie tam nie chciałem przy pierwszym razie. Bolała mnie już trochę szczęka, więc chwila przerwy była jak najbardziej wskazana. Oblizałem usta, patrząc na jego twardą i zaczerwienioną męskość i sączący się z niej preejakulat.
Wpadł mi do głowy pewien pomysł. Zaśmiałem się w duchu, odchrząknąłem i powiedziałem:
– Tú eres el más bello que he visto. – Piękniejszego od ciebie nie widziałem. Pascal otworzył szeroko oczy. Dosłownie widziałem na jego twarzy jeden wielki znak zapytania. Jakoś opanowałem śmiech i kontynuowałem: – Eso es el amor a primera vista! (To miłość od pierwszego wejrzenia!)
– Co ty…? – zaczął Pascal zdumiony, patrząc na mnie jak na wariata.
Pchnąłem go na łóżko.
– Zamknij się, z tobą nie rozmawiam! – Pascal uniósł głowę, przyglądając mi się. – Na czym to ja skończyłem…? – Chrząknąłem, spoglądając na penisa trzymanego w ręce i z kamienną twarzą kontynuowałem: – No puedo vivir sin ti! – Nie mogę bez ciebie żyć!. Brunet zakrył twarz, cały drżąc ze śmiechu i kręcąc z niedowierzaniem głową. – Te ame desde el momento en que puse mis ojos en ti! (Kocham cię od momentu, w którym ujrzały cię me oczy!)
Pascal krzyknął, śmiejąc się, kiedy wróciłem do obciągania. Kręcił się i wiercił na wszystkie strony świata, nie mogąc się ogarnąć po moim małym występie. Widziałem, że próbuje, ale nie szło mu ani trochę.
Zamruczałem i dodałem:
– Estoy desesperamente enamorado de ti! Pienso en ti siempre! (Jestem w tobie na zabój zakochany! Zawsze o tobie myślę!)
Pascal opanował się na chwilę, po czym spojrzał na mnie i znowu zaczął rechotać jak wariat. Westchnąłem teatralnie, odrywając się od niego i mówiąc poważnie:
– Mi primer amor! Te necesito en mi vida! (Moja pierwsza miłość! Potrzebuję cię w mym życiu!)
Nachyliłem się, chcąc wziąć go z powrotem w usta, kiedy Pascal nagle doszedł. Większość spermy trafiła do moich ust, spora część na policzki i brodę. Brunet wydawał z siebie nieartykułowane odgłosy, machając rękami. Wydawało mi się, że przepraszał za dojście w moje usta, ale nie byłem pewny. Nie mogłem się już dłużej powstrzymać i zacząłem się śmiać. Sperma z moich ust wylądowała na moich spodniach, koszulce, podłodze… Wszędzie. Pascal chwycił w ręce swojego białego jaśka i pomachał nim na znak, że się poddaje, cały czas rżąc.
Uśmiechnąłem się, ocierając usta ręką. Widząc, że Pascal ma dość, zacząłem pocierać swoje krocze przez spodnie, bo chociaż robienie laski trochę mnie ekscytowało, osiągnięcie orgazmu bez stymulacji nie było możliwe w moim przypadku.
Gdy brunet zorientował się, co robię, złapał mnie za ramiona i pociągnął do góry. Usiadł z wyraźną niechęcią i trudem. Policzki miał zaczerwienione, włosy zmierzwione, a z oczu leciały mu łzy. Objąłem dupka za szyję, siadając mu okrakiem na udach i całując po szczęce. Zaśmiał się cicho i rozpiął mi spodnie, ujmując w dłoń mojego penisa i pieszcząc mnie. Język Pascala wsunął się do moich ust. Oddałem namiętny pocałunek, zaciskając palce na jego ramionach. Po dłuższej chwili doszedłem, dokładając swoje płyny do tego całego bałaganu. Najlepsze jednak w tym wszystkim było to, że żaden z nas nie przejmował się bałaganem, jaki zrobiliśmy.
Padłem na łóżko, a Pascal na mnie. Niemrawo ogarnęliśmy nasze ubrania. Brunet objął mnie w pasie. Zamknąłem oczy i westchnąłem zadowolony.
– Kto nauczył cię tych wszystkich pierdoł po hiszpańsku? – spytał zaspany po długiej chwili.
Zaśmiałem się cicho.
– Jak to kto? Weronika. Wiedziała, że zrobię z tej wiedzy dobry użytek.
– Spędzasz z nią zdecydowanie za dużo czasu – rzucił, wtulając nos w mój kark.
– Zazdrosny? – spytałem zadziornie.
Przez chwilę się nie odzywał, ale zanim zacząłem się z tego powodu denerwować, odpowiedział z westchnieniem:
– Mhm… Tak naprawdę od początku podobała mi się Weronika, dlatego postanowiłem jakoś się przemęczyć i zaprzyjaźnić z takim dupkiem jak ty.
– Och, doprawdy? Więc tylko ze mną ćwiczysz, żeby przygotować się na nią, jak już cię zechce, hmm? – zacząłem się droczyć.
– Dokładnie tak. Intensywne ćwiczenia z tobą powinny mnie jako tako przygotować na nią. Taka niepozorna, na pewno niezła z niej kocica w łóżku.
Pacnąłem go w ramię, kręcąc głową. Zaśmiał się cicho, obejmując mnie ciasno.
– Musimy się umyć – zaprotestowałem sennie. – Mam spermę w ustach i na całej twarzy.
– I we włosach – dodał. – Ale i tak zrujnowaliśmy już pościel i nasze ciuchy. Jak weźmiemy prysznic za kilka godzin to się nic nie stanie.
– Dalej mam spermę w ustach.
– Napij się wody.
Westchnąłem, ale nie zamierzałem się dłużej kłócić z tą logiką, zwłaszcza że sięgnął za łóżko i wyciągnął butelkę z wodą. Napiłem się łapczywie, płucząc to, co zostało mi w ustach i położyłem się przy nim, szybko zasypiając.

Jest wiele sposobów na zrobienie z siebie kompletnego kretyna.
A Pascal to totalny świr.
Można na przykład robić prezentację na wykładzie, na który przyszło z dwieście osób i mieć na tapecie jakieś porno, bo znajomi dzień wcześniej postanowili zrobić ci dowcip i cóż… Zrobili.
A Pascal to kompletny świr.
Można też wypierdolić się z krzesłem na wykładzie, jak zrobiłem to ostatnio ja i wszyscy zaczęli się gapić i śmiać. Profesorka już z pewnością mnie nie zapomni do końca swojej kariery pedagogicznej, skoro przez moje ciągłe spóźnianie się znała mnie już nawet z nazwiska, a spóźnianie się na wykłady w Niemczech nie jest zbytnio tępione.
Wspominałem już, że Pascal Luft to totalny świr?
W każdym razie, najwyraźniej nie byłbym w stanie przeżyć bez zrobienia z siebie idioty przed kim tylko się da, bo czemu miałbym być przeciętnym, nie wyróżniającym się niczym studentem? Niee, ja musiałem coś odpierdolić. Musiałem. Dałem jakoś radę doczłapać do sali wykładowej, ale to najwyraźniej był szczyt moich możliwości, skoro zasnąłem na ławce przed salą, gdzie wszyscy mnie widzieli i podziwiali i się ze mnie śmiali.
A to wszystko przez to, że Pascal to świr!
Miałem ochotę zabić dziada, zwłaszcza że on się wycwanił i nie przyszedł tego dnia na zajęcia. Ja chciałem być mądrzejszy od konstrukcji młotka i dostałem za swoje. Już zaczynałem się do tego przyzwyczajać.
Ale może od początku…
Czas sobie popierdalał jak to ma w zwyczaju, semestr powoli się kończył i nadszedł czas na przemyślenie swojego życia i pisania prac semestralnych. To znaczy już po tym, jak posiedzisz nad nimi dobrych kilka godzin i ponarzekasz, że musisz je napisać i generalnie chce ci się płakać. Okej, to ten etap miałem już za sobą. Weryfikowania swojego dotychczasowego życia, znaczy się. Wiedziałem, że mam w kurwę i trochę roboty i powinienem powoli ogarniać to wszystko, bo zostawienie sobie tego na przerwę międzysemestralną to jak strzelenie sobie w kolano.
I chciałem! Naprawdę chciałem choć raz w swoim życiu usiąść na dupie i zrobić, co do mnie należy, ale niee… Przyjdzie ci taki Pascal i wyciągnie cię w poniedziałek wieczorem do jakiejś knajpy, potem będzie cię seksił do czwartej nad ranem, we wtorek pójdziesz zajebany na zajęcia myśląc tylko o tym, że cóż, pośpisz później, ale niee… Znowu przyjdzie ci taki Pascal i wyciągnie cię do jakiegoś cholernego museum, potem do jakiejś kameralnej restauracji, która ponoć serwuje zajebiste żarcie, potem pociągnie cię na balety, potem będzie seksił do drugiej nad ranem, bo trochę się zmęczył całym dniem i nici z odpoczynku dla ciebie. W środę idziesz na zajęcia z myślą, że teraz już naprawdę pójdziesz spać po powrocie z uniwersytetu, ale znowu przyjdzie ci taki Pascal i wywiezie cię do Poczdamu, tam zaprowadzi do kolejnej restauracyjki, potem będzie seksił cię do nieprzytomności, ale tylko do godziny pierwszej, bo zauważa, że zasypiasz mu w trakcie i w końcu nastanie czas spania. Kurwując na niego idziesz na zajęcia w czwartek, wyglądasz już powoli jak zombie, podczas gdy cholerny Pascal jest generalnie kulką energii i niekończącego się szczęścia. Idąc do domu cieszysz się, że pojeb ma zajęcia z zumby i nie będzie cię męczył, ale zanim zdążysz się ze wszystkim ogarniać całe zło tego świata wbija do domu i wyciąga cię do opuszczonego wesołego miasteczka i jasne, jesteś zmęczony, ale kurcze, opuszczone wesołe miasteczko… Potem Pascal ciągnie cię do kolejnej knajpy, zgadzasz się tylko dlatego, że obiecał zapłacić, po powrocie do domu nawet już nie ma co seksić, bo padasz na ryj i w piątek decydujesz się iść na wykład, bo kto ma dobrą frekwencję, ten nie musi pisać egzaminu na koniec. Pascal decyduje się nie iść, egzaminów się nie boi, a trochę go ten cały tydzień zmęczył i co się dzieje? Zasypiasz na cholernej ławce przed cholerną salą wykładową, a dwie godziny później już pół uniwersytetu o tobie wie!
Okej, dobra, rozumiem, że ludzie różnie radzą sobie ze stresem przedegzaminacyjnym i faktem, że termin deadline’ów nieubłaganie się zbliża, ale to już była trochę przesada. Miałem wrażenie, że wstąpił w niego diabeł, który uwielbiał mnie torturować. Gdy po wykładzie poszedłem na fajkę z nadzieję, że nie będzie tam Malika, oczywiście musiałem się przeliczyć i nie, cholerny cherubinek nie mógł milczeć, jak robił to przez ostatni rok, o nieee. Jeszcze on musiał ci dojebać, żebyś poczuł się odpowiednio dowartościowany.
Wracając w tamten piątek do domu całą drogę planowałem, jak zabić Pascala i skutecznie ukryć ciało. Wiedziałem, że leń mojego pokroju nie przeżyje mieszkania z Pascalem w trybie przedegzaminacyjnym.
Potem dopiero dotarło do mnie, że to całe tajemnicze znikanie, jakie serwował mi od kiedy z nim zamieszkałem, nagle nabrało trochę więcej sensu. Nie wiedziałem tylko, jakim cudem on funkcjonował, robiąc to wszystko. Ja już nawet nie próbowałem szukać roboty. Nie było szans, żeby wcisnął to gdzieś w swój napięty grafik. Nie miałem już nawet czasu się nudzić, a przecież heloł! Lubiłem się nudzić!
Zamknąwszy drzwi od domu, odetchnąłem głęboko. Rzuciłem tylko plecak w kąt, zdjąłem kurtkę i buty i prosto do łóżka.
– Hej, Phil, dzisiaj wieczorem… – Jęknąłem, kiedy Pascal wparował mi nagle do pokoju podekscytowany.
– Wyjdź, szatanie! – jęknąłem w poduszkę. – Idź i nie wracaj do przyszłego roku.
– Ale dwa tysiące piętnasty dopiero się skończył.
– Właśnie. O tym mówię. Sio.
Nakryłem się cały kołdrą dla większego efektu.
– Phil! Nie bądź taki! To jest super!
– Nie ma mnie tu. Idź pomęczyć kogoś innego.
– Ale Phil…
Nie odpowiedziałem. Może jak nie będę się odzywał to da mi spokój, wariat jeden. Zanotowałem sobie w głowie, żeby schować mu kawę i ekspres, bo ten szajs podejrzanie mocno na niego działał.
Słyszałem, że podchodzi bliżej i szturcha mnie lekko.
– Hej, w porządku? – spytał.
– Będzie, jak zamkniesz drzwi od zewnątrz.
– Źle się czujesz?
Odkryłem głowę i spojrzałem na niego jak na idiotę.
– Nie? Chcę spać! Daj mi spać! SPAĆ!
Zamrugał zaskoczony i zwiesił ramiona. Przemyślał szybko sytuację i spytał niemal błagalnie.
– Mogę się położyć z tobą?
– Whatever, po prostu daj mi spać.
– Okej, okej.
W pięć sekund znalazł się pod kołdrą, obejmując mnie od tyłu. Zamknąłem oczy i westchnąłem cicho. Łóżeczko, łóżeczko, kochane łóżeczko… Na szczęście brunet wyczuł, że zadawanie pytań może pozbawić go przywileju spania ze mną i grzecznie milczał, dając mi tym samym szansę na zapadnięcie w kamienny sen.

Z łóżka wywabił mnie dopiero zapach jedzenia. Chciałem spać dalej, ale strasznie burczało mi w brzuchu, wiec zwlokłem się z łóżka, nie widząc jeszcze nawet na oczy, i na oślep poszedłem do kuchni.
Trochę się ślizgałem przez skarpety – Pascal się z nich trochę nabijał, bo były jedyną częścią garderoby, jaka na mnie zostawała, kiedy się pieprzyliśmy i potem zasypialiśmy. Nawet nie wiedziałem, kiedy je założyłem tym razem, ale nie rozstawałem się z nimi zimą. Odkąd odkryłem, jak cudowanie grzeją moje zazwyczaj zmarznięte stopy, zagościły w moim życiu na dobre… Ku uciesze Pascala, oczywiście. Miałem jednak wrażenie, że pieprzenie mnie, jak miałem te skarpetki, trochę go jarało.
Tarłem oczy, próbując jakoś poprawić jakość widzenia, ale mi nie szło.
– Oooojjjj! – rozpływał się widząc, w jakim jestem stanie. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie, całując w czoło. – Jedzenie prawie gotowe. Chcesz coś do picia?
Skinąłem tylko głową, maszerując w stronę stołu. Usiadłem przy nim i oparłem głowę na blacie, wzdychając ciężko.
– Herbatę?
– Mmm….
Podniosłem się dopiero, kiedy Pascal postawił przede mną talerz z jedzeniem.
– Smacznego – powiedział.
– Mmm…
Zaśmiał się. Olałem to. Dopiero po kilku sporych kęsach i poparzeniu sobie języka rozbudziłem się na tyle, że zacząłem jako tako kontaktować ze światem.
Pascal od razu to wykorzystał, pytając:
– Chcesz iść dzisiaj na miasto?
– Idę na spacer – odpowiedziałem. – Ale bez ciebie!
Wywrócił oczami.
– Nie zachowuj się jak stary dziadek, masz dwadzieścia lat.
– Rocznikowo dwadzieścia jeden. To bardzo zaawansowany wiek.
– Och, doprawdy? – spytał z lekką kpiną. – No popatrz, a ja mam aż dwadzieścia pięć, rocznikowo dwadzieścia sześć. I jakoś daję sobie rade!
– Takie wybryki natury jak ty się nie liczą.
Prychnął.
– A co to ma niby znaczyć, hmm?
– To, co słyszałeś. Bycie takim – zacząłem podskakiwać na siedzeniu dla lepszego efektu – nie jest normalne. Wszyscy mają depresję, ale ty nie. Albo podczas tej cholernej śpiączki odkryłeś tajemnice wszechświata i teraz nic nie jest w stanie usadzić cię na dupie, albo jesteś zwyczajnie jebnięty. Jak myślisz, które obstawiam?
Pokręcił głową.
– Straszny z ciebie kutas.
Uśmiechnąłem się złośliwie, wstając ze swojego miejsca.
– No popatrz. Już myślałem, że nigdy się nie zorientujesz.
Odstawiłem talerz do zlewu. Chwilę później byłem już na ulicy, ciesząc się rześkim powietrzem. Nawet nie sądziłem, że tak dobrze się poczuję, wychodząc z domu.
Krążyłem bez celu prawie godzinę, myśląc o Pascalu i nie mogąc nic wymyślić. Dalej nie wiedziałem, co z tym zrobić. Czy ja chciałem z nim być w związku? To znaczy, oficjalnie, bo nieoficjalnie już tak trochę byliśmy. I podobało mi się to? Chyba?
Jezu, byłem niezdecydowany jak baba. Godzina łażenia bez celu i jedyna decyzja, jaką podjąłem, dotyczyła spania w moim pokoju. I jeszcze miałem wrażenie, że nie była zbyt dobra.
Ale cóż, tak zrobiłem, jak postanowiłem. Poszedłem spać do swojego pokoju. Czy też raczej oglądać seriale, bo po całym dniu spania jakoś nie chciało mi się z powrotem kłaść.
Było około drugiej w nocy, kiedy rozdzwonił się mój telefon. Zmarszczyłem brwi, patrząc na wyświetlacz.
Pascal.
Zerwałem się z  łóżka i ślizgając się w skarpetkach na podłodze pobiegłem do jego pokoju.
– Znowu? – spytałem, podchodząc do łóżka i zapalając lampkę nocną.
Skinął lekko głową, zamykając oczy. Wyciągnąłem z biurka olejek i zabrałem się za masowanie jego spiętych mięśni, chcąc jak najszybciej przynieść mu ulgę. Pascal już mi mówił, że gdyby mógł pozbyć się jednego ze skutków wypadku, pozbyłby się właśnie tych bólów. Przeszkadzały mu o wiele bardziej niż koszmary i szczerze? Zbytnio mu się nie dziwiłem.
Wyraźnie widziałem, kiedy ból zaczynał przechodzić, bo ciało Pascala rozluźniało się wyraźnie pod moimi palcami. Gdy skończyłem, wrzuciłem olejek do szuflady i spojrzałem na niego. Pascal uśmiechnął się do mnie słabo.
– Dziękuję.
– Chcesz, żebym spał z tobą? – wypaliłem.
Niemal od razu miałem ochotę palnąć się w czoło. Czemu ja to powiedziałem? Czemu…
Jezu, może ja próbowałem wyklinić coś jak dwunastolatka, a on chciał tylko seksu i…
Spojrzał na mnie kompletnie zaskoczony i… pełen nadziei? Czy to była nadzieja? Oby to była nadzieja.
Czy ja chciałem, żeby tam była nadzieja? Tak, chyba tak.
Niech to będzie nadziej!
Proszę?
– Masz na myśli na stałe? – spytał w końcu.
Zmieszałem się i nie potrafiłem tego ukryć. Na moich policzkach rozlał się rumieniec, ale półmrok na szczęście go ukrył. Musiał.
Wsadziłem ręce w tylnie kieszenie spodni, przestępując z nogi na nogę.
A chuj z tym. Co ma być to będzie.
– Ugh… Mógłbym ci szybciej pomóc podczas ataków i… – urwałem. Obaj wiedzieliśmy, że to marna wymówka. Jasne, zdarzały mu się te napady, ale nie znowu aż tak często, żeby z nim spać.
Uśmiechnął się lekko i powiedział:
– Jasne, byłoby super. – Po chwili zastanowienia dodał: – Dzięki, to wiele dla mnie znaczy.
Skinąłem, czując się totalnie niekomfortowo. Pascal nie wyśmiał mojej marnej wymówki, ale i tak…
– Akurat się kładłem – powiedziałem w końcu. – Przebiorę się tylko i… – urwałem.
– Jasne, jasne, spoko – odpowiedział szybko.
Uśmiechnąłem się do niego lekko i poszedłem do siebie wyłączyć laptopa i ogarnąć się. Grube skarpety, w których chodziłem za dnia, zamieniłem na grube skarpety, które zakładałem w nocy. Przebrany i z wyszorowanymi zębami poszedłem do jego pokoju.
Wsunąłem się pod kołdrę obok niego, zachowując lekko dystans między nami. Pascal tego nie skomentował. Życzył mi tylko dobrej nocy i to tyle, ale…
… ale jasnym było, że chciał ze mną spać. Chciał mnie w swoim łóżku. Jego zgoda jasno dawała to do zrozumienia.
Skoro chciał mnie w swoim łóżku i życiu, to może chciał być ze mną oficjalnie?
Istniało spore prawdopodobieństwo. Właściwie to byłem już prawie pewny.

Pozostawało tylko pytanie, czego chciałem ja?

1 komentarz:

  1. Chciej tego samego! Tego samego, rozumiesz?! ROZUMIESZ?!
    DŻIZAS W KOŃCU ZROBIŁ MU LODA <3 KOCHAM CIĘ PO PROSTU <3
    Matkobosko, coraz bardziej się w to wkręcam. To jest zajebiste. Z A J E B I S T E, jakby do kogoś nie dotarło.
    Meh. Już chcę kolejną notkę. Trzymaj się, kochana, żebyś tam wenę miała <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)