niedziela, 13 marca 2016

07.Siła perswazji



- Co ty chcesz zrobić? – spytał Theo, patrząc na to wszystko szeroko rozwartymi oczami. Zobaczenie kobiety i dziecka w tym stanie sprawiało, że miał ochotę zwymiotować, a co dopiero oglądanie rzeczy, które wampir najwyraźniej dla nich przygotował. – Damon, przestań!
- Niby dlaczego? – spytał wampir, łapiąc chłopca za włosy i wyrywając go z ramion matki. Podniósł go do góry, trzymając w powietrzu za włosy, co musiało być niezwykle bolesne. Dziecko piszczało i krzyczało z bólu, wijąc się i płacząc.
- Mamo! – wołało. – To boli! Mamo, pomóż mi! Mamo! Mamo!
- Od kogo powinienem zacząć? – spytał Damon udając, że się zastanawia. Kobieta doczołgała się do niego i złapała go za nogawkę dżinsów, próbując jakoś dostać się do swojej pociechy, ale Damon kopnął ją w klatkę piersiową i upadła na ziemię, płacząc cicho. – Może od małego, żeby wreszcie się zamknął? Nie znoszę bachorów – dodał Damon z obrzydzeniem.

- Pomocy! – wyszlochała kobieta, patrząc błagalnie na Theo. Był jedynym świadkiem całego zdarzenia i zapewne zrozumiała, że wampir nie zamierza go atakować. – Błagam! Błagam, ratuj moje dziecko!
- No, właśnie, Theo, ratuj jej dziecko – mruknął Damon wyraźnie z siebie zadowolony, ponownie ją kopiąc, kiedy złapała go za nogawkę. – Co, nie chcesz jej pomóc?
- Nie mogę się zgodzić na twoje warunki – powiedział słabo, czując łzy napływające mu do oczu. Nie mógł się zgodzić, po prostu nie mógł, tylko jakoś argumenty za tym przemawiające zupełnie wyparowały mu z głowy, kiedy patrzył na poczynania wampira.
- Och, doprawdy? – spytał Damon, podnosząc chłopca jeszcze wyżej.
- Puść go – poprosił Theo.
Damon przekrzywił głowę i uśmiechnął się tylko.
- Myślisz, że możesz mi rozkazywać? Jesteś tylko jedzeniem. Dość upartym, ale na to mam swoje sposoby.
- Damon, puść go! – krzyknął Theo. Nie mógł znieść odgłosów, jakie wydawał z siebie chłopiec. – Damon!
Wampir nie słuchał. Theo podbiegł do niego i spróbował jakoś pomóc chłopcu, ale Damon popchnął go w pierś na tyle mocno, że Theo poleciał prawie dwa metry do tyłu.
- Siedź! – rozkazał, ale nastolatek zerwał się na równe nogi i doskoczył do niego po raz kolejny.
- Cholerne larwy – warknął Damon, odpychając szlochającego nastolatka.
Kobieta płakała głośno, dziecko wiło się i kwiczało z bólu. Dopiero po dłuższej chwili Theo zdał sobie sprawę, że sam też krzyczy, desperacko próbując powstrzymać Damona, ale nie miał z nim najmniejszych szans. Damon był nieruchomy jak głaz.
- Cholerny bachor.
Wampir rzucił dzieckiem o ścianę. Chłopiec padł na ziemię nieprzytomny. Uderzenie było na szczęście zbyt słabe, żeby go zabić.
Kobieta zaczęła się czołgać w stronę dziecka, ale Damon chwycił ją za głowę w dziwny sposób i Theo już wiedział.
- Nie, nie, nie, nie, przestań! – wrzasnął spanikowany, płacząc. – Wygrałeś, wygrałeś, poddaję się, poddaję, przestań!
Damon spojrzał na niego swoimi czerwonymi oczami i uśmiechnął z zadowoleniem.
- Wiedziałem, że w końcu zmądrzejesz – powiedział, od razu tracąc zainteresowanie kobietą i jej dzieckiem.
Theo podbiegł do nieznajomej, szlochając. Chciał klęknąć obok niej i jakoś jej pomóc, ale Damon popchnął go na ziemię obok niej. Nastolatek dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że wampir ma podkrążone oczy, a jego skóra wydaje się jakby szarawa. Oddychał ciężko, jakby zmęczony.
- Muszę zadzwonić po… - spróbował, ale Damon kompletnie go zignorował, pchając z powrotem na ziemię. Usiadł mu na biodrach, odsłonił jego szyję i z cichym westchnieniem ulgi wgryzł się w wybrane przez siebie miejsce.
Wszystkie myśli odpłynęły z głowy Theo, który przestał się bać, przestał płakać. Czuł tylko przyjemność. Przez chwilę, bo kiedy tylko Damon zaspokoił głód, po złości rozszarpał mu kłami skórę, chcąc go w ten sposób ukarać.
- Jak już z tobą skończę – powiedział cicho wprost do jego ucha – a skończę na pewno, postaram się być naprawdę kreatywny przy zabijaniu cię. Zrobię to tak wolno i okrutnie, jak tylko będę w stanie. Będziesz się wił i krzyczał z bólu, błagając mnie o śmierć, a ja, wyobraź sobie, nie znam takiego słowa jak litość. – Uśmiechnął się, wyraźnie zadowolony ze swoich słów, a potem po prostu odszedł, zostawiając go na ziemi razem z kobietą i dzieckiem.
Zanim nieznajoma dała radę zadzwonić po pogotowie, Theo doszedł do siebie na tyle, że dał radę wstać. Kręciło mu się w głowie i czuł, że jego głowa i kończyny są bardzo ciężkie, ale nie mógł tam zostać. Przyjazd karetki oznaczał przyjazd policji, a powiązanie z dwoma tak dziwnymi sprawami zaczęłoby zastanawiać policję. Nie mógł sobie na to pozwolić.
Zaczął padać deszcz. Theo oparł się o ścianę i podpierając się o nią, szedł najszybciej jak mógł. Musiał stąd odejść. Już, natychmiast.
- Dokąd idziesz? – spytała kobieta, tuląc w ramionach dziecko. – Hej, zaczekaj, zaraz przyjedzie pomoc!
- M-mamo… - zaskomlało dziecko.
- Och, Boże, mój Boże, Matt, Matt, ciii…
Straciła zainteresowanie, pomyślał Theo z ulgą. Odepchnął się od ściany i ruszył przed siebie, czując mocne pieczenie w miejscu, gdzie kły Damona poraniły jego skórę. Czekała go długa droga do domu.
Zanim udało mu się wrócić, minęło kilka ładnych godzin. Zdążył już w miarę oprzytomnieć. Gdy tylko przyszedł do domu, po prostu rzucił się na swoje łóżko i rozpłakał się. Napisał wiadomość do Liama.
„Noe dałem rady sorry :(
A potem zasnął, zbyt zmęczony, żeby to wszystko analizować.
Całą niedzielę ignorował wszystkich, dał im tylko znać, że żyje i na tym się skończyło. Na szczęście Liam nie wpadł na pomysł, żeby do niego przyjść, Theo naprawdę nie chciał nikogo widzieć.
W poniedziałek rano musiał się mocno postarać, żeby zakryć siniak, jaki mu został w miejscu, gdzie Damon się do niego dopadł. O kobiecie z dzieckiem trąbiono we wszystkich wiadomościach. Po raz pierwszy mieli świadka, który był w stanie zidentyfikować zabójcę. Wspominali też o portretach pamięciowych dwóch osób, zabójcy i pewnie jego, ale z pewnością były zbyt niedokładne, żeby mogli ich użyć. Damona rozpoznaliby szybciej, bo kobieta miała więcej czasu, żeby się przyjrzeć. Ale on? Nie, na szczęście stan, w jakim się znajdowała, działał na jego korzyść. Była zbyt rozkojarzona, żeby mu się dobrze przyjrzeć.
Liam i Dennis dosłownie od samego rana wpatrywali się w niego z oczekiwaniem. Theo wiedział, że prędzej czy później będzie musiał im powiedzieć, ale postanowił sobie to zostawić na porę lunchu. Gdy ta wreszcie nadeszła i już usiedli przy swoim ulubionym stoliku, nikt się nie odezwał, a Dennis i Liam patrzyli na niego z oczekiwaniem.
Theo westchnął ciężko, mając ochotę się po prostu rozpłakać.
- Laska z dzieckiem z wiadomości to jego sprawka – burknął tylko. – On chciał…
- Siemka! – Zain usiadł obok Liama ze swoim jedzeniem, stawiając tacę na stole. – No, teraz możesz kontynuować – rzucił do Theo. – Skoro już ktoś usiłował mnie zabić, chcę wiedzieć, dlaczego.
Przy stoliku znowu zapadła cisza. Cała trójka patrzyła na Zaina z niedowierzaniem.
- No? – ponaglił brunet, nic sobie nie robiąc z tych spojrzeń.
- Nie sądzę, żeby… - zaczął Liam, ale Theo machnął ręką.
- Nieważne – chrząknął i rozejrzał się.  Nikt na nich nie patrzył, więc odsunął kołnierz bluzki i pokazał im ślad, który Damon zostawił mu na szyi.
- O, kurwa! – skomentował Dennis, robiąc wielkie oczy. – Był nieźle wpieniony, co?
- Nawet mi nie mów – mruknął Theo. – Ta laska  z dzieckiem...
- Byłeś tam? – spytał Zain, patrząc na niego z niedowierzaniem.
- To było show. Dla mnie. – Teraz jak się nad tym zastanawiał, wiedział, że zrobił głupio. Jasne, ta kobieta i dziecko by zginęli, ale wtedy Damon już by wiedział, że nie zdoła go złamać. Więcej już by nie zabił, gdyby sam chciał żyć, tyle tylko, że Theo taki nie był. Nie potrafił poświęcić dwójki ludzi w celu ratowania innych, nie i już. Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby pozwolił tym ludziom zginąć. Damon był okrutnym wampirem, gotowym zrobić wszystko, żeby osiągnąć swój cel. Theo wiedział, że nigdy nie będzie mógł się z nim równać. – Nie mogłem pozwolić, żeby ich zabił, po prostu nie mogłem…
- W porządku, nigdy by pewnie tego nie wytrzymał – pocieszył go Liam.
- Boję się go. To psychol – przyznał Theo.
- Dobrze, że nic ci nie może zrobić – skomentował Dennis.
- Nie martw się, obiecał mi, że zabije mnie w męczarniach, kiedy przyjdzie na to czas. – Uśmiechnął się gorzko.
Dennis pokręcił głową.
- Nie mogę uwierzyć, że Jonas nic na ten temat nie wie. Jest synem Ojca, powinien coś wiedzieć o tym całym cyrku. Egh… Udało mi się za to podsłuchać, że ktoś zasztyletował dwie córki Celeste, Trację i Gaję.
- Celeste? – Liam spojrzał na niego pytająco.
- Siostra Jonasa. Damon jest synem Mario, kolejnego brata Jonasa.
- A Damon to? – spytał Zain.
- To wampir, który próbował nas zabić – wyjaśnił Liam.
- A chciał nas zabić, bo…? – dopytywał Zain.
- Nie powinieneś się w to mieszać – burknął Theo. – Ostatnie czego potrzebuję, to kolejnej osoby na sumieniu.
- No jedno ci powiem, wkurwiłeś go przednio, skoro zabił dwóch swoich – przyznał Dennis. – Dawno o czymś takim nie słyszałem, ale Celeste nie jest zadowolona.
- Więc niech się nim zajmie, ja się nie obrażę!
Dennis tylko parsknął.
- Kompletnie nie znacie ich praw. Celeste nie kiwnie palcem. Jej dzieci mają tysiące lat, powinny umieć się bronić.
- Możemy zmienić temat? Serio, mam już dosyć historii o wampirach. Zain, jeśli naprawdę chcesz się w to mieszać, proszę bardzo, niech Liam ci wszystko opowie. Ale nie płacz potem, jak tobie albo komuś z twoich bliskich stanie się krzywda.
- Klara się tam cieszy, dostała dwutygodniowe L4 – zaśmiał się Dennis. Theo i Liam spiorunowali go wzrokiem. W tej sytuacji nie było nic zabawnego.

Od tego całego cyrk minęły cztery dni, ale Damon nadal był kurewsko wściekły. Nie mógł uwierzyć, że Theo śmiał mu się przeciwstawić. Oczywiście, wiedział, że złamie dzieciaka, to było kwestią czasu, ale sam fakt, że ten mały robak pomyślał, że może mu stawiać warunki… Damon miał ochotę coś rozwalić – albo kogoś zabić – za każdym razem, jak sobie o tym przypominał.
Więź wpływała w niego w najgorszy z możliwych sposobów. Nie był w stanie kontrolować emocji, które zaczęły nim targać, gdy więź została zawiązana. Starał się z całych sił oddzielić swoje emocje od tych Theo, ale mu to nie wychodziło. Więź była zbyt silna, żeby na to pozwolić.
Już kiedy wchodził na podwórko Theo, czuł potworny strach, którym emanował dzieciak. Strach, zmęczenie, obawę… Mnóstwo negatywnej energii, która powoli zaczynała odbijać się na Damonie. Jakoś to wszystko od siebie odpychał, kiedy miał styczność z dzieciakiem, ale teraz emocje zdawały się jeszcze silniejsze i obawiał się, że prędzej czy później dobiorą mu się do dupy.
Żeby chociaż wiedział, jak zerwać tę cholerną więź. Musiał być jakiś sposób, po prostu musiał, tylko nikt nie chciał puścić pary z ust. Jego ojciec twierdził, że musi być cierpliwy, bo więź w końcu sama osłabnie, ale on nie chciał czekać. Miał dosyć Theo, jego nastoletnich problemów i buzujących w nim hormonów. Był arystokratą, na litość boską, jak mogli mu to zrobić i uwiązać go do tego bachora? Ktokolwiek krył się za maskami i pelerynami, Damon zamierzał ich znaleźć i się z nimi rozprawić.
Gdy wszedł do pokoju, Theo akurat grzebał w szafie. Połową ciuchów zarzucił spory kawałek podłogi.
- Noż, cholera – mruknął, wyłaniając się stamtąd w końcu. Krzyknął krótko, opadając na tyłek, kiedy go zobaczył. – Jezu! – złapał się za serce. – Nie mógłbyś się nauczyć wchodzić drzwiami?!
Damon tylko się uśmiechnął. Słowa Theo brzmiały niemal… ostro, a jednak smród strachu stał się tylko bardziej wyczuwalny.
Theo się go bał i bardzo dobrze, nie będzie sprawiał mu więcej problemów.
- Miejmy to już za sobą – mruknął nastolatek, wstając z podłogi i idąc w stronę łóżka. Wszedł na nie i położył się, podkulając nogi.
Damon usiadł obok niego i oparł się po obu stronach jego głowy. Koszulka na ramiączkach odsłaniała wszystkie interesujące go rejony. Jego uwadze nie umknął spory siniak, który rozlał się dzieciakowi pod skórą. Wyglądał pewnie o wiele gorzej niż mu dokuczał, ale każda kara była dobra za to, co Theo usiłował mu zrobić.
Spojrzał mu krótko w oczy, po czym nachylił się i zatopił kły w skórze dzieciaka. Theo momentalnie odpłynął, a uczucie strachu zajęło wyraźne podniecenie. Damon ledwie zdusił jęk, kiedy i jego ciało zaczęło reagować na podniecenie dzieciaka. A jego krew…
Oderwał się od niego niemal od razu, ocierając usta. Krew smakowała strachem. Za pierwszym razem był zbyt głodny, żeby się przejmować jej smakiem, ale teraz… teraz było to jeszcze wyraźniejsze. Była o wiele gorsza niż na początku. Czyżby kolejny aspekt więzi? Może to dlatego jego stary tak bardzo dbał o swoich partnerów? Czy to możliwe, że jeśli ludzki partner czuł się źle albo był zastraszony to smak jego krwi zmieniał się na gorszy? Było to niezwykle nieprzyjemne odkrycie, tym bardziej, że zdążył się już przyzwyczaić do faktu, iż krew Theo smakowała mu o wiele bardziej niż kogokolwiek wcześniej. Była też bardziej syta.
- Czego się boisz? – spytał z irytacją. – Przecież nie mogę ci nic zrobić – przyznał, chcąc go uspokoić. Był głodny, a ta krew była okropna.
Theo tylko spojrzał na niego z niezrozumieniem, lekko zamroczony.
- Egh, nieważne – warknął i ponownie zatopił kły w jego szyi. Pił przez chwilę, starając się nie skupiać na smaku, lecz panować nad podnieceniem. Gdy dzieciak doszedł i Damon poczuł, że przez tę małą szuję on sam też już jest blisko, oderwał się od niego pospiesznie.
Spojrzał na krocze Theo, okryte bawełnianymi spodenkami od piżamy i skrzywił się, widząc tam sporych rozmiarów mokrą plamę. Cholerne nastolatki i ich pieprzone hormony.
Westchnął ciężko, masując nasadę nosa. W tym mieście już niczego nowego się nie dowie. Sprawdził wszystko, co mógł, wszystkie tropy i nic. Nie było nikogo ani niczego, co mogłoby mu pomóc z rozwiązaniem więzi natychmiast. No, może Jonas, który najdłużej przebywał z Ojcem i mógł mieć jakieś informacje od niego, ale po tym, jak zaatakował tego dzieciaka, którym Jonas się opiekował, jego wuj raczej nie będzie skory do współpracy. Jego ojciec, Mario, nic nie wiedział – lub też nie chciał nic powiedzieć – tak więc na niego też nie mógł liczyć. Celeste była zbyt przejęta śmiercią swoich dwóch córek i o ich śmierć oskarżała Damona. Gdyby zwrócił się do niej o pomoc, pewnie ucięłaby mu łeb. Gloria też odpadała, z całego rodzeństwa to Celeste była jej najbliższa, więc pewnie pomogłaby Celeste go zamordować, gdyby dopadła go w swoje łapy. Pierdolić ich w takim razie, poszuka rozwiązań gdzieś indziej, czyli u Jacoba, najmłodszego syna Ojca. Jeśli Jacob nie będzie umiał mu pomóc, to prawdopodobnie nikt nie będzie. Jacob jednak nie mieszkał w Los Angeles, lecz w Nowym Yorku. Nie mógł tak po prostu odseparować się od swojego jedzenia, co oznaczało, że gdziekolwiek nie będzie chciał się ruszyć, dzieciak musiał iść z nim.
Pokręcił głowę, widząc jak wolno chłopak dochodzi do siebie. Sięgnął po czekoladę, która leżała na stoliku nocnym przy łóżku i wepchnął mu kostkę do ust. Może ona pomoże mu ogarnąć się szybciej, nie zamierzał siedzieć przy nim całej nocy.
Theo dość szybko się zorientował, że coś jest nie tak i Damon jeszcze nie wyszedł. Zamrugał kilka razy i podciągnął się wyżej, siadając i opierając się plecami o ścianę.
- Czemu jeszcze tu jesteś? – spytał podejrzliwie.
- Jutro – powiedział cicho – przyjdę po ciebie wieczorem i masz być gotowy do drogi.
- Do drogi? – zdumiał się nastolatek. – Jakiej drogi?
- Lecimy do Nowego Jorku, mam tam sprawy do załatwienia.
- Nie mogę sobie tak po prostu… - protestował dzieciak, ale Damon nie pozwolił mu skończyć.
- Lepiej, żebyś był gotowy jak po ciebie przyjdę – ostrzegł.
- Moi rodzice w życiu się nie…
- To coś wymyśl – wzruszył ramionami. – Tak czy siak cię stąd zabiorę.
Theo gapił się na niego z otwartymi ustami.
- Ja po prostu nie wierzę, że… - zaczął, ale wampir znowu mu przerwał, zezując na jego krocze.
- Ja też.
To skutecznie zamknęło nastolatkowi usta. Damon wstał i podszedł do okna. Rzucił dzieciakowi jeszcze jeden, pełen satysfakcji uśmiech i wyszedł z jego pokoju. Odetchnął głęboko, czując jak powoli wszystkie emocje z niego schodzą. Całe szczęście. Kto by pomyślał, że jeden taki przeciętny nastolatek może czuć tyle na raz? Na szczęście strach został zastąpiony wzburzeniem, co dawało nadzieję, że następny posiłek będzie smakował o wiele lepiej.

- On jest niemożliwy! – jęknął Theo, waląc głową w książki trzymane na kolanach. – Zakomunikował mi to i się ulotnił i niby co ja mam teraz zrobić?!
Liam oddychał ciężko po przebytym biegu. Od dłuższego czasu biegał i jeździł na zawody, szybko stając się jednym z lepszych biegaczy w szkole. Niestety, lekkoatleci nie byli na czele szkolnej hierarchii, ale to zbytnio Liamowi nie przeszkadzało. Lubił biegać i już.
- Hm, już ustaliliśmy, że nie dasz rady mu się sprzeciwić.
- No wiem! Jak się wkurzy to i tak mnie wyciągnie z domu! Liam, ratuj! – jęknął Theo. Jego przyjaciel zawsze potrafił znaleźć wyjście z sytuacji, więc teraz pewnie też jakoś da sobie radę.
Liam potarł brodę w zamyśleniu.
- Rodzicom nie możesz o tym powiedzieć. Poszliby na policję, a to mogłoby wywołać kolejną masakrę. Hmm, to trochę zawęża pole działania.
- Trochę?! To zawęża całe pole działania.
- Niekoniecznie. Możesz upozorować ucieczkę z domu.
Theo tylko spojrzał na niego z miną, jakby miał się rozpłakać.
- Uziemią mnie do trzydziestki jak mnie znajdą.
- Właśnie o to chodzi. Jeśli Damon przyjdzie po ciebie wieczorem, nie zorientują się do rana, że ciebie nie ma. Może nawet dłużej, może zobaczą dopiero wieczorem? To da ci więcej czasu niż jakbyś upozorował porwanie. Zaginionych ludzi tak szybko się nie szuka, wiesz? Pamiętasz moją kuzynkę Heather? Zaczęli jej szukać po dwudziestu czterech godzinach, bo była już zbyt duża, żeby wszcząć poszukiwania natychmiast. Dawno będziesz za miastem, kiedy się pokapują, że cię nie ma.
- Zaczną was przesłuchiwać.
Liam skinął głową.
- Tak, a ja im powiem, że ostatnio zachowywałeś się dziwne. Że znikałeś na całe dnie i oszczędzałeś pieniądze. Że byłeś rozkojarzony bardziej niż zwykle. Dobry kit to pół sukcesu.
- Nie chcę cię w to mieszać.
- Nie masz wyjścia, Theo.
- Wiem. Ciągle się zastanawiam, czemu padło akurat na mnie.
- Na kogoś musiało.
Westchnął. To też wiedział.
Zapadła cisza. Liam uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, po czym dołączył do swojej grupy, która miała po raz kolejny przebiec dwa kilometry.
Theo w tym czasie zaczął pracować nad planem swojego zniknięcia. Do samego końca nie wierzył, że to robi, ale cóż, nie miał wyjścia.
Jego rodzice bardzo rzadko zaglądali do jego pokoju, więc bez problemu spakował najpotrzebniejsze rzeczy w małą sportową torbę. Wziął wszystkie pieniądze, jakie miał, portfel, telefon i ładowarkę. Nie miał pojęcia, co może mu się przydać ani kiedy wróci, Damon oczywiście nic mu na ten temat nie powiedział. Na ręce zawiązał sobie bandanę, tym razem pozwalając ciemnym lokom rozsypać się wokół jego twarzy i nadać mu o wiele młodszy wygląd.
Damon przyszedł po niego około godziny dwudziestej drugiej, kiedy na dworze było już kompletnie ciemno.
- Gotowy? – spytał lakonicznie.
- Na ile wyjeżdżamy?
- Na tyle, ile trzeba.
To mu niczego nie mówiło. Pokręcił więc tylko głową i zostawił na poduszce list do rodziców, żeby go nie szukali. Damon tego nie skomentował.
Już po chwili szli w ciszy ulicą. Theo obejrzał się jeszcze na swój dom. Zastanawiał się, czy jeszcze kiedykolwiek go zobaczy.

***
Zgodnie z obietnicą wstawiam kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
Pozdrawiam!

12 komentarzy:

  1. Najlepszy jak do tej pory! Z chęcią pożarłabym następny, uwielbiam narracje Damona i Liama uwielbiam,może od biegania jego uda będą sie bardziej podobały koledze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się podobał i chce się więcej:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam łzy w oczach na początku xd rozdział super ale szkoda,że tak żadko

    OdpowiedzUsuń
  4. cuuudne.... ale pozostawia niedosyt ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś coraz bardziej sadystyczna, zaczynam myśleć że Harry miał luzik z Luisem hehe. Ciekawe ile jeszcze będziesz męczyć biednego Theo? Może teraz jak zaczną więcej czasu ze sobą spędzać to Damon jeszcze bardziej się wczuje w Theo i może coś się zmieni? Super rozdział, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A plaujesz zrobić, że oni będą razem czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym nie planowała, nie wpisałabym tego opowiadania jako slash w bocznej zakładce;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. I to jak się podobał :) Ja chcę więcej!
    Szczerze, to nie myślałam, że Damon będzie taką szują, ale w końcu to wampir, czego mogłam się spodziewać skoro uważa się za "boga". Przecież to było do przewidzenia, że Harry nie pozwoli umrzeć tej kobiecie, nikt by nie pozwolił skoro by wiedział jak jej pomóc i jej dziecku. Przez Damona będą mieć traumę do końca życia.
    Pojawiła się wypowiedź Damona, i co okazuje się, że Harry w jakiś sposób na niego oddziałuje, może to w końcu go zmieni.
    Damon jest strasznie apodyktyczny, a biedny Harry musi się mu podporządkować, bo inaczej znowu zabije lub zaatakuje jego bliskich.
    Jestem ciekawa, jak rodzice Harrego zareagują na jego ucieczkę, nie wiem czy pochwalać ich pomysł czy stwierdzić, że jest głupi.
    Jestem ciekawa co przyniesie NY?
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział. Mam też pytanie: ile będzie mieć rozdziałów to opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na chwilę obecną nie jestem w stanie stwierdzić, ile ich będzie. Obstawiam, że ponad 20, ale dokładnie nie wiem.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Kiedy można spodziewać się kolejnego rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,
    och szkoda, że Theo się poddał, no a teraz jedzie z nim w poszukiwaniu ojca... mam nadzieję, że nic nie znajdzie...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)