wtorek, 25 października 2016

01.Bestia

- Agh, cholera! – zaklął pod nosem.
W radio leciała cicho muzyka, przerywana co jakiś czas zabawnym komentarzem spikera. Stiles mimo to bez problemu słyszał wyjący w oddali alarm.
Zawahał się. Alarm oznaczał niebezpieczeństwo. Dla zwykłego obywatela był sygnałem, że należy natychmiast udać się do domu, zabarykadować w środku i poczekać, aż niebezpieczeństwo minie i alarm ucichnie. Zignorowanie go mogło zakończyć się śmiercią poprzedzoną agonią i wyrywaniem kończyn jedna po drugiej. Normalnie Stiles nie miał problemów z przestrzeganiem zasad, nie po ostatnich atakach, ale cholera, miał przygotować obiadokolację, a potem spotkać ze Scottem i Allison. Poza tym, był już prawie pod sklepem, więc równie dobrze mógł zrobić zakupy i dopiero potem udać się do domu. W końcu jaka była szansa, że bestia, która zabija, pójdzie do marketu na zakupy?

Właśnie.
Zaparkował przed sklepem i wysiadł niespiesznie z samochodu. Parking był prawie pusty. Zaparkowane  na nim samochody zapewne należały do pracowników marketu.
Tak jak podejrzewał, prawie nikogo nie było w środku. Albo ludzie uciekli w popłochu, gdy usłyszeli alarm, albo zwyczajnie trafił na moment, kiedy był mały ruch. Obsługa tłoczyła się w pobliżu wyjścia ewakuacyjnego, gotowa do ucieczki w każdej chwili. Stiles miał nadzieję, że nie utknie w sklepie do czasu, aż alarm zostanie wyłączony.
Wziął koszyk i zabrał się za gromadzenie rzeczy, które potrzebował do przygotowania posiłku dla siebie i taty.
 Wpadł na młodą dziewczynę, ubraną w zdecydowanie za dużą męską bluzę. Miała zarzucony na głowę kaptur i wyraźnie próbowała wtopić się w tłum, którego nigdzie nie było. Wyglądała na złodziejkę, więc Stiles pospiesznie odsunął się od niej. Nie chciał mieć przez nią kłopotów.
Zatrzymał się w dziale ze słodyczami i podrapał po karku, próbując wybrać jakieś ciastka. On i Scott nigdy nie mogli dogadać się w tym temacie. Scott uwielbiał pierniki i był w stanie je jeść na okrętkę. Stiles nie znosił pierników, ale ostatnim razem postawił na swoim i wybrał swoje ulubione ciastka z kawałkami czekolady i rodzynkami. Teraz była kolej Scotta na wybieranie. Decyzji ani trochę nie ułatwiał dziwny chłopak, który stał zaraz obok i ani drgnął, gapiąc się na regał uginający się pod ciężarem czekolad.
Stiles westchnął i pokręcił głową. Ten koleś też wyglądał podejrzanie – miał na głowie czapkę z daszkiem i zarzucony na nią kaptur, a na plecach spory plecak. Jego spodnie były znoszone, pochlapane błotem z tyłu nogawek i podarte na kolanach i udach. Buty też nie wyglądały na najnowsze, ale cóż, buty Stilesa wyglądały pewnie tylko odrobinę lepiej – dopiero ostatnio ojciec zdołał spłacić ich dom, więc nie miał jeszcze okazji zarobić pieniędzy, które starczyłyby na jakieś porządne obuwie. Stiles nie mógł się oprzeć wrażeniu, że ten chłopak to kolejny złodziej i jest wspólnikiem tamtej dziewczyny. Odkąd jego ojciec zaczął pracować w policji, Stiles wszędzie widział spisek i nic nie mógł na to poradzić.
Dziwak w końcu wybrał tabliczkę czekolady Lindt i wsadził ją do koszyka. Stiles znalazł paczkę czekoladowych ciastek za pół ceny, więc zadowolony wrzucił je do koszyka razem z piernikami dla Scotta.
W ciszy panującej w markecie strzał z pistoletu zabrzmiał jak wystrzał z armaty. Stiles odruchowo padł na ziemię, próbując zlokalizować niebezpieczeństwo. Po sklepie rozniósł się echem cichy skowyt, a potem zapadła cisza. Jacyś ludzie zaczęli krzyczeć „mam ją”.
Dziwny chłopak spojrzał na Stilesa szeroko rozwartymi oczami, przywierając plecami do regału. Miał ciemnozielone oczy, ze złoto-brązowymi plamkami.
Przystojniak, pomyślał Stiles, wstając ostrożnie i przyglądając się mocno zarysowanej szczęce, kilkodniowemu zarostowi i ogólnie bardzo urodziwej twarzy. Długie rzędy, głęboko osadzone oczy, szerokie, ale ładnie skrojone brwi, prosty nos, wąskie usta… Zdecydowanie najbardziej urodziwa twarz, jaką Stiles w życiu widział. Nie żeby to miało znaczenie w sytuacji, w której się znalazł.
Nagle w oddali rozbrzmiał głośny ryk i warczenie, a potem kolejne strzały i krzyki. Czy to możliwe, że zwierzę, które ostatnio zabijało, weszło do sklepu? Nie miało to wielkiego sensu, ale cóż, ostatnio wiele rzeczy nie miało sensu.
Stiles chciał wyjrzeć i zorientować się w sytuacji, ale całe zdarzenie było tak zaskakujące, że chwilowo go sparaliżowało. Stojący niedaleko chłopak nie miał takiego problemu. Gdy otrząsnął się z pierwszego szoku, zdjął plecak i zaczął przerzucać do niego swoje zakupy, wolne miejsce zapełniając rzeczami z półki.
- Co ty wyprawiasz?! – spytał cicho Stiles, kompletnie zaskoczony. Serio? Dzikie – i pewnie wściekłe – zwierzę grasowało po sklepie, a ten dziwak kradł słodycze?
Sądząc po odgłosach dobiegających z innego miejsca w sklepie, walka trwała w najlepsze. Stiles uniósł się lekko, chcąc podejść bliżej i zobaczyć całe zdarzenie, kiedy coś świsnęło mu koło ucha i trafiło nieznajomego. Chłopak zawarczał, wpadając na regał i przytrzymując się go, żeby nie upaść.
W jego boku znajdowała się strzała.
- Co do…?
Chłopak spojrzał przez ramię. Stiles ze zdumieniem zobaczył, że jego oczy zrobiły się na chwilę dziwnie niebieskie. Bez ceregieli wyrwał strzałę ze swojego boku, zostawiając na jasnej podłodze plamy krwi. Gdzieś rozległ się głośny skowyt bólu, a potem odgłos tłuczonej szyby… Nim Stiles się obejrzał, nieznajomy chłopak już biegł przez alejkę z imponującą szybkością. Wpadł z impetem w boczną szybę, roztrzaskując ją na kawałki i zniknął w ciemności nocy.
Sklep musiał być obstawiony, bo ktoś zaczął strzelać też na zewnątrz. Stiles miał nadzieję, że nikt nie postrzeli tego szalonego złodzieja, biorąc go za bestię. Był też ciekawy, czy łowcy wreszcie złapali to, na co polowali. Jeśli głośne przekleństwa i podniesiony głosy były jakąkolwiek wskazówką co do wyniku starcia, bestia zdołała uciec.
Znowu.
- W porządku?
Stiles obejrzał się i zdał sobie sprawę, że tuż przy wejściu do alejki stoi jasnowłosy mężczyzna z kuszą w ręce. Nie trudno było przeoczyć też kaburę na nodze, w której znajdował się pistolet; do pasa miał przytwierdzony wojskowy nóż.
- Pan Argent. Dobry wieczór.
- Co ty tu robisz, Stiles?
Chłopak podrapał się po głowie, czując się niezręcznie pod bacznym wzrokiem mężczyzny.
Chris Argent był ojcem Allison, dziewczyny Scotta, z kolei Scott był najlepszym przyjacielem Stilesa. Rodzina Allison miała doświadczenie w polowaniach. To oni patrolowali granice lasu, gdzie ukrywała się bestia (lub bestie, nikt tak właściwie nie wiedział, ile ich jest). To oni wpadli na pomysł z założeniem alarmu – umieścili na drzewach czujniki reagujące na podwyższoną temperaturę ciała, więc gdy tylko bestia opuszczała las, wiedziało o tym całe miasteczko. Dzięki temu ludzie mieli czas, żeby się ukryć, a ilość ofiar znacznie zmalała. Mimo sprzętu i doświadczenia w polowaniu, łowcy jak do tej pory nie mieli szczęścia. Jakimś cudem potwór zawsze się wymykał i powracał raz za razem, siejąc postrach wśród mieszkańców spokojnego jak do tej pory miasteczka.
- Zakupy.
- Niebezpiecznie jest kręcić się po ulicach po zmroku – skomentował mężczyzna z wyraźną dezaprobatą. – Masz szczęście, że nic ci się nie stało.
Stiles pokiwał głową.
- Co to było? – spytał.
Mężczyzna puścił jego pytanie mimo uszu.
- Powinieneś wracać do domu. Twój ojciec nie byłby zadowolony, gdyby się o tym dowidział.
Zabrzmiało jak groźba, że mu powie. Nastolatek pokręcił głową, pożegnał się z ojcem swojej koleżanki i poszedł do kasy z zakupami. Po sklepie kręciła się spora grupa uzbrojonych po zęby ludzi. Wszyscy pracowali nad sprawą ataków z ostatnich sześciu miesięcy. Sporo produktów leżało na podłodze, gdzieniegdzie poplamionej krwią.
Stiles zapłacił za zakupy i wyszedł ze sklepu.
Cała ta sytuacja była podejrzana. Łowcy już ponad pół roku próbowali zabić bestię, ale ta ciągle się wymykała. Po miasteczku krążyły już najróżniejsze plotki. Ludzie przestawali wierzyć, że to zwierzę, przypisując te zbrodnie nadprzyrodzonym istotom. W końcu skoro istniały wampiry, to dlaczego nie miały istnieć inne potwory? Coś zagnieździło się w okolicy i wyraźnie nie chciało opuścić tych stron, nie ważne jak bardzo łowcy próbowali się tego czegoś pozbyć.
Czasami Stiles miał wrażenie, że łowcy wiedzą o tej „bestii” więcej niż byli skłonni przyznać, ale trzymał gębę na kłódkę. Gadanie o tym nie miałoby żadnego sensu, przyciągnęłoby tylko niepotrzebną uwagę, a tego nie chciał za żadne skarby świata.
No i to, że strzelali z cholernej kuszy do tego dziwnego gościa kradnącego czekolady, nie było ani trochę podejrzane. Nic a nic.
Początkowo chciał pozostawić ojca w błogiej nieświadomości odnośnie zdarzenia ze sklepu, ale łowcy ściśle współpracowali z policją, więc pewnie dowiedziałby się tak czy siak. Stiles wolał sam mu powiedzieć niż potem dostać pogadankę albo szlaban za zatajenie czegoś takiego. Wiedział, że jego tata traktował te wszystkie ataki bardzo poważnie.
- No więc, tato – zaczął nonszalancko.
- Stiles – powiedział jego ojciec ostrzegawczo. Zapewne już wiedział, co się święci.
- Jeszcze nawet nic ci nie powiedziałem, nie musisz robić takiej miny.
- Nie zapominaj, że znam cię od zawsze. Co zmalowałeś?
Stiles westchnął.
- Nic. Byłem w sklepie na zakupach, zawył alarm, nagle ktoś zaczął strzelać, okazało się, że to pan Argent, nic mi nie jest, koniec historii. – Stiles uśmiechnął się szeroko do taty, mając nadzieję, że odpuści.
Nawet jeśli wiedział, że nie odpuści, nie zaszkodziło spróbować, prawda?
Ojciec spojrzał na niego, mrużąc oczy.
- Stiles. Byłeś w sklepie jak zawył alarm czy pojawiłeś się w nim dopiero po tym, jak zaczął wyć?
- Em, no… Teoretycznie pojawiłem się już po… - Po minie ojca widział, że jest w tarapatach. – Byłem przed sklepem, kiedy zaczął wyć! – zawołał obronnie.
- Wiesz, że to nie są przelewki! Biedna pani Clarkson została dosłownie rozerwana na strzępy! Nie chcę, żeby było choć najmniejsze prawdopodobieństwo, że to może spotkać ciebie.
Stiles pokiwał gorliwie głową. Ani trochę nie uśmiechało mu się bycie rozrywanym na strzępy i miał nadzieję, że uda mu się tego uniknąć.
Ojciec mierzył go wzrokiem przez cały posiłek, ale nie próbował już wrócić do tematu. Obaj wiedzieli, że jeśli Stiles będzie chciał wyjść z domu podczas alarmu to nic go nie zatrzyma.
Po obiedzie Stiles pozmywał i pojechał do Scotta. Jego tata nie był z tego do końca zadowolony. Zawsze po atakach bestii nalegał, żeby Stiles został mimo wszystko w domu, nawet jeśli koniec alarmu oznaczał, że bestia wróciła z powrotem do lasu.
Scott i Allison omal się nie posikali z wrażenia, kiedy Stiles opowiedział im o tym, co zaszło w sklepie. Początkowo Stiles próbował wyciągnąć jakieś informacje o bestii od Allison. Pochodziła z rodziny łowców, więc powinna sporo wiedzieć o nich i bestii, która terroryzowała ich miasteczko. Okazało się jednak, że rodzina Allison dobrze pilnowała, żeby z niczym się przy niej nie wygadać. Mama często zabierała ją na zakupy, kiedy jej ojciec organizował spotkania i omawiał ważne kwestie ze swoimi ludźmi. Kolejna podejrzana rzecz, jeśli Stiles miał być szczery, ale cóż…
- Coś twoja rodzina nie ma szczęścia, Allison – wyszczerzył się, szturchając ją lekko. – Tyle miesięcy polowań i nic.
Scott wywrócił oczami, a Allison wzruszyła ramionami.
- Coś ostatnio złapali – przyznała niechętnie.
- Serio? – spytał Scott. – Czemu wcześniej nic o tym nie słyszałem?
- Nie wiedziałam, że tak cię ten temat interesuje.
Allison nie lubiła mówić o tym, czym zajmowała się jej rodzina, więc Scott starał się nie poruszać z nią tematu polowań. Tak się jednak składało, że nie zawsze dało się to zrobić.
- No? Co złapali? – dopytał Stiles.
- Nie jestem pewna. – Zmarszczyła brwi. – Udało mi się tylko raz usłyszeć, że to zabili i nie próbują wejść do lasu i wytropić reszty, bo bestie są zbyt silne i nie daliby im rady.
- Jest ich więcej?
- Na to wychodzi. Powiedziałabym nawet, że znacznie więcej, skoro boją się wejść z całym swoim arsenałem do lasu.
- Podejrzane – skwitował Scott.
Allison znowu tylko wzruszyła ramionami.
- Kiedy dokładnie zabili jedną? – spytał Scott, marszcząc brwi. – I czemu nikt o tym nie wie? Wiesz, wszyscy chcą wiedzieć, jak to coś w ogóle wygląda i co to jest.
- Nie gadam o tym z rodzicami – ucięła. Westchnęła ciężko. – Też jestem ciekawa o co ten cały szum, serio. Wiecie, jakie to irytujące, że wszyscy milkną, kiedy tylko pojawiam się w pobliżu? Czuję się jak trędowata. Czasami odnoszę wrażenie, że moja rodzina bardzo dobrze wie, co ukrywa się w tych lasach, ale po prostu nie chce tego przyznać.
- Cóż, jeśli to prawda, to dobrze udaje im się strzec tego sekretu – dodał Stiles, bawiąc się sznurkiem od swojej bluzy.
Zaraz po tym, jak ataki się zaczęły, ich miasteczko stało się sławne. Praktycznie w całym stanie mówiono o tajemniczej „postaci, która poluje na ludzi i zostawia ich szczątki w kawałkach”. Gdy tylko ekipa telewizyjna pojawiła się w mieście i zaczęła węszyć w lesie, bestia rozpłynęła się w powietrzu. Nikt nic nie widział ani nie słyszał. Nawet rodzina, która od lat mieszkała w tym lesie twierdziła, że nic nie widziała i że czuje się tam zupełnie bezpiecznie. Szybko stwierdzono, że te całe „ataki” to po prostu zagrywka, żeby przyciągnąć uwagę. Gdy po jakimś czasie bestia uderzyła po raz kolejny, nikt się już tym nie zainteresował. Rodzina Allison wzięła na siebie ciężar ochrony ludzi. Udało im się zagnać bestie do lasu i założyć czujniki, dzięki którym ludzie mieli większe szanse na przeżycie, kiedy bestie atakowały miasto. Od tamtej pory nikt nie widział ani jednego członka rodziny, która została po drugiej stronie. Stiles nawet nie chciał sobie wyobrażać, co te bestie z nimi zrobiły.
Wiedział o całej tej sprawie całkiem sporo nie tylko dlatego, że był wścibskim smarkaczem i nie mógł się oprzeć szukaniu poszlak, kiedy w ich nudnym jak flaki z olejem miasteczku wreszcie zaczęło coś się dziać. Zdobycie dodatkowych elementów układanki było o wiele prostsze dzięki jego ojcu, który pracował nad tą całą sprawą w policji. Nie raz i nie dwa jego ojciec przychodził do domu sfrustrowany, nie potrafią rozwikłać zagadki, jaką były bestie. Jego ojciec nie był głupi – jeśli jakaś sprawa mu śmierdziała, to coś było na rzeczy. I skoro twierdził, że to nie były ataki zwierząt, mógł mieć rację. Najłatwiej byłoby iść do lasu i się przekonać, jaka jest prawda, ale Stiles nie był aż taki głupi, żeby to zrobić. Aż tak mu się nie nudziło.
Mimo posiadania wielu elementów układanki, nijak nie był w stanie tego połączyć w całość. Coś go ciągnęło do tej całej sprawy. Nie dziwił się, że jego ojciec jest nią tak sfrustrowany.
- Na pewno mieli powody, żeby nie mówić nikomu, czym są te bestie – powiedział Scott pocieszająco. Allison była wyraźnie przygaszona przez ich rozmową.
- Właśnie – poparł Stiles tylko dla świętego spokoju, bo ani trochę w to nie wierzył. – Może prawda jest bardziej przerażająca niż ludzie myślą i nie chcą siać paniki. Jestem pewny, ż wszystko wkrótce się wyjaśni.
Allison uśmiechnęła się blado. Scott wcale nie tak subtelnie zmienił temat, pytając o film, który Allison chciałaby obejrzeć, bo była to jej kolej wybierania. Nie wracali więcej do tematu polowań, ale Stiles i tak nie mógł się skupić na filmie, cały czas się zastanawiając, co takiego żyło w lesie, że było w stanie sterroryzować całe miasteczko.

Kilka kolejnych tygodni minęło bez większych ekscesów. Alarm zawył jeszcze dwa razy, ale znowu nikogo nie udało się złapać. Nawał pracy w szkole zmusił Stilesa do porzucenia gdybania o bestii w pobliskich lasach i skupieniu się na nauce. Popołudniami spotykał się ze Scottem i grali na Playstation, udało im się wślizgnąć na imprezę tych bardziej odlotowych dzieciaków z ich szkoły, kilka razy musiał zostać w kozie za pyskowanie do nauczycieli, dalej grzał ławkę w drużynie lacrosse… Nic nowego.
Gdy w piątek pani Madson wreszcie wypuściła go z kozy, na dworze było już ciemno. Był okropnie zły, że musiał spędzić ostatnie trzy godziny w piątkowe popołudnie w bibliotece, sortując książki, ale cóż, mógł się tylko cieszyć, że nie dostał sprzątania szatni sportowej tak jak dwie inne osoby. Tego smrodu by nie przeżył.
W drodze do domu postanowił jeszcze zajechać do sklepu z komputerami po ładowarkę do laptopa, bo jego w jakiś magiczny sposób została uszkodzona. Nie miał pojęcia, jakim cudem mógł przetrzeć gumę do gołego kabla (i nawet trochę dalej), ale hej, to w końcu był on. U niego wszystko było możliwe. W każdym razie, ładowarka działała, ale jeśli coś by się stało i jego laptop by się spalił, na nowy musiałby czekać pewnie do śmierci, więc wolał kupić nową ładowarkę – nawet jeśli wydanie tej kasy sprawiało mu fizyczny ból – i być spokojnym o laptopa.
W sklepie komputerowym nikogo nie było. Nawet sprzedawca się gdzieś zawieruszył, więc Stiles wzruszył ramionami i wszedł między półki, szukając odpowiedniego kabla. Trochę się znał na komputerach i nie było to specjalnie trudne.
Gdy znalazł odpowiednią ładowarkę, wziął ją ze sobą do kasy. Sprzedawca dalej się nie pojawił.
- Halo? – zawołał Stiles. – Jest tu ktoś?
Nikt mu nie odpowiedział, ale na zapleczu paliło się światło, więc trochę zirytowany postawą sprzedawcy postanowił tam zajrzeć.
Coś poruszyło się gwałtownie przy drugich drzwiach i nagle Stiles stanął twarzą w twarz z facetem w kominiarce na głowie i pistoletem w ręce.
- O, kur…
Zanim skończył, usłyszał dwa strzały i poczuł nagły ból w boku i ramieniu. Obejrzał się ze zdumieniem i zdał sobie sprawę, że z zaplecza wyszła druga osoba w kominiarce.
Stiles upadł, dysząc ciężko. Miał nadzieję, że szok nie przerodzi się w atak paniki, bo dwie rany postrzałowe i atak paniki mogły tworzyć zabójczą kombinację i to dosłownie.
Drżał, leżąc na podłodze i zastanawiając się, ile minie czasu, zanim się wykrwawi. A może go zastrzelą? Może…
Jego myśli przerwał podniesiony głos mężczyzny.
- Oszalałeś?! Czemu do niego strzeliłeś?!
- Sorry, spanikowałem – odezwał się drugi. Jego głos był spokojny, zupełnie jakby cała sytuacja nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia.
- Spanikowałeś?! – niemal krzyknął ten pierwszy. – Przyszliśmy tutaj po sprzęt, a nie zabić jakiegoś dzieciaka. Co my teraz z nim niby zrobimy?!
- Skąd mam, kurwa, wiedzieć?! Mówiłem ci, spanikowałem! – podniósł głos.
- Ja pierdolę. Co teraz? Co teraz?!
- Uspokój się, zaraz cos wymyślę.
Stiles zamknął oczy. Dzięki adrenalinie jeszcze nie czuł bólu, ale podejrzewał, że nie potrwa to długo.
- Szkoda, że ty nie byłeś taki spokojny, kiedy zobaczyłeś tu dzieciaka! Posadzą nas na wieki, jeśli ktoś się o tym dowie!
- Więc musimy zadbać, żeby nikt się o tym nie dowiedział, prawda? Jezu, stary, nie panikuj! Powiedziałem, że coś, kurwa, wymyślę! Daj mi pomyśleć, co?!
Nie brzmiało to dobrze. Stiles sięgnął ręką do kieszeni, chcąc zadzwonić na policję, ale ręka drżała mu tak mocno, że jeden z napastników od razu to zauważył i przydepnął mu nadgarstek żołnierskim butem, blokując mu jakikolwiek ruch.
- Kitty zajęła się kamerami, prawda? Nikt nie będzie wiedział, co tutaj zaszło. Sprzedawca nie widział naszych twarzy, mamy kominiarki. Dzieciaka też nie widział, bo ciągle jest nieprzytomny. Musimy się tylko pozbyć dzieciaka i po kłopocie.
- Jak niby zamierzasz to zrobić, Einsteinie? – spytał wyraźnie podenerwowany ten pierwszy. – Jak znajdą ciało to po nas! Wiesz, że to zawsze wypływa! Mój brat nie skończył w pierdlu przez przypadek! Nie zamierzam pójść w jego ślady, ty głupi…
- Zamknij się! Zamknij się! ZAMKNIJ SIĘ! – Zapadła cisza. – Dziękuję – dodał zupełnie spokojnie. – Jedyne co musimy zrobić, to pozbyć się ciała. Wyrzucimy go w lesie.
Stiles otworzył szeroko oczy. W lesie? Nie. Nie, nie! Nie mogli go tam wyrzucić!
- W lesie? – spytał ten zdenerwowany głupio.
- Tak, kretynie, w lesie! Z lasu nikt nie wraca, tam mieszka ta bestia, która zabija! Zawieziemy go do lasu i wyrzucimy, a bestia zajmie się nim za nas. Pewnie przyjechał tu samochodem, więc zaparkujemy go przed lasem. Wszyscy pomyślą, że dzieciak był na tyle głupi, żeby tam wejść. Ciało zniknie i po kłopocie.
- Okej. Zróbmy to – zgodził się po chwili panikarz.
Stiles sapnął, kiedy jeden z napastników podniósł go z podłogi, zarzucił sobie na ramię i wyniósł ze sklepu. Ten drugi zabrał się w tym czasie za ścieranie jego krwi.
Sklep był na uboczu, a poza tym było ciemno, więc Stiles wątpił, żeby ktoś zauważył, co się dzieje i zadzwonił na policję.
W terenowym samochodzie siedziała ciemnowłosa kobieta.
- Co ty robisz? – spytała. – Kto to jest?
- Matt go przypadkiem postrzelił. Wyrzucimy go do lasu, żeby pozbyć się śladów.
- Nic nie potraficie zrobić dobrze, co, półgłówki? - spytała, ale nie zareagowała w żaden sposób na insynuację, że zamierzają zostawić w lesie człowieka na pewną śmierć. – Dobrze chociaż, że mamy to, po co przyjechaliśmy.
Ból nasilał się i nasilał z każdą chwilą, w pewnym momencie do tego stopnia, że Stiles stracił przytomność. Gdy się ocknął, jeden z mężczyzn wywlekał go z samochodu. Ten drugi przyjechał jego samochodem i zaparkował go obok. Kobieta wzięła od niego klucze i wsadziła mu je do kieszeni spodni.
- Kto go tam zaniesie? – spytał jeden lekko przestraszony. – Nie chcę, żeby bestia mnie zjadła. Matt? Ty go postrzeliłeś, ty go tam zanieś.
- Spierdalaj, nie ma mowy, nie wejdę tam! Ja wymyśliłem, co z nim zrobić. Ty idź!
- Ale z was cipy – stwierdziła „Kitty”. Złapała Stilesa za bluzę i dosłownie zaciągnęła do lasu. Miała sporo siły jak na kobietę. Nie zawahała się ani trochę przy przekraczaniu granicy. Właściwie to zaciągnęła go do skarpy, która znajdowała się jakieś dwieście metrów od ściany lasu i zrzuciła go w dół. Nawet gdyby bestia jakimś cudem nie zauważyła, że Stiles pojawił się w lesie, wdrapanie się z powrotem z takimi obrażeniami nie wchodziło w grę.
- Słodkich snów, skarbie.
Stiles otworzył oczy, patrząc na koronę drzew i pojedyncze gwiazdy rozproszone na niebie. To było w pewien sposób ironiczne, że mimo bestii żyjącej tuż pod jego nosem, to właśnie ludzie przyczynią się do jego śmierci. Stiles poważnie wątpił, żeby coś zostało dla bestii, kiedy ta już go dopadnie. Podejrzewał, że do tego czasu straci przytomność i to będzie na tyle.
Wiedział, że Argentowie patrolują las dzień i noc. Nabrał powietrza w płuca i próbował ich zawołać, ale jego głos był zbyt słaby. Podejrzewał, że jeśli by go usłyszeli, weszliby do lasu, żeby mu pomóc. Jeśli ktoś miał jaja, żeby spacerować po tych lasach w takich okolicznościach, to byli to Argentowie.
Gdy plan A zawiódł, Stiles wyciągnął z kieszeni telefon i chciał zadzwonić po pomoc, ale nie miał zasięgu. Został więc tylko plan C - zebrał resztkę energii, jaka mu jeszcze została i postanowił chociaż spróbować wdrapać się na tę skarpę. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby spróbować. No, może przeszywający na wskroś ból, ale jeśli miał szansę ujść z życiem, był w stanie to znieść.
Tak jak podejrzewał na początku, wdrapanie się do góry byłoby cholernie trudne, nawet gdyby był zupełnie zdrowy i w pełni sił. Zrobienie tego z kulą w boku i ramieniu – bez szans. Sturlał się na dół i omal nie zemdlał od razu, kiedy przez jego ciało przeszła kolejna fala bólu.
Głupia ładowarka do laptopa. Pojechał do sklepu po głupią ładowarkę do laptopa. Tylko tyle wystarczyło, żeby go zabić.
Coś zaszeleściło na górze skarpy, więc Stiles uniósł wzrok z nadzieją, że ktoś z rodziny Allison go usłyszał i przyszedł na pomoc.
Jedyne, co zobaczył w ciemności, to para jarzących się żółtych oczu.
Potem stracił przytomność.


***
Okeeej. Jestem ;)
Wydawało mi się, że ostatni post dodałam z jakieś trzy miesiące temu i aż się przestraszyłam, że już minęło tyle czasu, ale na szczęście nie.
Jak widzicie, nowe opowiadanie to ff do Teen Wolfa. Zostawiłam imiona, tak jak to oryginalnie piszę, bo bardzo lubię ten serial, ale jeśli większość z Was wolałaby zobaczyć tutaj zupełnie zwyczajne imiona, niepowiązane z serialem, mogę to zmienić.
Miałam najpierw ogarnąć wszystko przed publikacją, ale zostawiłam notatki w Polsce i nie mam pojęcia, kiedy po nie pojadę, więc pomyślałam fuck it. Kiedyś pisałam bez notatek, więc teraz też się jakoś zepnę.
Średnio stoję z internetem jak na razie, ale jak tylko wreszcie go podłączą, skończę zakładkę "Więzi". Wydaje mi się, że brakuje dwóch ostatnich rozdziałów?
To chyba tyle? Mam nadzieję, że opowiadanie się Wam spodoba. Czytałam ten rozdział chyba ze sto razy i dalej nie wiem, co o nim myśleć. Poratujcie mnie opinią, na tym etapie jeszcze mogę wprowadzić zmiany, zanim zaliczę jakąś wtopę ;)
Pozdrawiam!


18 komentarzy:

  1. ZOSTAW IMIONA
    Ostatnio cierpie na niedobór Stereka i ogólnie TW bo czekam na ten 6 sezon 😬
    Domyślam sie, że w lesie ukrywają sie wilkołaki. Jestem ciekawa jak sie to potoczy, a znając ciekawość Stilsa będzie ciekawie 😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zmieniaj imion :) W końcu to fanfik teenwolfowy ;) Czekałam na nowe opowiadanie i strasznie mnie ucieszył nowy wpis, a jak zobaczyłam że to będzie Stiles to radość podwójna ;) Zaczyna się ciekawie, mam nadzieję, że chłopak ze sklepu był tym, kim myślę i że to uratuje tyłek Stiles w lesie, trzymam kciuki za wenę i szybki następny wpis :)
    pieskun

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Mało oryginalne - "Więź 2". Uznałam, że skoro jest to opowiadanie fantasy i - znowu - o więzi, to tytuł będzie trafny.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. No właśnie jaki tytuł, fajnie że jest coś nowego:-0

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, hej 😀 Fajnie że zaczęłaś nowe opowiadanie :) Co prawda nie oglądam tego serialu ale mniej więcej wiem o co chodzi więc czekam z niecierpliwością na tą tytułową bestię :) Ciekawe co tym razem nam zaserwujesz? Bardzo dziękuję i ogromu weny życzę 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie nie jest w żaden sposób kanoniczne, więc nie musisz się martwić. Czytałam na ao3 ff do TW, gdzie wilkołaki utknęły w lesie po wojnie z ludźmi i przyszło mi to do głowy.
      Osoby, które znają fabułę TW będą w stanie szybko się zorientować, kto jest czarnym charakterem w całej historii :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Wow... po mału zmieniam się w mistrza czytania ff bez obejrzenia/przeczytania tego na czym są one oparte.... ale co tam! Rozdział super i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Weszłam po długiej obecności na twój blog z zamiarem przeczytania po raz kolejny tego samego ff ,bardzo się cieszyłam że publikujesz nowe rzeczy rozdział świetny i czekam na więcej :D
    Nao

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, że wróciłaś już do nas :)
    Przyznam się, że nie oglądałam tego serialu, ale może dzięki Twojemu opowiadaniu nadrobię zaległości :)
    Zapowiada się bardzo ciekawie :)
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Imion nie zmieniaj.
    Bardzo fajny rozdział, nie mogę się doczekać co się stanie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezuu! To opowiadanie jest świetne.Jezu, ten rozdział tak mi się spodobał i tak bardzo chce wiedzieć co dalej :( Błagam, nie trzymaj mnie długo w niepewności. Uwielbiam Teen Wolf! Mysle, ze to będzie super fanfik, znając Twoje możliwości :D
    Życzę weny i nie zmieniaj imion. Jest dobrze. Mam nadzieję, ze to Pan D, który go uratuje :D

    OdpowiedzUsuń
  11. O Matko *-* nigdy nie oglądałam Teen Wolf, ale co tam <3 Opowiadanie SUPER, nabrałam do Ciebie zaufania, więc wiem, że tego nie sknocisz :D czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  12. Sterek! Hura!
    Cierpię na brak tego parringu, zwłaszcza, że tylko dla tego zaczęłam oglądać WT. Później wiadomo, akcja mnie wkręciła, Stereka nie było itd.
    No ale dla mnie oni i tak zawsze będą jednym z paringów na których niedobór będę cierpieć zawsze, nieważne, ile opowiadań przeczytam.
    Znaczy... zakładam, że to Sterek, bo albo czegoś nie doczytałam, albo jestem do tyłu z odcinkami i zahaczasz o coś, co jest w 4/5 sezonie, których nie oglądałam jeszcze. Ale mniejsza o to, jakoś dam radę.
    Stiles w tarapatach, to chyba jest tak oczywiste, ze aż zaskakujące. No bo naprawdę, niech go ktoś w końcu na prawdę przemieni i będzie z nim św spokój. Chociaż z drugiej strony tak jest zabawnioej. Zwłaszcza, jak lata z baseballem. on jest jak polska pogoda, pogrzana i nieprzewidywalna.
    Chyba jeszcze nigdy w życiu nie pochłąnęłam takiej ilości tekstu w tak krótkim czasie. No ale to twoje, poza tym TW. Czyli jedna z najlepszych mieszanek jake można sobie wymarzyć.
    czekam na następny rozdział.
    Nie przejmuj się, że zrobiłaś sobie przerwę. Każdy ma swoje życie, a pisanie bo terminy można o kant stołu roztłuc. Pisanie powinno być przede wszystkim hobby i odskocznią od problemów codzienności.
    Nie, zebym nie tęskniła, bo mimo, że sama mam mega zaległości w czytaniu blogów, to twój staram sie odwiedzać w miarę regularnie i nadrabiać wszystko, to jednak brakowało mi twoich opowiadan. Naprawdę. One są naprawdę inspirujace.
    Może dzięki temu opowiadaniu znajdę motywację, aby skończyć TW w najbliższym czasie. W końcu Spartakusa tez obejrzałam tylko dzieki twoim shotom, szczególnie Barce.
    Weny życze
    Inna

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdziały będą dodawane regularnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodawać je tak jak ostatnio, czyli mniej więcej co 8-9 dni. Do świąt Bożego Narodzenia nie powinnam mieć problemów z regularnym publikowaniem, a potem się okaże, co dalej.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Cieszę się, że zdecydowałaś się napisać coś z Teen Wolfa :)
    Lubie serial, ale wszystkie FF ze Sterekiem są moim uzależnieniem. Przeczytałam już wszystko, co znalazłam na Ao3, a twój styl pisania bardzo przypadł mi do gustu i aż nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Życzę dużo weny i czasu na pisanie!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale super. Uwielbiam Teen Wolf i tę parę. Idę się zabrać za drugi rozdział. Wenyy 😍😍

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)