piątek, 17 kwietnia 2015

Epilog [TWT]



Jęknął cicho, kiedy poczuł ból. Bliźniak spojrzał na niego czujnie i ostrożnie wysunął jeden z palców, wracając z powrotem do dwóch.
– Nie musisz go wyciągać, włóż go z powrotem – rzucił z lekką irytacją. Nie chciał, żeby się z nim cackano, w końcu nigdy się nie przyzwyczai, jeśli będzie się go traktować jakby był ze szkła.
Sapnął, gdy poczuł w sobie po raz kolejny trzy palce. Ból nasilił się, ale ani myślał narzekać. Sam tego chciał, prawda?
– To cię boli.
– Ciebie też bolało, a jednak się nie zawahałem.
– Tom.
– Nie jestem ze szkła. Chcę, żebyś to zrobił. Naprawdę zamierzasz się ze mną o to kłócić w TAKIEJ chwili?
Bill zagryzł dolną wargę, ale nie zabrał ręki. Wciąż delikatnie poruszał palcami w Tomie, próbując go delikatnie rozciągnąć i przygotować na swojego członka.
Bill nie sądził, że to kiedykolwiek się stanie. W końcu hej, to był Tom. Tom Kaulitz. Ten sam kutas, który od pierwszego dnia szkoły próbował mu dopiec i go zdominować. Tom nie był kimś, kto dalej. Był kimś, kto bierze. Można sobie więc wyobrazić reakcję Billa, kiedy Tom zaproponował mu zamianę ich ról w łóżku.
Szok o mało go nie zabił.
Bill nie zastanawiał się długo, dlaczego Tom się na to zdecydował. Miał ochotę go oczywiście zapytać, ale nie chciał, żeby Tom się rozmyślił czy coś. Najpierw seks, a potem ewentualnie będzie się martwił dalej. Nie raz wyobrażał sobie, że to on będzie brał Toma, ale nigdy jakoś zbytnio na to nie liczył. To były fantazje. Znał Toma, wiedział, że nie będzie chciał mu dać, więc nigdy nawet nie poruszał tego tematu, żeby żaden z nich nie czuł się przez to niezręcznie. I oto nagle Tom przyszedł i powiedział, że chce. Może za dużo siedział na słońcu? Może po prostu potrzebował czasu, żeby się na to zdecydować? A może coś uroiło mu się w tej durnej łepetynie i to był pierwszy krok do szaleństwa? Bill nie wiedział. Ale, do cholery, nie byłby facetem, gdyby nie przystał na taką propozycję!
Wyciągnął palce z brata i rozpakował prezerwatywę. Była śliska, więc dzięki temu z pewnością łatwiej uda mu się wsunąć. Na samą myśl omal się nie spuścił.
Ułożyli się na boku, on za plecami Toma. Wylał chyba z pół butelki lubrykantu na swojego penisa, chcąc mieć pewność, że nawilżył się najlepiej jak się da. Jedną rękę ułożył pod głową Toma i przyciskał go do siebie za klatkę piersiową.
Tom stęknął, kiedy poczuł, że czubek penisa napiera na jego wejście i wsuwa się w niego powoli. Bolało bardziej niż myślał, że będzie, ale nie chciał narzekać.
Bill za to odpływał z przyjemności. Nie sądził, że bycie w kimś jest aż tak zajebiście dobre, ale teraz miał na to najlepszy dowód. Wsunął się do samego końca i odczekał kilka sekund, po czym wysunął się delikatnie.
– Co robisz? – spytał Tom zdezorientowany.
– Cii – odparł jedynie Bill, ponownie wsuwając się aż po same jądra.
Znowu się wysunął zupełnie. Zrobił to jeszcze kilka razy aż w końcu mięśnie wpuszczały go do środka bez najmniejszego problemu. Wiedział, że nawet jeśli teraz Tom by się spiął to nie miałby najmniejszych problemów z poruszaniem się w nim.
– Lepiej? – spytał cicho Bill.
– Mhm…
Zapadła cisza, którą zakłócał tylko mlaszczący odgłos, kiedy Bill poruszał się w Tomie. Początkowo robił to delikatnie, nie będąc jeszcze pewnym, na ile może sobie pozwolić. Dopiero po chwili przyspieszył i zaczął wkładać w każde pchnięcie więcej siły.
Tom próbował nie jęczeć, ale nie był w stanie. To, co robili, nie było nieprzyjemne, wywoływało jedynie jakiś dziwny ucisk w jego brzuchu. Myślał, że odrobinę mu opadnie, w końcu seks zazwyczaj był dla niego o wiele przyjemniejszy, ale wciąż był tak samo twardy jak wtedy, kiedy zaczynali.
Nagle poczuł dziwne ukłucie i krzyknął z rozkoszy, aż przestając na chwilę oddychać. Bill najwyraźniej wreszcie trafił w jego prostatę, posyłając go dosłownie w kosmos.
– Och! Och, kurwa! Bill!
Chłopak uśmiechnął się, kiedy zrozumiał, że Tomowi się to podobało. Nie zastanawiając się długo, wysunął się całkiem i odsunął, by pospiesznie przekręcić Toma na plecy, rozsunąć mu mocno nogi i ponownie się w niego wsunąć, biorąc go teraz w zupełnie innej pozycji. Tom nawet nie skrzywił się, kiedy zrozumiał, w jakiej dokładnie pozycji wylądowali.
Bill nachylił się i zaczął całować jego tors i szyję, dotykając różne partie ciała. Tom chwycił za swój członek i zaczął się pieścić; czuł, że jest już blisko.
Nie trwało to długo, kiedy najpierw Tom, a zaraz po nim Bill, osiągnął spełnienie. Bill dosłownie padł na Toma, który z chęcią objął go jedną ręką i leniwie zaczął głaskać jego plecy.
– Och, kurwa… Nie sądziłem, że to może by takie dobre – mruknął Tom, całując szyję brata.
Bill zsunął się z niego i przeturlał na wznak, śmiejąc się cicho.
– Mówiłem ci wiele razy, że to przyjemne, ale ty nigdy nie chciałeś mnie słuchać – powiedział, wciąż lekko dysząc.
Tom podniósł się i zaczął grzebać w swoich sponiewieranych spodniach, chcąc znaleźć papierosy. Gdy w końcu mu się to udało, wyciągnął jednego z paczki, zaciągnął się i odetchnął.
– To było dobre rżnięcie, to ci muszę przyznać – mruknął.
– Czy to znaczy, że będziemy to robić częściej? – spytał Bill z nutą nadziei.
Tom parsknął tylko cicho, ponownie się zaciągając.
– Może – odparł.
Tyłek wciąż mu pulsował i lekko bolał, ale nie było tak źle. Fakt był taki, że niczego nie potrafił Billowi odpuścić i skoro nie było to takie straszne to jest w stanie zamieniać się częściej.
Byli już ponad rok w Los Angeles. Mieli mnóstwo wolnego czasu i tak właściwie sporo pracowali, nawet jeśli fani nie mieli z nimi kontaktu. To, że ich zespół wciąż był popularny, stało się jasne po tym, jak wygrali konkurs, właśnie z najlepszych fanów. Urządzili sobie studio i potrafili tam przesiadywać całymi dniami, tworząc muzykę tak, jak chcieli. Bill co prawda nie miał cierpliwości do tworzenia podkładu muzycznego, zazwyczaj mówił Tomowi, jaki dźwięk chce mieć, a on siedział potem po kilkanaście godzin dziennie i go szukał, dopóki nie znalazł.
Poszli bardziej w elektro tym razem, było tu zupełnie inne niż jakakolwiek ich piosenka. Nie mówili jednak nikomu o tym, co robią, bo nie chcieli, żeby Jost ich ścigał i męczył z nową płytę. Wydadzą ją, kiedy będą na to gotowi i już.
– Ech, ciężko się z tobą dogadać – mruknął Bill, zabierając mu papierosa i również się zaciągając. Oddał mu papierosa. – Ale i tak cię kocham.
Tom uśmiechnął się półgębkiem.
– Wiem.
– Powinieneś powiedzieć, że ty mnie też – zauważył Bill, klepiąc go zaczepnie w ramię.
Tom wrzucił peta do popielniczki i wdrapał się na bliźniaka, przyciskając go swoim ciałem do materaca.
– Naprawdę? Powinienem?
– Tom! Czemu ty się zawsze ze mną droczysz?
– Wcale się nie droczę.
– Jasne! – rzucił Bill z sarkazmem, obejmując go za szyję.
– Jasne.
– Tom!
– Co tym razem?
– Znowu to robisz.
– Ale co?
– TOM!
Chłopak zaśmiał się, dokładnie wiedząc, jak bardzo działa Billowi na nerwy takimi gadkami.
– Wybacz, ale nie mogę się powstrzymać.
– Cieszę się, że cię to bawi.
– Mnie też.
Bill zagryzł dolną wargę, żeby powstrzymać się od ciętej riposty i zmarszczył brwi. Nie ma mowy, nie da mu się znowu sprowokować.
– Hmm, widzę, że wciąż walczysz – rzucił Tom, zsuwając się z niego i wstając z łóżka. – Dobra, chodź pod prysznic i jedziemy, zanim się spóźnimy.
– Nie chce mi się tam jechać.
– Mnie też, ale nie możemy tak po prostu tego olać. Chodź.
Bill westchnął, ale posłusznie wstał i razem poszli do łazienki się wykąpać. Jeden z ich znajomych z LA organizował przyjęcie zaręczynowe i nie mogli mu odmówić. Tym bardziej, że to dzięki nim się poznali. Przez ponad pół roku ta dwójka darła ze sobą koty, żeby w końcu się przespać ze sobą, dojść do wniosku, że nie mogą już bez siebie żyć i zaręczyć się. Bliźniacy zauważyli, że parka ostatnio migdali się ze sobą częściej niż zwykle, więc prawdopodobnie nie tylko się zaręczali, ale również zrobili sobie dziecko.
– Pumba, nie możesz! Nie! Sio!
Bill złapał psa i z trudem go podniósł – szczenięce lata poszły już w zapomnienie – po czym ułożył go z powrotem w jego łóżeczku.
– No nie gap się tak na mnie – rzucił chłopak z cierpiętniczo, wzdychając. Tom uśmiechnął się. wiedział, że Bill teraz ze sobą walczy. Nie mógł znieść, kiedy ktoś patrzył na niego z takim błaganiem i pewnie serce mu pękało, że musi czegoś odmówić psu.
Tom kochał go za to jeszcze bardziej.
– No dob…
– Ani się waż wpuścić go na łóżko.
Bill obejrzał się.
– Ale, Tom…!
– Powiedziałem. Ma swoje własne. Gdybyś mu w ogóle nie pozwalał, już by się nauczył.
Bill zagryzł dolną wargę. Wiedział, że Tom ma rację, ale co miał poradzić, kiedy Pumba tak żałośnie piszczał w nocy, żeby go przytulić? No nie mógł biedaka zostawić na podłodze!
– No, dobrze.
Przez ten rok dużo się właściwie nie działo. Żyli sobie spokojnie, nie niepokojeni przez nikogo. Jedynie miesiąc wcześniej spadła na nich bomba, kiedy do stanów zawitała ich matka. Po prawie roku zrozumiała, że oni naprawdę odeszli i nie zamierzają wrócić. Nie mogła znieść, że Derek miał z Billem dobry kontakt i wiedział jak bliźniakom się wiedzie, a ona nie miała o niczym pojęcia. Nie wiedziała nawet, czy u Toma wszystko w porządku.
Byli w szoku, kiedy po ciężkiej debacie zgodzili się z nią spotkać i im powiedziała, że była na spotkaniach z psychologiem, gdzie poruszył ten problem  i gdzie nauczyła się akceptować ich związek. Tom zrozumiał, że ona naprawdę go kochała. I Billa też. Że pewnie było jej ciężko, kiedy ich kontakt tak nagle się urwał. Tom wcześniej się świetnie dogadywał z matką i też mu jej brakowało, ale miał do niej zbyt wielki żal, żeby zawracać sobie tym głowę. Ulżyło mu więc, kiedy doszli do porozumienia. Powoli naprawiali swoje relacje.
Simone była już u nich raz i całkiem dobrze spędzało im się czas razem. Starali się przy niej nie okazywać sobie ostentacyjnie uczuć, ale raz zdarzyło się, że przyłapała ich jak całowali się w kuchni. Nic jednak na ten temat nie powiedziała, po prostu uśmiechnęła się lekko i powiedziała, że zaraz im zrobi śniadanie.
Gdy Tom wracał myślami do dnia, w którym on i Bill się poznali, na jego twarz mimowolnie wypełzał uśmiech. Kto by pomyślał, że to właśnie tak się skończy? Że kiedykolwiek założą zespół, zrobią karierę, zakochają w sobie do szaleństwa i zamieszkają w LA? Nigdy nawet nie sądził, że wybierze się w te strony, a teraz tu mieszkał. Z bratem bliźniakiem. To było tak samo nierzeczywiste jak brzmiało. A jednak… wywalczyli sobie to wszystko.
Wywalczyli sobie karierę.
Wywalczyli sobie miłość.
Wywalczyli sobie siebie nawzajem.
Wywalczyli sobie akceptację matki.
Wywalczyli sobie po prostu… nowe życie.
Bo


„macie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walczenia
– trzeba być lisem i lwem,”


koniec


***
Po wielkich trudach oto wreszcie koniec. To opowiadanie miało swoje wzloty i upadki (więcej upadków, no cóż...), było zawieszone dosłownie całe wieki i pewnie sporo z Was wątpiło, czy w ogóle je skończę; ale obiecałam, że tak się stanie i słowa dotrzymałam:)
Jestem bardzo szczęśliwa, że wreszcie je skończyłam, no bo serio, ile można to ciągnąć? Gdybym publikowała je częściej, pewniej teraz byłabym w połowie następnego. No ale trudno. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, będę miała nauczkę na przyszłość.
Tak czy siak...
CHCIAŁABYM WAM SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ ZA WYTRWAŁOŚĆ I KOMENTARZE, KTÓRE SIĘ POD TYM OPOWIADANIEM POJAWIŁY.
Czasami było ich więcej, czasami mniej, ale mimo wszystko były. Cieszy mnie to bardzo. Jak zwykle, mam do Was wszystkich prośbę - skoro to już epilog, to byłoby mi miło, gdybyście skomentowali opowiadanie całościowo. Co Wam się podobało, co nie. Około 150 osób w ankiecie zaznaczyło, że czyta twincest na tej stronie, więc trochę Was tutaj jest.
Czekam na Wasze opinie i życzę wszystkim udanego weekendu.
Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Lubię twojego bloga jak i wszystkie opowiadania , które przeczytałam . Ogólnie ciężko znaleźć jakiegoś bloga na tyle ciekawego żeby do niego wracać ,jednak twój blog jest takim do jakiego wracam i z uśmiechem czytam kolejne rozdziały jak i nowe opowiadania . Trochę szkoda że to było zawieszone wcześniej ale cieszę się że się zmotywowałaś i je skończyła chociaż szkoda bo lubię perypetie bliźniaków . Mam nadzieję że będziesz dalej prowadzić tego bloga i dalej będziesz pisała o braciach i nie tylko . Nao

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak myślałam, że to będzie koniec, to już w przedostatnim odcinku dało się odczuć. Szkoda, na prawdę szkoda, bo uwielbiałam to opowiadanie. Jak już pisałam ostatnio, urzekły mnie te scenki ich podchodów do siebie i sceny seksu, a tego dzisiejszego to się zupełnie nie spodziewałam. No i Simona jednak zrozumiała, to chyba mnie najbardziej zaskoczyło.
    Cóż, jeśli o mnie chodzi, to opowiadanie bardzo mi się podobało. Czasami długo kazałaś czekać na kolejny odcinek, ale warto było poczekać. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny twincest, bo mam nadzieję, że masz już coś w zanadrzu i że nas twincest maniaków nie zostawisz tak bez niczego :)
    Pozdrawiam i całuje mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne, podoba mi sie ten koniec, zwłaszcza ta "zamiana ról". Bardzo cieszę się też z happy endu.:D To opowiadanie na samym początku było moim ulubionym, potem przebiło je ŚwC, ale u Ciebie to już tak jest, że co kolejne opowiadanie to lepsze od poprzedniego. :) Weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej, ten epilog nadszedł tak niespodziewanie... Miałam zrobić prserwę po ostatnim rozdziale i iść spać, ale patrzę - to już koniec! :<
    To niesamowite jak bardzo potrafię się zżyć z każdym twoim opowiadaniem. Twój styl pisania ma w sobie prostotę i jednocześnie aż zachcęca, by czytać i czytać. Uwielbiam takich autorów.
    Martwiłam się z początku, że wyjdzie tu coś w stylu... Czarnego, bodajże. Lecz akcja nagle się odwróciła i otrzymaliśmy coś zupełnie innego. Niby ten sam wątek, lecz zupełnie inna historia. Jestem z ciebie dumna. Gratuluję kolejnego świetnego opowiadania. Końcówkę widziałam zupełnie inaczej, lecz jest ona właściwym podsumowaniem. Uwielbiam opowiadania, gdzie na końcu i na początku pojawia się ten sam motyw - tutaj właśnie ten cytacik. Przypomina o tym, że ciągle pamiętałaś po jakim torze jedzie TwT.
    Ah, nie mogę zapomnieć wspomnieć o tym jk przeżywałam rozdziały, gdzie chłopcy mieli dowiedzieć się, że są bliźniakami. Czytałam bez przerwy, ciągle marząc o tym, by to się nie stało a jednocześnie byłam cholernie ciekawa, jak zareagują. Aż w końcu dotarłam do tego momentu...
    Plus jestem także fanką epizodów, gdzie pojawia się osamotniony Bill i wszystko-mogę Tom. Rozpływałam się, kiedy tutaj się takie pojawiły :')
    Życzę weny w tworzeniu ŚwĆ, za które wkrótce się zabiorę :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejne arcydzieło :) jak zwykle jestem spełniona. Biorę się za kolejne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne, co tu więcej mówić. Chłopaki w końcu są szczęśliwi. Uwielbiam twoje opowiadania i zaraz biorę się za czytanie następnego ❤

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)