wtorek, 1 listopada 2016

02.Las

- O nie, nie, nie, nawet mi się nie waż teraz umierać!
Ktoś uderzył go w twarz. Stiles tylko się skrzywił. Ból promieniujący z jego pleców był sto razy gorszy, ale i tak uderzenie trochę go oprzytomniło.
Ktoś go niósł. Przez las.
- Stiles! Jeśli umrzesz mi na rękach to przysięgam, że znajdę sposób, żeby cię wskrzesić i zabiję cię własnoręcznie!
Głos był znajomy, ale Stiles nie był w stanie stwierdzić, do kogo należał. Wiedział tylko, że to kobieta. Musiała mieć sporo siły, bo nawet się nie zasapała, niosąc go.
Może do tych bestii, żeby mogły go zjeść? Chociaż nie… One nie jadły ludzi. Chyba. Ciała były rozerwane, a nie zjedzone, ale cóż, wielu z trupów pewnie i tak nie odnaleziono.
- Jeszcze tylko chwila. Laura! Mamy problem!
Kolejne minuty były chyba najdziwniejszymi w jego życiu. Nagle znalazł się w jakimś domu, otoczony przez sporą grupę ludzi. Mówili coś podniesionymi głosami, ale jego mózg był tak zamroczony, że nie był w stanie zrozumieć ani słowa.

Ktoś odwrócił go na brzuch i rozdarł mu ubranie. Wlano mu do ust coś, co miało metaliczny smak. Cokolwiek to było, pomogło mu zostać przytomnym prze kolejnych kilka minut.
- Erica, wracaj na patrol! Derek, Peter, trzymajcie go. Cora, woda i ręczniki.
- Co się… - wymamrotał cicho, próbując się rozejrzeć i zrozumieć, gdzie jest i co się stało. Niestety było zbyt ciemno, w pomieszczeniu paliło się tylko kilka świec. Stiles miał wrażenie, że oczy ludzi w pomieszczeniu błyszczały w ciemności na żółto, niebiesko i czerwono, ale to nie było możliwe.
- No, mały, teraz zaboli. Derek, liczę na ciebie.
Ktoś zaskomlał tuż obok jego głowy.
- Wiem, wiem.
Stiles wrzasnął, kiedy w jedną z ran coś mu włożono. Po chwili ból zelżał i był nawet całkiem znośny, biorąc pod uwagę to, że ktoś dalej grzebał mu w ranie.
Minęła dłuższa chwila, zanim narzędzie zostało usunięte z cichym pomrukiem zadowolenia.
- Druga przeszła na wylot – odezwał się jakiś mężczyzna.
- To dobrze.
- Nie mogłabyś go po prostu ugryźć? Nie musielibyśmy marnować naszych i tak już szczupłych zapasów.
Coś zawarczało groźnie niedaleko ucha Stilesa. Chłopak zamknął oczy modląc się, żeby to coś go nie zjadło po tym, jak ci ludzie najwyraźniej zdecydowali się mu pomóc.
- Oczywiście, Derek, jakżebym mógł zapomnieć – rzucił ten sam mężczyzna sarkastycznie.
Stiles odetchnął cicho, korzystając z faktu, że prawie nie czuł bólu. Nie rozumiał, jak to możliwe – no chyba że umierał, to była w sumie jedyna opcja – ale zamierzał korzystać na całego.
Nie miał pojęcia, na ile odpłynął, ile jeszcze czasu słyszał podniesione głosy i skomlenie. Gdy się obudził, leżał na skraju lasu, niedaleko swojego samochodu. Pochylało się nad nim dwóch mężczyzn.
- Hej, mały, co jest? – spytał jeden, klepiąc go lekko po twarzy.
Stiles skulił się z bólu.
- Ma ubrania przesiąknięte krwią. Zabierzmy go do szpitala, tylko najpierw… - Facet podniósł ostrożnie koszulkę Stilesa i aż sapnął. – O mój Boże, to rana postrzałowa.
- Dwie – wychrypiał nastolatek, zamykając oczy. Może jeśli będzie miał szczęście, to ci tutaj nie wrzucą go z powrotem do lasu.
- Dzwonię po karetkę – powiedział jeden i wstał. Odszedł kawałek, mówiąc szybko do telefonu.
- Co ci się stało, mały? – spytał ten drugi, który przy nim kucał.
Stiles uśmiechnął się słabo.
- Sam chciałbym to wiedzieć.
- Nie wiesz? – zdziwił się mężczyzna.
- Niestety – skłamał. Ten, kto go zaatakował, mógł po niego wrócić. Jeśli rozniesie się plotka, że nie wie, co się stało, może pomyślą, że faktycznie nie pamięta albo chociaż jest zbyt przerażony, żeby gadać. Istniało więc duże prawdopodobieństwo, że zostawią go w spokoju. – Hej, co… co robisz? – spytał zdezorientowany, kiedy facet zaczął go macać i podciągać mu jego ubrania, wyraźnie czegoś szukając. – Hej. Ej, przest…. Co ty rob…? – Facet przejechał rękami po jego tyłku, udach i łydkach.
- Cii, chcę tylko zobaczyć, czy masz jakieś inne obrażenia.
- Mogłeś zapytać, a nie mnie macać! – warknął Stiles.
Ty pedofilu, dodał w myślach.
Karetka przyjechała po kilkunastu minutach i zabrano go do szpitala. Zanim drzwi karetki się za nim zamknęły, usłyszał wyjącego w oddali wilka. Łowcy spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
Stiles w mgnieniu oka został naszprycowany środkami przeciwbólowymi, a jego rany opatrzono. Tracił i odzyskiwał świadomość i kompletnie nic nie rozumiał z tego całego lekarskiego bełkotu, więc postanowił zostawić to ojcu i poczekać, aż ten mu przetłumaczy. Gdy lekarz wreszcie wyszedł i zostawił go z tatą – przerażonym całym zajściem i wściekłym, że do niego doszło – Stiles spytał.
- Umieram?
- Nie, ale kiedy stąd wyjdziesz postaram się, żebyś chciał.
Stiles sapnął.
- Tato!
- Co, tato? No co? Mija kilka godzin i pojawiasz się w szpitalu z dwoma ranami postrzałowymi. Co ci się, u diabła, stało?
- Ugh, nie jestem pewien.
- Stiles! – warknął jego ojciec ostrzegawczo.
- Naprawdę. To wszystko… nic z tego nie wydaje się realne.
- Pozwól, że ja to ocenię.
- Uhm, poszedłem do sklepu po kabel do laptopa. Zastałem tam włamywaczy, jednemu z nich puściły nerwy i mnie postrzelił w dwóch miejscach. Uznali, że wyrzucą mnie do lasu i zwalą całą winę na bestię, gdy ta już rozszarpie mnie na kawałki.
- Byłeś w lesie?! – niemal krzyknął jego ojciec.
- Nie wiem, tato. To wszystko wydawało się takie nierzeczywiste.
Żółte ślepia patrzące na niego w ciemności.
Dziwna kobieta, grożąca mu śmiercią.
Jeszcze więcej błyszczących oczu. Podniesione głosy, ból.
Skomlenie.
Warkot.
Wycie wilka?
Czy to wszystko rzeczywiście się wydarzyło, czy może była to tylko jego wyobraźnia napędzana bólem?
- Co było potem? – spytał jego ojciec.
- Potem… potem jest ta nierealna część, kiedy ktoś mi pomaga i zostawia na skraju, żeby łowcy mnie znaleźli.
- Oni cię tylko znaleźli? Nic więcej?
- Mhmm…
- Nie zmieniali ci ciuchów? Nie próbowali opatrzyć twoich ran?
Stiles zmarszczył brwi. Chciało mu się spać, ale najpierw musiał to wszystko wyjaśnić.
- Nie.
- Wygląda więc na to, że ta nierealna część historii jest bardziej realna niż myślisz, Stiles.
- Czemu?
Jego ojciec spojrzał na niego i pokręcił głową.
- Kula z twojego boku została usunięta przed przyjazdem do szpitala. Poza tym bluza, którą miałeś na sobie, gdy cię znaleźli, na pewno nie jest twoja ani Scotta. Nigdy wcześniej jej nie widziałem. Więc? Co się stało w tej nierealnej części?
Nastolatek tylko pokiwał głową i zamknął oczy. Miał nadzieję, że ojciec zobaczy jak bardzo jest zmęczony i przestanie mu zadawać pytania chociaż przez chwilę. Najpierw sam musiał sobie wszystko poukładać w głowie, żeby to zrozumieć.
Jego tata usiadł przy nim i zacisnął palce na jego lewej ręce.
- Cieszę się, że nic ci się nie stało – powiedział cicho.
Stiles chciał mu coś odpowiedzieć, ale nie bardzo wiedział co, więc milczał. Po jakimś czasie zasnął.
Obudził się następnego dnia rano. Lekarz go zbadał, a potem Stiles miał całe godziny na przemyślenia. Zmniejszyli mu dawkę środków przeciwbólowych, więc nie był zamroczony i mógł na spokojnie zastanowić się nad wydarzeniami poprzedniego dnia.
Jakaś część niego była przekonana, że to wszystko nie mogło się stać. Las był okupowany przez bestie, wejście do niego groziło śmiercią. Tak przynajmniej wszyscy myśleli. Skąd więc wzięli się tam inni ludzie? Dziwni i przerażający, ale jednak ludzie.
A może to nie był las? Tylko co to wtedy mogło być? W pobliżu nie było żadnych domów, nic, a on przecież został zabrany do jakiegoś. Nie był też na tyle zamroczony, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, gdzie ci włamywacze go zawieźli. Zresztą, dali mu jasno do zrozumienia, co zamierzają z nim zrobić.
Stiles kompletnie nic z tego nie rozumiał. Skąd w lesie wzięli się ludzie? Czemu żyli, skoro wszyscy inni zostali zabici przez bestie? Chyba że żadnej bestii nie było… Tylko znowu… Jeśli tak, to skąd łowcy? Skąd pokaleczone i rozerwane ciała? Nic nie trzymało się kupy.
- Znam tę minę.
Nastolatek obejrzał się i zobaczył w wejściu swojego ojca.
- Nad czym tak intensywnie myślisz? – spytał.
Stiles westchnął.
- Próbuję tylko przypomnieć sobie dokładnie, co się wczoraj stało, to wszystko.
- Czujesz się lepiej? Lekarz powiedział, że miałeś wiele szczęścia i żadna z kul niczego ci nie uszkodziła. W niedzielę popołudniu możesz wrócić do domu pod warunkiem, że będziesz na siebie uważał.
- W sensie jutro? Tak szybko? – zdumiał się.
Mężczyzna skinął.
- Też nie wiem, o co chodzi i od kiedy wypisują po ranie postrzałowej po dwóch dniach, ale… wszyscy są pewni, że nie ma żadnych przeciwwskazań.
Stiles zmarszczył brwi. Znał swojego ojca i wiedział, że czegoś nie chciał mu powiedzieć. Postanowił jednak na razie to zostawić i skupić na zajściu w lesie.
- Ekstra! Może mam jakieś supermoce? – rzucił z szerokim uśmiechem.
Jego ojciec wywrócił oczami.
- Chcesz poznać moje supermoce w dopasowaniu szlabanu tak, żeby najbardziej ci dopiekł? - Stiles wydął usta, patrząc na niego z niewinną miną. – Nie patrz tak na mnie, ta mina przestała na mnie działać, jak miałeś cztery lata. – Spojrzał na zegarek. – Muszę już iść. Wpadłem tylko zobaczyć, jak się czujesz. Przyjdę do ciebie po pracy, okej?
- Jasne, tato. Uważaj na siebie.
- I kto to mówi. Scott cię później odwiedzi. I ktoś z biura szeryfa, żeby z tobą porozmawiać.
- Okej.
- To do później.
- Pa!
Scott uścisnął go tak mocno, że Stiles omal nie posikał się z bólu w ramieniu. Oczywiście przeprosił i uścisnął go jeszcze raz, tym razem lżej i „uważając”, żeby nie zrobić mu krzywdy. Skończyło się na tym, że uraził jego bok.
Stiles chciał mu powiedzieć o całym zajściu, ale nie zrobił tego. Kochał Scotta jak brata, ale marny był z niego kłamca. Poza tym, odkąd zszedł się z Allison, mówił jej dosłownie o wszystkim. Normalnie było to dla Stilesa tylko irytujące. W tym wypadku nie mógł sobie na to pozwolić. Allison pochodziła z rodziny łowców i nie chciał, żeby cokolwiek z tego, co się stało, trafiło do niej, na pewno nie przed tym, jak sam się dowie, o co chodzi. Oczywiście, gdyby się mocno uparł, Scott pewnie zataiłby to wszystko przed swoją dziewczyną, ale Stiles nie chciał, żeby Scott dla niego kłamał i to w dodatku Allison.
Nie zająknął się ani słowem o tych dziwnych ludziach z lasu, którzy prawdopodobnie uratowali mu życie. Powiedział tylko, że ktoś go wrzucił do lasu i łowcy znaleźli go na skraju. Scott nie wiedział nic o tym, że to nie lekarz w szpitalu wyciągnął mu kulę z boku i lepiej, żeby tak zostało.
Z zastępcą szeryfa było o wiele gorzej. Stiles nie bardzo wiedział, jaki kit mu wcisnąć, żeby brzmiało to wiarygodnie, więc zdecydował się na wersję z tym, że nie pamięta. Nigdy wcześniej nikt go nie postrzelił, więc utrzymywał, że adrenalina i szok załatwiły sprawę. To wszystko działo się tak szybko, a potem… potem stracił przytomność i obudził się, kiedy dwóch łowców się nad nim pochylało. Nie miał pojęcia, co działo się z nim od momentu, kiedy tak babeczka zostawiła go w lesie do momentu pojawienia się łowców. Stiles podejrzewał, że w normalnych okolicznościach by mu nie uwierzył, ale znał jego ojca i wiedział, jak ten podchodzi do kłamania. Pewnie nie spodziewał się, że Stiles mógłby tak po prostu skłamać. Nastolatek wiedział, że jego ojciec będzie wściekły, w końcu Stiles już mu zasugerował inną wersję wydarzeń, ale trudno.
Na początku chciał w ogóle skłamać też co do tego, jak go postrzelono. Ten, kto to zrobił, mógł chcieć dokończyć robotę. Zdecydował jednak, że nie ma sensu tego robić. Za mało wiedział o tych ludziach, żeby móc im jakoś zaszkodzić, więc równie dobrze mógł powiedzieć policji, co na ich temat wiedział. Szanse, że ich złapią, były praktycznie zerowe. Jeśli byli mądrzy, będą się trzymać od niego z daleka.
Do wieczora Stiles omal nie rozniósł swojego pokoju w szpitalu. Nie potrafił usiedzieć w miejscu, a już zwłaszcza bez czegoś, co mogło go zając. Nie miał nawet swojego telefonu i nie miał pojęcia, co się z nim stało. Mógł mu wypaść gdzieś w lesie lub po prostu zostać w sklepie. W tamtym momencie telefon był ostatnią rzeczą, o jakiej mógłby myśleć. Nic więc dziwnego, że nie wypuszczono go ze szpitala w niedzielę popołudniu, tylko sporo przed południem. Wszyscy mieli już serdecznie dość jego narzekania i prób zatrzymania go w łóżku. Jego wyniki były dobre, więc lekarz pozwolił mu wrócić wcześniej do domu.
- To są rzeczy, które znaleźli w twoich kieszeniach, kiedy tutaj przyjechałeś – powiedziała jedna z pielęgniarek, podając mu małe pudełeczko. Stiles otworzył je i odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył tam swój telefon.
- Nie mogliście mi tego oddać wcześniej? – spytał. – Wszyscy spędzilibyśmy wczorajsze popołudnie w radośniejszym nastroju.
Pielęgniarka spojrzała tylko na niego spod byka.
W pudełku była jeszcze tylko guma do żucia i pendrive. Stiles zmarszczył brwi. Ten pendrive nie należał do niego.
- Ee, to na pewno było w mojej kieszeni? – podniósł mały przedmiot.
Pielęgniarka uniosła brwi.
- Oczywiście.
- Tak na milion procent?
- Tak. Sama opróżniałam twoje kieszenie. Coś nie tak?
- Ee, nie, nie, tylko byłem przekonany, że go zgubiłem. Co z kluczami do auta?
- Scott odstawił twój samochód pod nasz dom – powiedział jego tata i uśmiechnął się lekko do pielęgniarki. – Dzięki, Sarah.
- Do usług, John – odparła, uśmiechając się lekko. Pewnie gdyby nie Stiles, totalnie poleciałaby na jego ojca. – Pilnuj młodego.
- Jasne. Do zobaczenia.
- Cześć.
Gdy tylko wyszli ze szpitala, Stiles rzucił ojcu krzywe spojrzenie.
- Żadnych pielęgniarek, tato. Obiecaj.
- Nie wiem, o czym mówisz.
Stiles tylko wywrócił oczami.
W drodze do domu zamówili sobie pizzę z dostawą. Zanim Stiles zdążył się zakręcić w domu, już ją dostarczono.
Zjedli razem w kuchni. John często spoglądał na swojego syna, jakby chciał się upewnić, że na pewno tam jest i nic mu się nie stało.
- Więc… Felix powiedział mi, że za wiele nie pamiętasz z feralnego dnia.
Stiles przełknął kawałek pizzy i wziął sporego łyka coli przez słomkę.
- Naprawdę?
- Stiles.
- No co? Chcesz, żeby mieli mnie za wariata? Naprawdę nie jestem pewien, co się stało.
- Ale coś jednak pamiętasz.
- Za mało, żeby być wiarygodnym. Tato, jesteś policjantem, dobrze wiesz, jak by się to skończyło. – Nastolatek wgryzł się w pizzę z przyjemnością. – Poza tym – dodał z pełnymi ustami – co za różnica? Ktokolwiek mnie poskładał do kupy, widocznie chciał pozostać anonimowy. Gdyby było inaczej, nie zostawiłby mnie gdzieś, gdzie mogli mnie znaleźć łowcy.
- To wszystko jest podejrzane, Stiles i nie podoba mi się, że najwyraźniej jesteś w samym oku cyklonu.
- W oku cyklonu jest najspokojniej – odparł. – Nic mi nie będzie, po prostu miałem pecha. Zdarza się.
John westchnął, ale nie drążył tematu. Wiedział, że Stiles potrafił być uparty. Naciskanie go sprawiłoby tylko, że jeszcze bardziej pilnowałby, żeby niczego nie palnąć. Lepiej było dać mu spokój, dopóki był względnie bezpieczny.
Po obiedzie Stiles poszedł do swojego pokoju najspokojniej jak mógł – był zaskakująco mobilny po dwóch ranach postrzałowych i nawet go zbytnio nie bolały plecy – i zamknął się w nim na klucz. Włączył laptopa i pospiesznie podłączył do niego pendrive, zanim padnie mu bateria.
Znalazł tylko dwa foldery, z czego jeden był pusty, a w drugim znajdowały się zdjęcia lasu i jakiś filmik. Stiles kliknął w filmik.
Jakość pozostawiała wiele do życzenia, ale była wystarczająco dobra, aby zobaczyć nagranie. Jakiś starszy mężczyzna, który wydawał się dziwnie znajomy, stał uśmiechnięty, mierząc z broni do nastolatki przykutej łańcuchami do ściany. Po jej policzkach ciekły łzy, ale oczy ciskały błyskawice. Stiles nawet miał wrażenie, że jej oczy są żółtawe, ale jakość filmiku nie pozwoliła mu zbytnio się przyjrzeć. Słychać było ciche warczenie, jakby dzikiego zwierzęcia, ale ciężko było stwierdzić tak na sto procent. Ktokolwiek to kręcił, miał fatalny sprzęt.
- Nie płacz, skarbie, twoja rodzina niedługo do ciebie dołączy – powiedział starszy mężczyzna i strzelił dziewczynce w głowę. Stiles podskoczył, kiedy nastolatka znieruchomiała, przytrzymywana w pozycji pionowej tylko przez łańcuchy. Po jej czole pociekła wąska strużka krwi. Dziewczynka była martwa. Filmik skończył się dwie sekundy po tym, jak mężczyzna zacmokał z zadowoleniem, chowając broń do kabury.
Jakim cudem pendrive z TYM znalazł się w jego kieszeni?!
Siedział jeszcze kilka minut, patrząc w ekran szeroko rozwartymi oczami i nie wierząc w to, co zobaczył. Puścił filmik jeszcze raz, próbując dostrzec coś, co pomoże mu umieścić to zdarzenie w jakimś konkretnym miejscu i czasie, ale nic nie zauważył. Był zbyt poruszony, żeby skupić się na szczegółach.
Pokręcił głową. Jeśli do tej pory sytuacja wydawała mu się dziwna, to po obejrzeniu filmiku była popierdolona.
Wstał i podszedł do przezroczystej tablicy do pisania. Zmazał równania, które na niej były. Tablica była idealna, kiedy pomagał Scottowi z matmą lub chemią albo do zadań z fizyki, więc Stiles często jej używał. Została mu jeszcze z czasów, kiedy ćwiczył na niej z mamą pisownię. Usiedzenie przy książkach nie było możliwe, więc rodzice kupili mu tablicę, która służyła nie tylko do nauki, ale też zabaw. Spędzał przy niej całe cholerne popołudnia, grając na niej z mamą w różne gry. Do czasu, aż umarła, oczywiście.
Wziął do ręki pisak i zastanowił się chwilę. Ojciec zawsze mu powtarzał, że zbiegi okoliczności to anomalia, która prawie nie występuje w świecie. Nic nie dzieje się bez przyczyny.
„NAPAD NA SKLEP” był pierwszą rzeczą, którą umieścił na tablicy. Nie pytał jeszcze ojca o szczegóły, ale podejrzewał, że jest to ważny element układanki. Zwłaszcza że to prawdopodobnie podczas tego napadu włożono mu pendrive’a do kieszeni. Dopisał „PENDRIVE” jako osobną kategorię podejrzewając, że to jakaś grubsza sprawa. „LUDZIE W LESIE” było jedną z rzeczy, które najbardziej go intrygowały. Zaraz obok dopisał jeszcze „PRZYSPIESZONE GOJENIE”, bo rany postrzałowe gojące się w dwa dni nie zdarzały się na porządku dziennym. Skoro nic nie działo się bez przyczyny i nie istniały zbiegi okoliczności, to na liście brakowało jeszcze „ŁOWCY”. Facet, który go zmacał, mógł być po prostu pedofilem, jasne, ale istniało prawdopodobieństwo, że jego zachowanie miało inne przyczyny. Stiles nie chciał niczego pominąć.
Po drugiej strony tablicy napisał „ATAKI ZWIERZĄT”, „BESTIE” i po raz kolejny „ŁOWCY”, tym razem jako całą grupę. Wiedzieli więcej niż twierdzili, że wiedzą. Stiles też chciał się dowiedzieć.
Odsunął się od tablicy i spojrzał na wszystko z oddali. Spróbował przypomnieć sobie wszystko, co mu się przydarzyło, szczególnie w lesie. Po chwili zastanowienia dopisał „Kitty”, „?” i „Matt” pod napadem na sklep. Znak zapytania oznaczał drugiego mężczyznę, którego imienia nie znał. Zrobił strzałkę i dopisał, że jego brat siedział za morderstwo. To mogła być ważna informacja. O Kitty i Matcie nic nie wiedział, więc zostawił ich na razie w spokoju. Miał nadzieję, że coś na nich znajdzie. Nie chciał, żeby ludziom, którzy prawie go zabili, uszło to na sucho. Przy łowcach, którzy go znaleźli, wpisał macanie i dał wykrzyknik. Niech go cholera, jeśli to nie było podejrzane. Do „przyspieszonego gojenia” dopisał „bluza”, „wyjęta kula” „metaliczny napój”, „tylko 2 dni w szpitalu”. Miał przebłyski odnośnie tego, co stało się z kulą. Nie miał jednak pojęcia, co stało się z jego bluzą i do kogo należała ta, w której go znaleziono. Nie wiedział też, co podano mu do picia i dlaczego oraz co sprawiło, że jego rany tak szybko się zagoiły. Może ten napój?
 „Pendrive” zostawił tylko ze znakiem zapytania, bo nie chciał, żeby ktoś przez przypadek się o nim dowiedział. Informacje na jego temat miał w głowie. Zanotował sobie też w myślach, żeby przekopiować filmik jeszcze na jakiś inny dysk i schować go gdzieś, gdzie w razie „W” jego ojciec go znajdzie.
Przy „ludziach w lesie” wpisał wszystko, co tak właściwie dotyczyło samego lasu, czyli „jarzące się oczy”, „wycie wilka”, „kobieta ze skarpy”, „reszta ludzi”. Postawił przy ostatnim znak zapytania, bo kto to, do cholery, mógł być? Ktokolwiek wszedł do lasu, już z niego nie wracał. No, poza nim, ale to był raczej przypadek.
Stiles przypomniał sobie o rodzinie, która mieszkała kiedyś w tych lasach. Do tej pory wszyscy myśleli, że bestia zamordowała wszystkich jej członków, ale może wcale tak się nie stało? Może oni ciągle tam żyli?
Nie, niemożliwe… Łowcy w życiu by im na to nie pozwolili. W lesie było niebezpiecznie. Jedna wizyta w mieście, choćby po głupie zakupy, i już by ich nie puszczono z powrotem. To musiał być ktoś inny. Ktoś inny żył w lesie i bestia/e z jakiegoś powodu ich nie ruszała/y. Z jakiegoś powodu inni byli rozszarpywali na strzępy lub po prostu znikali, a oni nie.
Aż go skręcało z ciekawości. Pech chciał, że nie było najmniejszej szansy na dowiedzenie się prawdy bez ponownego wejścia do lasu. Łowcy z pewnością nic mu nie powiedzą. Nie był taki głupi, żeby w ogóle pytać. Ci, co mieszkali w lesie, pewnie nie pojawiali się w mieście. Do tej pory już ktoś na pewno by o tym usłyszał.
Westchnął ciężko, odkładając pisak. Wyglądało na to, że musi wypytać ojca o dokumenty dotyczące napadu na sklep.
A potem…
… potem czekała go wycieczka do lasu. 


***
Hej :)
Cieszę się, że mimo przerwy dość sporo z Was dało mi znać, co myśli o pierwszym rozdziale. Widzę, że na razie Wam się podoba i liczę na to, że będzie tak do samego końca. Jako że sama zdycham z powodu gorączki, postanowiłam wykorzystać ostatnie MB swojego internetu i dodać rozdział.
W opowiadaniu będzie dużo przemyśleń Stilesa co do tych wszystkich zabójstw, dlatego niektóre rozdziały będą o wiele dłuższe, żeby to jakoś zbilansować. Na to pewnie nikt nie będzie narzekał ;)
Anyway, mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Pozdrawiam!

9 komentarzy:

  1. Nie narzeka a czekam na więcej, jest super:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wleciał kolejny rodział! Teraz tylko czekam na więcej informacji o bestiach, ale Stiles już powinien się czegoś więcej domyślić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się jak dużo szczegółów czerpiesz z serialu a jak dużo wymyślasz, może kiedyś obejrzę -żeby mieć porównanie :) Ciekawe dlaczego nikogo nie dziwi że rany zagoiły się tak szybko? Mam pewne obawy że będą Stillesa obserwować :) Ciekawe czy uda mu się dostać do lasu i jak go tam przywitają i po co dali mu tego pendriva, ze względu na ojca? Bardzo mi się podoba i czekam na ciąg dalszy :) Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Drugi rozdział, a ja już sie boje, co bedzie dalej. Chyba udzieliły mi się klimaty helloween i wszędzie wyczuwam masakrę. No ale moje prawo.
    Zwłaszcza, ze bestia jest tak okrutna. Ale ja tam nie mam zastrzeżeń. lubię duże ilości krwi.
    Stiles nie ukryje tego, co już wie przed Scottem, przynajmniej nie na dłuższą metę. Oni zawsze jakoś wiedzą i kiedy zaczynają obydwoje główkować to wychodzi nawet ciekawiej, zwłaszcza, ze istneje ta nuta niepewności, czy Scott sie nie wygada Allison. coś mi mówi, ze i tak będą ją musieli poprosić o pomoc, więc im szybciej zaczną tym lepiej. Wiem, kanony sie mnie trzymają, ale ja nieobeznana w TW za bardzo.
    nie wiem dlaczego, ale ja od samego początku czułam, ze chodzi o Dereka. Tylko jeszcze nie umiem tego logicznie posklejać w całość, ale może później jakoś to ogarnę.
    Mój nr.1 jeśli chodzi o twoje opowiadania. Bo sterek.
    czekam, jak dalej sie rozwinie akcja.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Jasne, że się podobał. Jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Intrygujący rozdział :)
    Nasz główny bohater ma coraz więcej pytań, tylko ciekawe kto mu na nie odpowie? Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo na to czekać.
    Już nie mogę się doczekać wycieczki do lasu i kolejnej przygody :)
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)
    P.S Jak dla mnie rozdziały mogą się nie kończyć xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Dość ciekawie się zapowiada i jak na razie bardzo mi się podoba ;) Zwłaszcza rozmowy ojca z synem. Nie mogę się doczekać, jak będzie więcej Dereka, duuużo więcej :*
    Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia i będziesz miała dużo weny :)
    Twoje opowiadania są świetne, nie rezygnuj z tego.

    OdpowiedzUsuń
  8. To rozszarpywanie ciał jest dziwne. Nie oglądałam serialu więc będę miała same niespodzianki. A ten filmik? Jak dla mnie to był łowca ale może swoich domysłów nie będę tu wypisywać bo naprawdę dużo tego by było. Nie mogę zrozumieć sensu napadu w sklepie. Opowiadanie świetne (jak wszystkie) i nie mogę się doczekać następnego rozdziału
    Dużo weny życzę
    Mishinaru hito

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko jest bardzo dobrze opisane. Charakter Stilesa też, dokładnie taki jak w serialu. Nie mogę się doczekać co będzie dalej i jak zakończy się jego wyprawa do lasu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)