Kevin stał w miejscu zupełnie nieruchomo ze strachu. Nie
mógł uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Serce biło mu mocno, a
dłonie pociły. Czuł, że to już jego koniec i było mu z tego powodu… smutno.
Chciał coś osiągnąć, spełnić swoje marzenia… Okazało się jednak, że nikogo to
nie obchodziło, a śmierć tak po prostu po niego przyszła. Po niego i… po
Cogerów.
Chłopak wiedział, że są tak samo przerażeni jak on, ale oni
potrafili zachować zimną krew. Nawet Bill. Co prawda przysuwał się do niego i
trzymał go za rękaw kurtki, ale… Kevin czuł, że trzyma się dobrze.
On sobie nie radził.
Kiedy Cogerowie złączyli połówki znaku i zajaśniało
niebieskie światło, musiał zasłonić oczy czując ból. Po chwili już nie było tak
dokuczliwe.
Zdumiony otworzył oczy. Wciąż potwornie się bał, jednak nic
się nie działo. Piski ustały, światło zniknęło. Było tak przerażająco cicho i
ciemno!
Zakrzewski przełknął głośno ślinę i wyciągnął komórkę z
kieszeni. Zobaczył, że na podłodze leżą Cogerowie. Obaj byli zupełnie
nieruchomi, a w ich bezwładnych dłoniach znajdowały się połówki yin-yang.
-Bill! Tom!- powiedział Kevin łamiącym się głosem.
Uklęknął przy nich i nachylił się nad Czarnym. Odwrócił go
na wznak i świecąc mu w twarz telefonem, zaczął go klepać po twarzy.
-Bill! Obudź się, proszę! Tom? Cholera!
-Nic im nie będzie.
Zakrzewski zerwał się na równe nogi słysząc czyjś cichy
szept. Serce podskoczyło mu w piersi, zaraz jednak zdał sobie sprawę, że to
głos Krzyśka.
-Gdzie jesteś?- spytał nawet nie siląc się na uprzejmość.
-Idź za moim głosem.
-Zdradziłeś nas!- warknął szatyn nie ruszając się z miejsca.
-Wybacz- odszepnął mu Krzysiek.
-Wybacz?! Chyba kpisz! Omal nas nie zabiły!
Kevin usłyszał rozdzierający szloch.
-Obiecały, że zostawią go w spokoju…
-Co?
Chłopak zmarszczył brwi nie rozumiejąc, o co chodzi.
-Miałem do was zadzwonić, a one miały nas puścić wolno.
Obiecały.
-O czym ty mówisz?
-Zabiły go na moich oczach, a ja nic nie mogłem zrobić.
-Co ty…
-Nie chciałem was zdradzić. W ogóle nie chciałem się w to
mieszać, ale on uparł się, że potrzebujecie pomocy.
-To on chciał, żeby bliźniacy dowiedzieli się wszystkiego?
On się tym interesował?
Kevin starał się zrozumieć jak najwięcej z tego, co mówił
Krzysiek. Nie wiedział, jakie tamten ma obrażenia, ale nie spieszyło mu się do
sprawdzenia tego.
-Od samego początku był tym zafascynowany. Podobało mu się w
tamtym wymiarze, chociaż był przerażony tym, co nas spotkało…- zaczął cicho
mówić Krzysiek.- Kiedy już się wydostaliśmy, zaczął zbierać informacje. Grzebał
w różnych aktach i artykułach tak długo, aż natrafił na inne odnotowane
przypadki tego zjawiska. To jeszcze bardziej go nakręciło. Brakowało mu
potworów.
-Chciał tam wrócić?
Zapadła cisza. Szatyn usłyszał, jak mężczyzna bierze głęboki
oddech.
-Takie miałem wrażenie. Nigdy jednak nie odważył się mnie
poprosić o ponowną próbę samobójczą. Kiedy zobaczył ślady na szyi Billa i
dowiedział się, że jest z bliźniaków, ubzdurał sobie, że młody na pewno też tam
był. Śmiałem się z niego, jednak okazało się, że to była prawda. Filip był…
wniebowzięty. Demony przedarły się do realnego świata, a on znowu mógł poczuć
się jak szesnastolatek, którego spotkało coś magicznego…
Krzysiek przerwał na chwilę i zakaszlał. Kevin niepewnie
zaczął się do niego zbliżać.
-Niepotrzebnie się wtrącaliśmy. Te demony są inne od tych,
które spotkaliśmy w młodości. Są brutalne, agresywne i bezlitosne. Filip był
pewny, że wszystko skończy się dobrze, bo wcześniej przecież świetnie sobie
poradziliśmy. Mylił się.
-Porwały go i przyprowadziły tutaj. Potem zwabiły ciebie,
kazały ci zadzwonić do Cogera i wciągnąć w pułapkę. Dlaczego?
-Nie mogą wtrącać się do realnego świata. Mimo buntu boją
się Boga. Jeżeli będą zwracać na siebie zbyt wielką uwagę, zajmą się nimi
wysłannicy Stwórcy. Muszą być ostrożne w tym, co robią. My wszyscy jesteśmy już
w to wmieszani, więc dopóki tylko my o nich wiemy, czują się bezpieczne.
-Dlaczego nas atakują?
-Nie wiem.
Szatyn doszedł do mężczyzny i zatrzymał się krok przed nim.
Zacisnął rękę na telefonie, który trzymał w dłoni.
-Jak je załatwić?
-Gdybym wiedział, nie byłoby mnie tutaj. Nie martw się o
bliźniaków. To normalna reakcja, wkrótce się obudzą. Potwory na razie zniknęły,
ale to nie były wszystkie. One po was wrócą. Musicie być ostrożni. Pod żadnym
pozorem nie wciągajcie w to nikogo innego, inaczej podzieli los Filipa. I mój.
Zakrzewski uklęknął obok mężczyzny i świecąc telefonem
zaczął badać jego obrażenia. Zdziwił się, kiedy żadnych nie dostrzegł.
-Czy ty udajesz?- zapytał zdezorientowany.
Krzysiek zaśmiał się z goryczą.
-Zrozumiesz, kiedy Cogerowie się obudzą. Kevin, mój czas już
się kończy. Przeproś ode mnie bliźniaków. Spróbujcie je jakoś załatwić, zanim
was zabiją. Koniecznie dowiedzcie się, czego od was…
-Jak się z tobą kontaktowały?
Cisza.
Szatyn poświecił na twarz mężczyzny. Przełknął głośno ślinę
widząc zamknięte oczy. Odwrócił głowę nie mogąc patrzeć na tą zapłakaną i
ubrudzoną krwią twarz.
Wstał i na chwiejnych nogach podszedł do braci. Uklęknął
przy Czarnym i podniósł go do siadu.
-Bill? Obudź się! No, już! Otwieraj oczy!- mówił cicho
potrząsając bratem, jednak ten nie zareagował.
Cierpliwie przemawiał do chłopaka, jednak ten zupełnie nie
reagował. W końcu dał sobie spokój. Położył go delikatnie na podłodze, a sam
ułożył się obok. Zwinął się w kulkę i zamknął oczy. Już dawno nie miał tak
wielkiej ochoty na to, żeby tak po prostu się rozpłakać. Sytuacja go
przerastała, czuł się samotny i zagubiony. Gdyby teraz demony znowu uderzyły,
on nie potrafiłby obronić ani siebie, ani Cogerów.
Gdy tylko zamykał oczy, widział martwego Filipa, a potem
Krzyśka. Nie mógł uwierzyć, że kilka minut temu na jego oczach umarł człowiek.
Zadrżał na samą myśl o tym, że gdyby nie fortel z łańcuszkami, oni teraz również
leżeliby tutaj martwi. Nikt by im nie pomógł.
W co ja się wmieszałem, zastanawiał się Zakrzewski. Po co
pomagałem Tomowi, kiedy to coś go atakowało na uczelni?
Nie znał odpowiedzi na to pytanie. To był odruch.
…Kevin
podszedł pod uczelnię zaciągając się dymem papierosowym. Już z daleka widział,
że coś jest nie tak. Wszedł po schodkach pod budynek i przyjrzał się uważnie
wyłamanemu zamkowi. Przez chwilę stał wpatrując się w zniszczone drzwi
spokojnie paląc papierosa. Potem wyrzucił peta i rozdepnął go butem. Rozejrzał
się uważnie, jednak nikogo nie dostrzegł. Po cichu wszedł do środka.
Przez
kilka minut krążył po całym budynku szukając sprawcy włamania, jednak niczego
nie znalazł. Zdziwiło go to, jednak westchnął tylko. Już miał wychodzić, kiedy
nagle usłyszał ogromy huk. Ruszył biegiem w kierunku, skąd, jak przypuszczał,
usłyszał hałas.
Stanął jak
wryty, kiedy zobaczył Cogera słaniającego się na nogach i wpatrującego się w
dziwną postać, która wydawała z siebie przerażające piski.
Kevin
patrzył, jak dziwny stwór szykuje się do ataku. Poczuł dziwny ucisk, jakby
wiedział, że Tom nie wyjdzie z tego cało. Nie zastanawiając się nad tym, co
robi, ruszył w stronę swojego brata.
W
ostatniej chwili rzucił się na blondyna przewracając go na podłogę. Nie
obchodziło go, że teraz prawdopodobnie również stanie się celem. Ważne było, że
Coger żył…
Szatyn leżał z otwartymi oczami, chociaż i tak nic nie
widział. Nie robiło mu to żadnej różnicy. Chciał, żeby bliźniacy się wreszcie
obudzili. Zaczynał się o nich poważnie martwić. Był nawet skłonny przypuszczać,
że Tom specjalnie zemdlał, żeby przyprawić go o zawał serca. Wiedział, że to
głupie, ale od samego początku w każdym słowie i geście blondyna doszukiwał się
podstępu. Był już chyba po prostu przewrażliwiony.
Po około godzinie Zakrzewski był już bliski załamania. W
oczach miał łzy, skończyły mu się papierosy i nie wiedział, co powinien zrobić.
Leżał w jakimś starym magazynie z dwoma nieprzytomnymi braćmi i… dwoma trupami,
jednym rozszarpanym przez potwory. Był przerażony tym, że zaledwie kilka kroków
od niego leży zmasakrowane ludzkie ciało. W dodatku Cogerowie się nie budzili i
odnosił wrażenie, że jest w tym magazynie jedyną żywą osobą. Niestety, nie mógł
się ruszyć z miejsca, chyba że zostawiłby Cogerów samych. Nie mógł przecież
zarzucić ich sobie na plecy i wrócić do domu, to nie wchodziło w grę. Jęknął
zrezygnowany zastanawiając się, dlaczego, do cholery, jego życie jest takie
okropne?
Mijały kolejne minuty, a bliźniacy nadal nie reagowali.
I nagle…
Kevin usłyszał cichy jęk. Zerwał się do siadu i szybko
wyciągnął z kieszeni komórkę świecąc nią blondynowi w twarz.
-Cholera, zabieraj to!- warknął Coger zasłaniając oczy ręką.
Zakrzewski odetchnął z ulgą, ale zaraz wpadł w złość.
-Zaraz ci przypieprzę, idioto! Co wy w ogóle odwalacie?!
Masz pojęcie, co ja tutaj przeżyłem?!
-Och, zamknij się! Bill? Hej, obudź się!
-Jeszcze pięć minut- wyszeptał Czarny przewracając się na
drugi bok.
-Wstawaj, do cholery!- warknął szatyn szarpiąc młodszego
Cogera za ubranie.
Bill wymamrotał coś i usiadł na podłodze. Ziewnął głośno.
-O, rety. Co to było?- zapytał zszokowany.
-Nie wiem, co to było, ale lepiej stąd spadajmy.
Przypominam, że w odległości kilku metrów od nas leżą dwa trupy i…
-Dwa?!- wykrzyknęli Cogerowie.
-Tak, Krzysiek też nie żyje.
-Spadajmy stąd!- jęknął Czarny.
Chłopcy wstali z podłogi i spiesznym krokiem wyszli z
magazynu.
-One nas zabiją- powiedział cicho Tom.
Kevin i Bill nawet nie zaprotestowali, tylko spuścili głowy
w dół. Wcześniej nie traktowali tego poważnie, teraz nie potrafili podejść do
tego tak lekko. Za bardzo się bali popełniać głupie błędy. I tak już na zbyt
wiele sobie pozwalali.
Szli w ciszy nie wiedząc, co powiedzieć. Kevin uparcie
wpatrywał się w chodnik przed sobą. Po raz pierwszy od bardzo dawna brakło mu
słów.
Nagle usłyszał jakieś wołanie. Przystanął zdziwiony.
-Słyszeliście?- zapytał.
-Co?- zdziwił się Tom.
-Cicho!
Kevin przez chwilę nasłuchiwał, po czym zaklął szpetnie i
ruszył przed siebie z prędkością, której nie powstydziłby się niejeden biegacz.
Bill patrzył zdumiony na pędzącego szatyna.
-Co on świruje?- warknął Tom.
Obaj szybko pobiegli za nim. Kiedy go wreszcie dogonili,
Kevin właśnie nokautował jakiegoś mężczyznę. Dwóch innych stało trochę z tyłu,
a u ich stóp leżała drobna, skulona postać.
Dziewczyna.
Czarny stał z szeroko otwartymi oczami i patrzył, jak
Zakrzewski jedną ręką trzyma mężczyznę za bluzkę, a drugą zadaje mu silny cios
w szczękę. Nieznajomy zachwiał się i poleciał do tyłu upadając na ziemię.
Tom odruchowo ruszył bratu na pomoc. Kevin nie miał szans z
trzema facetami, zwłaszcza że jeden wyciągnął nóż. Bill jęknął tylko
rozglądając się gorączkowo za jakąś bronią. Powalony na ziemię mężczyzna został
jeszcze kopnięty przez szatyna w brzuch. Dziewczyna łkała rozdzierająco patrząc
na bójkę, którą miała tuż przed nosem.
-Cholera!- warknął Tom łapiąc swojego przeciwnika za ramiona
i wymierzając mu silny cios kolanem. Gdy ten skulił się z bólu, blondyn
błyskawicznie złapał go za bluzkę na piersi i z całej siły uderzył go w twarz.
Nieznajomy osunął się na ziemię jęcząc i trzymając się za krwawiący nos. Czarny
skrzywił się. Sam dobrze wiedział, jak to boli, niestety posmakował siły
bliźniaka.
Młodszy Coger zauważył, że trzeci mężczyzna wyskakuje na
Kevina z nożem. Tom zawahał się. Bill dostrzegł kawałek jakiejś metalowej
rurki. Podniósł ją z brzękiem i zakradł się do mężczyzny. Akurat w momencie,
kiedy napastnik chciał się rzucić na Zakrzewskiego, Czarny z całej sił uderzył
go rurką w tył głowy, aż zahuczało.
Mężczyzna sapnął upadając na kolana i łapiąc się za tył
głowy.
-Cholerni gówniarze!- warknął jeden z opryszków pomagając
wstać swojemu kompanowi.
Po chwili cała trójka zniknęła w mroku nocy klnąc i
odgrażając się.
-Uch! Było blisko!- rzucił Tom z uśmiechem.
Kevin podszedł do dziewczyny, złapał ją za nadgarstki i
brutalnie podniósł do pionu. Przysunął ją do siebie tak, żeby patrzyła mu w
oczy, przez co musiała stanąć na palcach. Po jej policzkach płynęły łzy, a w
oczach czaił się strach, jednak szatyna to nie ruszało. Był wściekły.
-Zupełnie ci odbiło, ty kretynko jedna! Co ty tutaj
robisz?!- wrzasnął na nią.
Dziewczyna jeszcze mocniej się rozpłakała. Bill dostrzegł,
że napastnikom udało się zedrzeć z niej kurtkę i porwać bluzę. Nietrudno było
się domyślić, co chcieli jej zrobić.
-Ty głupia idiotko!
-Przestań, tylko ją straszysz- powiedział Tom próbując
załagodzić sytuację.
-Nie wtrącaj się, do cholery! Teraz rozmawiam z nią!-
warknął szatyn do brata, a potem znowu skupił się na dziewczynie i potrząsnął
nią mocno.- Wiesz, co by się z tobą stało, gdybym cię nie usłyszał?! Wiesz?!
Nieznajoma nie była w stanie wydusić z siebie słowa, Kevin
ją przerażał. W sumie to Bill też się go bał w tej chwili, a co dopiero miała
powiedzieć ta biedna dziewczyna.
-Odpowiedz, do cholery! No, już! Wiesz?!
-Kevin, zostaw ją, ona się boi- powiedział Tom.
-Powinna się bać! I przestań ją bronić! Ty chyba nie zdajesz
sobie sprawy z tego, co jej groziło!
-Kevin…
-Ani słowa! Mam ochotę jej zademonstrować, jak kończy się
życie takich nadzianych idiotek, które szlajają się same nocami po mieście.
Bliźniacy spojrzeli na siebie zdziwieni. Żaden z nich nie
bardzo wiedział, co znowu tak bardzo zdenerwowało Zakrzewskiego. Wyglądał,
jakby miał zaraz wybuchnąć.
-Gdzie twój popieprzony braciszek? I czemu cię nie pilnuje?
Czy wy wszyscy już do reszty zdurnieliście?!
-Znacie się?- spytał spokojnie Bill ignorując wrzaski
swojego brata.
Kevin tylko prychnął. Krzywiąc się odepchnął od siebie
dziewczynę i ta się przewróciła.
-Żal mi ciebie. Jeżeli chcesz się szmacić, to idź na drogę i
nie rób z siebie ofiary.
-Ja…- wyjąkała przerażona dziewczyna.
-Ani słowa! Nie waż się odezwać, bo przysięgam, że cię
uderzę!
-Kevin!- upomniał brata Czarny.
Zakrzewski zmierzył go pogardliwym spojrzeniem, po czym
odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie przetrzepując kieszenie w
poszukiwaniu papierosów. Zaklął, kiedy okazało się, że są puste. Ze złością
kopnął w jakiś śmietnik, który przewrócił się z hukiem i część odpadków
wysypała się na ziemię. Szatyn jakby uznał, że jeszcze się wystarczająco nie
wyładował, podszedł do Bogu ducha winnego śmietnika i wymierzył mu kolejnego
solidnego kopniaka. Chyba zabolała go noga, bo zamachał nią w powietrzu ze
złością.
Wyglądał naprawdę komicznie, chociaż żadnemu z obserwatorów
tego zdarzenia nie było do śmiechu.
Cogerowie spojrzeli na siebie unosząc brwi, a potem obaj
pomogli dziewczynie wstać.
-Jak masz na imię?- spytał Tom.
-Jestem Anita. Anita Mrozowska- wyszeptała zerkając
niepewnie w stronę Kevina, który stał w miejscu i czekał, aż do niego dołączą.
Agresja nadal była widoczna na jego ponurej twarzy, ale chyba już się wyżył na
tyle, żeby stać spokojnie i nikomu nie zrobić nic złego.
-Jestem Tom Coger, a to mój brat, Bill.
-Hej- rzucił Czarny z niepewnym uśmiechem.
-Bill?- zapytała zdziwiona.
-Tak , a co?
-N-nic…
-Nie przejmuj się Kevinem- odezwał się blondyn.- To dupek,
ale miał dobre intencje.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Cogerowie stanęli po jej
obu stronach i podeszli do swojego brata.
-Nie martw się, odprowadzimy cię- powiedział Bill próbując
dodać jej otuchy.
Anita spojrzała niepewnie na Kevina. Widząc, z jaką złością
na nią patrzy, szybko odwróciła wzrok. Szatyn zacisnął zęby i szybko zdjął z
siebie kurtkę. Podał ją Billowi, a potem szybko przez głowę zdjął bluzę i
rzucił nią w dziewczynę.
-Masz, bo zamarzniesz- syknął zły.
Szybko założył na siebie kurtkę chowając odkryte ręce przed
zimnem i zapiął zamek.
-Gdzie mieszkasz?- spytał Tom.
Anita wyszeptała
cicho adres i odprowadzili ją na odpowiednią ulicę. Przez całą drogę nikt się
nie odzywał. Dziewczyna szła między bliźniakami patrząc tępo przed siebie i
kompletnie ignorując Kevina. Gdy już
była pod bramą swojego domu, ściągnęła bluzę i oddała ją szatynowi w
ogóle na niego nie patrząc.
-D-dzięki- wyjąkała i pobiegła szybko do domu.
Zdecydowanie ogromnego domu.
Bill westchnął i zgodnie pomaszerowali z powrotem w stronę
własnego lokum.
-Co ty odwalasz? Ona o mało nie zeszła na zawał. Najpierw ją
ratujesz, a potem próbujesz wykończyć!- warknął Tom.
-Może jak się trochę przestraszy, to coś dotrze do jej
pustego łba i zacznie zachowywać się jak dorosła kobieta. W ogóle nie zdajesz
sobie sprawy z tego, co jej groziło. Nawet gdyby jej tam nie zabili, to i tak
nigdy by się po tym do końca nie pozbierała. Dociera to do ciebie?!
-Uspokój się!
Kevin przymknął oczy i wykrzyczał głośno jakieś przekleństwo
nie przejmując się tym, że jest już grubo po północy. Tom tylko pokręcił głową
patrząc na niego z niesmakiem. Jego mina dobitnie mówiła, co w tej chwili myśli
o szatynie.
-Jak na przeciętnych dziewiętnastolatków mamy zdecydowanie
za dużo kłopotów- rzucił Bill kiedy już weszli do domu.
Żaden z chłopaków nie odpowiedział. To stwierdzenie nie
potrzebowało żadnego komentarza. Wszyscy byli tego samego zdania. Wiedzieli, że
jeśli czegoś z tym nie zrobią, mogą mieć poważne problemy. Ba! Mogą stracić
życie. To cena, której żaden z nich nie chciał zapłacić.
-Co wy tam tak właściwie zrobiliście? Złączyliście
łańcuszki, tak?- spytał Kevin krzywiąc się.
Jego rany wciąż musiały potwornie boleć, chociaż w ogóle nie
było po nim tego widać. Ciągle był cały owinięty bandażem, ale poza tym powoli
wracał do formy.
-Tak. No, i potwory zniknęły. Ale… Jak to możliwe, że
Krzysiek też umarł? Nie zauważyłem na jego ciele żadnych poważniejszych
obrażeń, a kiedy już go upuściły, wciąż żył…- powiedział niepewnie Tom.
-Nic z tego nie rozumiem. Z każdym kolejnym dniem mamy
więcej pytań, niż odpowiedzi. Wciąż nie wiemy, dlaczego w ogóle nas atakują-
odezwał się Bill odgarniając kosmyk włosów lecący mu do oczu.
-I dlaczego nikt nam nie pomaga? Przecież to ich zasrany
obowiązek, żeby jakoś powstrzymać demony- rzucił blondyn.
-Widocznie niekoniecznie, skoro tego nie robią- rzekł
Kevin.- Skoro tam na górze dopuszczają do tego, żeby demony atakowały ludzi, to
dlaczego mieliby pomagać akurat nam? Niejeden człowiek został już opętany, a
potem po prostu zginął w wyniku samookaleczania się. I możecie sobie mówić co
chcecie, ale nawet nie kiwną palcem, żeby pomóc.
-To co innego. My się nie okaleczamy i nie jesteśmy opętani,
one nas po prostu chcą ukatrupić!- mruknął Czarny.
-Może to inny rodzaj opętania?
-Nie sądzę. To ma związek z naszą wycieczką po Innym
Świecie. Jestem pewny, że tylko dlatego się po nas pofatygowały. Nie mam jednak
pojęcia, czemu się tak uwzięły? Wyjście z tamtego świata na pewno jest trudne i
piekielnie niebezpieczne, a przynajmniej dla nich. Być może nawet niemożliwe, a
jednak znalazły jakiś sposób, żeby się tutaj przedostać. Pytanie tylko,
dlaczego?
-Tom, pogrążasz nas. Zamiast dowalać pytań, lepiej szukaj
odpowiedzi.
-Warkoczyk dobrze główkuje, Bill. Może jeśli postawimy
wszystkie pytania wprost, szybciej odnajdziemy rozwiązanie. Wiemy, że przylazły
tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. Cholernie ważnego powodu, skoro zadały
sobie aż tyle trudu, żeby dostać się tutaj i nas… was wytropić. To, że
doczepiły się też do mnie, to już inna bajka. I nurtuje mnie jeszcze jedna
rzecz.
-Jaka?
-Dlaczego mnie nie zabiły? Tamtych wykończyły w mgnieniu
oka, dlaczego mnie nie? Ścigały mnie i okaleczyły, ale nie zabiły.
-Może po prostu spartoliły robotę, każdemu się to zdarza,
nawet demonom z Innego Świata. Nie szukajmy na siłę jakichś trudnych rozwiązań,
mam wrażenie, że wszystko jest bardzo proste i oczywiste. To nie matma, do
cholery.
Bill tylko pokręcił głową, a Zakrzewski westchnął grzebiąc w
jednej z szafek. Nim którykolwiek z chłopaków się połapał, szatyn wpakował się
do łazienki. W sumie to bliźniacy zastanawiali się nad zrobieniem sobie dnia
brudasa, jednak doszli do wniosku, że ich ubrania przeszły specyficznymi
zapachami z magazynu i po prostu śmierdzą.
-Ja idę po Kevinie- zastrzegł sobie Bill.
-Chyba śnisz, młody.
-Ja pierwszy.
-Zapomnij.
-Pójdę tam po Kevinie nawet jeśli miałbym brać prysznic
razem z tobą!- warknął Czarny szperając w szufladzie w poszukiwaniu bielizny.
Tom przez chwilę się nie odzywał, a potem zaśmiał się cicho.
-Nie zmieścimy się tam razem.
-Mam to w nosie. Chcę wziąć prysznic i iść spać. Koniec,
kropka.
-Dobra- przeciągnął blondyn.- W ostateczności możemy iść
razem.
Gdy tylko szatyn wyszedł z łazienki tarmosząc włosy
ręcznikiem, Cogerowie poszli pod prysznic. Bill szybko wyskoczył z ubrań i
stanął pod strumieniem ciepłej wody. Tom patrzył na niego z politowaniem, więc
Czarny nie namyślając się długo ochlapał bliźniaka i jego ciuchy wodą.
-Bill! Porąbało cię?!- krzyknął blondyn wściekły zerkając na
swój tors i przyklejoną do niego koszulkę.
-Zamknij się, jest środek nocy- upomniał go Czarny z lekkim
uśmiechem.
-Jak ja ci zaraz…
-Ani słowa!
-Czasami cię po prostu…
-Tak, wiem, nienawidzisz.
Bill zaśmiał się cicho odwracając plecami do bliźniaka.
-Masz pieprzyk na dupie?- spytał Tom wchodząc pod prysznic i
zamykając kabinę.
-Gdzie?- zdziwił się Czarny próbując zobaczyć, jednak nic
nie widział.
-Może mam ci jeszcze pokazać?
-Zrób zdjęcie- podsunął młodszy Coger z głupim uśmiechem na
twarzy.
Obaj parsknęli śmiechem.
-A w ogóle to gdzie ty się patrzysz, zboczeńcu?!- spytał
Czarny szturchając bliźniaka.
-Na twoją dupę. Coś ci nie pasuje? Sam się tutaj wepchałeś,
nikt cię nie zapraszał.
Bill przewrócił tylko oczami. Chwycił w rękę swoją gąbkę i
namydlił ją, po czym zaczął szorować całe ciało.
-Jesteś patologicznie chudy- odezwał się Tom robiąc to samo.
-A ty gruby.
-W porównaniu do ciebie to na pewno.
-Gdybym chciał być modelem, też byłbym za gruby, więc się
odwal.
-Ty modelem? Pff…
-A co? Może ty? Z tym swoim tłustym tyłkiem…
-Oj, nie przeginaj!
-Bo co?
-Chcesz mieć kolejne traumatyczne przeżycie łazienkowe?
-Jak mi coś zrobisz, to zadzwonię do mamy i wszystko jej
powiem. I zobaczysz, że na święta dostaniesz rózgę.
Tom prychnął tylko.
Bliźniacy wykąpali się cały czas przemawiając się i
popychając, po czym wyszli z łazienki obrażeni na siebie. Kevin leżał na swoim
łóżku i patrzył na nich jak na przybyszów z Marsa.
-Czego się gapisz?- warknął blondyn siadając na swoim łóżku.
-Bo mam przed sobą kazirodczego zboczeńca- odparł spokojnie
Zakrzewski.
-He?!- wkurzył się Tom.- Czy tobie już zupełnie odbiło?
-Przecież mam rację. Najpierw się na mnie rzuciłeś po
pijanemu, a teraz przystawiasz się do Billa… Powinieneś się wstydzić.
-Jak ci zaraz…
-Nie widziałem, żebyś był specjalnie przejęty tamtym
pocałunkiem, Kevin- wtrącił Czarny z uśmieszkiem.- Można by powiedzieć, że
wręcz byłeś zachwycony.
-Byłem pijany!- wycedził szatyn wściekły.
-No, i co? Tom też. Obaj jesteście siebie warci. Wiecie, że
gdyby ktoś was poobserwował dobrą godzinę na pewno doszedłby do wniosku, że
jesteście braćmi? Zachowujecie się jak dobre, stare małżeństwo. Nawet
potraficie się pokłócić o pilota.
-Odszczekaj to!- warknął Tom patrząc na bliźniaka z rządzą
mordu.
-Dobranoc!- rzucił Czarny śmiejąc się.
-Zabiję cię, Bill. Nie dożyjesz końca tego roku!- obiecał
Kevin.
Jestem strasznie ciekawa o co chodzi tym demonom i jak chłopaki rozwiążą ten problem. Mam już pewien pomysł jak to się może dalej potoczyć ale nie będę nic zdradzać.:) Czekam na next!
OdpowiedzUsuńAleż ten Bill się zrobił odważny xD Taka pyskata bestia :D A ja uwielbiam te ich przekomarzania się. Całej trójki!
OdpowiedzUsuńKurde, czyli co? Filip i Krzysiek od początku mieli za zadanie zwabiać bliźniaków czy tylko teraz? I czemu zabili tamtych? Trochę ich szkoda :(
Czekam :)
Niunia, ale o co w chorobę chodzi? Pisz szybko następną część, bo ja już kota dostaje z tej niewiedzy :)
OdpowiedzUsuń