piątek, 23 maja 2014

2.Światło w ciemności



– Uważaj jak łazisz!
Tomek omal nie dostał zawału. Siedział na podłodze i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w chłopaka, w którym rozpoznał kapitana drużyny futbolowej. Rudzielec trzymał się za bolący nos i wyraźnie miał ochotę go zamordować. Tomek nawet nie miał czasu się martwić o to, że jego książki i notatki posypały się na podłogę, a kawa, którą futbolista trzymał wcześniej w ręce, robi wśród nich prawdziwe spustoszenie.
Ta złość w głosie… Ten przeszywający, wściekły wzrok. Znał zbyt dobrze to spojrzenie.
– P–przepraszam – wyjąkał spanikowany, mając nadzieję, że nie dostanie w twarz za to, że był taki nieuważny i wlazł sobie na tego osiłka.
Rudzielec uniósł ze zdumienia brwi i jego oczy złagodniały. Tomek jeszcze nigdy nie widział, żeby jakaś ruda osoba była taka przystojna. Co najmniej jak Brad Pitt.

– Co? – spytał głupio, odsuwając rękę od twarzy i patrząc na niego ze zdziwieniem.
Na korytarzu nie było nikogo innego, bo lekcje zaczęły się jakieś pięć minut temu. Dlatego też Tomek nie spodziewał się nikogo tutaj spotkać, wyszedł zza zakrętu jednego z korytarzy i zrobił wielkie BUM! Takie widać jego szczęście.
 A miał nie zwracać na siebie uwagi tej elitarnej bandy! Grrr…!
Tomek na początku nie zrozumiał, dlaczego ten chłopak tak dziwnie się na niego spojrzał. Dopiero po chwili zrozumiał, że powiedział to po polsku.
– Powiedziałem przepraszam – wydukał niepewnie. Nie dostał jeszcze w twarz, więc może nie będzie tak źle.
– Po jakiemu? – prychnął rudzielec. – Bo na pewno nie po angielsku!
Tomek mimowolnie skulił się w sobie. Zagryzł dolną wargę, błagając w myślach, żeby ten osiłek nie zrobił mu tego, co zawsze futboliści robią takim frajerom jak on – biją albo wkładają głowy do kibla.
Uklęknął i zaczął zbierać swoje notatki. Płynęły z nich stróżki kawy, nic jednak nie mógł na to poradzić. Będzie musiał poświęcić jakąś przerwę i po prostu je przepisać.
– Uhm, przepraszam za notatki – powiedział rudowłosy.
Polak uśmiechnął się do niego nerwowo. Miał wrażenie, że cały się trzęsie. Pewnie nieźle zbladł.
– Wszystko w porządku. To tylko notatki.
– Dobrze się czujesz?
Futbolista położył mu rękę na ramieniu. Tomek odsunął się gwałtownie do tyłu i z powrotem klapnął tyłkiem na podłogę. Rudzielec patrzył na niego przez chwilę zszokowany, nie rozumiejąc, skąd na twarzy tego chłopaka wziął się strach. Uniósł ręce do góry na znak, że nie ma złych zamiarów.
– Spokojnie, nic ci nie zrobię. Po prostu nie wyglądasz zbyt dobrze. Zaprowadzić cię do pielęgniarki?
Tomek pokręcił przecząco głową. Chciał po prostu już sobie pójść. Bał się tego osiłka i basta.
– Nie trzeba, dam sobie radę.
– Na pewno?
– Jasne.
– Jestem Bastian – odparł chłopak, wyciągając rękę w jego stronę.
Tomek nie miał najmniejszej ochoty podawać mu ręki. Wcale a wcale, ale jeśli będzie nieuprzejmy, to tylko go wkurzy. Wziął więc głęboki oddech i podał mu swoją drżącą dłoń.
– Miło mi.
Bastian zaśmiał się.
– Mnie też by było, gdybyś się przedstawił.
Tomek mimowolnie się zarumienił, kiedy zdał sobie sprawę, że z całego tego walniętego stresu zapomniał podać mu swoje imię. Dzięki temu jednak wyraz oczu chłopaka wyraźnie złagodniał i Tomek poczuł się o wiele bezpieczniej niż jeszcze jakieś dwie minuty wcześniej, kiedy ten rudzielec patrzył na niego ze złością.
– Tomek.
– Tomek? – powtórzył powoli Bastian, jakby wypróbowując to imię. – Czy to nie to samo, co Thomas?
– U was jest Thomas, w moim kraju to imię brzmi Tomek.
– Ok. A więc, niech będzie Tomek. Jest jakiś konkretny powód tego, że się mnie boisz?
– Nie boję się – odparł automatycznie, ale dość jednoznacznie cofnął się w tył. – Wybacz, ale muszę iść na lekcje.
– Nie masz ochoty iść na wagary?
– Żartujesz? Mam teraz angielski. Ta baba mnie ukrzyżuje! Już i tak będę wisiał za to spóźnienie, ale może chociaż przeżyję.
Bastian zaśmiał się, kręcąc głową.
– Lubię cię, stary. To trzymaj się!
Tomek zamruczał coś tylko w odpowiedzi i niemal biegiem ruszył do klasy. Bastian zmarszczył brwi, patrząc za nim w skupieniu. Coś mu tu wybitnie nie pasowało. Tomek zaintrygował go. Zdecydowanie chciał go lepiej poznać. Na długiej przerwie chciał nawet zaprosić go na stołówce do ich stolika, ale nigdzie go nie było.
Polak ani myślał pojawić się w miejscu, gdzie tak łatwo można było każdego obserwować. Zaszył się w kącie przy wejściu na halę sportową. Wziął sobie książkę i jabłko i założył na uszy słuchawki. Raczej nikt tam nie powinien przyjść.
Musiał przeczytać jakąś kopniętą lekturę pisaną staroangielskim. Marnie się widział z tym przedmiotem. Był niemal pewien, że babka go sobie upatrzyła i ani myśli go przepuścić, dopóki nie oduczy się gadania zdaniami rodem z przedszkola.
Miał włączonego neta i tak jakoś wyszło, że mama do niego zadzwoniła. Właściwie to dziwił się, że zrobiła to dopiero teraz. Pewnie chciała dać mu trochę czasu na odnalezienie się w tym miejscu i nie przypominać o tym, co wydarzyło się w Polsce.
– Witaj, skarbie – powiedziała miękko. – Co u ciebie?
Tomek westchnął.
– Nie jest źle – przyznał. – Kacper za nic na świecie się nie przyzna do tego, że jest moim ojcem i chyba naprawdę myśli, że nie widzę naszego podobieństwa.
– Uprzedzałam, że tak będzie – powiedziała, wzdychając. – Cóż, taki już jest. Przez te osiemnaście lat nic się nie zmienił.
– Noo… A w szkole jest nawet spoko. Mam już kilku znajomych. Chyba nawet więcej niż bym chciał. Ogółem mają tutaj dość niski poziom w porównaniu do tego, czego się uczyłem w Polsce. Na przykład z matmy i fizyki. Ale z angielskiego cienko przędę.
– Czemu?
– Ta wariatka nie przyjmuje do wiadomości, że nie jestem Amerykanem i oczekuje, że będę z nią rozmawiał jakbym się tutaj wychował.
– No cóż. Jesteś mądry, na pewno szybko wszystko załapiesz. Z kolegami dogadujesz się bez problemu? Rozumiesz, co mówią?
– Tak, z reguły tak. Są bardzo wyrozumiali. Naprawdę nie jest źle, mamo.
Kobieta odetchnęła z wyraźną ulgą.
– To cieszę się. Wiesz, nie byłam przekonana co do tego pomysłu. Seattle jest przecież tak daleko… Ale cieszę się, że sobie radzisz. Jeśli będzie działo się coś złego, porozmawiaj z Kacprem. Może się nie przyznawać do tego, że jest twoim ojcem, ale na pewno cię wysłucha i nie odmówi ci pomocy.
– Miejmy nadzieję, że nie będę jej potrzebował – powiedział kwaśno. – W każdym razie, nie martw się. Do tej pory nie narzekam. – Nawet jeśli wpadam na samych przerażających chłopaków, pomyślał. – Nie mam pojęcia, jak traktują tutaj gejów, ale chyba nie aż tak źle jak u nas.
– To rozwinięty kraj, na pewno wszystko będzie dobrze. Kochanie, wybacz, ale muszę już kończyć. Idę właśnie do pracy.
– W porządku. Fajnie, że zadzwoniłaś.
– Mhm… Cieszę się, że porozmawialiśmy.
– Ja również. Kocham cię, mamo.
Wolał jej to powiedzieć tak na wszelki wypadek, gdyby jednak ktoś z tych tutaj postanowił dokończyć to, co tamci zaczęli w Polsce.
– Ja ciebie również, kochanie. Zadzwonię do ciebie jeszcze.
– W porządku. Pa.
– Pa.
Tomek odetchnął głęboko. Spojrzał na zegarek i doszedł do wniosku, że lepiej już pójdzie pod klasę. Wszedł po schodach na pierwsze piętro, wciąż wgapiony w książkę. Starał się jednak na nikogo nie wejść. Jeszcze nikogo nie było, więc stanął pod ścianą i czekał. Po chwili zobaczył Adama, który rozmasowywał sobie nos z krzywą miną. Tomek uśmiechnął się do niego niepewnie. Adam był w gronie tych osób, które zaopiekowały się nim od początku i ze wszystkim mu pomagały, ale chyba jako jedyny z tej paczki był do niego dość sceptycznie nastawiony. Tomek wcale nie był pewny, że Adam go lubi.
– Hej?
– Hej – mruknął Adam, patrząc na niego podejrzliwie. – Co żeś już zmajstrował?
– Ja?! – zdumiał się Polak. – Nic!
– Jasne. To dlatego Bastian omal nie wsadził mi głowy do toalety, chcąc wiedzieć coś o tobie? Co mu zrobiłeś, że cię szukał?
Tomek poczuł ciarki na plecach.
– Chce mnie zlać?
Adam wzruszył ramionami.
– Ciężko wyczuć. Zależy, czym mu podpadłeś.
– Em… zderzyliśmy się dzisiaj rano na korytarzu. To jego kawa zniszczyła moje notatki. Gadaliśmy chwilkę.
– W takim razie może cię po prostu polubił. – Adam wzruszył ramionami i poprawił torbę na ramieniu. – Uważaj, z kim sympatyzujesz. Jeśli ci z drużyny baseballowej się dowiedzą, że kumplujesz się z Bastianem, nie dadzą ci spokoju. A, nie oszukujmy się, jesteś łatwym celem.
– Ale ja się z nim wcale nie kumpluję!
– Inni będą myśleć inaczej. Cała szkoła huczy o tym, że Zack Warrow do ciebie zagadał. Jak ty to robisz?
Tomek spojrzał na niego z lekkim przerażeniem.
– Ja wcale nie chcę, żeby się mną interesowali! Serio! To oni sami się przyczepili!
– Więc nie znałeś wcześniej Warrowa?
– Spotkałem go w parku kilka dni przed przyjściem tutaj – przyznał. – Jacyś trzej chłopacy zaczepiali jego młodszego brata. Wstawiłem się za nim, a potem Zack ich przegonił. Ale to tyle!
Adam wzruszył ramionami. Tomek jęknął w duchu. Czy to dziwne zainteresowanie jego osobą jest w ogóle bezpieczne? Chciał być anonimowy, a jakimś cudem zagadały do niego dwie z bardziej znanych osobistości w tej szkole. Miał co do tego złe przeczucia.
Może coś o nim wiedzą? Może jakoś się dowiedzieli, że jest gejem, a teraz chcą mu zrobić kawał? Jezu, Jezu, Jezu... Dlaczego to zawsze musi być on?!
Do końca zajęć Tomek chodził wyraźnie struty. I spanikowany. Gdy wreszcie zadzwonił dzwonek kończący lekcje tego dnia, Polak odetchnął z ulgą i czym prędzej pognał po kurtkę. Pożegnał się z innymi i ruszył do wyjścia. Na szczęście nikt go nie zaczepiał i spokojnie opuścił budynek.
W domu siedział sam. Na początku miał zamiar trochę porysować, ale skończyło się na tym, że patrzył tylko na swój zamknięty szkicownik i jakoś nie miał ochoty wziąć do ręki ołówka. Od tych pamiętnych wydarzeń w poprzedniej szkole włączyła mu się jakaś blokada. Normalnie bywało tak, że gdy tylko miał chwilę czasu, od razu siadał i brał się za rysowanie. Może musi po prostu wziąć go do szkoły? Często tak robił i na przerwach rysował swoich kolegów i koleżanki z klasy. Większość nawet nie była tego świadoma.
Kacper faktycznie nie wrócił na noc. Nawet na dwie noce. Tomek w szkole unikał jak ognia miejsc, gdzie ktoś niepożądany mógł go zaczepić. Było mu przykro, że ojciec nawet nie zainteresował się tym, jak czuje się w nowej szkole. Jakby kompletnie go to nie obchodziło. A może naprawdę nie obchodziło?
Nie wiedział.
Zarzucił sobie kurtkę na grzbiet, zrywając się z matematyki. I tak nie było tam nic ciekawego. Był już dosłownie dwa kroki od drzwi, kiedy ktoś położył mu rękę na ramieniu.
Omal nie dostał zawału. Znowu.
Krzyknął i oskoczył, oglądając się nerwowo. Tuż za nim stał Bastian z trzema innymi kolegami. Wszyscy byli już w kurtkach, więc zapewne mieli koniec lekcji. Koledzy rudzielca parsknęli śmiechem, widząc jego reakcję, ale Bastian nie. Zmarszczył tylko brwi, bacznie mu się przyglądając.
– Co? – spytał Tomek zdenerwowany, rzucając co chwilę ukradkowe spojrzenie na trzech rosłych chłopaków stojących za plecami Bastiana. Jeden z nich, blondyn w okularach, otworzył lekko usta ze zdziwienia, gdy zdał sobie sprawę, że Tomek się ich zwyczajnie boi.
– Zawsze tak reagujesz? – zapytał Bastian.
– A zawsze zachodzisz ludzi od tyłu? – spytał kąśliwie Polak. – Zawału można dostać!
Rudzielec tylko pokręcił głową.
– Ludzie zwykle reagują na mnie pozytywnie.
– A ty odskakujesz jak cnotliwa panienka – wtrącił jeden z chłopaków.
– Coś ode mnie chcecie? – spytał Polak, robiąc przezornie krok w tył. W końcu od wyjścia z budynku dzieliło go tylko kilka kroków. Może uda mu się uciec w razie kłopotów.
– Tak. Chciałem cię złapać już wcześniej, ale nigdzie cię nie widziałem – powiedział Bastian. Cały czas uważnie się Tomkowi przyglądał. – Robię dzisiaj domówkę. Wiesz, litry wódki, dobra muza, laski… Zwykle gramy w butelkę, więc można się trochę polizać z naprawdę hot panienkami. Wpadniesz?
Tomek zakodował sobie w głowie, żeby nigdy więcej nie zrywać się z matematyki, bo może źle skończyć. Kto by pomyślał? I czemu właściwie Bastian go zaprasza?
– Em, możesz mi powiedzieć, o co ci właściwie chodzi? – spytał.
– O co mi chodzi? – zdziwił się rudzielec.
– Jasne. Słyszałem, że wasza drużyna i najwierniejsi fani to dość zamknięte grono, do których nie wpuszcza się obcych. A ja jestem obcy. Tak totalnie obcy, dopiero co przyleciałem tu aż z Europy. Nie rozumiem, dlaczego mnie zapraszasz. Nie znamy się.
– To znaczy, że nie przyjdziesz?
– Wybacz, nie lubię tłoku.
– To prawda, że zakumulowałeś się z Warrowem? – spytał blondyn w okularach.
Tomek zrobił jeszcze jeden krok w tył.
– Zwyczajnie go poznałem. Jak Bastiana. Nie wiem, o co takie halo.
– Więc wolisz naszą drużynę? – dopytywał dalej.
– Tak, ale tylko dlatego, że źle mi się kojarzą kije do baseballu. I tyle. Mogę już iść?
– Nie.
Polak zrobił jeszcze krok w tył. Bastian zbyt czujnie go obserwował. Nie podobało mu się to ani trochę.
– N–nie? – wyjąkał. Zrobił jeszcze krok i wpadł na drzwi wyjściowe. Po raz kolejny podskoczył.
– Dobrze się czujesz? – spytał blondi w okularach.
Nie, wcale nie czuł się dobrze. Czuł, że zaczyna go ogarniać panika. Serce dudniło mu mocno w piersi. Po raz pierwszy pomyślał, że chyba jednak sesja z psychologiem naprawdę dobrze mu zrobi. Ci chłopacy przecież wcale nie musieli mieć względem niego złych zamiarów, a on nie potrafił przy nich zapanować nad strachem. To nie było normalne.
– Chcę już iść – powiedział z nutką histerii w głosie. Nie obchodziło go, że patrzą na niego jak na wariata, kiedy popchnął mocno drzwi i lekko chwiejnym krokiem wyszedł na dwór.
Bastian chciał już iść za nim, kiedy jeden z kolegów przytrzymał go za rękaw.
– Zostaw go, bo dostanie zawału. Co ty mu zrobiłeś?
– Nic. Byłem dla niego AŻ miły!
– Więc czemu on się nas boi?
Rudzielec wzruszył tylko bezradnie ramionami. Kompletnie nic z tego nie rozumiał. Zamierzał się tego jednak dowiedzieć i nawet miał pomysł, kto mu tych informacji może udzielić.

Adam jęknął, kiedy jego plecy nagle uderzyły w ścianę. Dwie duże dłonie zaciskały się na jego rękach mocno, z pewnością robiąc mu siniaki. Adam nawet nie musiał patrzeć, kto to. Tylko jedna osoba lubiła nim rzucać po ścianach i straszyć, że mu wsadzi głowę do kibla. A nie zrobiła jeszcze tego tylko dlatego, że Adam posłusznie robił jej konspekt ze wszystkich przedmiotów, z którymi miała problem, i dzięki temu bez problemu mogła zaliczać sprawdziany.
– Musimy pogadać.
Adam spojrzał na Bastiana Croswelta, czując w sobie jakiś wewnętrzny bunt. Miał już totalnie dość jego grubiańskiego zachowania. Jakby nie mógł normalnie z nim porozmawiać!
– Zamieniam się w słuch – powiedział słodko Adam. Gdyby był silniejszy, walnąłby tego głupiego osiłka.
– Chodzi o Tomka. Czemu się tak dziwnie zachowuje? Dlaczego przyleciał z Europy aż tutaj? Mówił ci coś? Chcę wiedzieć o każdej jednej rzeczy.
– Co się tak wparłeś na tego biednego Tomka?
Adam naprawdę mu współczuł. Jeśli Bastian serio się nim interesował, a siniaki na jego ramionach jak najbardziej na to wskazywały, to Tomek miał przesrane. Prędzej czy później, ale przesrane i to na maksa.
– Nie twój interes. Odpowiadaj grzecznie na pytania, to może ci nie wleję.
– Czemu jego nie zapytasz? – Bastian spojrzał na niego porozumiewawczo, co Adam odczytał „Albo mi powiesz, albo zaraz ci przyleję”. – Dobra, dobra. Tak naprawdę to nie mam pojęcia. Powiedział, że to długa historia i nie chce nas zanudzać. Stwierdził, że nie lubi tłumów. Chce być w tej szkole anonimowy czy coś tam. Niewiele właściwie mówi i chyba się trochę stresuje, kiedy ma problem z wyrażeniem czegoś. Mówił jednak, że ciebie i Warrowa chce totalnie unikać. Chyba go przerażacie.
– Ale czemu? Co mu o nas nagadaliście?!
– Nic, przysięgam! To on sam… Może coś mu się przydarzyło w Polsce?
– W jego ojczystym kraju?
– Mhm…
– Jakoś ci nie wierzę.
Bastian patrzył mu prosto w oczy, jakby szukając w nich jakiejś oznaki kłamstwa. Adam mimowolnie się zarumienił. Bastian przyciskał go sobą do ściany i byli bardzo blisko. Niby futbolista nie był gejem, ale gdyby ktoś wszedł do środka, mogłoby to wyglądać dość jednoznacznie. Czuł się jak pod lupą, kiedy Bastian na niego patrzył. Mimo tych jego głupich zagrań i tego, że chłopak zwyczajnie go wykorzystywał, na swój pokręcony sposób nawet go lubił. Croswelt nie zrobiłby mu prawdziwej krzywdy, bo bałby się, że Adam przestanie mu robić konspekty. Niby mógł postraszyć kogoś innego, ale Adam tak naprawdę dobrze wiedział, jak taki konspekt przygotować, żeby Bastian mógł w nim wszystko zrozumieć i bez problemów się tego nauczyć. W końcu był jakiś powód tego, że z podręczników nic nie rozumiał i to wcale nie dlatego, że w ogóle ich nie czytał. Cała ta sytuacja zaowocowała tym, że mimowolnie się spotykali i rozmawiali, a co za tym idzie – Adam czuł się w jego towarzystwie coraz swobodniej i z czasem zupełnie przestał się go bać.
Zmarszczył brwi i uśmiechnął się cwaniacko. Na twarzy rudzielca odmalowało się lekkie zdziwienie, bo jeszcze nigdy nie widział u tego kujonka takiej miny.
– Jak mnie dalej tak będziesz cisnął do tej ściany tym swoim wysportowanym cielskiem, to się podniecę. – Bastian otworzył szeroko oczy, jakby nie mógł uwierzyć, że Adam naprawdę odważył się to powiedzieć. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. – No, chyba że cały czas próbujesz się zabrać do rzeczy i zwyczajnie nie wiesz jak mi to zakomunikować.
To był pierwszy raz, kiedy Adam miał okazję zobaczyć, jak twarz sportowca płonie krwistoczerwonym rumieńcem.
Rudzielec odsunął się o krok i wycedził.
– Masz dziesięć sekund, żeby stąd spadać i się schować. Potem cię po prostu zabiję.
Adamowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Uciekał tak szybko, że aż się za nim kurzyło.

…Znowu to samo.
Z gulą w gardle, ale też i pewną nadzieją, patrzył na postać przed nim, która właśnie zamachnęła się na niego kijem do baseballu. Na biologii nauczycielka mówiła, że jeśli uderzy się w odpowiednie miejsce na głowie, to łatwo wtedy zginąć. Mimowolnie odwrócił ją tak, żeby ten punkt dobrze wyeksponować. Czuł adrenalinę, strach, ból, nadzieję… Wszystko. A nie chciał już czuć nic.
W ustach miał pełno krwi, na twarzy też. Nie widział dobrze osoby, która trzymała kij, a jednak wiedział, kto to jest, tak samo jak wiedział, że to tylko sen.
Nie potrafił się jednak obudzić.
Spojrzał znowu na tę postać i jęknął, kiedy zobaczył, że ma przed sobą swojego ojca. Kacper patrzył na niego wzrokiem szaleńca, a jego wargi wykrzywiały się w obleśnym uśmiechu.
– Masz na co zasłużyłeś, szmato. I tak nikt cię nie chce.
A potem kij przeciął ze świstem powietrze, nieubłaganie zmierzając w kierunku jego głowy…

Tomek otworzył gwałtownie oczy, oddychając ciężko.
Sen… To tylko sen…
Pieprzony sen…
Zaszlochał cicho, odwracając się na wznak. Poleżał tak chwile, próbując się uspokoić, ale nie mógł.
Kacper stał oparty o ścianę tuż przy pokoju Tomka. Nie spodziewał się, że zwykła wycieczka do łazienki zakończy się podsłuchiwaniem tego, co dzieje się w pokoju nastolatka. Gdy usłyszał zza drzwi ciche jęki pomyślał, że może gówniarz po prostu się masturbuje, ale szybko się przekonał, jak jest naprawdę. W pierwszej chwili chciał wejść do pokoju i już praktycznie łapał za klamkę, kiedy dotarło do niego, co chciał zrobić.
Ma się bawić w pieprzonego ojca? Iść do gówniarza, przytulić go i zapewnić, że wszystko będzie dobrze? A może najlepiej przyznać się, że jest jego ojcem?
To wszystko było takie żałosne. Nie chciał go tu. Nie chciał słuchać o jego problemach ani widzieć jak płacze. Nie mógł tego znieść, bo zwyczajnie zaczynał się zastanawiać – gdzieś tam głęboko w sobie, tam, gdzie spychał wszystkie niechciane myśli – czy gdyby od początku się tym dzieckiem zaopiekował, to do tego wszystkiego by nie doszło? Kochał Olę. Tego był pewien. Gdy jeszcze ze sobą chodzili zastanawiał się, jak to by było być jej mężem i nie była to straszna wizja. Wpadli, więc trochę by się powściekał, ale koniec końców zająłby się nią i dzieckiem. Dostałby ofertę pracy, więc polecieliby do Stanów razem z nim. Byłby przy narodzinach dziecka, nadałby mu imię… Z czasem by się przyzwyczaił do obecności malucha w ich domu. Pewnie nawet by się nie zorientował, że jakimś cudem ma w portfelu zdjęcie swojego niechcianego dziecka i chwali się nim na prawo i lewo dumny jak paw. Uświadomiłby sobie, że go kocha i cieszył, że zdecydował się pomóc Oli z małym. A mały byłby szczęśliwy. Miałby oboje rodziców, może z czasem postaraliby się o kolejne dziecko? Kłóciliby się, ale byliby razem. I jego syn… Jego piękny, mądry syn nie wylądowałby w szpitalu bliski śmierci.
Kacper pokręcił tylko głową, robiąc krok w tył. Zza uchylonych drzwi wciąż słyszał rozpaczliwy szloch. Coś mimowolnie ścisnęło go w sercu. Cofnął się i poszedł z powrotem do swojego pokoju, coraz bardziej buntując się przeciwko pozytywnym uczuciom w stosunku do tego chłopca.
Chłopca, który był dla niego jednym wielkim wyrzutem sumienia.

16 komentarzy:

  1. To opowiadanie jest niesamowite, aż chce się czytać następne rozdziały. Bardzo ciekawie zostali opisani bohaterowie, ale myślę, że Bastian będzie z Adamem, a może mnie zaskoczysz?
    Dużo weny :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, szkoda że tylko co tydzień, ale dobre chociaż to :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ho ho ho XD
    Rozdział był bardzo dobry ^^
    Wszystko świetnie opisałaś <33
    Czekam na kolejne



    P.S przepraszam za krótki komentarz ale mam mega lenia ;.;

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś czuję, że to będzie Twoje najlepsze opowiadanie. Początek tej historii byłby świetnym początkiem książki, a i Twój warsztat jest na zdecydowanie lepszym poziomie niż kilka opowiadań temu. Jestem pod dużym wrażeniem, jeśli nie przestaniesz kiedyś pisać myślę, że czeka Cię ciekawa przyszłość.
    Powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się rękami i nogami pod tym komentarzem :)

      Usuń
  4. Ah podoba mi się, bardzo mi się podoba. Dzięki Tobie czuję,że mamy weekend... ah nic tak nie odpręża.

    Naturalnie, rozdział jest wspaniały, a to opo mnie osobiścje zachwyca. Ciekawa jestem, co będzie dalej, i wciąż wyczekuję komtynuacji.
    Powodzenia ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. zajebiste.. Już nie mogłem się doczekać nowego rozdziału ( patrzylem codziennie) coś czuję że to opo zajmie 1 miejsce egzekwo z 'granice' które napisałaś w moim rankingu

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada się super. Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału. Ciekawe jak rozwinie sie sytuacja Tomka w szkole i z Kacprem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde, to opowiadanie jest niesamowite. I mogę to stwierdzić po przeczytaniu dopiero dwóch rozdziałów ;o
    Nie mogę się doczekać tego, co będzie dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudo!
    To opowiadanie jest boskie i nie mow ze poczatek jest nudny, poniewaz ta historia jest ciekawa od samego prologu :D
    Niecierpliwie czekam na rozwoj wydarzen i dalsze rozdzialy ;)
    Pozdrawiam goraco!
    ~Fluffery

    OdpowiedzUsuń
  9. Opowiadania juz jest genialne, wiec co bedzie pozniej? *.* Naprawde nie mam pojecia kto z kim bedzie. Zack z Tomkiem, a Bastian z Adamem?
    Tak jak mowilam opo juz na poczatku jest rewelacyjne. I pytanko: Ile rozdzialow przewidujesz?
    Czekam na nexta, pozdrawiam :D
    ~P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego, ile bedzie rozdzialow, absolutnie nie da sie przewidziec. Wiekszosc tego opowiadania to jeszcze czarna dziura, wyjdzie w trakcie. Macie juz 5 glownych bohaterow (Tomek, Zack, Bastian, Adam, a piatego sie domyslcie;)), wkrotce pojawi sie jeszcze jeden. W dalszej czesci opowiadania pojawi sie kolejnych dwoch - bedzie to czwarta i raczej ostatnia para - wiec wierz mi, mam co pisac. Na razie skonczylam pisac 6 rozdzialow. Nie mam pojecia, ile tego moze wyjsc. Moze 30, a moze 50, a moze jeszcze wiecej. Nie wiem. Podejrzewam, ze bedzie to moje najdluzsze opowiadania, bo kazdy jeden watek chce dosc dobrze opisac. Ja mam nadzieje, ze nie porwalam sie z motyka na slonce. Raczej niepredko bede w stanie okreslic, ile tego wyjdzie. Duzo. To jedyna wlasciwa opowiedz na te chwile.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Jest to jednak jedyna odpowiedź, która mnie w pełni satysfakcjonuję, bo nie ma nic lepszego od uczucia euforii, gdy dowiadujemy się, że nasze ukochane opowiadanie ma mieć baaaardzooo dużo rozdziałów :)
      Czuję się tak jakby Gwiazdka przyszła wcześniej~!
      Dziękuję Ci za to, Kochana ^_^
      Pozdrawiam gorąco
      ~Rainbow cloud

      Usuń
  10. Cudo, cudo, cudo! *___*
    Co wiecej moge powiedziec? Zadne slowa nie sa w stanie wyrazic mojego zachwytu wzgletem tego opowiadania~! A to dopiero drugi rozdzial! Co bedzie dalej? Chyba moze byc juz tylko lepiej i jeszcze lepiej! :3
    Zycze Ci powodzenia :*
    ~Psychedelic smiles

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow. Myślałam, że już po pierwszym rozdziale wiem dla kogo zabije mocniej serce Tomka, a tu klops, bo wprowadzasz Bastiana. Mam szczerą nadzieję, że nie zdecydujesz się na trójkącik ;) A poważnie, mam jakieś dziwne przeczucia, że dla Bastiana kims więcej może się okazać Adam, a Tomek będzie po prostu przyjacielem.
    Trochę nie podobają mi się przemyślenia Kacpra, gdy usłyszał płacz syna. Niby dziecka nie chce, ale wyobrażał sobie wspólną przyszłość z dzieckiem i Olą? Trochę to (przynajmniej moim zdaniem) za wcześnie.
    Pozdrawiam,
    Ariana

    OdpowiedzUsuń
  12. Kacper... Dziwny facet... Niby nie chciał dziecka ale gdzieś w głębi skamieniałego serca jednak chciał... On jest bez kitu dziwny... Ale może się ogarnie i pokocha Tomka... Zobaczymy co przyniosą kolejne.odcinki...
    A sam Tomek?! Szkoda mi tego chłopaka... Wiem jak to jest być prześladowanym w szkole... Co prawda nie ze względu na orientację ( dzięki Bogu nikt się nie dowiedział ze jestem bi) ale swoje też przeszłam... Bastian - zajebi*te imię xD Trochę przeraża mnie jego ciekawość... Ale na swój pokręcone sposób go lubię :D
    Pozdrawiam cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)