niedziela, 18 października 2015

1.Zapach domu



Deszcz uderzał w szyby z impetem, zupełnie jakby zamierzał w ten sposób przedostać się do ciepłego biura i jeszcze bardziej zdenerwować mężczyznę znajdującego się w środku. Mężczyzna ten krążył po pomieszczeniu jak zwierzę uwięzione w klatce z telefonem przyłożonym do ucha. Jego twarz była czerwona ze złości, a oczy ciskały błyskawice. Słuchał uważnie tego, co mówi jego rozmówca i dosłownie sekundy dzieliły go od wybuchu.
– Jak to odmówił? – spytał rozeźlony. – Ma w tej chwili wsiąść do tego cholernego samochodu i jechać z tobą na lekcję gry na pianinie!... Poszedł sobie? Pozwoliłeś mu tak po prostu pójść?!
Mężczyzna zawarczał ze złości. Miał już naprawdę tego wszystkiego dość.
– Nie, nie obchodzi mnie jego projekt na uczelnię! Już dość wstydu mi narobił przez ostatnie miesiące! Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, Bob, Harry ma się znaleźć na tej lekcji, choćbyś musiał go tam zawlec siłą! Chcesz, to go nawet bij, mam to gdzieś, ale nie pozwolę, żeby ten mały idiota robił, co mu się żywnie podoba!

sobota, 17 października 2015

3.Body language



Czas leciał. Tak po prostu. Nim się obejrzałem, od naszego wyjazdu z Niemiec minął już miesiąc, a ja wracałem do domu ze szpitala bez gipsu na nodze. Wciąż trochę bolało, ale lekarz mnie ostrzegł, że zwłaszcza w Niemczech mogę odczuwać ból w nodze ze względu na tamtejszy klimat. Na szczęście nie planowałem tam szybko wracać.
Ten miesiąc był dziwny. W mojej głowie pojawiały się strzępki wspomnień, ale już kompletnie nie próbowałem tego jakoś połączyć w logiczną całość. Urywki były krótkie, jakieś pojedyncze obrazy wyrwane z kontekstu, w dodatku nie po kolei. Przynajmniej tak to wyglądało z mojej perspektywy. Wiele rzeczy działo się setki razy w moim życiu, więc nie przywiązywałem do nich zbytniej uwagi. Niektóre były zbyt dziwne, żeby zwracać na nie uwagę jak na przykład Tom czerwony jak burak i wyraźnie zawstydzony, biegnący do łazienki dziwnie pochylony do przodu. Cóż, Tom nie bywa zawstydzony. Chyba musiałby narobić w majtki, żeby się zawstydzić. Chociaż może to było to? W końcu biegł do kibla skulony, może to faktycznie chodziło o to.

niedziela, 11 października 2015

47.Światło w ciemności



– Spokojnie – powiedział. – Nie chcę cię pieprzyć. Dzisiaj to ty… możesz pieprzyć mnie.
Paul gapił się na niego.
I gapił.
I gapił dalej, jakby zupełnie do niego nie dotarły słowa Kacpra. Albo jakby jego mózg nie był w stanie tego w żaden sposób przetrawić i zareagować.
W końcu Paul otworzył szeroko oczy i spytał z wyraźnym zdumieniem.
– Że przepraszam co?
Kacper odetchnął. Nie chciał o tym gadać, chciał to zrobić. Bo w końcu czemu, kurwa, nie? Jeśli już miał dać komuś dupy, dlaczego nie Paulowi? W końcu Paul dawał mu przez cztery lata. Był całkiem wytrwały w swoich uczuciach i w ogóle, więc Kacper mógł zrobić jeden dzień dobroci dla zwierząt i dla odmiany dać jemu. Nie, żeby to przemyślał. To był zupełnie spontaniczne. Najważniejsze było jednak to, że naprawdę CHCIAŁ to zrobić i nie zamierzał się wycofywać.

wtorek, 6 października 2015

2.Body language



– Tooom! – zawołałem z łazienki, układając włosy. – Spakuj mi jeszcze te zielone spodnie i koszulkę w czerwoną kratę!
– Nie możesz sam tego zrobić? – odparł chyba lekko poirytowany, że zamiast zbierać swoje rzeczy, lata po mieszkaniu i zbiera moje.
– Prooszę?
 To zawsze na niego działało.
– Egh…
Uśmiechnąłem się, kiedy usłyszałem, że otwiera szafkę i przewraca rzeczy, które tam są. Od czasu wypadku dawał się urabiać jak wół, trochę mnie to bawiło szczerze mówiąc.
Skrzywiłem się, czując, że ręka wciąż mnie boli przy wykonywaniu pewnych ruchów. Wciąż była usztywniona bandażem, ale mogłem już w miarę normalnie jej używać, co było dla mnie wielką ulgą. Jeszcze tylko dwa tygodnie będę męczył się z gipsem na nodze, a potem w końcu wolność.
Naprawdę nie mogłem się doczekać.

sobota, 3 października 2015

46.Światło w ciemności



– … więc zastanawiam się, czy żywisz do Kacpra jakiś uraz? Mam na myśli to, że on i twoja mama się rozstali się zanim się urodziłeś. Myślisz, że gdyby Kacper jej nie zostawił, wciąż by żyła?
Tomek spojrzał beznamiętnie na Annę.
– Rak jest chorobą, do której przyczynia się wiele rzeczy – powiedział beznamiętnie. – Jeśli chodzi o raka płuc, jest to głównie palenie papierosów. O raka ogółem… cóż, niewłaściwa dieta, alkohol, zakażenia wirusowe, szczególnie wirus zapalenia wątroby typu  B i C, skażone powietrze… Mogą to być nawet opakowania z tworzyw sztucznych czy nadmiar słońca. Wielu ludzi też dziedziczy tę chorobę po przodkach. Rodzicach, dziadkach. I o ile Kacprowi można wiele zarzucić, to nie sądzę, żeby miał wpływ na dietę mojej mamy, jej zmiany w DNA, ilość alkoholu, jaką spożywała, zakażenia i całą resztę. Tak, Kacper lubi myśleć o sobie jak o osobie, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, ale nawet on nie jest… nie był – poprawił się – w stanie doprowadzić do mutacji w organizmie mojej mamy na poziomie komórkowym.
Ania westchnęła.