sobota, 29 czerwca 2013

20.Granice



Robin
Ciepłe ręce chemika doprowadzały mnie do szaleństwa, błądząc leniwie po moim ciele i głaskając brzuch. Jego usta całowały mnie niespiesznie, a język ocierał o mój własny, zapraszając go do zabawy. Wplotłem palce w jego włosy i trzymałem go mocno, nie pozwalając mu się mną bawić tak, jak mu się podoba.
Odsunął się lekko na chwilę tylko po to, by zaraz znowu przywrzeć wargami do moich ust. Jego ręka zjechała teraz na moją podkuloną nogę i głaskała udo, ale wyraźnie nie zamierzała zapędzać się w te bardziej intymne rejony. Te tereny zwiedziła jakieś dziesięć minut temu, kiedy uprawialiśmy seks. Tym razem po pierwszym naprawdę… szybkim razie,  Seba zrobił to ze mną jeszcze raz. Kompletnie mu się nie śpieszyło, więc poruszał się we mnie wolno i wchodził naprawdę głęboko. Po tym, jak raz doszedł, był w stanie naprawdę długo nas tak torturować. Podobało mi się nawet to tempo, chociaż muszę przyznać, że łatwo nie było tego wytrzymać.

Teraz, choć już było po wszystkim, pieścił mnie delikatnie i całował. Naprawę lubiłem się z nim całować, było to przyjemne i odprężające.
Jego wargi zjechały na moją szyję i kąsały ją przez chwilę.
- Masz malinkę – mruknął cicho.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Sam mi ją zrobiłeś.
- Mhm…
Pocałował mnie w policzek i odsunął się lekko z westchnieniem. Spojrzałem na niego pytająco.
- Chyba powinniśmy iść spać. Jest już prawie trzecia.
- Racja. Jutro znowu będziemy wykończeni. Mogę się… przytulić?
Wzruszył ramionami.
- Jeśli chcesz.
Chciałem. Ułożyłem głowę na jego piersi i zarzuciłem jedną nogę na jego udo. Objął mnie jedną ręką, a drugą porządnie mnie nakrył.
- Chyba lubisz moją klatę jako poduszkę, co? – spytał z lekkim rozbawieniem.
- Jesteś całkiem wygodny.
- No ja myślę.

- Sto lat! Sto lat!
Co…?
Zmarszczyłem brwi i wtuliłem się mocniej w poduszkę. Sebastian wgniatał mnie w materac jedną nogą, co jakoś… zaczęło mi przeszkadzać.
- Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam!
Co? Kto, do cholery, śpiewa te pieprzone „sto lat”, zastanawiałem się gorączkowo.
I wtedy do mnie dotarło.
Łóżko Seby.
Ja i on, nadzy, brudni od mojej spermy po seksie i oni – kimkolwiek byli – śpiewający sto lat.
Zerwałem się do siadu i patrzyłem na grupkę ludzi szeroko rozwartymi oczami. Mógłbym przysiąc, że moje włosy sterczą we wszystkie strony i mam głupią minę. To cud, że przy tym zrywie udało mi się utrzymać kołdrę na biodrach i zakryć strategiczne miejsce.
Piosenka urwała się dziwnym, żałosnym tonem.
- Nareszcie! – westchnął Seba, wtulając głowę w poduszkę.
Patrzyłem po zszokowanych twarzach kilku mężczyzn i kobiet. Jedna z nich trzymała tort z kolorową 30-ką ze świeczek po środku.
Powinienem zacząć krzyczeć?
- Kim ty jesteś? – spytał jeden z mężczyzn.
Spojrzałem na niego.
- TO TY! – krzyknęliśmy jednocześnie.

Nie mogłem uwierzyć.
To był szczyt poniżenia. Nie dość, że ta grupa jakimś cudem wdarła się do domu chemika z samego rana, to był wśród nich jeszcze policjant, który ścigał mnie i Phila jakiś tydzień wcześniej. Musiał mieć niezłą pamięć albo po prostu nasze zachowanie było aż tak głupie, że mnie zapamiętał. Stojąc pod gorącym prysznicem, zastanawiałem się, jak teraz wyjść i zachować twarz. Nie znałem tych ludzi, ale najwyraźniej oni znali Sebę, który, jak się okazało, kończył właśnie trzydzieści lat.


Sebastian
Może wyglądało to inaczej, ale… było mi głupio. Te pytające miny wszystkich dookoła. Ok, moi znajomi z domu dziecka wiedzieli o mojej orientacji, ale zapewne nie spodziewali się zastać w moim łóżku gołego, upapranego spermą osiemnastolatka. To było żenujące, tym bardziej, że zapewne będą chcieli usłyszeć, jak Robin się w tym łóżku znalazł.
Co za głupia sytuacja.
- Co to za dzieciak? – spytała Liz, wyciągając z toreb plastikowe pudełka, w których znajdowało się przygotowane jedzenie.
- A, to? – podrapałem się po karku i westchnąłem. W sumie powinienem się cieszyć, że pozwolili mi założyć chociaż gacie, zanim przystąpili do zadawania pytań. Nie obraziłbym się jednak, gdybym miał możliwość założyć na siebie coś więcej. – To Robin… Linn – dodałem niepewnie.
- LINN?! – spytali chórkiem.
- Ale chyba nie ten Linn, co? – zapytała Angela z niedowierzaniem.
- Dokładnie ten – potwierdziłem, ziewając. – Syn Xaviera i, uwaga, Margareth Stuck.
- Żartujesz!
- Dobra, dobra, ale co on robi u ciebie? – spytał Steve. To z nim byłem kiedyś najbliżej.
- Jeździsz na interwencje, prawda? Możliwe, że byłeś przy tym głupim wypadku w centrum niedługo przed świętami. Pijany kierowca wjechał dużym autem w osobówkę, zginęły dwie osoby… To byli jego rodzice. Nie miał co ze sobą zrobić, więc… wziąłem go do siebie.
- Aż się wierzyć nie chce! Xav pewnie się w grobie przewraca
- Żeby tylko – prychnął Martin. – Tyle u ciebie nowości, a my jak zwykle o niczym nie wiemy. Jesteś chujem.
- Dzięki – wywróciłem oczami. Spojrzałem ponownie na Steve’a. – Skąd go znasz?
- Tego dzieciaka? – upewnił się. Skinąłem głową, na co on parsknął śmiechem. - Z tydzień temu stałem sobie grzecznie przy nysce, kiedy zobaczyłem go z jakimś blondynem. Nie byli zbyt trzeźwi... - …Brown? – Zaczęli uciekać, więc razem z Adamem zaczęliśmy ich gonić. Schowali się u kogoś na podwórku. Żałuj, że nie widziałeś, jak twój kochaś spierdalał przed wielkim wilczurem, haha!
Z tydzień temu? Kiedy nocował u Browna? O, to miał przejebane!
- O wilku mowa – mruknęła Elza.
Wszyscy jak na komendę spojrzeli na drzwi, w których pojawił się Robin. Założył ciemne, dość dobrze dopasowane dżinsy, biały podkoszulek i na to czarną rozpinaną bluzę z kapturem. Wysuszył już włosy, a zdecydowanie za długa grzywka wpadała mu do oczu. Wyglądał trochę jak Emo.
- Dzień dobry – mruknął niepewnie.
- Zajmij się gośćmi, idę się kąpać – oznajmiłem. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo wyszedłem. I dobrze mu tak. Za tą eskapadę z Brownem jeszcze nie raz sprawię, że pożałuje, iż w ogóle się urodził.



Robin
Słowo niezręcznie nawet w jednej setnej nie oddawało atmosfery, jaka zapanowała w  kuchni po wyjściu Seby.
- Em… Hm… Chcecie coś do picia? – spytałem niepewnie.
- Nie, dzięki – wypowiedział się ktoś.
- Aha.
Zapadła cisza.
Miałem ochotę zabić Sebę, ale stanąłem tylko w miejscu, gdzie on wcześniej stał i zacząłem się gapić na swoje bose stopy. Miałem białe skarpetki Pumy,  bardzo ładne i…
- Jesteście razem?
Spojrzałem na rudowłosą kobietę, która zadała mi pytanie.
- Hm… ciężko stwierdzić jednoznacznie – przyznałem. – Teoretycznie rzecz biorąc to… nie.
- Długo mieszkacie razem? – zapytał policjant. O, zgrozo!
- Em, od świąt.
- A znacie się od…?
- Początku roku szkolnego.
- POCZĄTKU ROKU SZKOLNEGO? – tym razem pytanie zadali mi wszyscy.
- No, ee… Seba to mój… wychowawca.
- CO?!



Sebastian
- Nie musiałeś im tego mówić – mruknąłem.
Siedzieliśmy w pubie. Po porannym najeździe na mój dom, towarzystwo zawinęło się, by powrócić wieczorem i zabrać nas na „coś do picia”. Robin tylko zsunął się bardziej na siedzeniu, wyraźnie żałując tego, co powiedział. Teraz głównym tematem było to, że molestowałem swojego ucznia i nijak nie mogłem ich od tego odwieść.
- Muszę na stronę – powiedział Robin, po czym wstał i odszedł… w kierunku przeciwnym do toalet. Uniosłem jedynie brwi na to dziwactwo, ale potem zobaczyłem, że trzyma w ręce telefon. Ok, pewnie ktoś do niego dzwoni.
Steve zaczął mnie zagadywać. Sączyłem powoli drinka, czując lekki szum w uszach. Robin kompletnie wyleciał mi z głowy. Rozluźniłem się trochę i zdałem sobie sprawę, że nawet dobrze się bawię.
Po dość długim czasie wrócił Linn jakby nigdy nic.
- Gdzie byłeś? – spytałem.
Skrzywił się.
- Phil znowu się pożarł z Lucy, chciał się wygadać i… tak jakoś wyszło, że nie mógł skończyć – powiedział.
Powstrzymałem prychnięcie. Brown był po prostu okropny, nie mogłem uwierzyć, że zwalał te wszystkie problemy na głowę Robina. No, doprawdy, są rzeczy, o których najlepszym przyjaciołom się nie mówi. Głupota dzisiejszej młodzieży naprawdę była zadziwiająca.
- Chcesz drinka? – spytał Steve, patrząc z kpiącym uśmieszkiem na Robina.
- Nie – powiedziałem.
- Tak – odparł Robin jednocześnie.
Spojrzałem na dzieciaka piorunująco.
- Nie będziesz pił – powiedziałem.
- Dlaczego? Chcę opić urodziny, którymi się nie pochwaliłeś – odparł.
- Jakby było czym! – burknął z niechęcią. Czy naprawdę to, że kończę już 30 lat było takie ważne?
- Daj młodemu poszaleć.
- Właśnie.
Westchnąłem. Niech pije.

Miałem ochotę wyć ze śmiechu.
Liz, Angela i Elza zasnęły przytulone do siebie, Martin robił z siebie debila, co chwilę ściągając i zakładając okulary, Matt i Brad byli na dobrej drodze, żeby się przelizać (100% hetero, oczywiście), a Steve ledwo był w stanie utrzymać szklankę. Chyba tylko siłą woli był w stanie nakierować ją do ust.
Robin schlał wszystkich moich znajomych i zrobił to z taką rozbrajającą łatwością, że nie mogłem powstrzymać chichotu. Fakt, był pijany, ale siedział prosto i nawet całkiem sensownie gadał. Steve za to… nie prezentował się zbyt dobrze, delikatnie mówiąc. A na początku wszyscy pili równo.
- Gó-ów-gów-nia-ówniarz… - mamrotał Steve, najwyraźniej nie mogąc uwierzyć, że przegrał z dzieciakiem. – Skąd sje tjacy bio-orą?! – mruczał.
Parsknąłem śmiechem.
- To chyba już koniec imprezy. Lepiej zamówię dla was taksówkę.
Steve pokręcił głową, ale w końcu się poddał. Zostawiłem ich na chwilę samych i poszedłem na dwór zamówić taksówkę. Na szczęście przyjechała bardzo szybko. Poprosiłem kierowcę, żeby pomógł mi z tym towarzystwem. Na pierwszy rzut poszedł Matt, Brad, Martin i Steve. Dziewczyny wpakowałem w kolejną, a ja i Robin pojechaliśmy tą ostatnią. Nawet się nie skarżył, że chce mu się rzygać, a po położeniu się na łóżku od razu zasnął.
Faktycznie gówniarz.
Wciąż się śmiejąc, zdjąłem mu ostrożnie buty i skarpetki, a potem przewróciłem go na wznak i zająłem się resztą. Robiłem to delikatnie, chociaż zapewne i tak by się nie obudził, chciałem jednak okazać mu trochę czułości. Mimo że to były moje urodziny, a on nawet nie złożył mi życzeń, to jego obraz najbardziej zapisał mi się w pamięci. Podpierając się na łokciu, długo głaskałem jego miękkie, ciemne włosy, zastanawiając się, kiedy tak bardzo się do niego przywiązałem. To był tylko głupi dzieciak. Nie powinien mnie zbytnio obchodzić, a jednak na samą myśl o nim w okolicach brzucha rozchodziło mi się dziwne ciepło. Nie rozumiałem, co to może znaczyć, wiedziałem tylko, że nie chcę go stracić.



Robin
Ktokolwiek zrobił sobie mojej głowie dyskotekę, z pewnością nie prosił mnie o pozwolenie. Miałem wrażenie, że basy odbijają mi się o czaszkę i rozchodzą echem po całej głowie, napełniając ją tępym bólem. W ustach miałem taką pustynię, że wypowiedzenie chociaż słowa graniczyło z cudem. Otworzyłem oczy, ale spowodowało to tylko kolejny ból, kiedy pstre światło podrażniło  mi je. Przez dłuższą chwilę nic nie widziałem, ale za to odzyskałem głos.
Schowałem twarz w dłoniach.
- O żesz kurwa jego mać – jęknąłem, czując się jak gówno.
- Och, czyżby kac morderca? – zapytał ktoś złośliwie, szturchając mnie palcem w ramię.
Ktoś… Dobre sobie.
Spojrzałem na Sebę z naganą, a przynajmniej tak było w założeniu. W praktyce… mogło wyjść trochę inaczej.
- Bawi cię to, prawda? – spytałem z niesmakiem.
- Jak cholera – przyznał.
- Powiedz, że masz coś na kaca.
- Nie. Ale znaj moją litość i weź tabletki na ból głowy.
- Dzięki, o łaskawco – mruknąłem, ale wziąłem te przeklęte tabletki. Połknąłem dwie kapsułki i zapiłem chłodną wodą, którą podał mi Seba.
- Wyglądasz jak gówno – powiedział.
- Tak też się czuję – wychrypiałem. – Jak ja się w ogóle tutaj znalazłem? Nic nie pamiętam.
Seba prychnął.
- Dzisiejsza młodzież to tragedia. Serio, jesteście niemożliwi. Sam jeden schlałeś całe towarzystwo przy stole i dlatego… dlatego masz szlaban.
- Ej, nie moja wina, że mają takie słabe… Mam co?
Spojrzałem na niego jak na wariata. Uśmiechnął się kpiąco.
- Szlaban, Linn, szlaban. Ukończenie osiemnastego roku życie nie upoważnia cię do robienia czegoś takiego. Przepiłeś całą stówę.
- Oni płacili.
- Chyba żartujesz. Żadne z nich nie było w stanie ustać na nogach dłużej niż trzy sekundy, a co dopiero zapłacić.
Jęknąłem.
- Nie mogłeś wcześniej powiedzieć?
Wzruszył ramionami.
- Pal licho tę stówę, to przecież niewiele, ale… po prostu uważam, że nie powinieneś tak regularnie pić.
- Regularnie? – spytałem zdziwiony, trąc oczy. A potem coś mi zaświtało i moja twarz mimowolnie pokryła się rumieńcem.
- Widzę, że dotarło – mruknął z wyraźną satysfakcją. – Steve mi wszystko powiedział, Linn, a to oznacza, że twój szlaban będzie naprawdę… poważny.
- Dobrze, PROSZĘ PANA – wycedziłem.
W takich chwilach nienawidziłem zarówno jego jak i tego wkurwiającego uśmieszku na jego ustach. Arghhh!
Nagle przypomniałem sobie o czymś. Wstałem chwiejnie z łóżka i rozejrzałem się za spodniami. Gdy je wreszcie zlokalizowałem, zacząłem przetrzepywać kieszenie, dopóki nie znalazłem małego woreczka z logo sklepu jubilerskiego. Podszedłem do Seby i podałem mu je.
- Wszystkiego najlepszego – powiedziałem zawstydzony. Niby jestem taki inteligentny, najlepsza średnia w szkole, a głupich życzeń mu nie złożyłem w terminie. – Wybacz, że dopiero dzisiaj, ale jak już zacząłem tam z nimi pić… - Sebastian patrzył na mnie bez słowa. Otworzył woreczek i wysypał sobie na rękę jego zawartość. – Nie wiedziałem, co ci kupić – przyznałem niepewnie. No bo przecież nie wiedziałem. Co mogę kupić komuś takiemu jak Sebastian? Chyba zestaw samo-myjących się probówek, jeśli taki istnieje.
Chemik patrzył przez chwilę na srebrną, szeroką, prostą obrączkę. Nie był to pierścionek sygnet, bo było to zbyt proste na te dwa określenia, ale kiedy zobaczyłem to na wystawie, kompletnie nie mając pojęcia, co wybrać, to wydawało mi się całkiem przyzwoite.
Teraz już nie byłem tego taki pewien.
- Czy to jakaś sugestia? – spytał, marszcząc brwi.
Zarumieniłem się.
- Nie – odparłem szybko. – Przecież mamy umowę. Żadnego zakochiwania się, że już nie wspomnę o oświadczaniu. Po prostu… Ja… Podoba ci się?
Sebastian uśmiechnął się lekko i skinął głową. Założył to na wskazujący palec prawej ręki. Idealnie pasowało.
Nachyliłem się nad nim i pocałowałem go w usta. Skrzywił się i odsunął mnie pospiesznie od siebie.
- Fuj! Śmierdzi jak w gorzelni! Nie zbliżaj się do mnie, bo zwymiotuję.
- Hej!
- Idź umyj zęby czy coś! Boże, co za okropny zapach.
- No, bez przesady – oburzyłem się nie na żarty. – Chciałem cię tylko pocałować.
- Wróć, jak pozbędziesz się tego smrodu.
Westchnąłem ciężko, sam nie wiedząc, czy powinienem się obrazić, czy zlać to, co powiedział.
- Dobra, idę – mruknąłem w końcu i poszedłem do łazienki wziąć prysznic i umyć zęby.
Czasami Sebastian był niemożliwy, cieszyłem się jednak, że prezent mu się podobał.



Sebastian
Obracałem srebrną obręcz na palcu w zastanowieniu. Nie był to może jakiś kreatywny pomysł i właściwie zastanawiałem się, skąd wziął pieniądze, ale i tak się cieszyłem, że coś od niego dostałem.
Nie rozumiałem tylko, dlaczego jestem taki sfrustrowany i zły. Niby nie zrobił nic złego, a jednak jego słowa wyprowadziły mnie z równowagi i spowodowały, że coś boleśnie zakłuło mnie w piersi.
Nigdy nie byłem osobą zaborczą. Nie miałem problemów z dzieleniem się partnerem z innymi ludźmi i nigdy nawet nie próbowałem ograniczać ich przestrzeni, ale Robin… Z jakiegoś powodu kiedy tylko widziałem go obok Browna, nóż otwierał mi się w kieszeni. Dosłownie. Nie potrafiłem zapanować nad tą przeklętą niechęcią do tego dzieciaka i sam siebie nie rozumiałem. Nic mi przecież nie zrobił. Fakt, był głupim szczylem i pałałem do niego niechęcią, ale przecież nie było to aż tak intensywne, żeby odczuwać w stosunku do niego czystą wrogość.
Nie potrafiłem sklasyfikować swoich uczuć. Czułem się zagubiony.
Prezent od Robina sprawił, że zrobiło mi się ciepło na sercu i chociaż dostawałem w już w życiu o wiele lepsze podarunki, ten jeden zrobił na mnie największe wrażenie.
Pytanie tylko, dlaczego?



16 komentarzy:

  1. Awwwwwww... Oni są tacy słodcy~!
    Jaki ten świat mały. ^^ Nie ma to jak spotkać w swojej sypialni policjanta, przed którym uciekało się tydzień wcześniej. Te zbiegi okoliczności...
    Uwielbiam sytuację pomiędzy Robinem a Sebą, lecz jednocześnie trochę boję się tego co będzie później. Niewątpliwie Phil jakoś wtrąci się do ich relacji (świadomie lub nie) i to trochę przerażające. Ale i tak nie mogę się doczekać.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny uzależniający rozdział. <3
    Miru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak fajnie być pierwszą~! ^^
      Miru

      Usuń
  2. Niech oni już będą razem, razem. Widać, że są w sobie zakochani, ale oczywiście żaden nie chce się do tego przyznać. Świetny pomysł z tymi urodzinami. Mam nadzieję, że któryś z przyjaciół Seby jeszcze się tu pojawi. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Prezent od Robina sprawił, że zrobiło mi się ciepło na sercu... Pytanie tylko, dlaczego?"- bo dostało się go od osoby którą się kocha.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże... Nie niech Seba w końcu zrozumie, że się w nim zakochał i jest zazdrosny o Phila! Grr xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Pytanie, tylko dlaczego? A może dlatego, że go tak bardzo kocha! Tak bardzo jak niogo innego! On go kocha barrrrrrrrrrdzooooooo!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcinek jak zwykle boski <3
      Hah, szczerze mówiąc nieźle się uśmiałam przy tej ich pobudce xD Te myśli Robina xd - "Co? Kto, do cholery, śpiewa te pieprzone „sto lat”" hahah. xD
      Nie no, cudnie, i też martwi mnie jedna rzecz.. Czy Phil będzie w stanie albo czy popsuje, ich relacje? Pana R i S? Mam nadzieję, że nie.
      I mam też pytanie, czy to opowiadanie będzie długie? :)
      (Ah moja ciekawość xD)
      A i jeszcze jedno..
      Zdziwiło mnie to -

      "Jedna z nich trzymała tort z kolorową 30-ką ze świeczek po środku."
      "Czy naprawdę to, że kończę już 28 lat było takie ważne?"

      em.. w jednym jest że 30 a w drugim że 28? I tak.. To jakiś błąd Kochana, czy jakieś hm.. cos nowego czy jakoś tam ?? XD

      Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;* http://forever-or-never-kirobilla.blogspot.com/
      KiroBilla

      Usuń
    2. Widzę ze już wszędzie jest 30 lat *;
      Pozdrawiam i jako ze jest.już noc. Dobranoc ;d

      Usuń
  7. Miłość wisi w powietrzu
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  8. ile przewidujesz odcinków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem. Jestem w trakcie pisania dwudziestego dziewiątego, prawdopodobnie opowiadanie będzie liczyło około trzydziestu dwóch, ale to zależy od tego, jak rozłożę akcję pomiędzy każdy odcinek. Być może pojawi się tom II, którym pociągnę akcję znacznie dalej, ale to raczej odległe plany.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Aż nie wiem, co napisać. Pomysł z urodzinami fajny, tylko czy znajomi Seby (a zwłaszcza policjant) nie będą im robić problemów? W końcu jest jego nauczycielem, i to wychowawcą, więc to chyba karalne... Oby mieli spokój.
    No i dołączam się do pytań o długość opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiem, że nudzę, ale chciałam się dowiedzieć jak ci idzie pisanie Nagrona? Kiedy możemy się czegoś spodziewać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że jestem w połowie. Jeśli mi wyjdzie, to pojawi się kilka innych ficków tego typu, ten jeden będzie dość krótki.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Komentuję po raz pierwszy. Wierz lub nie, ale jestem zdumiony tym, że to opowiadanie jest tak genialne. Czekam na kolejny rozdział. :-*
    Czy istnieje jakaś możliwość, abym został powiadomiony o nowym rozdziale? Jeśli tak, to proszę o napisanie na gg: 6063170.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)